– To miejsce, w którym głębokość dochodzi do 8 metrów – mówi jeden z ratowników WOPR. – Cztery osoby popłynęły na ratunek, ale woda była tak czarna i brudna, że nie zdążyli go uratować.
– Mężczyzna wraz z żoną i dwójką dzieci wypłynął na Zalew – wyjaśnia Tomasz Jarzyński, prezes tomaszowskiego WOPR. – Dziecko, prawdopodobnie córka, wypadło z rowerka. Na szczęście była w kapoku, unosiła się na wodzie. Ten pan niepotrzebnie skoczył i moim zdaniem doznał wstrząsu termicznego, ponieważ po wskoczeniu od razu poszedł na dno.
Świadkowie, którzy znajdowali się na brzegu, zatelefonowali do centrali WOPR-u w Sopocie. Już po kilku sekundach informację otrzymali ratownicy z Borek. – Niestety mamy tu 4 kilometry, więc dopłynięcie zajmuje około 10–15 minut i niestety musieliśmy poszukiwać ciała – dodaje Jarzyński.
Płetwonurkowie odnaleźli ciało 5 metrów od miejsca, w którym mężczyzna utonął.
Dziewczynkę, która wpadła do wody, wyciągnęła pływająca w pobliżu – również na rowerze wodnym – para.
WOPR-owcy przestrzegają przed lekceważeniem przepisów. Radzą, aby przed wejściem do wody wcześniej się ochłodzić. – Jeżeli pływamy na jakimś sprzęcie, należy od czasu do czasu schodzić do wody, żeby ciało nie było takie rozgrzane – dodaje prezes WOPR. – Nawet jeśli jesteśmy dobrymi pływakami, to skok do wody, która ma 20 stopni, w czasie gdy na słońcu jest 50, zawsze może skończyć się katastrofą. Z wodą nie ma żartów.




































































Napisz komentarz
Komentarze