Szanowna Redakcjo,
z zainteresowaniem obserwuję trwające w naszym mieście wielkie sprzątanie po zimie. Widok zamiatarek wyjeżdżających na ulice daje pewne poczucie porządku i dbałości o przestrzeń publiczną. Trudno nie docenić samej idei – po miesiącach zimy, śniegu i intensywnego posypywania dróg piaskiem oraz solą, nasze ulice faktycznie wymagają gruntownego oczyszczenia. Jednak sposób realizacji tych działań budzi poważne wątpliwości – i, jak się okazuje, nie tylko moje.
Coraz częściej w rozmowach mieszkańców pojawia się jeden, powtarzający się zarzut: sprzątanie rozpoczęto od niewłaściwego miejsca. Zamiast najpierw oczyścić chodniki, miasto skierowało swoje działania na jezdnie. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać logiczne – to przecież ulice są głównymi arteriami komunikacyjnymi. Jednak w praktyce taka kolejność działań może okazać się mało efektywna, a wręcz prowadzić do marnowania czasu i publicznych pieniędzy.
Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta i wynika z codziennego doświadczenia mieszkańców. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, za utrzymanie czystości chodników przylegających do posesji odpowiadają ich właściciele. I wielu z nich – co należy pochwalić – rzeczywiście podejmuje się tego obowiązku. Problem w tym, że jeśli robią to już po przejeździe miejskich zamiatarek, efekt ich pracy trafia… z powrotem na jezdnię.
W praktyce wygląda to tak: miasto sprząta ulicę, a chwilę później mieszkańcy zmiatają zalegający na chodnikach piach, kurz i pozostałości po zimie prosto na świeżo uprzątniętą drogę. W efekcie cały wysiłek służb komunalnych zostaje częściowo zaprzepaszczony. Ulice znów są brudne, a zamiatarki – prędzej czy później – muszą wracać w te same miejsca.
Trudno nie odnieść wrażenia, że zabrakło tu koordynacji i przemyślanej strategii. Gdyby sprzątanie rozpoczęto od chodników – czy to poprzez akcję informacyjną skierowaną do mieszkańców, czy poprzez wcześniejsze działania porządkowe – efekt końcowy byłby znacznie lepszy. Najpierw oczyszczone chodniki, potem jezdnie – taka kolejność wydaje się nie tylko logiczna, ale i ekonomicznie uzasadniona.
Nie chodzi tu o krytykę dla samej krytyki. Wręcz przeciwnie – wielu mieszkańców docenia fakt, że miasto podejmuje działania porządkowe i stara się poprawić estetykę przestrzeni publicznej. Problem polega jednak na tym, że bez odpowiedniej organizacji nawet najlepsze intencje mogą przynieść połowiczne rezultaty.
Być może warto w przyszłości rozważyć lepsze zsynchronizowanie działań miasta z obowiązkami mieszkańców. Wystarczyłoby choćby krótkie ogłoszenie: informacja o planowanym sprzątaniu, apel o wcześniejsze uprzątnięcie chodników, a nawet wyznaczenie konkretnych dni dla poszczególnych rejonów. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu miastach i przynoszą bardzo dobre efekty.
Na koniec chciałbym podkreślić jedno: wszyscy gramy do jednej bramki. Zarówno służby miejskie, jak i mieszkańcy chcą żyć w czystym, zadbanym mieście. Warto więc, by działania obu stron były ze sobą spójne, a nie – choć nieświadomie – wzajemnie się niwelowały.
Z wyrazami szacunku,
Czytelnik NaszTomaszow.pl



























































Napisz komentarz
Komentarze