Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:17
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama badanie bezdechu sennego

Laos (Luang Prabang, Oudom Xai, Luang Namtha) - Polska majówka w górach

W przerwie od klikania w Vang Vieng, sprawdzając prywatną skrzynkę i wrzucając nowe maile do folderów: "ważne" "odpowiem za kilka dni", "odpowiem za kilka tygodni", "kiedyś tam odpowiem" i, oczywiście, "spam", natrafiłem na noworoczne życzenia. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby adresatem maila nie była osoba o polskim nazwisku. W środku było coś takiego:

Siemanko!
Moze jestes gdzies w okolicach Vientene i chcialbys sie umowic na piwko i wymienic pare informacji albo po prostu pogadac w rodzimym jezyku. Łapaliśmy stopa przy tym samym lotnisku pare dni temu co Ty. Jest nas dwójka, Lublin i Stalowa Wola. Daj znac. [...]

 

No i jak tu nie odpisać od razu? Z Michałem i Dorotą umówiliśmy się w Vang Vieng. Akurat na styk powyrabiałem się z moimi zleceniami i mogliśmy sobie bez żadnych limitów czasowych usiąść przy plastikowych wiaderkach darmowej Lao Whiskey z lodem i coca-colą. Wielką zaletą Lao Whiskey jest jej cena - 10.000 kipów (ok. 1.3 usd) za 1-litrową, szklaną butelkę. "Szczerze mówiąc, wolę lać więcej whiskey bo jest tańsza niż cola", powiedział barman przerwacając mi do góry nogami wszystko czego się nauczyłem jak, jako nastolatek, sam stałem i za kontuarem i polewałem. Podstawową wadą tego ustrojstwa jest jednak smak, niczym nie różniący się od znanych na całym świecie Jaśków, Jacków i innych - Domestosów. Do tego, w połączeniu z colą, ta dziwna ciecz, tworzy taką mieszankę, że moje kubki smakowe tego po prostu nie tolerują. Równe dobrze, można by do tego Cifa dolać. Dlatego, sam, zdecydowałem się na zwykłe, pospolite piwo.


Jako, że Michał i Dorota również przemieszczają się za pomocą wyciągniętych w stronę słońca kciuków, uzgodniliśmy, że połapiemy sobie stopa razem. Następnego dnia bez żadnych łez w oku ani specjalnych sentymentów, wyjechaliśmy z Vang Vieng. Po kilku kilometrach marszu za rogatki złapaliśmy duże terenowe auto z Brytyjczykiem za kierownicą i, jakże mocno powiązaną ze specjalną ofertą lokalnych barów piosenką Rolling Stonesów "Brown Sugar" grającą w tle. Pan z miejsca zapytał czy byliśmy na tubingu. Ucieszył się słysząc "nie", kwitując, że to co się stało z tą niewielką niegdyś wsią przechodzi ludzkie pojęcie. Ogólnie, wydawał się być bardzo poruszony i zniesmaczony aktualnym obliczem Vang Vieng. Niestety, miłym towarzystwem ze wspólnymi tematami rozmów, nacieszyliśmy się jedynie przez kilka kilometrów.

 

Vang Vieng opuściliśmy z zimną krwią - bez żadnych sentymentów ani myśli typu "Kiedyś tu wrócę".

 

Zrobiliśmy sobie małe, kilkudziesięciominutowe wakacje na jednym ze skrzyżowań. Nie trzeba mieć nawet rąk by policzyć na palcach samochody, które nas minęły. W końcu, udało się nam zatrzymać furgonetkę z odkrytą paką. Po chwili, już czuliśmy wiatr we włosach i wilgotne, gorące górskie powietrze. A, że język i widoki skojarzyły mi się z naszymi, Polskimi, górami, wymyśliłem, że możnaby zacząć typową, autostopową majówkę. Co tam, że był 23 kwietnia. Ważne, że było ciepło, zielono, słonecznie i swojsko. Nawet droga przypominała nasze wojewódzkie szlaczki. Tyle, że polscy kierowcy są jacyś bardziej wyćwiczeni w slalomie. My, akurat, trafiliśmy na szofera, który chyba testował wytrzymałość zawieszenia. Do pełni swojskości brakowało mi tylko wędzonej jałowcowej ale, na szczęście, Dorota miała w plecaku czekoladowe ciasteczka Jack & Jill (wietnamska, połowę tańsza odpowiedź na Oreo z Krafta), które skutecznie zastąpiły mi braki w żołądku

 

Po dwóch godzinach, dojechaliśmy do jakiejś niewielkiej miejscowości. Majówkowym zwyczajem, Dorota i Michał podarowali kierowcy pocztówkę serwisu www.autostopik.pl (ja już wszystkie możliwe fanty porozdawałem). W podziękowaniu, uśmiechnięty Pan, chwycił za ich długopis i nasmarował 1.000.000. Okazało się, że tyle chciał za wymęczenie nas na górskich serpentynach i obicie naszych pośladków i kręgosłupów na wszystkich znajdujących się po drodzę dziurach. Dla porównania, klimatyzowany autobus kosztowałby ok. 50.000 kipów. Nie mając pewności czy napisana kwota była podana w kipach czy dolarach, potraktowaliśmy to jako przejaw poczucia humoru i ładnie podziękowaliśmy.

 

Trochę jak w Bieszczadach. Trochę jak w Górach Świętokrzyskich.

 

Wyszliśmy z miasteczka machając przechodzącym przez ulicę ślimakom. Nic innego nie chciało zostawić swojego śladu na podtopionym asfalcie "Zaczyna się - prawdziwy Laos", pomyślałem. Na szczęście, za kilkoma zawijasami była druga część tej samej wioski. Usłyszałem muzykę więc pomyślałem: "impreza, jedzenie....", JEDZENIE, wykrzyknąłem. "Wchodzimy?". Dorota i Michał nie mieli specjalnie wyjścia. Byliśmy zbyt głodni, a ja byłem zbyt ciekawy by zobaczyć co dzieje się za bramą czegoś co wyglądało na budynek lokalnych władz.


Trafiliśmy na ceremonię Baci z okazji Buddyjskiego Nowego Roku - eleganckie ubrania, nadgarstki udekorowane białymi nićmi, tańce, konkursy i okrągłe stoliki. Zostaliśmy zaproszeni do jednego z nich. Sympatyczna, dobrze zbudowana pani siedząca na przeciw nas, od razu chwyciła w zęby szyjkę dużej butelki piwa i przelała jej zawartość do wyczyszczonych na prędcę dłonią, "wspólnych" szklanek. Jedynym jedzeniem znajdującym się na stole, były niestety tylko podprażane motyle. Oczywiście bez toksycznych skrzydełek. Mało kaloryczne i odżywcze, ale zawsze był to jakiś tam zapychacz żeby nie pić piwa na pusty żołądek. Zresztą, i tak, byłem zbyt głodny żeby myśleć co jem i jaką to ma wartość kaloryczną, więc od niechcenia, chrupnąłem parę chitynowych kadłubków.


Kilkukrotnie, zaproszono nas też do tańca. Jeden z biesiadników, powiedział, że podczas tej ceremonii, zgodnie z lokalnym zwyczajem, jeśli osoba płci przeciwnej, składając obydwie dłonie i skinając lekko głowę, zaprasza nas na parkiet, nie wypada odmówić. Po kilku łykach rudego płynu, ja i Dorota, skorzystaliśmy z zaproszenia do kółeczka, w którym stąpając z nogi na nogę, próbowaliśmy podchwycić główny element tańca - charakterystyczne, nieco Absarowe wyginanie dłoni. Było bardzo azjatycko, czyli nieśmiało i powściągliwie. W odróżnieniu od zachodnich imprez, które mają czasem skłonność do przeradzania się w mniejsze lub większe orgietki, tutaj, nie było miejsca na żaden kontakt fizyczny.

 

Niestety, dwa tańce nie wystarczyły. Odmówienie zaproszenia równoznaczne jest z obrazą osoby zapraszającej. Nie ma miejsca na żadne "nie chce mi się", "później", "jestem zmęczony", ani nic podobnego. Sabaidee, ukłon i na parkiet marsz! A jak nie chcesz się bawić? Podszedł do nas sołtys wioski:

 

"To jest poważna ceremonia i lokalny zwyczaj. Wy go nie szanujecie. Powinniście już sobie iść."

 

Z jednej strony, zrobiło mi się przykro, że zostaliśmy wyrzuceni na bruk z imprezy. Z drugiej, czułem się nieco winny, że faktycznie, nieświadomie, popełniliśmy ogromne faux-pas. Przeszliśmy kilka zakrętów dalej i, ze względu na późną porę, zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na kemping. Jednocześnie, staraliśmy się dojechać najdalej jak tylko mogliśmy. Zatrzymaliśmy kolejne auto dostawcze, którego kierowca, na otwartej pacę dowiózł nas do następnej wsi. Tam, dały nam znać o sobie nasze żołądki. Ja przynajmniej podjadłem sobie prażonych much, ale Dorota i Michał jechali na pusto. W jednej z jadłodalni, chcieli od nas ponad dolara za chińskie nudle z folii zalane wodą. Stosunek ceny do jakości nie wypadał najkorzystniej. Dlatego, zrezygnowaliśmy. Szliśmy dalej wzdłuż drogi, tym razem, rozglądając się za trzema rzeczami na raz - opowiednim gruntem pod budowę ruchomej, jednokondygnacyjnej nieruchomości, jedzeniem i autostopem. Mieliśmy ogromnego fuksa: w momencie, kiedy słońce zaczęło dotykać horyzontu, zatrzymała się Toyota Hillux. Pan jadący do Luang Prabang, zaprosił nas do środka, ale my, i tak władowaliśmy się na tył.

 

Prawie jak w kabriolecie.

 

 

 

 

Przez chwilę, zastanawiałem się czy znów nie popełniliśmy błędu. Niektórzy kierowcy zatrzymują się licząc na zysk, inni - na rozmowę, a jeszcze inni - widzą w obcokrajowcu, po prostu, małpkę. Jest jeszcze kwestia gościnności - z punktu widzenia Azjatów, jazda na pacę jest mniej prestiżowa niż jazda w kabinie, a ci, którzy traktują przyjezdnych jako gości, bardzo przesadnie starają się by stworzyć im na tę parę chwil prawdziwy raj na ziemi.


Rozterki przeszły mi kiedy nad naszymi sześcioma stopami opartymi o tylną klapę zobaczyłem przelatujące na tle rozgwieżdżonego nieba świetliki. Paka dobrze amortyzowanego Hilluxa była naszym najwygodniejszym i najdłuższym tego dnia środkiem transportu i idealnym miejscem na drzemkę.

 

Zostaliśmy wysadzeni w samym centrum Luang Prabang na uliczce z tanimi pensjonatami. Dorota i Michał byli bardzo zdziwieni, że pan kierowca nie chciał od nas pieniędzy. Zjedliśmy standardową zupkę o standardowej cenie 12.000 kipów ze świeżymi nudlami przygotowywanymi na miejscu i pokierowaliśmy się na jedną z plaż Mekongu do naszych przenośnych, 7-gwiazdkowych hoteli z łazienką z bardzo bieżącą wodą w standardzie.

 

Następnego dnia, pozwiedzaliśmy Luang Prabang, które jest takim laotańskim Krakowem i Częstochową w jednym. Eleganckie miasto to dawna stolica Laosu, jeszcze z czasów kiedy był on monarchią. Cały teren, wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Dla wielu odwiedzających Laos liczne, nasycone kolorami rustykalnego brązu, zieleni, złota, czerwieni i liturgicznego szafranu, świątynie Luang Prabang są jedynym celem ich podróży.

 

Korzystając ze znajdującego się na miejscu posterunku wydziału imigracyjnego, poszedłem przedłużyć kończącą mi się wizę. Stempelek kosztował mnie 2 dolary za 1 dzień. W skomplikowanym wniosku trzeba było wpisać tylko podstawowe dane - reszta pól była tylko wynikiem azjatyckiego uwielbienia do biurokracji. Udało mi się też odebrać paszport tego samego dnia. Co prawda, do posterunku musiałem wracać cztery razy pytając czy stempelek już nasiąknął atramentem, ale zawsze było to lepsze niż siedzenie w niewielkim miasteczku, które można obejść w kilka godzin, przez dwa dni.

 

Dominującym kolorem w Luang Prabang jest zdecydowanie szafran.

 

Bardziej niż do historii, ciągnęło nas jednak w góry. Dlatego, po kolejnej luksusowo spędzonej nocy nad samym brzegiem rzeki i szybkiej przepierce ubrań, wyszliśmy spowrotem na hajłeja o, jakże szczęśliwym numerze - 13. Tam, mimo, bardzo dużego, w porównaniu z poprzednimi dniami, natężenia ruchu, nie zatrzymał się nikt, oprócz dwóch płatnych busików. Ze względu na ograniczony angielski kierowców, potrzebowaliśmy wsparcia finansowego. Michał poszedł zatem do znajdującego się naprzeciw banku by zapytać się jak po laotańsku powiedzieć "Nie mam pieniędzy". Pan w okienku, nie tylko zapisał nam poprawną wimowę przydatnego każdemu autostopowiczowi zwrotu "Bor mi ngen", ale dołączył do tego notkę po laotańsku, że chcemy zabrać się do Oudom Xai - byle jak, byle by na gapę. Po, w sumie, czterech godzinach stania w jednym miejscu, zatrzymał się kierowca tuk-tuka, który jechał w naszą stronę. Widząc notkę, nieco się zdziwił, jednak postanowił nam pomóc i zafundował nam kilkanaście minut bezpłatnej jazdy. Później, po następnej godzinie, kierowca pickupa, przewiózł nas pod pensjonat i napisał na kartcę "30.000". Do tej pory, nie mamy pojęcia czy chodziło mu o opłatę za przejazd czy za nocleg w pensjonacie. Podziękowaliśmy, przeszliśmy dalej i zdecydowaliśmy się rozbić na suchym polu ryżowym, które w nocy okazało się nie być takie spokojne jak tuż po zachodzie słońca. Nie wiadomo czy niestety, czy na szczęście, na tą imprezę, nie zostaliśmy już zaproszeni.

 

Bardziej niż do historii i elegancji Luang Prabang, ciągnęło nas w góry.

 

Nad ranem, praktycznie od razu, udało nam się zatrzymać dostawczaka, który dowiózł nas do najbrzydszego, wg. słynnego przewodnika miasta w Laosie. W praktycę, Oudom Xai, oprócz tego, że najbardziej rozpowszechnionym w nim językiem jest chiński, a na targu można kupić o połowe tańsze niż w normalnych sklepach, chińskie produkty żywnościowe, nie różni się niczym szczególnym od innych miast w tym kraju.

 

Poza dobrym jedzeniem zza północnej granicy, Oudom Xai, polubiliśmy za jeszcze jedną rzecz. Kawałek za rogatkami, udało nam się złapać luksusową Toyotę Highlander z charakterystycznymi, niebieskimi tablicami z ciekawie narysowanym krzaczkiem. Chińskie towarzystwo wracało z biznesowej wizyty w Laosie do Kunming w prowincji Yunnan. Panowie zdziwili się, że poprosiłem o podwózkę moim strasznie kulejącym chińskim. Ja zdziwiłem się, że jeszcze coś w tym języku pamiętam. Ze względu na ograniczony zasób słów, chcąc wyjść na w miarę inteligentnego człowieka, musiałem, oczywiście napomknąć, że "dzisiaj nie pada", co nadal jest najlepiej opanowanym przeze mnie chińskim zdaniem.

 

Kilkaset serpentyn i nieco ponad 100 kilometrów dalej, znaleźliśmy się nieopodal naszego celu na najbliższe kilka dni. Po odczekaniu aż opcja "wirowanie" w naszych głowach przestanie działać, złapaliśmy kolejną furgonetkę z odkrytą paką. Tym razem, kierowca na "bor mi ngen", pokręcił trochę nosem, ale po chwili, dodał żeby wsiadać. W końcu, dojechaliśmy do położonego w bardzo ciekawych okolicach Luang Namtha.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama