Badanie pokazuje Polskę w stanie osobliwego rozdwojenia. Z jednej strony większość respondentów dostrzega poprawę warunków życia i rozwoju dzieci. Z drugiej — niemal dwie trzecie badanych uważa, że lepszy dostęp do mieszkań mógłby poprawić dzietność. To znaczy, że w centrum rozmowy o rodzinie nie stoi już wyłącznie becikowe, świadczenie czy jednorazowa ulga podatkowa. Coraz częściej stoi tam klucz do własnego mieszkania.
Większość uważa, że w Polsce można dziś wychowywać dzieci
Na pytanie, czy warunki życia w Polsce sprzyjają posiadaniu dzieci, 56,7 proc. respondentów odpowiedziało twierdząco. Przeciwnego zdania było 36,6 proc. badanych.
Różnice widać wyraźnie między kobietami i mężczyznami. Pozytywnie warunki do posiadania dzieci ocenia 60,4 proc. mężczyzn i 53,4 proc. kobiet. To nie jest detal statystyczny, ale społeczna szczelina. Macierzyństwo nadal częściej oznacza dla kobiet realne ryzyko zawodowe, większy ciężar opieki i bardziej dotkliwy konflikt między pracą a domem.
Jeszcze wyraźniejszy podział pojawia się między osobami posiadającymi dzieci i bezdzietnymi. Wśród rodziców pozytywną ocenę warunków wyraża 60,7 proc., a wśród osób bezdzietnych — 44,3 proc.. Innymi słowy: ci, którzy już weszli do tej rzeki, częściej mówią, że da się płynąć. Ci, którzy stoją na brzegu, widzą nurt, rachunki i niepewność.
Dzieciom jest lepiej niż 20 lat temu? Tu Polacy są niemal zgodni
Najmocniejszy wynik badania dotyczy warunków rozwoju dzieci. Aż 81,3 proc. ankietowanych uważa, że są one dziś lepsze niż 20 lat temu. Przeciwnego zdania jest 13,5 proc.
Trudno się temu dziwić. Polska początku lat dwutysięcznych i Polska roku 2025 to dwa różne kadry z tego samego filmu. Wtedy: bezrobocie, emigracja, szkoły często niedoinwestowane, place zabaw pamiętające poprzednią epokę. Dziś: więcej zajęć dodatkowych, lepsza infrastruktura, powszechniejszy dostęp do kultury, sportu, edukacji cyfrowej, programów wsparcia.
W Tomaszowie Mazowieckim i okolicach widać to choćby po codziennym rytmie lokalnych instytucji: półkolonie, zajęcia w MCK, sportowe akademie, konkursy szkolne, biblioteczne akcje czy wydarzenia dla rodzin. Dziecko nie dorasta już wyłącznie między szkołą, trzepakiem i podwórkiem. Ma więcej możliwości. Pytanie brzmi: czy rodzic ma więcej spokoju?
Łatwiej być rodzicem? Odpowiedź zależy od tego, kto właśnie płaci rachunki
Według badania 48 proc. respondentów uważa, że dziś łatwiej być rodzicem niż 20 lat temu. 41,4 proc. twierdzi, że jest trudniej.
Ale najciekawsze jest to, co mówią rodzice dzieci do 18. roku życia. W tej grupie 47,7 proc. uważa, że dziś jest trudniej. To głos ludzi, którzy nie mówią z poziomu wspomnienia, lecz z poziomu porannego chaosu: śniadaniówka, przedszkole, korepetycje, lekarz, rata kredytu, logistyka dwóch etatów i pytanie, kto tym razem zostanie z dzieckiem, gdy przyjdzie infekcja.
Tu kończy się sondażowa publicystyka, a zaczyna zwykłe życie. Rodzicielstwo bywa dzisiaj mniej siermiężne niż kiedyś, ale bardziej skomplikowane. Kiedyś brakowało rzeczy. Dziś częściej brakuje czasu, stabilności i pewności, że za rok domowy budżet nadal się zepnie.
Mieszkanie jako warunek rodziny
Najważniejszy politycznie wniosek z badania brzmi: 64 proc. respondentów uważa, że lepszy dostęp do lokali mieszkalnych poprawiłby dzietność w Polsce. Przeciwnego zdania jest 28 proc. Najsilniejsze poparcie dla tej tezy widać wśród rodziców dzieci do 18 lat — wskazuje tak 73 proc. z nich.
To nie przypadek. W debacie o demografii przez lata dominowały świadczenia finansowe. Tymczasem rodzina nie rodzi się w tabelce Excela. Rodzina potrzebuje miejsca: pokoju dla dziecka, bezpiecznej umowy najmu, przewidywalnej raty, żłobka w rozsądnej odległości, autobusu, którym da się dojechać do pracy.
Program Rodzina 800 plus od 1 stycznia 2024 roku oznacza świadczenie wychowawcze w wysokości 800 zł miesięcznie na dziecko do ukończenia 18 lat, niezależnie od dochodu rodziny. To realne wsparcie budżetu domowego, ale — jak pokazuje debata demograficzna — samo świadczenie nie rozwiązuje problemu decyzji o pierwszym czy kolejnym dziecku.
Bo dziecko to nie tylko comiesięczny koszt. To decyzja o przyszłości. A przyszłości nie buduje się na kartonie po przeprowadzce.
PIT dla rodzin z dwojgiem dzieci? Społeczeństwo podzielone
Badani byli pytani także o możliwe zachęty podatkowe. 46,5 proc. respondentów uważa, że rodzice mający co najmniej dwoje dzieci nie powinni płacić podatku dochodowego PIT. Przeciwnego zdania jest 39,7 proc.
Najczęściej takie rozwiązanie popierają rodzice dzieci do 18 lat — 57 proc.. To zrozumiałe. Dla rodzin wychowujących dzieci każda ulga oznacza nie abstrakcję fiskalną, ale konkret: buty, lekarza, kolonie, korepetycje, rachunek za prąd.
Zupełnie inaczej badani podchodzą do pomysłu dodatkowego podatku dla osób bezdzietnych. 71 proc. respondentów się z nim nie zgadza, a popiera go 19,6 proc. To ważny sygnał. Polacy mogą chcieć wspierania rodzin, ale nie chcą powrotu do logiki karania za brak dzieci. I słusznie, bo demografia nie jest pałką. Jest lustrem.
Korzyści czy koszty? Rodzicielstwo w rachunku emocji
50 proc. badanych uważa, że posiadanie dzieci oznacza więcej zysków i korzyści niż kosztów i problemów. Przeciwnego zdania jest 36,1 proc.
Mężczyźni częściej niż kobiety widzą przewagę korzyści — 55,8 proc. wobec 44,9 proc. Wśród osób mających dzieci taki pogląd wyraża 55,3 proc., a wśród bezdzietnych — 33,8 proc.
Najbardziej wyrównane oceny pojawiają się u rodziców dzieci do 18 lat. 46,7 proc. z nich widzi więcej korzyści, a 44,4 proc. więcej kosztów i problemów. To bardzo ludzki wynik. Bez lukru. Bez pocztówki z uśmiechniętą rodziną na tle zachodu słońca. Rodzicielstwo bywa cudem, ale bywa też logistyczną epopeją. Trochę jak „Odyseja”, tylko zamiast Cyklopa są raty, terminy do lekarza i Librus o 22.37.
Państwo może pomagać, ale nie zatrzyma wszystkich zmian
Badanie IBRiS pokazuje jeszcze jeden twardy wniosek: 64,7 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że brak dzieci to efekt zmian społecznych i żadne działania państwa tego nie zatrzymają. Przeciwnego zdania jest 27,4 proc.
To zdanie powinno wisieć nad każdym ministerialnym gabinetem, w którym planuje się politykę rodzinną. Państwo może poprawiać warunki. Może budować żłobki, wspierać mieszkalnictwo, stabilizować prawo pracy, rozwijać transport publiczny, finansować leczenie niepłodności, wzmacniać ochronę zdrowia kobiet, zapewniać dostęp do opieki okołoporodowej i psychologicznej. Ale nie cofnie całej zmiany kulturowej.
Dzisiejsi młodzi dorośli inaczej myślą o życiu niż pokolenie ich rodziców. Częściej chcą najpierw stabilizacji, relacji partnerskiej, mieszkania, pracy, zdrowia psychicznego. Częściej pytają nie tylko „czy chcemy dziecka?”, ale też „czy damy radę być dobrymi rodzicami?”.
Dane demograficzne są bezlitosne
Na tle sondażu warto przypomnieć dane GUS. Według Rocznika Demograficznego 2025, obejmującego dane za 2024 rok, Polska pozostaje krajem z poważnym problemem demograficznym. GUS podaje, że współczynnik dzietności w 2024 roku wyniósł 1,099, czyli znacznie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, który wynosi około 2,1 dziecka na kobietę.
To oznacza, że nawet jeśli nastroje w sondażu są umiarkowanie optymistyczne, liczby urodzeń nie idą za tym optymizmem. Polska może uważać, że dzieciom żyje się dziś lepiej, ale wciąż nie potrafi przekonać wystarczająco wielu dorosłych, że warto i bezpiecznie zostać rodzicem.
I tu właśnie tkwi sedno. Nie chodzi o to, czy Polacy kochają dzieci. Kochają. Nie chodzi o to, czy dzieci są wartością. Są. Chodzi o to, czy państwo, samorządy, rynek pracy i mieszkalnictwo tworzą taki świat, w którym decyzja o dziecku nie przypomina skoku z mostu we mgłę.
Lokalny wymiar: demografia zaczyna się pod konkretnym adresem
Dla Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i podobnych miast ten temat nie jest abstrakcją z warszawskich paneli eksperckich. Demografia decyduje o przyszłości szkół, przedszkoli, przychodni, rynku pracy, komunikacji i lokalnych usług.
Gdy rodzi się mniej dzieci, za kilka lat mniej uczniów siada w szkolnych ławkach. Potem mniej młodych ludzi wchodzi na lokalny rynek pracy. Potem trudniej utrzymać tempo rozwoju miasta. Demografia to nie wykres. To puste miejsce przy szkolnym stoliku, zamknięty oddział, trudniejsza rekrutacja w firmie, samotność seniorów.
Dlatego wnioski z badania IBRiS są ważne także lokalnie. Jeśli mieszkańcy wskazują mieszkania, stabilność i realne wsparcie jako warunki sprzyjające dzietności, to polityka rodzinna nie może kończyć się na przelewie. Musi schodzić niżej — do gminy, ulicy, osiedla, żłobka, przychodni i autobusu.
Bo dzieci nie rodzą się w strategiach. Rodzą się w mieszkaniach, w których ktoś wreszcie czuje, że może zamknąć drzwi i powiedzieć: tu jest nasz dom.



Komentarze