Rząd przyjął w tym tygodniu projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Regulacja przygotowana w resorcie pracy zakłada przyznanie PIP uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.
Radczyni prawna mec. Ewelina Pietrzak-Wojnicz w rozmowie z PAP przypomniała, że PIP ma już uprawnienia do wszczynania postępowań o ustalenie stosunku pracy. - Zmiany mają polegać między innymi na tym, że inspektorzy będą mogli występować w sprawach o ustalenie treści stosunku pracy, czyli będą mogli walczyć o to, na jakich warunkach pracownik czy współpracownik będzie pracował - powiedziała.
Według projektu okręgowy inspektor pracy – w razie stwierdzenia nieprawidłowości – będzie miał możliwość wyboru środka reakcji: od wydania polecenia, poprzez wydanie decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy lub skierowanie powództwa do sądu.
Zdaniem radczyni prawnej projekt wymaga doprecyzowania, m.in. tego, w jakim terminie ma zostać wykonane polecenie inspektora, co do przekształcenia umowy. - Nie może być tak, że w jednym miejscu jest to 7 dni, a w innym miejscu 30 dni - wyjaśniła.
Projekt zakłada, że ewentualne odwołanie od decyzji okręgowego inspektora pracy do sądu będzie można wnieść w terminie 30 dni. Rozpatrzenie odwołania przez sąd ma nastąpić w ciągu 30 dni.
W Warszawie w zasadzie jest to niespotykane, żeby sąd zajął się sprawą, która spływa do niego w terminie 30 dni. W sądach rejonowych, co do zasady, czekamy około sześciu miesięcy do roku na pierwszą rozprawę - zauważyła Pietrzak-Wojnicz.
Wskazała też na najważniejsze różnice między umową o pracę a umową cywilnoprawną. Wyjaśniła, że dotyczą one m.in. kwestii zastępowalności w pracy, wypłaty wynagrodzeń, podporządkowania czy urlopów.
Jeśli zatrudnię pracownika na umowę o pracę, to on ma dla mnie pracować, czyli nie może sobie zorganizować zastępstwa, nawet osoby, która ma takie same kompetencje i doświadczenie. W przypadku umowy cywilnoprawnej jest taka możliwość - powiedziała radczyni prawna.
Ponadto - jak dodała - w przypadku umowy o pracę „działamy pod kierownictwem pracodawcy”, który ma ostatnie słowo i mówi, co należy zrobić, nawet jeśli pracownik się z tym nie zgadza. - Jednocześnie pracownik ponosi ograniczoną odpowiedzialność, najczęściej do trzech wynagrodzeń, jeśli jego działanie wywołałoby szkodę - podkreśliła prawniczka. Tymczasem osoby pracujące na podstawie umów B2B ponoszą pełną odpowiedzialność za swoje działania.
Różnica pracy między umową o pracę a umową cywilnoprawną dotyczy także dostępu do urlopów i zasiłków, choć tu - jak przyznała ekspertka - praktyka zaczyna się zmieniać. - Zdarza się już, że współpracownik negocjuje z firmą umowę B2B, która zakłada tak zwaną płatną przerwę w świadczeniu pracy. To jest też jedna z kwestii, którą sąd bada - w jaki sposób wypłaca się wtedy wynagrodzenie i jak ustala jego wysokość - wyjaśniła.
Różnice między umowami wiążą się też z miejscem i czasem wykonywania pracy. - Nie każdy musi pracować na podstawie umowy o pracę, ale jeśli się na to decyduje, to musi się liczyć z tym, że w konkretnych godzinach jest do dyspozycji swojego pracodawcy i tylko za jego zgodą może opuścić miejsce pracy - podkreśliła prawniczka.
Zwróciła uwagę, że obecnie dużo trudniej rozróżnić typ zawieranych umów, bo w rzeczywistości one się ze sobą zazębiają.
Dlatego w postępowaniach sądowych szukamy niuansów. To na przykład kwestia grafiku. Był przypadek osoby na B2B, która wniosła pozew przeciwko firmie argumentując, że inni pracownicy zatrudnieni na podstawie umowy o pracę wykonywali taką samą pracę jak ona. Natomiast w toku sprawy wyszło, że ona miała pierwszeństwo, żeby dopisywać się w grafiku wtedy, gdy jej pasuje. Na tym też polegała jej przewaga w stosunku do tych pracowników. Dlatego sąd nie przyznał jej racji - wskazała ekspertka.
Ewelina Pietrzak-Wojnicz przyznała, że w sądach toczy się wiele spraw o ustalenie stosunku pracy. - One najczęściej pojawiają w sytuacji, gdy pracownik uległ wypadkowi przy pracy. Wtedy osoba zatrudniona na B2B sobie przypomina, że jako pracownik miałaby większe uprawnienia. Zdarza się też, że współpracownikom brakuje lat do stażu pracy czy do emerytury - powiedziała.
To, co odróżnia umowę o pracę np. od umowy zlecenia, to także ochrona wynagrodzeń. - Jeśli przeciwko pracownikowi jest prowadzone postępowanie komornicze, to pracodawca dostaje informację o tak zwanym zajęciu wynagrodzenia. Wówczas jego część w postaci minimalnego wynagrodzenia jest chroniona. Tego komornikowi przekazać nie można. Przy innych umowach takiego zabezpieczenia nie ma - zaznaczyła Pietrzak-Wojnicz.
Zdaniem prawniczki Państwowa Inspekcja Pracy interweniuje teraz zbyt wolno, dlatego usprawnienie jej działań jest potrzebne. - To, że inspekcja dostanie możliwość wydawania decyzji administracyjnych w sprawie przekształcania umów jest nieuniknione, ale potrzebna jest też obrona przed takim mechanizmem, by nie był on nadużywany - oceniła.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) podało, że na koniec II kwartału 2025 roku w Polsce wyłącznie na zleceniu i umowach pokrewnych pracowało blisko 1,5 mln ludzi. To - jak zaznaczył resort - najwięcej, odkąd GUS publikuje o tym dane.
Reforma PIP, szczególnie możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, w ostatnich miesiącach wzbudziła szerokie dyskusje. Przeciw tej zmianie byli przedsiębiorcy, broniły jej związki zawodowe. MRPiPS argumentowało, że celem zmian jest większa ochrona pracowników i walka z tzw. śmieciowym zatrudnieniem.
Projektem reformy PIP zajmie się teraz parlament.



























































Napisz komentarz
Komentarze