W środę 25 lutego w Arenie Lodowej panowała atmosfera godna prawdziwego święta sportu. Ok. godziny 17:00 do hali zaczęli tłumnie przybywać mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego – zarówno ci najmłodsi, jak i starsi kibice sportu. Wszystko po to, by powitać trzech panczenistów, którzy niedawno reprezentowali Polskę na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich we Włoszech.
Na stojąco przywitano lotników olimpijskiego sukcesu: Vladimira Semirunniego, Damiana Żurka i Karolinę Bosiek. Z drużyną był także ich trener – Roland Cieślak, a każdemu z zawodników długo nie brakowało oklasków, uścisków dłoni i serdecznych gratulacji.
– Dla mnie udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich był spełnieniem marzeń z dzieciństwa – mówił pod sceną Damian Żurek. – Samo zakwalifikowanie się to ogromny sukces, bo ten sezon był wyjątkowo mocny.
Żurek może mówić o sezonie udanym. Zarówno na dystansie 500 m, jak i 1000 m uplasował się tuż za podium, zajmując czwarte miejsce. To satysfakcjonujące wyniki – zwłaszcza w świetle siły rywali na torze.
Największe owacje tej wyjątkowej środy zebrał jednak Vladimir Semirunni. Tomaszowianin wywalczył srebro na dystansie 10 000 metrów, a podczas ceremonii zamknięcia Igrzysk nieśli go jako chorążego reprezentacji Polski.
– Wracam szczęśliwy i bardzo dumny z siebie – mówił Semirunni do zebranych. – Choć gdyby medal się nie udał, i tak wróciłbym z podniesioną głową. To był niesamowity czas.
Wśród kibiców nie brakowało ludzi z rodzinami. Dzieci przychodziły z transparentami, klubowymi szalikami i – co najważniejsze – ogromnym entuzjazmem. – To było naprawdę wyjątkowe – mówiła jedna z mam, przyjeżdżając na powitanie z dwójką swoich pociech. – Moje dzieciaki trenują w tomaszowskich sekcjach i dziś ich oczy błyszczały jak na prawdziwym koncercie rockowym.
Swój olimpijski dorobek zaliczyła również Karolina Bosiek, dla której były to już trzecie Zimowe Igrzyska Olimpijskie. – Zmaganiom towarzyszyły niesamowite emocje, dużo większe niż na jakichkolwiek innych zawodach – mówiła Karolina. – A dzisiejsze powitanie… Widzieć tu tyle znajomych twarzy i tyle dzieciaków, którzy może kiedyś będą reprezentować Polskę? To naprawdę piękne.
Trener Cieślak nie ukrywał dumy z postawy swoich podopiecznych, ale również z samego miejsca, które latami dawało im warunki do treningów. – Wszystko zaczęło się od naszej Areny Lodowej – mówił. – Mamy w Tomaszowie miejsce, gdzie można trenować w godnych warunkach. To się przekłada na rozwój pana panczenistów, na ich doświadczenie i na to, że Polska staje się coraz bardziej liczącym się rywalem na arenie międzynarodowej.
A sukcesy to nie kres marzeń. Już na horyzoncie kolejne wyzwania – Mistrzostwa Świata w wieloboju i w wieloboju sprinterskim, które odbędą się w dniach 5–9 marca w holenderskim Heerenveen.
Semirunni podzielił się swoimi planami: – Na 5 kilometrów chciałbym poprawić rekord toru, a na 10 kilometrów, gdzie już go mam, powalczyć o jeszcze lepszy wynik. Ten srebrny medal nie był przypadkiem. To efekt ciężkiej pracy i mam nadzieję, że pokażę to także na mistrzostwach.
Kibice z Areny Lodowej wychodzili późnym wieczorem z uśmiechami na twarzach, z dumą opowiadając o dobrych wynikach i o tym, że tacy sportowcy jak Semirunni, Żurek i Bosiek – to skarb dla każdego miasta, nie tylko Tomaszowa Mazowieckiego.






























































Napisz komentarz
Komentarze