Jurek Owsiak i jego Orkiestra spotykają się często z ostrą krytyką. Przeciwnicy strzelają amunicją najcięższego kalibru podłości. Dyrygentowi zarzuca się cwaniactwo i interesowność, wolontariuszom WOŚP – złodziejstwo, samorządowcom, że wykorzystują akcję do autopromocji. Wskazuje się wysokie koszty organizacyjne, które w dużej części biorą na siebie instytucje publiczne. Może to wszystko i prawda, ale, szczerze powiedziawszy, jakie to ma znaczenie?
Jeśli Jurek Owsiak zajmuje się WOŚP przez cały rok, to oczywiste jest, że należy mu się wynagrodzenie. Jak wysokie? Trudno powiedzieć. Biorąc jednak pod uwagę skalę jego działalności, to, ile by w deklaracji PIT nie wykazywał, i tak będzie zbyt mało. Ludzkie życie i zdrowie trudno jest właściwie ocenić. Praktycznie jest to niemożliwe.
Kiedyś jeden z moich, nieżyjących już, przyjaciół, kiedy rozmawialiśmy na temat innej fundacji (w której zresztą pracował) i jej prezesa, użył podobnego argumentu. – On nie robi tego za darmo – powiedział. – Widziałeś, jakim on samochodem jeździ? – Trochę mnie zaskoczył swoją małostkowością. Zapytałem krótko, czy to, co robi, uratowało komukolwiek życie? – Oj, wielu osobom – powiedział i zamilkł, ponieważ zrozumiał, że strzelił gafę. Zakupiony przez Fundację Owsiaka sprzęt medyczny ratuje życie praktycznie codziennie. Nie ma więc o czym dyskutować.
Największym jednak draństwem jest zarzucanie wolontariuszom złodziejstwa. Takie głosy pojawiły się również w komentarzach na naszym portalu. To jest podłość rodem z rynsztoka. Nawet jeżeli ten czy ów ukradnie coś z orkiestrowej puszki, to jest to norma czy patologia? Złodziej znajdzie się wszędzie, nawet w najporządniejszej rodzinie. Jednak uogólnianie robi krzywdę wszystkim tym, którzy zbierają pieniądze, ponieważ chcą pomóc. Robią tylko tyle, ale aż tyle. Należy to szanować tym bardziej, że zdarza się, iż są oni często obiektem drwin ze strony swoich rówieśników, którzy nigdy w nic się nie zaangażowali i zapewne nigdy się nie zaangażują.
Twierdzi się, że samorządowcy i politycy wykorzystują Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy do autopromocji. I co z tego? Chyba lepiej w ten sposób niż na pijackich imprezach w remizie strażackiej (nie urażając strażaków). Wolę Haraśnego czy Zagozdona z puszkami przy supermarkecie od tych, którzy budują swoją popularność, chlając wódkę na półoficjalnych i całkiem oficjalnych imprezach. Najczęściej również organizowanych na koszt podatnika.
Skoro jesteśmy w tym miejscu, to warto wspomnieć kilka słów o kosztach WOŚP. Faktycznie w dużej mierze pokrywane są przez instytucje publiczne. Może nawet zdarzyć się, że w sposób nieproporcjonalny do uzyskanych przychodów. Ale przecież nie o to chodzi. Zysku, jaki niesie ze sobą kształtowanie obywatelskich postaw wśród młodych ludzi, nie da się dzisiaj oszacować. To wartość, która zacznie procentować w przyszłości.
Krytyka w skali makro łączy się u nas z krytyką w skali mikro. Co roku słyszymy te same narzekania. Dotyczą one głównie organizacji koncertu WOŚP i jego programu. Marudzenie na temat „poślizgów” i „gdakanie”, że dosyć już prezentacji programów przygotowywanych przez tomaszowskie Domy Kultury. Tylko jakby wszyscy ci „narzekacze” zapominali, czemu ta impreza ma służyć. Najważniejsza jest tu licytacja, a nie koncert ulubionego zespołu.
Organizatorzy muszą tak ułożyć program, by przyciągnąć osoby, które będą zdecydowane zalicytować np. kubek wart 15 złotych za kwotę ponad dwadzieścia razy większą. Muszą to być osoby, które licytacją będą się bawić. Młodzież, która przychodzi na koncerty, nie wylicytowałaby najprawdopodobniej nic. Taka niestety jest prawda. Występy swoich pociech przychodzą oglądać rodzice, często przyprowadzając ze sobą znajomych. To idealni „klienci” dla prowadzącego licytację Tomasza Zdonka. I tak właśnie powinno być.
W tym roku jednak organizatorzy zaprosili, poza lokalnymi wykonawcami, również zespół Sztywny Pal Azji. I co z tego wyszło? Niewiele. Tłumów nie było. Ta sama grupka „bywalców”, którzy przychodzą na wszystkie koncerty, jakie organizowane są w mieście. Dziwne to trochę, bo z drugiej strony koncert trzydziestu wykonawców, w większości odtwarzanych z playbacku, potrafi jednak wypełnić tę samą halę. Zrozumie to ktoś?
Co prawda nie było moim zamiarem napisanie relacji z koncertu punkt po punkcie, która opisywałaby występy poszczególnych grup tanecznych czy wokalnych. Chcę jedynie wspomnieć o młodym tomaszowskim zespole, jakim jest Sleeping Dogs Lie. Zrobię to dlatego, że dawno nie słyszałem tak dobrego żeńskiego wokalu. Moim zdaniem w przyszłości jeszcze nieźle namieszają, może nie tylko na naszym lokalnym rynku muzycznym.
Tyle moich refleksji o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy
Więcej zdjęć

































































Napisz komentarz
Komentarze