Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:45
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Kambodża - czerwono-zielone Ratanakkiri

Kiedy mój czas w Trapeang Sala dobiegł końca, pożegnałem się z braćmi, mieszkańcami, pracownikami misji i innymi wolontariuszami i poszedłem w stronę głównej trasy. Przez chwilę, zastanawiałem się po której stronie stanąć. Nie to, żebym zgubił kierunek. Jedna z wolontariuszek poleciła mi odwiedzenie khmerskiego wybrzeża. Złote i białe plaże postanowiłem sobie jednak zostawić na Tajlandię i bardziej równikową część Azji. Zamiast na południe, pokierowałem się więc na północ. Nie musiałem specjalnie kluczyć. Pamiętałem, w którą stronę miałem iść. Nie musiałem też zbyt długo czekać na transport. Żeby dojechać z powrotem do Phnom Penh musiałem minąć miejsce, do którego prowadzą wszystkie drogi - nie Rzym, nie Krym, a lotnisko.

 

Kierowca skuterka zawiózł mnie do samego centrum stolicy. Mimo tygodnia, praktycznie, na odludziu, Phnom Penh, nadal wydało mi się bardzo małomiasteczkowe. Chyba nic nie przebije wietnamskiego Sajgonu pod względem poziomu hałasu wydobywającego się z klaksonów i małych, wysokoobrotowych silniczków. Usiadłem by napić się kawy i policzyć odległości. Musiałem zająć miejsce przy ostatnim wolnym stoliku bo zanim mój magiczny napój był gotowy, dosiadł się do mnie Chantol - kierowca towarowego pickupa.

 

- Dokąd jedziesz? Zapytał widząc jak próbuję ogarnąć mój plan szukając na mapie i pod nią zapalniczki.
- Do Kampong Cham
- Jak chcesz to możesz zabrać się ze mną....


Nie wierzyłem własnym uszom. Okazało się, że Chantol wracał akurat po rozładunku do swojego rodzinnego miasta. Musiałem tylko poczekać aż skończy śniadanie i już byłem na dość dobrej jakości drodzę na północ. Do Kampong Cham zajechaliśmy w miarę wcześnie. Miasteczko zdobi przerzucony przez Mekong, nowy, długaśny khmersko-japoński most,  Oczywiście z motywem hinduistycznej Nagi na poręczach.

 

Siedmiogłowa, khmerska Naga to popularny motyw zdobniczy w Kambodży. Szczególnie ciekawie, prezentuje się na poręczach mostów. 

 

Jeszcze w połowie węża, zatrzymał się kierowca starej Camry. Jako celnik, zapytał czy nie jadę czasem do Wietnamu. Chwila namysłu.... "Zaraz, przecież ja nie mam wizy", pomyślałem i odpowiedziałem, że jadę do Ratanakkiri. Zostałem odstawiony na kolejne rozwidlenie dróg i wsadzony do busika, za którego tym razem, przyszło mi zapłacić. Za 150 kilometrów widowiskowej jazdy drogą biegnącą zaraz nad samym Mekongiem, kierowca wziął ode mnie 1.5 dolara. Wychodzi na to, że khmerskie autobusy są tańsze niż w sąsiednim Wietnamie. Wylądowałem w Kratie, gdzie mój żołądek domagał się przerwy. Z kolei, mózg chciał dojechać do celu tego samego dnia, a do zachodu słońca miałem tylko 4 godziny. Kompromis pomiędzy dwoma nierozerwalnie zależnymi od siebie częściami ciała rozwiązała ręka sięgając po mojego ulubionego kokosa. Dzięki temu, zaoszczędziłem czas, napełniłem brzuch i uzupełniłem poziom elektrolitów. Sok z młodych kokosów jest naturalnym napojem izotonicznym.

 

W malutkim Kratie nieco zbłądziłem. Nie mogłem dobrze rozczytać znaku. Po zapytaniu kilku osób, które podały sprzeczne odpowiedzi, ustawiłem się na drodzę wylotowej wiodącej dalej wzdłuż głównej rzeki Indochin. Kilka minut później, zobaczyłem czerwony, sportowy motocykl. Mimo, że była to 150-tka, ani w Chinach ani w Wietnamie, ani w Kambodży niczego, przystosowanego do jazdy stricte po asfalcie jeszcze nie widziałem.


- Jadę zobaczyć delfiny. Chcesz się zabrać?
- A to po drodzę do Ratanakkiri?
- Nie, to jest stara droga. Główna trasa jest tam, dalej za miastem.
- Skąd jesteś? Przerwałem temat słysząc znajomy akcent
- Z Polski.


Zmieniłem na szybko plan. Za zgodą Łukasza, przewieźliśmy szybko plecak do jego pokoju i pojechaliśmy zobaczyć sobie delfiny..... tak nam się przynajmniej wydawało, kiedy na nabrzeżu krzyknęli od nas po 9 dolarów za 1-godzinny rejs. "Nie mam zamiaru płacić 9 dolarów za popatrzenie sobie na jakieś ryby", pomyślałem i powiedziałem. Łukasz był podobnego zdania. Za taką cenę, w Chinach, spokojnie można by dostać delfinie sushi. Zamiast tego, przejechaliśmy kawałek dalej by obejrzeć sobie nasycony kolorami zachód słońca na jednej z plaż Mekongu.

 

Jakoś nie miałem ochoty płacić 9 dolarów za godzinę oglądania ryb, które nie są nawet rybami. Zamiast tego wolałem popatrzeć sobie na darmowy zachód słońca.

 

Niestety, i za to przyszło nam zapłacić. Po dwóch godzinach rozmowy w opuszczonym, nadrzecznym szałasiku było już całkowicie ciemno. Khmerscy kierowcy mają to do siebie, że albo jeżdżą na długich światłach, albo nie używają ich w ogóle. Do tego, tak się zagadaliśmy, że przy prędkości 60 km/h wjechaliśmy prosto w krowę. Widząc uszkodzenia samochodów po takich kolizjach, zawsze wydawało mi się, że jadnoślad w pojedynku z parzystokopytnikiem zawsze skazany jest na porażkę. Nasz szczęśliwy wypadek, zakończył się remisem. Chyba skóra na krowie była tak lużna, że, nie tracąc równowagi, najzwyczajniej się po niej zsunęliśmy, zmieniając nieco kierunek jazdy. Przy okazji dostaliśmy też lekcję, że najwięcej rzeczy wyskakuje na drogę wtedy, gdy się na nią nie patrzy.

 

 

Wynik pojedynku motor v.s. krowa: remis.

 

 

 

 

Następnego ranka, posklejaliśmy pękniętą owiewkę i klosz reflektora i Łukasz wywiózł mnie na drogę w stronę Stung Treng życząc powodzenia w łapaniu stopa. Przez godzinę czekania, siedzenia, wiercenia się, stania, podskakiwania i znowu siedzenia w pełnym słońcu, nic nie jechało. W końcu, pierwszy kierowca, zdziwiony, że nie jadę autobusem, zaproponował mi przejazd do samego Ban Lung. Mimo wyboistego asfaltu przerywanego jakimiś wystającymi korzeniami, na których przewróciło się kilka ciężarówek i nieutwardzonymi fragmentami, to była chyba moja najszybsza jazda w całej Kambodży. Swoją drogą, przypomniała mi się technologia wykonania drógi asfaltowych w  Polsce - ot, kropidłem wylany asfalt bezpośrednio na jakąś nierówną ścieżkę.

 

Po drodzę, zagrzał nam się silnik. Pomogłem w podniesieniu kabiny, uzupełniliśmy wodę i przy opuszczaniu..... trzask! Mój środkowy palec utkwił w jakimś zamku. Na szczęście, spowrotem, wyszedł cały. Brakowało tylko kawałka paznokcia i trochę skóry na opuszcę. Na takie drobnostki jestem zawsze przygotowany. Przy okazji, zauważyłem, że moja apteczka zamieniła się w woreczek pamiątek z podróży. Do zrobienia szybkiego opatrunku, poszła wietnamska woda utleniona, pakistańska gaza, chiński plaster na rolcęa a w razie zakażenia, miałem jeszcze jakąś resztkę irańskiej mupirocyny w kremie.

 

W Ban Lung, miałem wrażenie, że przyszła jesień. Właściwie to, farbowana, złota Polska jesień. Wszystko co zielone, pokryte było uniesionym przez koła pojazdów czerwonym pyłem. Ot, taka mała wada pory suchej w Ratanakkiri. Znalazłem tani pensjonat z dormitorium i wifi. Cena - 2 dolary za dzień za łóżko w 6-osobowym pokoju. Zrzuciłem plecak i udałem się na zwiedzanie, które zajęło mi mniej niż dwie godziny. W Ban Lung nie ma nic ciekawego. To, po prostu, największe miasto jednej z bardziej spektakularnych prowincji w Kambodży.

 

Ban Lung - czyżby już przyszła jesień?

 

Pagórkowato-górzyste Ratanakkiri z niezliczonymi, zakurzonymi serpentynami i bocznymi dróżkami zjeżdżającymi gdzieś w, jeszcze nie do końca wykarczowaną, dżunglę słynie ze swych wodospadów, dzikich zwierząt i kopalni kamieni szlachetnych - cyrkonów, rubinów, szmaragdów, oraz diamentów. Razem z bogatym w drogocenne minerały Pleiku, Ratanakkiri było dawniej jednym ze skarbców Khmer Rouge. Sama nazwa składa się z wyrazów Ratana (klejnot), oraz Kiri (wzgórze).

 

Ratana - klejnot, Kiri - wzgórze.

 

Na objazd okolicy, wypożyczyłem skuter. Patrząc na sprzęt dostępny w wypożyczalni, kusiła mnie duża, crossowa Honda Baja. Niestety, cena 20 dolarów za dzień była poza moim zasięgiem. Poprzestałem na Hondzie Wave 125 cc, którą początkowo potraktowałem z lekkim przymrużeniem oka. Później, dziwiłem się, ile taki mały skuterek potrafi. W dwa dni zrobiłem ponad 300 kilometrów po okolicach, wjeżdżając w trudniej dostępne dla samochodów zakamarki. Zależało mi na zobaczeniu wodospadów, ale nie chciałem wjeżdżać w miejsca gdzie turyści robią sobie tuktukowe wycieczki. Przy jednej z atrakcji chcięli ode mnie dolara za wstęp. Wycofałem się i przejechałem dalej. Pytałem mieszkańców plemiennych wiosek o wodospady. Wszyscy najpierw pokierowali mnie do jednego, którego nazwy nie mogłem znaleźć na żadnej mapcę turysrycznej.

 

Zależało mi na odwiedzenie wodospadów - ale nie tych, do których zabierane są grupowe wycieczki.

 

Przypadek chciał, że dojechałem tam akurat w porze obiadowej. Zobaczyłem ludzi biesiadujących na matach z wielkimi głośnikami podłączonymi do akumulatorków, robiąc sobie piknik na łonie natury i karaoke w jednym. Kiedy tylko zszedłem popluskać się w wodzie, jeden z imprezowiczów podał mi puszkę z piwem. Od alkoholu udało mi się wykręcić, ale już od świeżo-przygotowanego obiadu nie. To był bardzo hardcore'owy gwałt na moich kubkach smakowych - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wszystkie smaki w jednym miejscu rozgrzały mój mózg do czerwoności. W życiu nie wyobrażałem sobie, że mango, chilli, imbir, pieprz, sól, dżekfrut, fasola, mięta i bazylia mogą stworzyć jedną z lepszych sałatek, które w życiu jadłem. Już wiem dlaczego, tak na prawdę, wielu starszych panów przyjeżdża do Kambodży szukać sobie żony.

 

Piknik i karaoke na łonie natury.

 

W, bardzo okrężnej, drodzę powrotnej, natknąłem się jeszcze na kilka bardzo mało uczęszczanych wodospadów i niewielkich, plemiennych wiosek schowanych głęboko w lesie. Przez jeden z takich wodospadów, musiałem przejechać po śliskich, czarnych, kamyczkach. 50 metrów jazdy, zajęło mi blisko 20 minut. Nie tylko musiałem uważać żeby nie zsunąć się z urwiska, ale do tego patrzeć, czy gdzieś przede mną nie robi się zbyt głęboko. Zdawałem sobie sprawę, że jest to możliwe - przynajmniej w porze suchej. Zaraz przede mną, ciągnęła się dalej wąska dróżka.

 

Pranie

 

Odwiedziłem też jedną z kopalni rubinów i cyrkonów. Sklepy jubilerskie, zawsze wydawały mi się eleganckimi, luksusowymi miejscami. Niestety, do źródełka nie skapuje nawet skromny ułamek dochodów, które inkasują za swoje, rzekomo drogocenne, wyroby. Górnicy pracują w pocie czoła w głębokich, połączonych ze sobą, ciemnych i gorących jaskiniach wykopując świeżą ziemię. Do tego, by dostać się do jednej z nich, trzeba przejść przez okrągły, bardzo klaustrofobiczny tunel prowadzący pionowo w dół. Żeby uniknąć wypadku spowodowanego przez brak jakiejkolwiek drabinki czy liny, zdejmuje się buty. Nie ma również żadnych maszyn. Wszystko odbywa się ręcznie z wykorzystaniem bardzo podstawowych narzędzi. Po wydobyciu na powierzchnię ziemi, trzeba ją jeszcze przegrzebać w poszukiwaniu większych lub mniejszych kamyczków.

 

Wydobycie kamieni szlachetnych w Ratanakkiri tradycyjnymi metodami.

 

Wynajem "własnych" kółek okazał się być strzałem w dziesiątkę. Kosztowało mnie to 3 dolary dziennie (cena wyjściowa: 5), plus paliwo. Miałem tylko wątpliwości przy zwrocie. Kiedy na niego pierwszy raz wsiadałem był zielony i połyskliwy. Po dwóch dniach, zrobił się taki czerwonkawy i matowy. Na szczęście, obyło się bez reklamacji właściciela. Nie tylko zaoszczędziłem pieniądze, ale do tego udało mi się zobaczyć niezadeptane przez turystów miejsca. Spotkałem kilka osób, które skorzystały z ofert lokalnych biur podróży kupując jedno lub dwudniowe wycieczki. Fakt, można uczestniczyć w kokardkowych tańcach na pokaz wykonywanych przez etniczne grupy mniejszościowe wyciągające dolara za każde zdjęcie. Można zwiedzić niektóre wodospady, leżące zaraz obok głównej drogi. Można też odwiedzić plantacje kauczuku, bananów lub skusić się na trekking w dżungli połączony z przejażdżką słoniem na niektórych odcinkach. Co to jednak za atrakcja, w której jedziemy sobie autobusikiem, zatrzymujemy się na 20 minut, cykamy sobie słitfocie jak to wystaje nam głowa z tunelu, do którego nawet nie wchodzimy, wsiadamy spowrotem i jedziemy do następnej atrakcji? Zdecydowanie, od takiego zorganizowanego "zwiedzania" wolę pooglądać sobie Google Street View, czy jak to się tam nazywa.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama