Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 11 maja 2026 03:47
Reklama Twój Sklep Medyczny

Anita Lipnicka: wciąż wierzę, że wszystko się może zdarzyć

Kiedy miała 19 lat, jako wokalistka Varius Manx zachwyciła całą Polskę swoim głosem i wrażliwością. I choć sprawiała wrażenie eterycznej i delikatnej, zawsze była silna, zdeterminowana i konsekwentna. Inaczej Anita Lipnicka nie przetrwałaby prawie trzech dekad na scenie. W czerwcu skończyła 48 lat, a w październiku wydaje płytę „Śnienie”, na której sporo miejsca poświęca refleksji nad upływającym czasem. W rozmowie z PAP Life opowiada o przełomowych momentach w swoim życiu i miejscach, które ją kształtowały.

PAP Life: Po kilku latach przerwy wracasz z nową płytą „Śnienie”. Promujesz ją singlem „Amsterdam”. Dlaczego właśnie to miasto?

Anita Lipnicka: Bo ma ono dla mnie znaczenie symboliczne. Kiedy się tam wybrałam po raz pierwszy, miałam 19 lat i właśnie zaczynała się na poważnie moja przygoda z muzyką. Byłam wtedy tuż po nagraniach pierwszej płyty z Varius Manx, mieszkałam z chłopakiem w Łodzi i to z nim pojechałam do Amsterdamu, autostopem! Dzisiaj taka podróż wydaje się nie do wyobrażenia, ale wtedy wszyscy byliśmy dużo bardziej ufni, świat wydawał się przyjaźniejszy. Amsterdam zrobił na mnie ogromne wrażenie, wróciłam oszołomiona jego energią. Od tego czasu zawsze kojarzył mi się z powiewem świeżego powietrza, wolnością, młodością. Ta podróż głęboko zapadła mi w pamięć. Dziś stała się dla mnie metaforą tamtego okresu, kiedy wszystko było jeszcze przede mną, każde drzwi stały otworem, przed oczyma roztaczał się nieskończony ogrom możliwości. W miarę upływu lat ten wybór możliwości się zawęża, nasza perspektywa się przesuwa. W tej piosence nie chodzi więc o konkretne miejsce, raczej o moment w życiu, do którego nie da się już wrócić. Każdy z nas ma taki swój Amsterdam. O tym jest ten utwór, z pozoru radosny, wesoły i słoneczny, ale z pewną nutką nostalgii, tęsknoty za tym, co minęło. Zresztą cała płyta „Śnienie” naszpikowana jest refleksjami na temat mijającego czasu. Pewnie dlatego, że jestem w wieku, kiedy zaczynam częściej oglądać się przez ramię, rozmyślać o tym, co straciłam, co wygrałam, ile jeszcze przed mną.

PAP Life: Wracałaś później do Amsterdamu?

A. L.: To ciekawe, ale nie. Dopiero niedawno, po prawie trzydziestu latach, wybrałam się tam ponownie, żeby nakręcić teledysk do piosenki. Przy okazji powstała też sesja zdjęciowa do okładki płyty. To była taka podróż sentymentalna, rewizja przeszłości.

PAP Life: I jakie teraz miałaś wrażenia?

A. L.: Zobaczyłam to miasto na nowo, wydało mi się jeszcze większe, jeszcze bardziej dynamiczne, tętniące życiem. Ciekawe jest jednak to, co pamięć wyprawia z naszymi wspomnieniami. Kiedy pojechałam tam ze swoją ekipą, by tropić własne ślady, uparłam się, by szukać pomnika krowy, pod którym 30 lat temu rzekomo piłam wino i jadłam frytki z majonezem. Ale żadnego pomnika krowy nigdzie nie było! Czy naprawdę istniał, czy go sobie wymyśliłam, a może to był zupełnie inni pomnik albo w zupełnie innym mieście? Kiedy zestawiamy rzeczywistość z naszymi wspomnieniami, pojawia się mnóstwo nieścisłości.

PAP Life: Czasem wracamy do miejsc, które pamiętamy jako magiczne, a po latach okazują się nijakie.

A. L.: Też wielokrotnie doświadczyłam takich rozczarowań. Myślę, że splot okoliczności jest bardzo istotny. Jakieś doświadczenie może nam obrzydzić albo wyidealizować konkretne przeżycie, że staje się ono niedoścignionym snem w naszej jaźni. Jednym z moich ukochanych europejskich miast jest Porto, od siedmiu lat namawiam męża, żebyśmy się tam razem wybrali. Ale trochę też się tego obawiam. Nie wiem, czy kiedy w końcu tam pojedziemy, nie okaże się, że Porto nie jest już moim miastem ze snów. Że tylko tak je pamiętam.

PAP Life: Każdy z nas ma też miejsce, które go ukształtowało, miało wpływ na późniejsze wybory. Jakie uczucia pojawiają się w tobie, kiedy myślisz o rodzinnym Piotrkowie Trybunalskim?

A. L.: Faktycznie tam się wszystko zaczęło. Wracam do tego miasta, chociaż przyznam, że coraz rzadziej. Tak naprawdę mam coraz mniej powodów, żeby tam jeździć. Myślę, że ogromny wpływ na to miała śmierć mojego ojca, który nie żyje już od wielu lat, a moja mama właściwie mieszka ze swoją mamą w Tomaszowie Mazowieckim. Mój rodzinny dom stał się więc domem duchów. Kiedy ostatnio byłam w Piotrkowie przy okazji koncertu, doświadczyłam bardzo złożonych emocji. Zaczęłam się nawet nad tym zastanawiać, czemu są takie ambiwalentne, dlaczego nie jest tak, że wracam do Piotrkowa i mówię: „Wow, jak mi tu dobrze, chcę tu dłużej zostać!” 

Może chodzi o to, że już dawno odseparowałam się emocjonalnie od tego miejsca. Z rozrzewnieniem wracam za to do wspomnień z wczesnego dzieciństwa związanych z okolicami Piotrkowa, z tamtejszą cudowną przyrodą. Do przepięknych łąk i lasów, do rzeki Pilicy, do Sulejowa, w którym mieszkała moja prababcia. Potem, gdy jako nastolatka stawiałam pierwsze kroki na scenach piotrkowskiego amfiteatru czy domu kultury, to też były ważne dla mnie miejsca. Jednak większość z nich już zniknęła. Nie ma kina Havana, gdzie oglądałam pierwsze filmy Polańskiego, nie ma kawiarni Ormianin, w której godzinami przesiadywaliśmy ze znajomymi po szkole... Ale pamiętam także, że dość wcześnie pojawiło się u mnie silne pragnienie, by wyrwać się z rodzinnego miasta i popędzić w świat. Gdy więc teraz tam wracam, mam poczucie wygranej, że zrobiłam to, co chciałam, że tak dużo przeżyłam, a na pewno nie byłoby mi to dane, gdybym tam została.

PAP Life: Świat szybko cię porwał. Chodziłaś jeszcze do liceum, a twoje piosenki śpiewała już cała Polska.

A. L.: Ale zanim to się stało, bardzo ważnym doświadczeniem był wyjazd do Tokio. Miałam wtedy 15 lat. To był chyba mój pierwszy krok milowy, który miał wpływ na to kim dziś jestem. Po trzech miesiącach spędzonych w Japonii, tak egzotycznej, tak innej niż rzeczywistość, w której dorastałam, wróciłam do domu, do swojej ławki szkolnej. Ale wiedziałam, że jestem już w zupełnie innym punkcie niż moi znajomi, że wystrzeliłam jak rakieta w przestrzeń międzyplanetarną i już nic mnie nie zatrzyma. Obudził się we mnie apetyt na więcej. To odkrycie, że świat jest tak wielki, tak różnorodny, że tyle jest do zobaczenia, utwierdziło mnie w przekonaniu, że wszystko jest możliwe, wystarczy tylko chcieć, by spełnić swoje marzenia.

PAP Life: W Tokio pracowałaś jako modelka. Jak do tego doszło?

A. L.: Moja mama przeczytała w gazecie ogłoszenie o naborze dziewcząt do konkursu, którego finałem miało być podpisanie kontraktu z jedną z wiodących agencji modelek w Tokio. Nie mówiąc mi nic o tym, wysłała kilka moich zdjęć. Pewnie nawet nie wierzyła, że coś z tego wyjdzie. Wkrótce jednak ktoś zadzwonił z Warszawy i zaproszono mnie na próbne zdjęcia. To było i dla niej, i dla mnie, wielkie zaskoczenie. Cały proces eliminacji i przygotowań trwał pół roku. W końcu jako jedna z pięciu finalistek dostałam kontrakt w Japonii. Pojechałam, zamieszkałam z dwiema dziewczynami w wynajętym mieszkaniu. Z dnia na dzień znalazłyśmy się w Tokio, nie mówiąc nawet w języku angielskim! Teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się, że to był tylko sen.

PAP Life: Miałaś wtedy zaledwie 15 lat. Nie bałaś się?

A. L.: Różne rzeczy mogły się wydarzyć. Na każdym kroku czyhały na nas różne pokusy, niebezpieczeństwa – alkohol, narkotyki, przypadkowe znajomości. Dziś, z perspektywy bycia mamą, powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, żeby puścić córkę na drugi koniec świata. Pod względem zawodowym wszystko było w porządku, wbrew przestrogom ciotek i wujków, którzy mówili, żeby mnie nie puszczać, bo to może być handel kobietami i skończymy w agencji dla prostytutek itd. Cała sytuacja była transparentna i niezwykle profesjonalna, ale trudna do udźwignięcia emocjonalnie. Wszystkie czułyśmy się totalnie wyobcowane, niepewne tego, co nas czeka. Pamiętam, że w pierwszych dniach pobytu każda z nas wymiotowała z nerwów. Po trzech miesiącach sama podjęłam decyzję o powrocie do Polski, bo pozostanie w Japonii oznaczałoby przerwanie edukacji, a ja wiedziałam, że chcę skończyć szkołę. Nie wiem, skąd była we mnie ta dojrzałość, zdrowy rozsądek. Jednak, mimo, że nie było mnie tylko chwilę, kiedy wróciłam, byłam już innym człowiekiem. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że skoro dałam sobie radę w Tokio, to mogę wszystko, jakby wstąpiła we mnie jakaś moc.

PAP Life: Może stąd wzięła się twoja odwaga, żeby potem wyjść na scenę i śpiewać swoje teksty do tysięcy ludzi.

A. L.: Być może. Ta przygoda pozwoliła mi uwierzyć, że mam siłę sprawczą. Zrozumiałam wtedy, że ode mnie wiele zależy, że mój los nie jest przesądzony i mogę sama stać się kreatorką własnej życiowej ścieżki. Kiedy po dwóch latach spędzonych w Varius Manx podjęłam decyzję, że odchodzę, wiele osób dziwiło się, mówiono, że przekreślam swoją karierę. A ja, chociaż nie miałam żadnego planu B, czułam, że muszę to zrobić. To znowu była jedna z tych ważnych dla mnie decyzji, przesądzająca o tym, co będzie dalej. Byłam wycieńczona sławą, którą spłynęła na mnie jak grom z jasnego nieba, poza tym z każdym dniem rodziło się we mnie coraz większe poczucie jakiejś krzywdy, że jestem eksploatowana ponad siły, wystawiona na świecznik, odarta z prywatności, a na nic się to nie przekłada, bo mój standard życia wcale zmieniał się wprost proporcjonalnie do rosnącej popularności. Wydałam dwie hitowe płyty, a stać mnie było najwyżej na kolorowy telewizor. Kiedy zaczęłam dociekać, zadawać zbyt wiele pytań dotyczących umów, finansów, słyszałam odpowiedzi w stylu: "Ciesz się, że jesteś sławna". Serio? Dlatego postanowiłam się od tego odciąć, odejść z wytwórni fonograficznej, z którą byłam wtedy związana, zakończyć współpracę z Varius Manx i przejąć kontrolę nad własnym życiem. Bez względu na konsekwencje.

PAP Life: Wtedy wyjechałaś do Londynu i w twoim życiu zaczął się wątek brytyjski, który trwa do dzisiaj.

A. L.: To prawda, ten wątek się ciągnie i pewnie się nie skończy. Zabawne, że gdy patrzymy, jak te życiowe puzzle się układają, to dostrzegamy, że wszystkie zdarzenia są jak naczynia połączone, każdy ruch ma sens. Skąd wziął się Londyn? Nie wymyśliłabym, że chcę tam polecieć. To też była seria przypadków. Gdy odeszłam z zespołu, na mojej drodze pojawił się Wiktor Kubiak, producent wykonawczy musicalu „Metro". Poznałam go przez realizatora dźwięku płyt Varius Manx, który jednocześnie był związany ze Studiem Buffo i „Metrem”. Wiktor Kubiak w tamtym czasie sprawował też opiekę menadżerską nad Edytą Górniak, która wtedy rezydowała w Londynie i pracowała nad swoją anglojęzyczną płytą. Pojechałam do Londynu, poznałam Wiktora, który po kilku dniach zapytał mnie, czy nie chciałabym podpisać z nim kontraktu. Zdecydowałam się na ten krok i to była bardzo dobra decyzja. W Londynie odzyskałam równowagę wewnętrzną, poszłam do szkoły, nauczyłam się angielskiego. Jednocześnie był to dla mnie intensywny etap rozwoju. Cały czas biegałam po galeriach sztuki, teatrach, salach kinowych. Otwierały mi się oczy i głowa.

PAP Life: Nagrałaś dwie świetne solowe płyty, które dostały mnóstwo nagród. A jednak zdecydowałaś się na powrót do Polski. Dlaczego?

A. L.: Londyn dał mi mnóstwo możliwości, miałam okazję poznawać nowe smaki, chłonąć wrażenia i doświadczenia, pracować z topowymi muzykami, których nazwiska znałam z płyt swoich ulubionych wykonawców. To wszystko było dla mnie fascynujące! Ale w pewnym momencie dotarła do mnie gorzka prawda, że tam zawsze będę tylko obywatelką drugiej kategorii, że to, skąd pochodzę, jednak determinuje moje losy, w jakiś sposób mnie ogranicza, że moja pozycja startowa jest zupełnie inna niż osób, które tam się urodziły czy wychowały. Nie było sensu się dłużej czarować marzeniami o podboju świata.

PAP Life: Wróciłaś z Wielkiej Brytanii i... związałaś się z Walijczykiem, Johnem Porterem. Byliście parą, macie córkę Polę, nagraliście razem kilka płyt. A 7 lat temu wyszłaś za mąż za Marka Graya, który jest Anglikiem. Przypadek?

A. L.: Chyba nie. Jeżeli wierzyć w to, że nie żyjemy tylko raz, że kiedyś już tu byliśmy i urodzimy się ponownie, to można założyć, że nie ma przypadków. To, że nas ciągnie w jakąś stronę, w pewne miejsca czy do konkretnego człowieka, musi mieć jakieś uzasadnienie. Mnie wiele razy zaskoczyła w życiu moc przeznaczenia. Może z tą Anglią łączyły mnie silne więzy w poprzednim wcieleniu? (śmiech). Mam córkę z Johnem, który jest Walijczykiem od lat zakotwiczonym w Polsce, mój mąż jest Anglikiem, nagrałam pięć płyt w Anglii, mam tam sporo znajomych, z którymi łączą mnie bliskie, przyjacielskie relacje. A zatem ta przeplatanka moich związków z Wielką Brytanią trwa cały czas.

PAP Life: Masz swoją "małą Anglię" w Warszawie.

A. L.: Trochę tak. W domu z konieczności mówimy z Polą po angielsku, bo Mark nadal nie zna dobrze polskiego, choć przeprowadził się tu dla mnie 8 lat temu. Ale we mnie samej chyba nic angielskiego nie ma. Brytyjczycy zachowują sporą rezerwę w kontaktach, są niezwykle uprzejmi, ale zdystansowani. Z moją otwartością, temperamentem, niestabilną naturą bliżej mi raczej do nacji południowych: Hiszpanów, Włochów czy Greków. Gdy chcę coś powiedzieć, to walę prosto z mostu, bez zastanowienia, co na pewno nie jest angielskie.

PAP Life: Często latasz do Londynu?

A. L.: Dość często. Rodzice i dzieci mojego męża mieszkają w Anglii, więc spotykamy się z nimi albo tam, albo tutaj. W Londynie studiuje córka Marka, on sam pracuje dla londyńskiej firmy. To się wszystko jakoś splata. Choć Londyn, do którego dziś wracam, to jest już inne miasto niż to, które pamiętam z mojego wyjazdu w połowie lat 90.

PAP Life: Przez wiele lat śpiewałaś wyłącznie po angielsku, teraz wróciłaś do śpiewania po polsku.

A. L.: To prawda, przez 12 właściwie nie śpiewałam po polsku. Kiedy byłam z Johnem, zawiesiłam działalność solową i graliśmy tylko w duecie. Co prawda John mówi po polsku, ale niezbyt gramatycznie, kiedy próbowaliśmy nagrać coś w naszym języku, to brzmiało to śmiesznie i niewiarygodnie. Łatwiej było mi śpiewać po angielsku niż jemu na polsku. Potem płytą „Hard Land of Wonder” wróciłam do śpiewania solo, ale ten album też był cały napisany po angielsku i nagrany w Anglii. Dopiero na płycie „Vena Amoris” wróciłam do ojczystego języka, choć też nagrałam ją w Anglii i z angielskimi muzykami. Najnowszy album „Śnienie” jest już cały po polsku i nagrany z polskimi muzykami.

PAP Life: Od lat mieszkasz w Warszawie. Inspiruje cię to miasto?

A. L.: Mnie inspiruje raczej przyroda, natura. Gdybym mogła, najchętniej mieszkałabym w lesie. Ale lubię Warszawę, która stała się moim rodzinnym domem zastępczym, bo tu mieszka mój brat z żoną i dziećmi oraz najbliższy przyjaciel, którego znam jeszcze z Piotrkowa Trybunalskiego. Za każdym razem, kiedy wracam do Warszawy, czuję, że jestem stąd, że tu zapuszczam korzenie. Wiem, że mimo marzeń o posiadaniu jakiegoś skromnego lokum na południu Europy, głównie ze względu na pogodę, na pewno nie byłabym w stanie na stałe wyemigrować. To jest zadziwiające, jak miejsce, w którym osiadamy, decyduje o naszym poczuciu tożsamości.

PAP Life: Skoro mówimy o ważnych dla ciebie miejscach, to muszę zapytać, dlaczego ślub z Markiem wzięłaś na greckiej wyspie Hydra?

A. L.: Hydra jest dla mnie wyjątkową kropką na mapie świata. Pokochałam ją dawno temu, kiedy jeszcze mało kto stąd wiedział o jej istnieniu. Pierwszy raz pojechałam tam ponad 15 lat temu, po przeczytaniu biografii Leonarda Cohena, który zawsze był dla mnie największym śpiewającym poetą. Z tej książki dowiedziałam się, że Cohen spędził na Hydrze wiele lat swojego życia, uciekał tam przez zgiełkiem Nowego Jorku, miał tam dom, w którym powstało wiele ważnych dla mnie piosenek. 

Wybrałam się więc na Hydrę sama, by tropić ślady Cohena, odwiedzałam miejsca, które rozpoznawałam z jego biografii, jego ulubione plaże, bary, w których przesiadywał, znalazłam też jego dom. Wtedy był to nie lada wyczyn, bo domu Cohena nie dało się znaleźć na żadnej mapie czy aplikacji w telefonie, po prostu trzeba było odliczać kroki, np. skręcić w prawo, potem daj czterdzieści kroków w lewo, za sklepem z zielonymi drzwiami prosto trzydzieści schodków pod górę itd. Na Hydrze nie ma ruchu ulicznego, aut ani motorów. Życie mieszkańców koncentruje się w okolicach portu, a całe miasto pnie się po skarpie w górę i jest usłane pajęczyną przesmyków dostępnych jedynie dla pieszych i osiołków, które są tam jedynymi środkami transportu.

Dlatego to miejsce jest takie magiczne i zachowuje swój niezmienny urok. Kiedy podjęliśmy z Markiem decyzję o ślubie, od razu powiedziałam mu, że jeśli już, to chcę zrobić to tylko tam, w obecności najbliższych nam osób, gdzieś na maleńkiej dzikiej plaży. I tak właśnie wyglądał nasz ślub. Później kilkukrotnie byliśmy razem na Hydrze, choć przyznam, że ostatnio wracałam stamtąd zasmucona, bo „moja” wyspa stała się atrakcją turystyczną. Ale nadal po sezonie ją kocham. Marzę, by spędzić tam swoją emeryturę!

PAP Life: Jest miejsce, w którym jeszcze nie byłaś, a bardzo chciałabyś

A. L.: Chciałabym wybrać się na długa wyprawę do Stanów, przemierzyć ten kraj samochodem, poznać różne jego oblicza. Byłam w Nowym Jorku, na Florydzie i w Chicago, ale nie widziałam tych prawdziwych Stanów, które są tak różnorodne, fragmentami wciąż dzikie. Stamtąd pochodzi przecież tylu artystów, którzy mnie inspirują. Taka wyprawa musiałaby trwać co najmniej kilka tygodni, więc też wymagałaby dokładnego zaplanowania. Wciąż jednak wierzę, że wszystko się może zdarzyć, więc na pewno kiedyś zrealizuję i to marzenie. Ale póki co przede mną promocja nowej płyty i trasa koncertowa, w którą ruszam już jesienią! (PAP Life)

Rozmawiała Izabela Komendołowicz-Lemańska

Anita Lipnicka – piosenkarka, autorka tekstów, kompozytorka. Karierę muzyczną rozpoczęła w wieku 19 lat, gdy została wokalistką zespołu Varius Manx, z którym nagrała dwie płyty „Emu” (1994) i Elf (1995). W 1996 roku rozpoczęła karierę solową. Za debiutancki album „Wszystko się może zdarzyć” otrzymała status trzykrotnie platynowej płyty. W latach 2003-2015 była w związku z Johnem Porterem, z którym razem nagrała cztery płyty. W 2016 poślubiła Marka Graya. W październiku ukaże się jej nowy album „Śnienie”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Szef MS: jeżeli Ziobro jest w USA, to w poniedziałek wystąpimy o ekstradycję (krótka)

Jeżeli Zbigniew Ziobro faktycznie przebywa w Stanach Zjednoczonych, to w poniedziałek wystąpimy o jego ekstradycję - poinformował w niedzielę minister sprawiedliwości Waldermar Żurek. Potwierdził, że były szef MS pojawił się na lotnisku w USA, jednak nie wiadomo czy zamierza tam zostać.Data dodania artykułu: 10.05.2026 13:25
Szef MS: jeżeli Ziobro jest w USA, to w poniedziałek wystąpimy o ekstradycję (krótka)

Politycy komentują nieoficjalne informacje o pobycie Ziobry w USA

Politycy komentują w niedzielę nieoficjalne informacje o tym, że Zbigniew Ziobro opuścił Węgry i przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych.Data dodania artykułu: 10.05.2026 12:38
Politycy komentują nieoficjalne informacje o pobycie Ziobry w USA

Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 10 maja

Niedziela, 10 maja. Sto trzydziesty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.51, zajdzie o 20.14. Imieniny obchodzą dziś: Antonina, Antonin, Feliks, Sylwester, Izydor oraz Jan. To dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością – od średniowiecznych koron i politycznych przewrotów po rockowe hymny, które do dziś rozbrzmiewają w radiowych archiwach i koncertowych stadionach świata.Data dodania artykułu: 10.05.2026 09:47
Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 10 maja

Łódź/ Pod hasłem „Równość bez dwóch zdań” ulicami Łodzi przeszła 15. Parada Równości

Kilkaset osób przeszło w sobotę ulicami Łodzi w 15. Paradzie Równości pod hasłem „Równość bez dwóch zdań”. Upominamy się o wolność i prawa obywatelskie dla każdej osoby, ale najważniejszy postulat to równość małżeńska - powiedział PAP współorganizator wydarzenia Miłosz Herka.Data dodania artykułu: 09.05.2026 22:32
Łódź/ Pod hasłem „Równość bez dwóch zdań” ulicami Łodzi przeszła 15. Parada Równości

Systemy antydronowe: odpowiedź na nowe zagrożenie (analiza)

Wraz z szybkim wzrostem liczby bezzałogowców używanych w wojnie rozpętanej przez Rosję przeciw Ukrainie i w innych konfliktach nastąpił rozwój systemów pozwalających na ich zwalczanie. Prace rozwojowe dotyczące tego rodzaju technologii realizują także polskie firmy sektora zbrojeniowego.Data dodania artykułu: 09.05.2026 12:12
Systemy antydronowe: odpowiedź na nowe zagrożenie (analiza)

9 maja. Dzień, w którym historia mówi wieloma głosami – od Henryka Walezego po Depeche Mode

Sobota, 9 maja, niesie ze sobą ciężar historii i puls współczesności. To dzień, w którym Europa wspomina zwycięstwo nad hitleryzmem, Rosja organizuje militarny spektakl na Placu Czerwonym, a Wenecja otwiera kolejną odsłonę jednego z najważniejszych wydarzeń świata sztuki. W Polsce wierni żegnają abp. Józefa Michalika, a kalendarz przypomina o chwilach, które zmieniały bieg dziejów – od pierwszej wolnej elekcji po katastrofę samolotu „Kościuszko” w Lesie Kabackim.Data dodania artykułu: 09.05.2026 11:09
9 maja. Dzień, w którym historia mówi wieloma głosami – od Henryka Walezego po Depeche Mode

Dziś w kraju i na świecie. Piątek pod znakiem historii, polityki i wielkich rocznic

Piątek, 8 maja 2026 roku. Sto dwudziesty ósmy dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.55, zajdzie o 20.10. Imieniny obchodzą dziś: Benedykt, Bonifacy, Stanisław, Stanisława, Ida, Michał, Piotr i Wiktor.Data dodania artykułu: 08.05.2026 09:29
Dziś w kraju i na świecie. Piątek pod znakiem historii, polityki i wielkich rocznic

Dziś w kraju i na świecie – czwartek, 7 maja

Czwartek, 7 maja, to 127. dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.56, zajdzie o 20.09. Imieniny obchodzą dziś: Gizela, Róża, August, Ludmiła i Wincenty. To dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością – od reform Rzeczypospolitej sprzed ponad dwóch i pół wieku, przez dramaty wojny i komunizmu, po współczesne debaty o bezpieczeństwie, dezinformacji i pamięci.Data dodania artykułu: 07.05.2026 09:17
Dziś w kraju i na świecie – czwartek, 7 maja
Tydzień Bibliotek w Tomaszowie: poetyckie działania, flashmob i biblioteka pełna odkryć

Tydzień Bibliotek w Tomaszowie: poetyckie działania, flashmob i biblioteka pełna odkryć

W dniach 8–15 maja w całej Polsce obchodzony jest Tydzień Bibliotek, ogólnopolski program promocji czytelnictwa organizowany od 2004 roku przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Jego głównym celem jest podkreślenie roli bibliotek w życiu społecznym i kulturalnym oraz zachęcenie do korzystania z ich zasobów i oferty edukacyjno-kulturalnej.To również okazja, aby docenić pracę bibliotekarzy – osób, które z pasją i zaangażowaniem budują przestrzeń spotkań z literaturą, wiedzą i drugim człowiekiem. Wydarzenie to inauguruje Dzień Bibliotekarza, przypadający na 8 maja.Tegoroczna XXIII edycja Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek odbywa się pod hasłem „Biblioteka. Otwierasz. Odkrywasz”. Pokazuje ono bibliotekę jako miejsce, w którym każdy może zacząć swoją przygodę z wiedzą i kulturą. „Otwierasz” oznacza wejście do biblioteki i sięganie po jej zasoby, a „odkrywasz” – poznawanie nowych inspiracji i możliwości.Tomaszowska książnica przygotowała bogaty program wydarzeń adresowany do różnych grup odbiorców:Miejska Biblioteka Publiczna ul. Browarna 7- akcja „Przyłapani na czytaniu” ma na celu promocję czytelnictwa poprzez uchwycenie codziennych chwil spędzanych z książką. W bibliotece oraz jej najbliższym otoczeniu fotografowane będą osoby pochłonięte lekturą- „Filmowa giełda – przynieś, zostaw, wymień” -  wymiana filmów na płytach DVD- konkurs fotograficzny „Biblioteka w nowym miejscu – gdzie ta biblioteka…?” jest zaproszeniem do poznania biblioteki w jej nowej lokalizacji przy ul. Browarnej 7. Zadaniem uczestników będzie wykonanie najciekawszego, nieoczywistego i nieszablonowego zdjęcia biblioteki- akcja „Odkrywam Bibliotekę”. Każda osoba, która w czasie trwania Tygodnia Bibliotek założy kartę czytelnika w nowej siedzibie biblioteki, otrzyma los uprawniający do udziału w loterii13.05.2026 r. godz. 12 „Poetyckie parkowanie” to poetyckie działania w terenie, które łączą miłość do literatury z aktywnym wypoczynkiem na świeżym powietrzuOddział dla Dzieci i Młodzieży Plac T. Kościuszki 18- „Literackie Bingo”, „Książka w ciemno” – niespodzianki dla Wypożyczających- wystawa „Odkryj swoją bibliotekę”-  Fotobudka - akcja „Nadaj drugie życie przedmiotom! Podziel się, nie wyrzucaj!” - zabawka za wypożyczenie książek11.05.2026 r. godz. 10 - lekcja biblioteczna „Odkryj emocje, pozwól im być”12.05.2026 r. godz. 10 - lekcja biblioteczna „Otwórz serce na bibliotekę”13.05.2026 r. godz. 10 - Flashmob - akcja promująca czytelnictwo i bibliotekę. Przemarsz z książkami w centrum miasta14.05.2026 r. godz. 15 - Warsztaty dla najmłodszych ,,Dziecięca biblioteka bez tajemnic”Filia nr 1 ul. Akacjowa 1, Filia nr 2 ul. Opoczyńska 22, Filia nr 3 ul. Koplina 1- wystawy tematyczne - lekcje biblioteczne- akcja "Biblioteczna polecajka"- Filia nr 3 ul. Koplina 1 12.05.2026 – Filia nr 3 ul. Koplina 1 - „Kwadrans na czytanie" czyli wiosenna biblioteka pod chmurkąWięcej informacji na stronie internetowej www.mbptomaszow.pl oraz mediach społecznościowych.Zapraszamy serdecznie do udziału w wydarzeniach!Data rozpoczęcia wydarzenia: 11.05.2026

Polecane

Radny zadawał pytania o miejską spółkę. Odpowiedzi nie dostał, za to przyszły groźby prawneDlaczego mieszkańcy Tomaszowa coraz częściej korzystają z wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego?Pogoda zmieni się gwałtownie. Burze i deszcz także nad powiatem tomaszowskimStefania z Tomaszowa. Kobieta, bez której trudno opowiadać o Julianie TuwimieLechia wyrwała remis w doliczonym czasie gry! Kempski bohaterem w PłockuDziś w kraju i na świecie. Niedziela, 10 majaBezpłatne badania znamion dla mieszkańców subregionu. Affidea NU-MED rusza z programemDzień Zołzy. Święto kobiet, które nie przepraszają za własne zdanie10 lat chóru Artis Gaudium. Jubileuszowy koncert w Tomaszowie MazowieckimWidzew ograł Lechię 3:1 i zrobił wielki krok w stronę utrzymaniaReprezentacja Polski siatkarzy rozpoczęła zgrupowanie w SpaleDwa dni rodzinnej zabawy na tomaszowskich Błoniach\
ReklamaTwój Sklep MEydczny
ReklamaTwój Sklep Medyczny
ReklamaTwój Sklep MEydczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...Treść komentarza: Sfingowano sprawy żeby poprzedią wywalić, bo pielęgniarka pisowa miała parcie na stołek. Urobiła katechostaristę i dawaj. Zapomniała , że żeby rządzić to trzeba mieć głowę na karku, a nie tylko kumpla starostę i mieszankę w głowie. W dodatku to kłamliwa baba. Myślę że spadając na cztery łapy przy pomocy kumpla, są osoby które zweryfikują jej poczynania i niewypażonąŹródło komentarza: Dyscyplinarka dla marzanny Popławskiej. Dyrektorka uciekła na L4. W tle zarzuty naruszenia nietykalności cielesnejAutor komentarza: Silnik na parę spodniTreść komentarza: Biblię trzeba rozumieć, a nie tylko cytować. Cała Polska i pół Tomaszowa spiskują przeciwko wzorowym członkom Prawa i Sprawiedliwości? Podejrzane. Prawo i Sprawiedliwość wzięło nazwę z Psalmu 33, w którym na początku Bóg jest wychwalany i podziwiany, a potem jest zalecenie, żeby się Go bać. Niektórzy najwidoczniej się za mało boją.Źródło komentarza: Koniec konfliktu w tomaszowskim ŚDS? Dyrektorka odchodzi po miesiącach napięć i skandaluAutor komentarza: SkąpiecTreść komentarza: Nie będzie jej. Brawo. Teraz najważniejsze, żeby to, co się działo w ŚDS, nie powtórzyło się nigdzie indziej. I pozostają pytania: czy jeśli nie została zwolniona, to dostanie odprawę? z czyich pieniędzy? i czy można by przeznaczyć te pieniądze na coś innego?Źródło komentarza: Koniec konfliktu w tomaszowskim ŚDS? Dyrektorka odchodzi po miesiącach napięć i skandaluAutor komentarza: KrzysztofTreść komentarza: Dzień dobry, Tak się zastanawiam nad "bezstronnością" pana redaktora... Dość wyraźnie widać, że średnio inteligentny czytelnik natychmiast wyczuje zionącą nienawiść do ludzi wspierających PiS. Wydaje się, że prawdziwy redaktor - taki z powołania i prawdziwego zdarzenia, powinien emanować kulturą, profesjonalizmem, merytorycznością i przede wszystkim O-BIEK-TY-WIZ-MEM. Niestety tendencyjność w polowaniu na ludzi prawicy jest wszechobecna w jego "artykułach". Ale chyba nie o tym ta dysputa... Zastanawiam się, kim jest ta rzekomo pokrzywdzona osoba... Koleżanka pana redaktora, celebrytka szukająca poklasku, może jakaś osoba z innej opcji politycznej..? Zakładam również wariant przedstawiony przez p. redaktora, ale "profesjonalizm" i tendencyjność jego artykułów nie dają żadnej nadziei na obiektywną relację... Nie widząc dowodów, twierdzę, że to zwykła, pospolita, słowna napaść, której celem jest zdyskredytowanie prężnie działającej i wymagającej najwyższych standardów Dyr Marzanny Popławskiej. Normalny człowiek przedstawiłby jakieś dowody, a nie tylko domysły i czcze oskarżenia, które w tym momencie stają się wręcz pomówieniami, z których tak naprawdę nic nie wynika... Jesli chodzi o dowody, to najprostszy wydaje się bardzo oczywisty, np.: monitoring, czy obdukcja lekarska. Z artykułu nic takiego nie wynika, więc na wstępie widać, że sprawa jest dęta i śmierdzi polowaniem i komuszą ubecją: "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie.". Jakże łatwo jest kogoś oskarżyć i obsmarować błotem, a jakże trudno ustalić fakty i je obiektywnie przedstawić. Jak widać nasz "redaktor" nie popisał się i znalazł dziurę w całym. Czytając te dęte wypociny, tworzone przy klawiaturze, a nie w terenie, nie znalazłem nic, co by w jakikolwiek sposób pogrążało p. Dyr Marzannę Popławską. Ups! W tym miejscu to ja przepraszam - nieznacznie pomyliłem się... Znalazłem jeden fakt (dosłownie JEDEN FAKT): jest jakieś pomówienie... Niestety, to może się wiązać z bardzo poważnymi konsekwencjami karnymi, opartymi o paragrafy KK (Kodeksu Karnego) o zniesławienie art. 212, a to już może być przestępstwo - grozi za to kara grzywny oraz do 1 roku pozbawienia wolności. Kiedyś już pisałem na temat sytuacji w ŚDS i jak widać, nadal są problemy w relacjach dyrektor - część kadry. Nadal zastanawiam się, czy determinacja pani dyrektor Popławskiej, jej wola podnoszenia standardów i poziomu opieki w ŚDS, z czym wiążą się coraz wyższe wymagania, mogły zderzyć się z dość dużym oporem części kadry spowodowanym np.: lenistwem, a co za tym idzie szukaniem haków na wymagającą najwyższych standardów Dyr Marzannę Popławską, by się jej pozbyć za wszelką cenę..? Na miejscu redaktora powściągnąłbym się z tak tendencyjnymi komentarzami, by nie zaszkodzić sobie, własnemu majątkowi i własnej wolności. Natomiast na miejscu pani dyr, wiedząc, że jestem czysty, wytoczyłbym proces o zniesławienie, by nauczyć co po niektórych szacunku i obiektywizmu. Nie umniejszając ludziom ciężko pracującym przy taśmach produkcyjnych na trzy zmiany, zaprosiłbym kilka osób ze ŚDS i pana redaktora na miesięczne praktyki/staż, by poznały, czym jest prawdziwa praca na akord w systemie wielozmianowym... Gdzie w tym artykule Panie "Redaktorze" znalazła się druga strona medalu - jakikolwiek komentarz pani dyrektor? Czy podjął Pan próbę nawiązania kontaktu, zwrócenia się z prośbą o komentarz do sprawy, w której ewidentnie poluje się na Dyr ŚDS Marzannę Popławską..? Brak komentarza z jej strony dobitnie świadczy o Pana tendencyjności i braku obiektywizmu. To bardzo smutne... Czekam na dalszy ciąg... DO-WO-DY! P.S.: Przytoczę kilka tekstów - być może do właściwych osób..: "Niech kamieniem rzuca ten, który jest bez grzechu!", "Jeśli Twój brat zgrzeszy przeciwko Tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli nie usłucha, weź świadka, albo dwóch... Jeśli i tych nie usłucha, przedstaw to kościołowi...". Zakładam, że osobą rzekomo pokrzywdzoną, nie jest tzw.: "osoba kościołowa", bo to dyskwalifikowałoby ją ze wspólnoty i rujnowało fundamenty wiary... Piszę w tym miejscu, akurat o tym kontekście sprawy, bo niektórzy ignoranci coś wspominają o zasiadaniu w pierwszych ławkach w kościele... Dodam jeszcze, że chyba mamy nowy super narybek do piłkarskiej kadry... Jeśli monitoring nic nie wykaże i rzekomo pokrzywdzona nie ma żadnej obdukcji, to być może okaże się, że "system Neymar" (piłkarski symulant fauli) działa także w ŚDS... By być obiektywnym zaczekam na dowody Panie Redaktorze...Źródło komentarza: Koniec konfliktu w tomaszowskim ŚDS? Dyrektorka odchodzi po miesiącach napięć i skandaluAutor komentarza: WyborcaTreść komentarza: Radny powinien ponieść konsekwencje prawne!Źródło komentarza: Naruszenie ochrony danych na sesji. Sprawa trafiła do UODO, a miastu grożą konsekwencje finansoweAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Tak. Dobrze napisałeś. I dlatego tym razem Coibie pochwalę. Mimo, że jestem zdecydowanym prawicowcem. Jednak mnie nie interesują partyjne nalepki na czole ludzi, ale to, kim ci ludzie są w normalnym życiu.Źródło komentarza: Nowy blok operacyjny w Tomaszowskim Centrum Zdrowia to nie luksus. To warunek bezpieczeństwa pacjentów
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama