Mieszkańcy nie przyszli po dyplomatyczne formułki. Przyszli po odpowiedzi. Chcieli usłyszeć, kto zawiódł, dlaczego nie zrobiono nic wcześniej i czemu dziś wciąż nie ma konkretnego terminu przywrócenia działania przychodni POZ przy ul. Wilczej w Tomaszowie Mazowieckim. W ich wypowiedziach dominowały emocje, rozgoryczenie i poczucie, że przez długi czas byli lekceważeni.
Nie są to emocje pozbawione przyczyn, bo o tym, że prowadzący ośrodek zdrowia przy ul. Wilczej doktor Żegota zamierza zakończyć działalność, wiadomo było od kilku miesięcy. Czy był czas przygotować alternatywę?
Jak przypomniano podczas posiedzenia Komisji Zdrowia, Rodziny i Spraw Społecznych Rady Powiatu, informacje o możliwym zamknięciu placówki pojawiały się dużo wcześniej.
„Pan doktor Żegota pod koniec roku zgłosił się do nas i złożył wypowiedzenie prowadzenia tej przychodni ze względów osobistych i zdrowotnych. Twierdził, że nie ma już siły, żeby dalej ją prowadzić.”
Zarzuty wobec władz powiatu
Najpoważniejsze zarzuty padły pod adresem poprzedniego zarządu powiatu, a także Komisji Zdrowia Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim.
Z relacji uczestników spotkania wynikało, że mimo sygnałów ostrzegawczych, składanych pism i deklarowanego zainteresowania przejęciem przychodni POZ Wilcza, przez długi czas nie podejmowano realnych działań.
W dyskusji wielokrotnie powracał wątek zapytań kierowanych przez doktora Rusinka oraz właścicieli sieci poradni Allmed. Już w październiku i listopadzie starano się o przejęcie placówki.
Jak podkreślali mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego:
„Pan Rusinek złożył jedno zapytanie w październiku, drugie w listopadzie. I wyobraźcie sobie państwo, że przez dwa miesiące nikt nie potrafił wziąć telefonu i zaprosić go na rozmowę.”
Jeszcze ostrzej ujął to jeden z uczestników spotkania:
„Przez dwa miesiące nikt nie umiał zadzwonić i zaprosić pana Rusinka na spotkanie, żeby z nim porozmawiać. Po prostu go olali.”
Mieszkańcy podkreślali, że na te sygnały nie udzielono jasnej odpowiedzi, nie zaproszono zainteresowanych do rozmów i nie podjęto żadnych energicznych kroków, które mogłyby przyspieszyć rozwiązanie problemu.
Urzędnicza bezradność
To właśnie ten brak reakcji wybrzmiał najmocniej.
W opinii wielu uczestników nie chodziło już nawet o samą zwłokę, ale o urzędniczy styl działania, który można streścić jednym słowem: bezradność.
Zamiast sprawnego zarządzania kryzysem była cisza, formalizm i przerzucanie odpowiedzialności. Zamiast szybkiej decyzji — konkurs. Zamiast kontaktu z zainteresowanymi — procedury. Zamiast zabezpieczenia ciągłości opieki zdrowotnej — chaos, którego skutki ponoszą dziś mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego. Na końcu były starosta postanowił obciążyć winą nowy zarząd powiatu i aktualnego prezesa szpitala Konrada Borowskiego. Czegoś tak kuriozalnego w wymowie, chyba nikt się nie spodziewał
„Na dzień 9 marca ta przychodnia byłaby już otwarta, gdyby nie konkretne decyzje nowego zarządu.”
Spór o czynsz i decyzje finansowe
W trakcie spotkania wrócił także temat wcześniejszych decyzji finansowych wobec dotychczasowego operatora placówki.
Padały oskarżenia, że zaproponowanie bardzo wysokiego czynszu mogło w praktyce doprowadzić do osłabienia funkcjonowania ośrodka zdrowia Wilcza.
„Wystawiliście 40 tysięcy panu Żegocie. Dopiero po naszych interwencjach zeszliście do trzynastu tysięcy.”
Nawet jeśli później stawka została obniżona, dla wielu mieszkańców był to symbol fatalnego zarządzania: najpierw tworzy się problem, potem próbuje się go łagodzić, a na końcu wszyscy udają zaskoczenie, że system się rozsypał.
Zaniedbany budynek
Jeszcze mocniej wybrzmiały zarzuty dotyczące wieloletnich zaniedbań samego budynku.
Mieszkańcy mówili wprost o degradacji obiektu, pustych i niszczejących pomieszczeniach, braku nadzoru i braku realnego zainteresowania stanem nieruchomości należącej do powiatu.
Jedna z mieszkanek mówiła:
„Od 25 lat cała góra budynku stoi pusta. Okna nie są nawet otwierane. Sufity są zalane. Nikt ze starostwa nigdy się tym nie interesował.”
Z ich relacji wyłania się obraz miejsca, które przez lata było pozostawione samo sobie.
Trudno nie postawić pytania, jak to możliwe, że przez tak długi czas nikt odpowiedzialny nie uznał tego za problem wymagający pilnej reakcji. Będzie ono oczywiście pytaniem retorycznym, bo podobnych nieruchomości we władaniu powiatu jest więcej.
Konkurs i niespełnione plany
W dyskusji przypomniano także wcześniejsze działania związane z próbą zapewnienia ciągłości funkcjonowania przychodni POZ w Tomaszowie Mazowieckim. Po rezygnacji lekarza prowadzącego ogłoszono konkurs na dzierżawę budynku. Zainteresowanie miały wyrazić różne podmioty, jednak do formalnego postępowania przystąpiło jedynie Tomaszowskie Centrum Zdrowia.
„Ogłosiliśmy konkurs na dzierżawę ośrodka. Zgłosiło się tylko Tomaszowskie Centrum Zdrowia.”
Czy to, że właśnie powiatowa spółka została wskazana jako potencjalny operator przychodni, miało wpływ na to, że nie pojawili się inni oferenci? Jest to bardzo możliwe. Były Starosta przekonuje, że gdyby nie został odwołany, przychodnia nadal by działała. Że ciężar jej prowadzenia wziąłby na siebie TCZ. Przekonywano, że zebrano nawet 2000 deklaracji od pacjentów. Szybko okazało się, że liczba ta wzięta została z przysłowiowego "sufitu" i jest najogólniej ujmując kłamstwem.
Problem z dostosowaniem budynku
Według przedstawionych informacji planowano uruchomienie w budynku filii szpitalnego POZ, jednak realizację tych zamiarów zatrzymały problemy związane z wymogami Narodowego Funduszu Zdrowia, przede wszystkim konieczność dostosowania łazienek dla osób z niepełnosprawnościami.
Rzecz w tym, że od października ani spółka, ani powiat nie zrobili w tej sprawie nic.
To właśnie ten wątek wywołał jedną z najżywszych części dyskusji.
Jedna z mieszkanek powiedziała:
„Jeżeli chodzi o barierki dla niepełnosprawnych, to my w Białobrzegach znajdziemy ludzi, którzy zrobią to w jeden weekend.”
W opinii wielu osób problem nie leży już w samej możliwości uruchomienia placówki, lecz w braku zdecydowanych działań.
Brak komunikacji z mieszkańcami
W tej historii szczególnie uderza jedno: brak elementarnej komunikacji z mieszkańcami. Społeczność lokalna miała poczucie, że o losie ważnej dla niej placówki dowiaduje się za późno, zbyt mało i nieoficjalnie.
„My nic nie wiemy. Nie mamy żadnych informacji. Musimy przychodzić tu całą grupą, żeby dowiedzieć się czegokolwiek.”
Zamiast rzetelnej informacji były plotki, domysły i narastająca frustracja.
Mieszkańcy chcą jednego
Nie zabrakło też głosów, że dziś nie czas już wyłącznie rozdrapywać rany. Problem w tym, że bez nazwania przyczyn trudno mówić o odbudowie zaufania. A to zaufanie zostało poważnie nadwyrężone. Mieszkańcy wyraźnie pokazali, że nie chcą kolejnych politycznych sporów, wzajemnego zasłaniania się procedurami i opowieści o tym, kto chciał dobrze, ale nie mógł.
„My nie jesteśmy przyzwyczajeni do luksusów przychodni. My po prostu chcemy, żeby ona działała.”
Co dalej z przychodnią na Wilczej?
Dziś mieszkańcy słyszą, że potrzeba kolejnych tygodni, być może miesięcy. Słyszą o nowych rozmowach, analizach i próbach znalezienia rozwiązania.
Tyle że oni już raz usłyszeli zbyt wiele i zobaczyli zbyt mało. Najważniejsze pytanie pozostaje aktualne: czy tym razem rzeczywiście coś się wydarzy, czy znów skończy się na obietnicach i przerzucaniu winy?
Bo jeśli przychodnia POZ przy ul. Wilczej w Tomaszowie Mazowieckim nie wróci szybko do życia, mieszkańcy zapamiętają nie urzędnicze tłumaczenia, lecz bardzo prosty fakt — kiedy potrzebowali sprawnego działania, dostali chaos.
























































Napisz komentarz
Komentarze