Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 12 czerwca 2026 20:52
Reklama
Reklama

Laos (Luang Prabang, Oudom Xai, Luang Namtha) - Polska majówka w górach

W przerwie od klikania w Vang Vieng, sprawdzając prywatną skrzynkę i wrzucając nowe maile do folderów: "ważne" "odpowiem za kilka dni", "odpowiem za kilka tygodni", "kiedyś tam odpowiem" i, oczywiście, "spam", natrafiłem na noworoczne życzenia. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby adresatem maila nie była osoba o polskim nazwisku. W środku było coś takiego:

Siemanko!
Moze jestes gdzies w okolicach Vientene i chcialbys sie umowic na piwko i wymienic pare informacji albo po prostu pogadac w rodzimym jezyku. Łapaliśmy stopa przy tym samym lotnisku pare dni temu co Ty. Jest nas dwójka, Lublin i Stalowa Wola. Daj znac. [...]

 

No i jak tu nie odpisać od razu? Z Michałem i Dorotą umówiliśmy się w Vang Vieng. Akurat na styk powyrabiałem się z moimi zleceniami i mogliśmy sobie bez żadnych limitów czasowych usiąść przy plastikowych wiaderkach darmowej Lao Whiskey z lodem i coca-colą. Wielką zaletą Lao Whiskey jest jej cena - 10.000 kipów (ok. 1.3 usd) za 1-litrową, szklaną butelkę. "Szczerze mówiąc, wolę lać więcej whiskey bo jest tańsza niż cola", powiedział barman przerwacając mi do góry nogami wszystko czego się nauczyłem jak, jako nastolatek, sam stałem i za kontuarem i polewałem. Podstawową wadą tego ustrojstwa jest jednak smak, niczym nie różniący się od znanych na całym świecie Jaśków, Jacków i innych - Domestosów. Do tego, w połączeniu z colą, ta dziwna ciecz, tworzy taką mieszankę, że moje kubki smakowe tego po prostu nie tolerują. Równe dobrze, można by do tego Cifa dolać. Dlatego, sam, zdecydowałem się na zwykłe, pospolite piwo.


Jako, że Michał i Dorota również przemieszczają się za pomocą wyciągniętych w stronę słońca kciuków, uzgodniliśmy, że połapiemy sobie stopa razem. Następnego dnia bez żadnych łez w oku ani specjalnych sentymentów, wyjechaliśmy z Vang Vieng. Po kilku kilometrach marszu za rogatki złapaliśmy duże terenowe auto z Brytyjczykiem za kierownicą i, jakże mocno powiązaną ze specjalną ofertą lokalnych barów piosenką Rolling Stonesów "Brown Sugar" grającą w tle. Pan z miejsca zapytał czy byliśmy na tubingu. Ucieszył się słysząc "nie", kwitując, że to co się stało z tą niewielką niegdyś wsią przechodzi ludzkie pojęcie. Ogólnie, wydawał się być bardzo poruszony i zniesmaczony aktualnym obliczem Vang Vieng. Niestety, miłym towarzystwem ze wspólnymi tematami rozmów, nacieszyliśmy się jedynie przez kilka kilometrów.

 

Vang Vieng opuściliśmy z zimną krwią - bez żadnych sentymentów ani myśli typu "Kiedyś tu wrócę".

 

Zrobiliśmy sobie małe, kilkudziesięciominutowe wakacje na jednym ze skrzyżowań. Nie trzeba mieć nawet rąk by policzyć na palcach samochody, które nas minęły. W końcu, udało się nam zatrzymać furgonetkę z odkrytą paką. Po chwili, już czuliśmy wiatr we włosach i wilgotne, gorące górskie powietrze. A, że język i widoki skojarzyły mi się z naszymi, Polskimi, górami, wymyśliłem, że możnaby zacząć typową, autostopową majówkę. Co tam, że był 23 kwietnia. Ważne, że było ciepło, zielono, słonecznie i swojsko. Nawet droga przypominała nasze wojewódzkie szlaczki. Tyle, że polscy kierowcy są jacyś bardziej wyćwiczeni w slalomie. My, akurat, trafiliśmy na szofera, który chyba testował wytrzymałość zawieszenia. Do pełni swojskości brakowało mi tylko wędzonej jałowcowej ale, na szczęście, Dorota miała w plecaku czekoladowe ciasteczka Jack & Jill (wietnamska, połowę tańsza odpowiedź na Oreo z Krafta), które skutecznie zastąpiły mi braki w żołądku

 

Po dwóch godzinach, dojechaliśmy do jakiejś niewielkiej miejscowości. Majówkowym zwyczajem, Dorota i Michał podarowali kierowcy pocztówkę serwisu www.autostopik.pl (ja już wszystkie możliwe fanty porozdawałem). W podziękowaniu, uśmiechnięty Pan, chwycił za ich długopis i nasmarował 1.000.000. Okazało się, że tyle chciał za wymęczenie nas na górskich serpentynach i obicie naszych pośladków i kręgosłupów na wszystkich znajdujących się po drodzę dziurach. Dla porównania, klimatyzowany autobus kosztowałby ok. 50.000 kipów. Nie mając pewności czy napisana kwota była podana w kipach czy dolarach, potraktowaliśmy to jako przejaw poczucia humoru i ładnie podziękowaliśmy.

 

Trochę jak w Bieszczadach. Trochę jak w Górach Świętokrzyskich.

 

Wyszliśmy z miasteczka machając przechodzącym przez ulicę ślimakom. Nic innego nie chciało zostawić swojego śladu na podtopionym asfalcie "Zaczyna się - prawdziwy Laos", pomyślałem. Na szczęście, za kilkoma zawijasami była druga część tej samej wioski. Usłyszałem muzykę więc pomyślałem: "impreza, jedzenie....", JEDZENIE, wykrzyknąłem. "Wchodzimy?". Dorota i Michał nie mieli specjalnie wyjścia. Byliśmy zbyt głodni, a ja byłem zbyt ciekawy by zobaczyć co dzieje się za bramą czegoś co wyglądało na budynek lokalnych władz.


Trafiliśmy na ceremonię Baci z okazji Buddyjskiego Nowego Roku - eleganckie ubrania, nadgarstki udekorowane białymi nićmi, tańce, konkursy i okrągłe stoliki. Zostaliśmy zaproszeni do jednego z nich. Sympatyczna, dobrze zbudowana pani siedząca na przeciw nas, od razu chwyciła w zęby szyjkę dużej butelki piwa i przelała jej zawartość do wyczyszczonych na prędcę dłonią, "wspólnych" szklanek. Jedynym jedzeniem znajdującym się na stole, były niestety tylko podprażane motyle. Oczywiście bez toksycznych skrzydełek. Mało kaloryczne i odżywcze, ale zawsze był to jakiś tam zapychacz żeby nie pić piwa na pusty żołądek. Zresztą, i tak, byłem zbyt głodny żeby myśleć co jem i jaką to ma wartość kaloryczną, więc od niechcenia, chrupnąłem parę chitynowych kadłubków.


Kilkukrotnie, zaproszono nas też do tańca. Jeden z biesiadników, powiedział, że podczas tej ceremonii, zgodnie z lokalnym zwyczajem, jeśli osoba płci przeciwnej, składając obydwie dłonie i skinając lekko głowę, zaprasza nas na parkiet, nie wypada odmówić. Po kilku łykach rudego płynu, ja i Dorota, skorzystaliśmy z zaproszenia do kółeczka, w którym stąpając z nogi na nogę, próbowaliśmy podchwycić główny element tańca - charakterystyczne, nieco Absarowe wyginanie dłoni. Było bardzo azjatycko, czyli nieśmiało i powściągliwie. W odróżnieniu od zachodnich imprez, które mają czasem skłonność do przeradzania się w mniejsze lub większe orgietki, tutaj, nie było miejsca na żaden kontakt fizyczny.

 

Niestety, dwa tańce nie wystarczyły. Odmówienie zaproszenia równoznaczne jest z obrazą osoby zapraszającej. Nie ma miejsca na żadne "nie chce mi się", "później", "jestem zmęczony", ani nic podobnego. Sabaidee, ukłon i na parkiet marsz! A jak nie chcesz się bawić? Podszedł do nas sołtys wioski:

 

"To jest poważna ceremonia i lokalny zwyczaj. Wy go nie szanujecie. Powinniście już sobie iść."

 

Z jednej strony, zrobiło mi się przykro, że zostaliśmy wyrzuceni na bruk z imprezy. Z drugiej, czułem się nieco winny, że faktycznie, nieświadomie, popełniliśmy ogromne faux-pas. Przeszliśmy kilka zakrętów dalej i, ze względu na późną porę, zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na kemping. Jednocześnie, staraliśmy się dojechać najdalej jak tylko mogliśmy. Zatrzymaliśmy kolejne auto dostawcze, którego kierowca, na otwartej pacę dowiózł nas do następnej wsi. Tam, dały nam znać o sobie nasze żołądki. Ja przynajmniej podjadłem sobie prażonych much, ale Dorota i Michał jechali na pusto. W jednej z jadłodalni, chcieli od nas ponad dolara za chińskie nudle z folii zalane wodą. Stosunek ceny do jakości nie wypadał najkorzystniej. Dlatego, zrezygnowaliśmy. Szliśmy dalej wzdłuż drogi, tym razem, rozglądając się za trzema rzeczami na raz - opowiednim gruntem pod budowę ruchomej, jednokondygnacyjnej nieruchomości, jedzeniem i autostopem. Mieliśmy ogromnego fuksa: w momencie, kiedy słońce zaczęło dotykać horyzontu, zatrzymała się Toyota Hillux. Pan jadący do Luang Prabang, zaprosił nas do środka, ale my, i tak władowaliśmy się na tył.

 

Prawie jak w kabriolecie.

 

 

 

 

Przez chwilę, zastanawiałem się czy znów nie popełniliśmy błędu. Niektórzy kierowcy zatrzymują się licząc na zysk, inni - na rozmowę, a jeszcze inni - widzą w obcokrajowcu, po prostu, małpkę. Jest jeszcze kwestia gościnności - z punktu widzenia Azjatów, jazda na pacę jest mniej prestiżowa niż jazda w kabinie, a ci, którzy traktują przyjezdnych jako gości, bardzo przesadnie starają się by stworzyć im na tę parę chwil prawdziwy raj na ziemi.


Rozterki przeszły mi kiedy nad naszymi sześcioma stopami opartymi o tylną klapę zobaczyłem przelatujące na tle rozgwieżdżonego nieba świetliki. Paka dobrze amortyzowanego Hilluxa była naszym najwygodniejszym i najdłuższym tego dnia środkiem transportu i idealnym miejscem na drzemkę.

 

Zostaliśmy wysadzeni w samym centrum Luang Prabang na uliczce z tanimi pensjonatami. Dorota i Michał byli bardzo zdziwieni, że pan kierowca nie chciał od nas pieniędzy. Zjedliśmy standardową zupkę o standardowej cenie 12.000 kipów ze świeżymi nudlami przygotowywanymi na miejscu i pokierowaliśmy się na jedną z plaż Mekongu do naszych przenośnych, 7-gwiazdkowych hoteli z łazienką z bardzo bieżącą wodą w standardzie.

 

Następnego dnia, pozwiedzaliśmy Luang Prabang, które jest takim laotańskim Krakowem i Częstochową w jednym. Eleganckie miasto to dawna stolica Laosu, jeszcze z czasów kiedy był on monarchią. Cały teren, wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Dla wielu odwiedzających Laos liczne, nasycone kolorami rustykalnego brązu, zieleni, złota, czerwieni i liturgicznego szafranu, świątynie Luang Prabang są jedynym celem ich podróży.

 

Korzystając ze znajdującego się na miejscu posterunku wydziału imigracyjnego, poszedłem przedłużyć kończącą mi się wizę. Stempelek kosztował mnie 2 dolary za 1 dzień. W skomplikowanym wniosku trzeba było wpisać tylko podstawowe dane - reszta pól była tylko wynikiem azjatyckiego uwielbienia do biurokracji. Udało mi się też odebrać paszport tego samego dnia. Co prawda, do posterunku musiałem wracać cztery razy pytając czy stempelek już nasiąknął atramentem, ale zawsze było to lepsze niż siedzenie w niewielkim miasteczku, które można obejść w kilka godzin, przez dwa dni.

 

Dominującym kolorem w Luang Prabang jest zdecydowanie szafran.

 

Bardziej niż do historii, ciągnęło nas jednak w góry. Dlatego, po kolejnej luksusowo spędzonej nocy nad samym brzegiem rzeki i szybkiej przepierce ubrań, wyszliśmy spowrotem na hajłeja o, jakże szczęśliwym numerze - 13. Tam, mimo, bardzo dużego, w porównaniu z poprzednimi dniami, natężenia ruchu, nie zatrzymał się nikt, oprócz dwóch płatnych busików. Ze względu na ograniczony angielski kierowców, potrzebowaliśmy wsparcia finansowego. Michał poszedł zatem do znajdującego się naprzeciw banku by zapytać się jak po laotańsku powiedzieć "Nie mam pieniędzy". Pan w okienku, nie tylko zapisał nam poprawną wimowę przydatnego każdemu autostopowiczowi zwrotu "Bor mi ngen", ale dołączył do tego notkę po laotańsku, że chcemy zabrać się do Oudom Xai - byle jak, byle by na gapę. Po, w sumie, czterech godzinach stania w jednym miejscu, zatrzymał się kierowca tuk-tuka, który jechał w naszą stronę. Widząc notkę, nieco się zdziwił, jednak postanowił nam pomóc i zafundował nam kilkanaście minut bezpłatnej jazdy. Później, po następnej godzinie, kierowca pickupa, przewiózł nas pod pensjonat i napisał na kartcę "30.000". Do tej pory, nie mamy pojęcia czy chodziło mu o opłatę za przejazd czy za nocleg w pensjonacie. Podziękowaliśmy, przeszliśmy dalej i zdecydowaliśmy się rozbić na suchym polu ryżowym, które w nocy okazało się nie być takie spokojne jak tuż po zachodzie słońca. Nie wiadomo czy niestety, czy na szczęście, na tą imprezę, nie zostaliśmy już zaproszeni.

 

Bardziej niż do historii i elegancji Luang Prabang, ciągnęło nas w góry.

 

Nad ranem, praktycznie od razu, udało nam się zatrzymać dostawczaka, który dowiózł nas do najbrzydszego, wg. słynnego przewodnika miasta w Laosie. W praktycę, Oudom Xai, oprócz tego, że najbardziej rozpowszechnionym w nim językiem jest chiński, a na targu można kupić o połowe tańsze niż w normalnych sklepach, chińskie produkty żywnościowe, nie różni się niczym szczególnym od innych miast w tym kraju.

 

Poza dobrym jedzeniem zza północnej granicy, Oudom Xai, polubiliśmy za jeszcze jedną rzecz. Kawałek za rogatkami, udało nam się złapać luksusową Toyotę Highlander z charakterystycznymi, niebieskimi tablicami z ciekawie narysowanym krzaczkiem. Chińskie towarzystwo wracało z biznesowej wizyty w Laosie do Kunming w prowincji Yunnan. Panowie zdziwili się, że poprosiłem o podwózkę moim strasznie kulejącym chińskim. Ja zdziwiłem się, że jeszcze coś w tym języku pamiętam. Ze względu na ograniczony zasób słów, chcąc wyjść na w miarę inteligentnego człowieka, musiałem, oczywiście napomknąć, że "dzisiaj nie pada", co nadal jest najlepiej opanowanym przeze mnie chińskim zdaniem.

 

Kilkaset serpentyn i nieco ponad 100 kilometrów dalej, znaleźliśmy się nieopodal naszego celu na najbliższe kilka dni. Po odczekaniu aż opcja "wirowanie" w naszych głowach przestanie działać, złapaliśmy kolejną furgonetkę z odkrytą paką. Tym razem, kierowca na "bor mi ngen", pokręcił trochę nosem, ale po chwili, dodał żeby wsiadać. W końcu, dojechaliśmy do położonego w bardzo ciekawych okolicach Luang Namtha.

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Opinie

Igor Matuszewski Igor Matuszewski

Nie piszę tego tekstu przeciwko komukolwiek. Nie przeciwko kibicom, którzy przestali przychodzić. Nie przeciwko działaczom, którzy próbują spinać budżety cienkie jak jesienna murawa po ciężkim meczu. Nie przeciwko piłkarzom, którzy wychodzą na boisko często bez wielkich świateł, kamer i fanfar. Piszę go raczej z niepokoju — tego samego, który pojawia się, gdy w miejscu dawniej pełnym gwaru zaczyna słychać echo.Tomaszowska piłka nożna ma za sobą historię dłuższą niż niejedna miejska instytucja. Ma swoje nazwiska, swoje derby, swoje trybuny, swoje rodzinne opowieści. Ma Lechię, ma Pilicę, ma pamięć boisk, na których spotykało się miasto — czasem po to, by kibicować, czasem by się spierać, ale przede wszystkim po to, by być razem.Dlatego dzisiejsze puste miejsca na trybunach bolą bardziej niż słabszy wynik w tabeli. Bo wynik można poprawić w następnym meczu. Utraconą więź odbudowuje się znacznie trudniej.Ten felieton jest więc pytaniem zadanym Tomaszowowi: czy lokalny klub ma być tylko kosztem, herbem, wspomnieniem i punktem w budżecie? Czy może nadal może być czymś, co łączy ludzi — tak zwyczajnie, po tomaszowsku, bez wielkich słów, za to z obecnością tam, gdzie naprawdę jest potrzebna: przy boisku.

Jeszcze nie tak dawno lokalny mecz piłkarski był czymś więcej niż dziewięćdziesięcioma minutami biegania za piłką. Był pretekstem, żeby wyjść z domu, spotkać znajomych, pokłócić się o skład, ponarzekać na sędziego, pochwalić bramkarza i przez chwilę poczuć, że miasto oddycha jednym rytmem. Dziś na trybunach coraz częściej słychać nie gwar kilku tysięcy gardeł, ale echo pustych krzesełek. W Tomaszowie Mazowieckim — mieście z mocną, robotniczą i sportową pamięcią — frekwencja na poziomie maksymalnie około 300 osób nie jest tylko statystyką. Jest pytaniem. I to pytaniem niewygodnym.
Igor Matuszewski Igor Matuszewski

W tej sprawie najważniejsze nie jest dziś pytanie, czy mandat radnej Pauliny Sochy powinien zostać wygaszony. To byłby wniosek przedwczesny, wymagający pełnej analizy dokumentów, zakresu obowiązków, ewentualnych pełnomocnictw i nagrań z sesji. Najważniejsze jest coś innego: czy w powiecie tomaszowskim potrafimy jeszcze wyraźnie oddzielać funkcję kontrolną radnego od lojalności wobec instytucji, w której ten radny pracuje.Bo nawet jeśli prawo ostatecznie nie dopatrzy się naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje problem standardu. Radny nie jest zwykłym komentatorem życia publicznego. Radny ma kontrolować, pytać, sprawdzać, domagać się dokumentów i patrzeć władzy oraz spółkom zależnym od samorządu na ręce. Jeżeli jednocześnie pełni funkcję kierowniczą w jednej z takich spółek, powstaje cień wątpliwości. A w sprawach publicznych cień bywa czasem wystarczająco ciemny, by mieszkańcy zaczęli tracić zaufanie.

Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.

Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa

Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy? Data dodania artykułu: 12.06.2026 10:46
Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa

Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury

Kraków znów staje przed politycznym rozdrożem. Miasto, które przez lata kojarzyło się z długim panowaniem Jacka Majchrowskiego, a później z trudnym zwycięstwem Aleksandra Miszalskiego, musi wybrać nowego prezydenta po skutecznym referendum odwoławczym. Politolog prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ocenia, że na razie wśród kandydatów brakuje postaci, która wyszłaby poza partyjne szyldy i wzbudziła zaufanie mieszkańców jako samorządowy profesjonalista. Data dodania artykułu: 12.06.2026 10:04
Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury

12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic

Są takie daty, które nie układają się w spokojny szereg rocznic, lecz przypominają rozrzucone kadry z wielkiego, niespokojnego filmu. 12 czerwca prowadzi nas od tragicznej ciszy Brzeżan, gdzie niemiecki okupant mordował Żydów podczas likwidacji getta, przez polityczne salony i konspiracyjne misje Józefa Retingera, po dzisiejsze niebo nad Polską, na którym symbolicznie pojawiają się myśliwce F-35 „Husarz”. Data dodania artykułu: 12.06.2026 09:11
12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Za nowymi przepisami głosowało 419 posłów, 19 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu. Jeżeli wejdzie w życie, internetowe transmitowanie przemocy, poniżania, znęcania się nad zwierzętami czy pozorowania przestępstw dla zysku może oznaczać odpowiedzialność karną. Data dodania artykułu: 11.06.2026 20:40
Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?

11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”

Historia potrafi mówić szeptem i krzykiem. Dziś, 11 czerwca, przypomina o odwadze pod Hodowem, patriotycznej manifestacji w Warszawie, zbrodniach okupanta, wielkiej polityce, muzyce, która nie starzeje się nigdy, i świecie, który znów patrzy na piłkarski stadion jak na współczesną arenę narodów. Data dodania artykułu: 11.06.2026 02:05
11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”

10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie

Dziś jest środa, 10 czerwca, sto sześćdziesiąty pierwszy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.15, zajdzie o godz. 20.54. Imieniny obchodzą m.in. Bogumił, Bogumiła, Cecylia, Diana, Edgar, Henryk, Jan, Maksym, Małgorzata i Tymoteusz. Data dodania artykułu: 10.06.2026 07:28
10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie

9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda

Wtorek, 9 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o 4.16, zajdzie o 20.53. Imieniny obchodzą dziś Anna, Felicjan, Józef, Maksymilian, Ryszard i Sylwester. W kalendarzu – jak w dobrze skomponowanej płycie winylowej – obok wielkiej historii państwa pojawia się kabaretowy błysk, muzyczna legenda, polityka, pamięć o ofiarach i zwykłe pytanie o to, jak państwo ma działać dla obywatela. Data dodania artykułu: 09.06.2026 08:13
9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda

Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu

We wtorek, 9 czerwca 2026 roku, Rada Ministrów ma zająć się pakietem decyzji ważnych dla domowych budżetów i codziennego funkcjonowania mieszkańców. W porządku obrad znalazły się m.in. propozycje dotyczące płacy minimalnej w 2027 roku, minimalnej stawki godzinowej, waloryzacji emerytur i rent oraz zmian w publicznym transporcie zbiorowym. Ta ostatnia sprawa może być szczególnie istotna dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie autobus bywa nie luksusem, lecz ostatnią nicią łączącą z pracą, szkołą, lekarzem i urzędem. Data dodania artykułu: 08.06.2026 23:18
Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu
Dni Antoniańskie 2026 – wspólne świętowanie Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego

Dni Antoniańskie 2026 – wspólne świętowanie Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego

Święto wspólnoty, tradycji i jubileuszuDni Antoniańskie 2026 to wyjątkowe, trzydniowe wydarzenie organizowane z okazji Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim. W programie znalazły się inicjatywy sportowe, edukacyjne, kulturalne i religijne, które połączą mieszkańców oraz gości we wspólnym świętowaniu historii i tożsamości lokalnej wspólnoty.Program wydarzeniaObchody rozpoczną się 11 czerwca Dniem Wspólnoty i Aktywności. Tego dnia zaplanowano finały Antoniańskiego Turnieju Piłki Nożnej, VIII Rekreacyjny Bieg Antoniański, rozstrzygnięcie konkursów dotyczących Sanktuarium św. Antoniego oraz spotkanie autorskie z ks. Mieczysławem Różańskim poświęcone dziejom parafii.12 czerwca odbędzie się muzyczne spotkanie mieszkańców. Po mszy świętej w Sanktuarium św. Antoniego zaplanowano uroczyste odsłonięcie pomnika „Panna na Niedźwiedziu”, a wieczór zakończy koncert TM Orchestra i Olgi Szomańskiej na Placu Tadeusza Kościuszki.13 czerwca, podczas Dnia Rodziny, na Placu Tadeusza Kościuszki odbędzie się Jarmark Antoniański z rękodziełem, produktami regionalnymi i atrakcjami dla dzieci. W programie przewidziano również konkursy, gry, zabawy, występy młodzieży, składanie kwiatów pod pomnikiem św. Antoniego, uroczystą mszę świętą oraz Apel Jasnogórski.Dla kogo?Wydarzenie skierowane jest do rodzin, mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, pielgrzymów oraz wszystkich osób zainteresowanych lokalną historią, kulturą i wspólnym przeżywaniem jubileuszu. To doskonała okazja, by wziąć udział w obchodach o wyjątkowym znaczeniu dla miasta. Data rozpoczęcia wydarzenia: 11.06.2026
Helios RePlay: Pianista

Helios RePlay: Pianista

Wyjątkowy seans filmowyHelios zaprasza na pokaz filmu Pianista w ramach cyklu Helios RePlay. To okazja, by ponownie zobaczyć cenione dzieło Romana Polańskiego na dużym ekranie.Co warto wiedzieć?Na plakacie podano datę seansu: 14 czerwca. Wydarzenie odbywa się w kinie sieci Helios. Szczegóły dotyczące dokładnej godziny i konkretnego adresu nie zostały wskazane na grafice.W 1939 roku Szpilman jest cenionym pianistą i kompozytorem, który mieszka wraz z rodziną w Warszawie. Kiedy do stolicy wkraczają naziści, życie żydowskiego muzyka zamienia się w koszmar: traci kolejne prawa, trafia do getta, obserwuje dwa powstania i próbuje przetrwać w zniszczonym mieście. Pomaga mu przypadek, łut szczęścia oraz miłość do muzyki.W ramach Helios RePlay zabierzemy Was w podróż do świata kina, które na stałe zapisało się w historii. Zaprezentujemy filmy, które zdobyły status kultowych – tytuły, do których chętnie wracamy, ponieważ wciąż potrafią poruszać, bawić i inspirować. Projekt uwzględni ponadczasowe klasyki, jak również produkcje ważne dla młodszych pokoleń kinomanów. Chcemy przypominać te wyjątkowe tytuły tam, gdzie wybrzmiewają najlepiej – na wielkim ekranie, z najwyższej jakości dźwiękiem. Helios RePlay to okazja, by ponownie spotkać się z filmami, które stały się częścią naszej kultury i które najlepiej ogląda się właśnie tutaj – w kinie Helios. Data rozpoczęcia wydarzenia: 14.06.2026

Polecane

ZSP 3 wygrał Antoniański Turniej Piłki Nożnej szkół ponadpodstawowych Bieg Antoniański po raz ósmy. Ponad 300 uczestników na starcie w Tomaszowie Spotkanie z ks. prof. Mieczysławem Różańskim w Tomaszowie Mazowieckim Archeologiczny piknik w Tumie. Średniowieczne grodzisko znów ożyje Rozstrzygnięto konkurs na 200-lecie parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim Od cięcia żywopłotu po mycie rynien. Dlaczego drabina przegubowa to najlepszy przyjaciel ogrodnika? Pogoda na 12 i 13 czerwca. Czerwiec pokazuje chłodniejsze oblicze 12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic Zakończenie Roku Tanecznego w Tomaszowie. MCK zaprasza na dwa pokazy BAILA Dance Studio TM „Popołudnie z Teatrem” w Tomaszowie. Dwa spektakle i bezpłatny wstęp w MCK Tkacz Nowe otwarcia i zmiany w Galerii Tomaszów. Tatuum, Worldbox i odświeżone KFC już dla klientów 11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Tomasz Treść komentarza: Zgadzam się, właściwy obieg dokumentów i bezpieczeństwo danych powinny iść w parze. W dobie cyfryzacji każda firma przetwarza ogromne ilości informacji, dlatego zgodność z RODO jest równie ważna jak sprawne zarządzanie dokumentacją. To samo dotyczy serwisów finansowych, takich jak Kantor. live, gdzie bezpieczeństwo danych użytkowników ma kluczowe znaczenie. Źródło komentarza: Jak zadbać o bezpieczeństwo dokumentów finansowych i podatkowych w przedsiębiorstwie? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Brawo dla firmy KNAPTRANS. Po pierwsze - dobrze się reklamuje, po drugie - robi dobrą robotę w zakresie tych "gównianych" tematów, po trzecie - pomaga temu portalowi. Tak trzymać - chłopaki (i dziewczyny - też). Źródło komentarza: Nowoczesna obsługa szamb – jak technologia zmienia branżę asenizacyjną Autor komentarza: Antolin Treść komentarza: Już za poprzedniego starosty był chęci do zrobienie kilku dróg niestety wtedy pan Pawlak wolał politykować kosztem mieszkańców gminy! Źródło komentarza: Powiat i gmina Ujazd o inwestycjach. W planach ciąg pieszo-rowerowy do Skrzynek Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Szpital to niestety JEST arena polityczna. Od dawien dawna do teraz. Nie wierzę w uczciwe konkursy i nominacje. Zawsze wygrywa kolesiostwo i chęć łatwego zysku. Nadal są osoby które są w szpitalu po to żeby się " nachapać", mają nieracjonelnie wysokie pensje, wręcz nieprzyzwoicie wysokie - na które absolutnie nie zasługują. Doją szpital. Doją nas. Tyle w temacie. Źródło komentarza: „Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ Autor komentarza: 😂🤣😂🤣😂🤣 Treść komentarza: co to jest "susz z THC"? 😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣 Źródło komentarza: 42-latek zatrzymany z marihuaną. Narkotyki w samochodzie, zarzut i groźba więzienia Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Porodówka w Brzezinach teraz Tuszyn a być może Tomaszów następny,ale pani minister wychodzin przed kamery i mówi że jeździ po Polsce i się wszyscy cieszą że jest lepiej!rząd popsl rządem nieudaczników! Źródło komentarza: Pulmonologia w Tuszynie: personel alarmuje o przyszłość oddziału
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama