Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 30 października 2026 20:10
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Anita Lipnicka: wciąż wierzę, że wszystko się może zdarzyć

Kiedy miała 19 lat, jako wokalistka Varius Manx zachwyciła całą Polskę swoim głosem i wrażliwością. I choć sprawiała wrażenie eterycznej i delikatnej, zawsze była silna, zdeterminowana i konsekwentna. Inaczej Anita Lipnicka nie przetrwałaby prawie trzech dekad na scenie. W czerwcu skończyła 48 lat, a w październiku wydaje płytę „Śnienie”, na której sporo miejsca poświęca refleksji nad upływającym czasem. W rozmowie z PAP Life opowiada o przełomowych momentach w swoim życiu i miejscach, które ją kształtowały.

PAP Life: Po kilku latach przerwy wracasz z nową płytą „Śnienie”. Promujesz ją singlem „Amsterdam”. Dlaczego właśnie to miasto?

Anita Lipnicka: Bo ma ono dla mnie znaczenie symboliczne. Kiedy się tam wybrałam po raz pierwszy, miałam 19 lat i właśnie zaczynała się na poważnie moja przygoda z muzyką. Byłam wtedy tuż po nagraniach pierwszej płyty z Varius Manx, mieszkałam z chłopakiem w Łodzi i to z nim pojechałam do Amsterdamu, autostopem! Dzisiaj taka podróż wydaje się nie do wyobrażenia, ale wtedy wszyscy byliśmy dużo bardziej ufni, świat wydawał się przyjaźniejszy. Amsterdam zrobił na mnie ogromne wrażenie, wróciłam oszołomiona jego energią. Od tego czasu zawsze kojarzył mi się z powiewem świeżego powietrza, wolnością, młodością. Ta podróż głęboko zapadła mi w pamięć. Dziś stała się dla mnie metaforą tamtego okresu, kiedy wszystko było jeszcze przede mną, każde drzwi stały otworem, przed oczyma roztaczał się nieskończony ogrom możliwości. W miarę upływu lat ten wybór możliwości się zawęża, nasza perspektywa się przesuwa. W tej piosence nie chodzi więc o konkretne miejsce, raczej o moment w życiu, do którego nie da się już wrócić. Każdy z nas ma taki swój Amsterdam. O tym jest ten utwór, z pozoru radosny, wesoły i słoneczny, ale z pewną nutką nostalgii, tęsknoty za tym, co minęło. Zresztą cała płyta „Śnienie” naszpikowana jest refleksjami na temat mijającego czasu. Pewnie dlatego, że jestem w wieku, kiedy zaczynam częściej oglądać się przez ramię, rozmyślać o tym, co straciłam, co wygrałam, ile jeszcze przed mną.

PAP Life: Wracałaś później do Amsterdamu?

A. L.: To ciekawe, ale nie. Dopiero niedawno, po prawie trzydziestu latach, wybrałam się tam ponownie, żeby nakręcić teledysk do piosenki. Przy okazji powstała też sesja zdjęciowa do okładki płyty. To była taka podróż sentymentalna, rewizja przeszłości.

PAP Life: I jakie teraz miałaś wrażenia?

A. L.: Zobaczyłam to miasto na nowo, wydało mi się jeszcze większe, jeszcze bardziej dynamiczne, tętniące życiem. Ciekawe jest jednak to, co pamięć wyprawia z naszymi wspomnieniami. Kiedy pojechałam tam ze swoją ekipą, by tropić własne ślady, uparłam się, by szukać pomnika krowy, pod którym 30 lat temu rzekomo piłam wino i jadłam frytki z majonezem. Ale żadnego pomnika krowy nigdzie nie było! Czy naprawdę istniał, czy go sobie wymyśliłam, a może to był zupełnie inni pomnik albo w zupełnie innym mieście? Kiedy zestawiamy rzeczywistość z naszymi wspomnieniami, pojawia się mnóstwo nieścisłości.

PAP Life: Czasem wracamy do miejsc, które pamiętamy jako magiczne, a po latach okazują się nijakie.

A. L.: Też wielokrotnie doświadczyłam takich rozczarowań. Myślę, że splot okoliczności jest bardzo istotny. Jakieś doświadczenie może nam obrzydzić albo wyidealizować konkretne przeżycie, że staje się ono niedoścignionym snem w naszej jaźni. Jednym z moich ukochanych europejskich miast jest Porto, od siedmiu lat namawiam męża, żebyśmy się tam razem wybrali. Ale trochę też się tego obawiam. Nie wiem, czy kiedy w końcu tam pojedziemy, nie okaże się, że Porto nie jest już moim miastem ze snów. Że tylko tak je pamiętam.

PAP Life: Każdy z nas ma też miejsce, które go ukształtowało, miało wpływ na późniejsze wybory. Jakie uczucia pojawiają się w tobie, kiedy myślisz o rodzinnym Piotrkowie Trybunalskim?

A. L.: Faktycznie tam się wszystko zaczęło. Wracam do tego miasta, chociaż przyznam, że coraz rzadziej. Tak naprawdę mam coraz mniej powodów, żeby tam jeździć. Myślę, że ogromny wpływ na to miała śmierć mojego ojca, który nie żyje już od wielu lat, a moja mama właściwie mieszka ze swoją mamą w Tomaszowie Mazowieckim. Mój rodzinny dom stał się więc domem duchów. Kiedy ostatnio byłam w Piotrkowie przy okazji koncertu, doświadczyłam bardzo złożonych emocji. Zaczęłam się nawet nad tym zastanawiać, czemu są takie ambiwalentne, dlaczego nie jest tak, że wracam do Piotrkowa i mówię: „Wow, jak mi tu dobrze, chcę tu dłużej zostać!” 

Może chodzi o to, że już dawno odseparowałam się emocjonalnie od tego miejsca. Z rozrzewnieniem wracam za to do wspomnień z wczesnego dzieciństwa związanych z okolicami Piotrkowa, z tamtejszą cudowną przyrodą. Do przepięknych łąk i lasów, do rzeki Pilicy, do Sulejowa, w którym mieszkała moja prababcia. Potem, gdy jako nastolatka stawiałam pierwsze kroki na scenach piotrkowskiego amfiteatru czy domu kultury, to też były ważne dla mnie miejsca. Jednak większość z nich już zniknęła. Nie ma kina Havana, gdzie oglądałam pierwsze filmy Polańskiego, nie ma kawiarni Ormianin, w której godzinami przesiadywaliśmy ze znajomymi po szkole... Ale pamiętam także, że dość wcześnie pojawiło się u mnie silne pragnienie, by wyrwać się z rodzinnego miasta i popędzić w świat. Gdy więc teraz tam wracam, mam poczucie wygranej, że zrobiłam to, co chciałam, że tak dużo przeżyłam, a na pewno nie byłoby mi to dane, gdybym tam została.

PAP Life: Świat szybko cię porwał. Chodziłaś jeszcze do liceum, a twoje piosenki śpiewała już cała Polska.

A. L.: Ale zanim to się stało, bardzo ważnym doświadczeniem był wyjazd do Tokio. Miałam wtedy 15 lat. To był chyba mój pierwszy krok milowy, który miał wpływ na to kim dziś jestem. Po trzech miesiącach spędzonych w Japonii, tak egzotycznej, tak innej niż rzeczywistość, w której dorastałam, wróciłam do domu, do swojej ławki szkolnej. Ale wiedziałam, że jestem już w zupełnie innym punkcie niż moi znajomi, że wystrzeliłam jak rakieta w przestrzeń międzyplanetarną i już nic mnie nie zatrzyma. Obudził się we mnie apetyt na więcej. To odkrycie, że świat jest tak wielki, tak różnorodny, że tyle jest do zobaczenia, utwierdziło mnie w przekonaniu, że wszystko jest możliwe, wystarczy tylko chcieć, by spełnić swoje marzenia.

PAP Life: W Tokio pracowałaś jako modelka. Jak do tego doszło?

A. L.: Moja mama przeczytała w gazecie ogłoszenie o naborze dziewcząt do konkursu, którego finałem miało być podpisanie kontraktu z jedną z wiodących agencji modelek w Tokio. Nie mówiąc mi nic o tym, wysłała kilka moich zdjęć. Pewnie nawet nie wierzyła, że coś z tego wyjdzie. Wkrótce jednak ktoś zadzwonił z Warszawy i zaproszono mnie na próbne zdjęcia. To było i dla niej, i dla mnie, wielkie zaskoczenie. Cały proces eliminacji i przygotowań trwał pół roku. W końcu jako jedna z pięciu finalistek dostałam kontrakt w Japonii. Pojechałam, zamieszkałam z dwiema dziewczynami w wynajętym mieszkaniu. Z dnia na dzień znalazłyśmy się w Tokio, nie mówiąc nawet w języku angielskim! Teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się, że to był tylko sen.

PAP Life: Miałaś wtedy zaledwie 15 lat. Nie bałaś się?

A. L.: Różne rzeczy mogły się wydarzyć. Na każdym kroku czyhały na nas różne pokusy, niebezpieczeństwa – alkohol, narkotyki, przypadkowe znajomości. Dziś, z perspektywy bycia mamą, powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, żeby puścić córkę na drugi koniec świata. Pod względem zawodowym wszystko było w porządku, wbrew przestrogom ciotek i wujków, którzy mówili, żeby mnie nie puszczać, bo to może być handel kobietami i skończymy w agencji dla prostytutek itd. Cała sytuacja była transparentna i niezwykle profesjonalna, ale trudna do udźwignięcia emocjonalnie. Wszystkie czułyśmy się totalnie wyobcowane, niepewne tego, co nas czeka. Pamiętam, że w pierwszych dniach pobytu każda z nas wymiotowała z nerwów. Po trzech miesiącach sama podjęłam decyzję o powrocie do Polski, bo pozostanie w Japonii oznaczałoby przerwanie edukacji, a ja wiedziałam, że chcę skończyć szkołę. Nie wiem, skąd była we mnie ta dojrzałość, zdrowy rozsądek. Jednak, mimo, że nie było mnie tylko chwilę, kiedy wróciłam, byłam już innym człowiekiem. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że skoro dałam sobie radę w Tokio, to mogę wszystko, jakby wstąpiła we mnie jakaś moc.

PAP Life: Może stąd wzięła się twoja odwaga, żeby potem wyjść na scenę i śpiewać swoje teksty do tysięcy ludzi.

A. L.: Być może. Ta przygoda pozwoliła mi uwierzyć, że mam siłę sprawczą. Zrozumiałam wtedy, że ode mnie wiele zależy, że mój los nie jest przesądzony i mogę sama stać się kreatorką własnej życiowej ścieżki. Kiedy po dwóch latach spędzonych w Varius Manx podjęłam decyzję, że odchodzę, wiele osób dziwiło się, mówiono, że przekreślam swoją karierę. A ja, chociaż nie miałam żadnego planu B, czułam, że muszę to zrobić. To znowu była jedna z tych ważnych dla mnie decyzji, przesądzająca o tym, co będzie dalej. Byłam wycieńczona sławą, którą spłynęła na mnie jak grom z jasnego nieba, poza tym z każdym dniem rodziło się we mnie coraz większe poczucie jakiejś krzywdy, że jestem eksploatowana ponad siły, wystawiona na świecznik, odarta z prywatności, a na nic się to nie przekłada, bo mój standard życia wcale zmieniał się wprost proporcjonalnie do rosnącej popularności. Wydałam dwie hitowe płyty, a stać mnie było najwyżej na kolorowy telewizor. Kiedy zaczęłam dociekać, zadawać zbyt wiele pytań dotyczących umów, finansów, słyszałam odpowiedzi w stylu: "Ciesz się, że jesteś sławna". Serio? Dlatego postanowiłam się od tego odciąć, odejść z wytwórni fonograficznej, z którą byłam wtedy związana, zakończyć współpracę z Varius Manx i przejąć kontrolę nad własnym życiem. Bez względu na konsekwencje.

PAP Life: Wtedy wyjechałaś do Londynu i w twoim życiu zaczął się wątek brytyjski, który trwa do dzisiaj.

A. L.: To prawda, ten wątek się ciągnie i pewnie się nie skończy. Zabawne, że gdy patrzymy, jak te życiowe puzzle się układają, to dostrzegamy, że wszystkie zdarzenia są jak naczynia połączone, każdy ruch ma sens. Skąd wziął się Londyn? Nie wymyśliłabym, że chcę tam polecieć. To też była seria przypadków. Gdy odeszłam z zespołu, na mojej drodze pojawił się Wiktor Kubiak, producent wykonawczy musicalu „Metro". Poznałam go przez realizatora dźwięku płyt Varius Manx, który jednocześnie był związany ze Studiem Buffo i „Metrem”. Wiktor Kubiak w tamtym czasie sprawował też opiekę menadżerską nad Edytą Górniak, która wtedy rezydowała w Londynie i pracowała nad swoją anglojęzyczną płytą. Pojechałam do Londynu, poznałam Wiktora, który po kilku dniach zapytał mnie, czy nie chciałabym podpisać z nim kontraktu. Zdecydowałam się na ten krok i to była bardzo dobra decyzja. W Londynie odzyskałam równowagę wewnętrzną, poszłam do szkoły, nauczyłam się angielskiego. Jednocześnie był to dla mnie intensywny etap rozwoju. Cały czas biegałam po galeriach sztuki, teatrach, salach kinowych. Otwierały mi się oczy i głowa.

PAP Life: Nagrałaś dwie świetne solowe płyty, które dostały mnóstwo nagród. A jednak zdecydowałaś się na powrót do Polski. Dlaczego?

A. L.: Londyn dał mi mnóstwo możliwości, miałam okazję poznawać nowe smaki, chłonąć wrażenia i doświadczenia, pracować z topowymi muzykami, których nazwiska znałam z płyt swoich ulubionych wykonawców. To wszystko było dla mnie fascynujące! Ale w pewnym momencie dotarła do mnie gorzka prawda, że tam zawsze będę tylko obywatelką drugiej kategorii, że to, skąd pochodzę, jednak determinuje moje losy, w jakiś sposób mnie ogranicza, że moja pozycja startowa jest zupełnie inna niż osób, które tam się urodziły czy wychowały. Nie było sensu się dłużej czarować marzeniami o podboju świata.

PAP Life: Wróciłaś z Wielkiej Brytanii i... związałaś się z Walijczykiem, Johnem Porterem. Byliście parą, macie córkę Polę, nagraliście razem kilka płyt. A 7 lat temu wyszłaś za mąż za Marka Graya, który jest Anglikiem. Przypadek?

A. L.: Chyba nie. Jeżeli wierzyć w to, że nie żyjemy tylko raz, że kiedyś już tu byliśmy i urodzimy się ponownie, to można założyć, że nie ma przypadków. To, że nas ciągnie w jakąś stronę, w pewne miejsca czy do konkretnego człowieka, musi mieć jakieś uzasadnienie. Mnie wiele razy zaskoczyła w życiu moc przeznaczenia. Może z tą Anglią łączyły mnie silne więzy w poprzednim wcieleniu? (śmiech). Mam córkę z Johnem, który jest Walijczykiem od lat zakotwiczonym w Polsce, mój mąż jest Anglikiem, nagrałam pięć płyt w Anglii, mam tam sporo znajomych, z którymi łączą mnie bliskie, przyjacielskie relacje. A zatem ta przeplatanka moich związków z Wielką Brytanią trwa cały czas.

PAP Life: Masz swoją "małą Anglię" w Warszawie.

A. L.: Trochę tak. W domu z konieczności mówimy z Polą po angielsku, bo Mark nadal nie zna dobrze polskiego, choć przeprowadził się tu dla mnie 8 lat temu. Ale we mnie samej chyba nic angielskiego nie ma. Brytyjczycy zachowują sporą rezerwę w kontaktach, są niezwykle uprzejmi, ale zdystansowani. Z moją otwartością, temperamentem, niestabilną naturą bliżej mi raczej do nacji południowych: Hiszpanów, Włochów czy Greków. Gdy chcę coś powiedzieć, to walę prosto z mostu, bez zastanowienia, co na pewno nie jest angielskie.

PAP Life: Często latasz do Londynu?

A. L.: Dość często. Rodzice i dzieci mojego męża mieszkają w Anglii, więc spotykamy się z nimi albo tam, albo tutaj. W Londynie studiuje córka Marka, on sam pracuje dla londyńskiej firmy. To się wszystko jakoś splata. Choć Londyn, do którego dziś wracam, to jest już inne miasto niż to, które pamiętam z mojego wyjazdu w połowie lat 90.

PAP Life: Przez wiele lat śpiewałaś wyłącznie po angielsku, teraz wróciłaś do śpiewania po polsku.

A. L.: To prawda, przez 12 właściwie nie śpiewałam po polsku. Kiedy byłam z Johnem, zawiesiłam działalność solową i graliśmy tylko w duecie. Co prawda John mówi po polsku, ale niezbyt gramatycznie, kiedy próbowaliśmy nagrać coś w naszym języku, to brzmiało to śmiesznie i niewiarygodnie. Łatwiej było mi śpiewać po angielsku niż jemu na polsku. Potem płytą „Hard Land of Wonder” wróciłam do śpiewania solo, ale ten album też był cały napisany po angielsku i nagrany w Anglii. Dopiero na płycie „Vena Amoris” wróciłam do ojczystego języka, choć też nagrałam ją w Anglii i z angielskimi muzykami. Najnowszy album „Śnienie” jest już cały po polsku i nagrany z polskimi muzykami.

PAP Life: Od lat mieszkasz w Warszawie. Inspiruje cię to miasto?

A. L.: Mnie inspiruje raczej przyroda, natura. Gdybym mogła, najchętniej mieszkałabym w lesie. Ale lubię Warszawę, która stała się moim rodzinnym domem zastępczym, bo tu mieszka mój brat z żoną i dziećmi oraz najbliższy przyjaciel, którego znam jeszcze z Piotrkowa Trybunalskiego. Za każdym razem, kiedy wracam do Warszawy, czuję, że jestem stąd, że tu zapuszczam korzenie. Wiem, że mimo marzeń o posiadaniu jakiegoś skromnego lokum na południu Europy, głównie ze względu na pogodę, na pewno nie byłabym w stanie na stałe wyemigrować. To jest zadziwiające, jak miejsce, w którym osiadamy, decyduje o naszym poczuciu tożsamości.

PAP Life: Skoro mówimy o ważnych dla ciebie miejscach, to muszę zapytać, dlaczego ślub z Markiem wzięłaś na greckiej wyspie Hydra?

A. L.: Hydra jest dla mnie wyjątkową kropką na mapie świata. Pokochałam ją dawno temu, kiedy jeszcze mało kto stąd wiedział o jej istnieniu. Pierwszy raz pojechałam tam ponad 15 lat temu, po przeczytaniu biografii Leonarda Cohena, który zawsze był dla mnie największym śpiewającym poetą. Z tej książki dowiedziałam się, że Cohen spędził na Hydrze wiele lat swojego życia, uciekał tam przez zgiełkiem Nowego Jorku, miał tam dom, w którym powstało wiele ważnych dla mnie piosenek. 

Wybrałam się więc na Hydrę sama, by tropić ślady Cohena, odwiedzałam miejsca, które rozpoznawałam z jego biografii, jego ulubione plaże, bary, w których przesiadywał, znalazłam też jego dom. Wtedy był to nie lada wyczyn, bo domu Cohena nie dało się znaleźć na żadnej mapie czy aplikacji w telefonie, po prostu trzeba było odliczać kroki, np. skręcić w prawo, potem daj czterdzieści kroków w lewo, za sklepem z zielonymi drzwiami prosto trzydzieści schodków pod górę itd. Na Hydrze nie ma ruchu ulicznego, aut ani motorów. Życie mieszkańców koncentruje się w okolicach portu, a całe miasto pnie się po skarpie w górę i jest usłane pajęczyną przesmyków dostępnych jedynie dla pieszych i osiołków, które są tam jedynymi środkami transportu.

Dlatego to miejsce jest takie magiczne i zachowuje swój niezmienny urok. Kiedy podjęliśmy z Markiem decyzję o ślubie, od razu powiedziałam mu, że jeśli już, to chcę zrobić to tylko tam, w obecności najbliższych nam osób, gdzieś na maleńkiej dzikiej plaży. I tak właśnie wyglądał nasz ślub. Później kilkukrotnie byliśmy razem na Hydrze, choć przyznam, że ostatnio wracałam stamtąd zasmucona, bo „moja” wyspa stała się atrakcją turystyczną. Ale nadal po sezonie ją kocham. Marzę, by spędzić tam swoją emeryturę!

PAP Life: Jest miejsce, w którym jeszcze nie byłaś, a bardzo chciałabyś

A. L.: Chciałabym wybrać się na długa wyprawę do Stanów, przemierzyć ten kraj samochodem, poznać różne jego oblicza. Byłam w Nowym Jorku, na Florydzie i w Chicago, ale nie widziałam tych prawdziwych Stanów, które są tak różnorodne, fragmentami wciąż dzikie. Stamtąd pochodzi przecież tylu artystów, którzy mnie inspirują. Taka wyprawa musiałaby trwać co najmniej kilka tygodni, więc też wymagałaby dokładnego zaplanowania. Wciąż jednak wierzę, że wszystko się może zdarzyć, więc na pewno kiedyś zrealizuję i to marzenie. Ale póki co przede mną promocja nowej płyty i trasa koncertowa, w którą ruszam już jesienią! (PAP Life)

Rozmawiała Izabela Komendołowicz-Lemańska

Anita Lipnicka – piosenkarka, autorka tekstów, kompozytorka. Karierę muzyczną rozpoczęła w wieku 19 lat, gdy została wokalistką zespołu Varius Manx, z którym nagrała dwie płyty „Emu” (1994) i Elf (1995). W 1996 roku rozpoczęła karierę solową. Za debiutancki album „Wszystko się może zdarzyć” otrzymała status trzykrotnie platynowej płyty. W latach 2003-2015 była w związku z Johnem Porterem, z którym razem nagrała cztery płyty. W 2016 poślubiła Marka Graya. W październiku ukaże się jej nowy album „Śnienie”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

30 października w historii: ostatni ślub w tomaszowskim getcie, śmierć księdza Popiełuszki i „Wojna światów”, która przestraszyła Amerykę

Są dni, w których historia przypomina dramat napisany przez kilku autorów naraz. W Tomaszowie Mazowieckim, pośród niemieckich przygotowań do deportacji Żydów do Treblinki, dwoje młodych ludzi postanowiło wziąć ślub. W Polsce komunistyczna władza odbierała obywatelom oszczędności, a po latach z wód Wisły wydobywano ciało zamordowanego księdza Jerzego Popiełuszki. W Ameryce radiowa „Wojna światów” zamieniała fikcję w pozornie prawdziwe wiadomości, a Muhammad Ali udowadniał, że wielki mistrz potrafi wygrać również rozumem. Co wydarzyło się 30 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 30 października prowadzi od odzyskiwania niepodległości przez Polskę po muzykę Eltona Johna, George’a Michaela i U2. Najbardziej przejmująca historia wydarzyła się jednak tutaj, w naszym mieście. Data dodania artykułu: 30.10.2026 07:09
30 października w historii: ostatni ślub w tomaszowskim getcie, śmierć księdza Popiełuszki i „Wojna światów”, która przestraszyła Amerykę

29 października w historii. Generał Maczek wyzwala Bredę, Wall Street przeżywa katastrofę, a Tomaszów pamięta chłopaka, który marzył o teatrze

Historia bywa okrutna w swoich kontrastach. Jednego dnia polscy żołnierze przynosili wolność holenderskiemu miastu, innego tłumy inwestorów patrzyły, jak na nowojorskiej giełdzie znikają ich majątki. W Tomaszowie Mazowieckim rodził się tymczasem chłopiec, który dwadzieścia lat później, zamknięty w niemieckim getcie, próbował ocalić odrobinę normalności za pomocą teatru, rysunku i listów do ukochanej. Co wydarzyło się 29 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 29 października przypomina wyzwolenie Bredy przez generała Maczka, dramatyczny krach na Wall Street w 1929 roku, narodziny internetu, poezję Zbigniewa Herberta i muzykę Deep Purple. Jest też opowieścią o człowieku, którego marzenia przerwała Zagłada, ale którego słowa przetrwały tysiące kilometrów od rodzinnego Tomaszowa. Data dodania artykułu: 29.10.2026 07:35
29 października w historii. Generał Maczek wyzwala Bredę, Wall Street przeżywa katastrofę, a Tomaszów pamięta chłopaka, który marzył o teatrze

Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji

Rafał Tataruch, dyrektor COS-OPO w Zakopanem, przyznał, że główne wyzwanie, które wpływa na zakończenie budowy hali lodowej, to system wentylacji. - Czekamy na projekt, ale inne prace trwają — zapewnił. W listopadzie zaplanowano pierwsze próby mrożenia tafli torów. Opóźnienie inwestycji sięga trzech lat. Data dodania artykułu: 28.10.2026 09:36
Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

Historia nie zawsze zapowiada katastrofę hukiem armat. Czasem zaczyna się od zamkniętej ulicy, żołnierzy stojących przed domem albo decyzji polityków, którzy jednym podpisem odbierają ludziom oszczędności całego życia. W październiku 1942 roku nad tomaszowskim gettem zaciskała się pętla. Siedem lat później, w 1950 roku, polski Sejm przyjął ustawę, która dramatycznie uszczupliła prywatne zasoby pieniężne. Tego samego dnia w różnych epokach odsłaniano Statuę Wolności, kończono kryzys kubański i tworzono muzykę, która miała zmienić historię rocka. Co wydarzyło się 28 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 28 października prowadzi od „Podróży Guliwera” do Metalliki, od walki o niepodległość Polski po dramat żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Data dodania artykułu: 28.10.2026 07:45
28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Jednego dnia niemieccy funkcjonariusze wyprowadzili z warszawskiego ratusza prezydenta, który nie opuścił stolicy podczas jej oblężenia. W innym październiku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie w Berlinie, a rok później świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej. Tymczasem w 1943 roku z Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była młoda więźniarka, której historia przetrwała w muzealnych zbiorach. Co wydarzyło się 27 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne opowiada również o narodzinach polskiej demokracji parlamentarnej, wielkich pisarzach, muzycznych przełomach i sportowych triumfach. Przede wszystkim jednak przypomina, że historia świata bywa zapisana na niewielkiej kartce papieru, zaadresowanej do zwyczajnego domu przy tomaszowskiej ulicy. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:53
27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

Parlament Europejski przyznał Nagrodę im. Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu i jego przedstawicielom. Decyzję podjęli szefowie grup politycznych oraz przewodnicząca PE Roberta Metsola. Wyróżnienie jest wyrazem wsparcia dla instytucji, która pracuje na rzecz praworządności mimo nacisków, z którymi się spotyka. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:25
Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców. Data dodania artykułu: 26.10.2026 08:01
26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

Nie ma czołgów przekraczających granicę NATO ani formalnego wypowiedzenia wojny. Są za to drony, podpalenia, sabotaż, cyberataki, operacje wpływu i tysiące komunikatów mających wywołać strach, gniew albo nieufność. Rosja coraz intensywniej prowadzi przeciwko państwom Zachodu działania, których największą siłą jest właśnie niejednoznaczność. Kreml próbuje sprawdzić, jak daleko może się posunąć, nie prowokując NATO do otwartej odpowiedzi militarnej. Data dodania artykułu: 25.10.2026 09:27
Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026
Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Wyjątkowy koncert w PCAS-iePowiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza na Jazzowe Zaduszki – koncert pełen wspomnień, nastroju i jazzowych interpretacji dobrze znanych utworów. Wydarzenie odbędzie się 5 listopada o godz. 18.30 w sali widowiskowej PCAS-u.To propozycja dla miłośników muzyki, którzy cenią wieczory z klimatem, refleksją i repertuarem bliskim kilku pokoleniom słuchaczy. Listopadowa atmosfera nadaje temu spotkaniu szczególny charakter, łącząc pamięć, emocje i piękno muzycznych opowieści.Znane utwory w jazzowej odsłoniePodczas koncertu publiczność usłyszy piosenki związane z twórczością Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego i Zbigniewa Wodeckiego. Ich repertuar zabrzmi tym razem w nowych, jazzowych aranżacjach przygotowanych przez Calisia Jazz Quartet.Na scenie wystąpią: Małgorzata Biniek – wokal, Maciej Bąk – instrumenty klawiszowe, Mirosław Skowroński – perkusja oraz Bogumił Cieślak – kontrabas i gitara basowa.Wstęp i organizacjaWstęp na wydarzenie jest bezpłatny, jednak obowiązują wejściówki dostępne w sekretariacie placówki. Koncert odbędzie się w sali widowiskowej PCAS-u przy ul. Farbiarskiej 20/24 w Tomaszowie Mazowieckim.Jazzowe Zaduszki od kilku lat zajmują ważne miejsce w kalendarzu wydarzeń organizowanych przez PCAS i co roku przyciągają publiczność szukającą muzyki z klasą, sentymentem i wyjątkową atmosferą. Data rozpoczęcia wydarzenia: 05.11.2026

Polecane

Suede – „Dog Man Star”. Piękno na krawędzi obłędu. Kiedy miłość pachnie benzyną, a gwiazdy spadają w londyńskie rynsztoki

Suede – „Dog Man Star”. Piękno na krawędzi obłędu. Kiedy miłość pachnie benzyną, a gwiazdy spadają w londyńskie rynsztoki

Wyobraźmy sobie Davida Bowiego zamkniętego w wiktoriańskiej kamienicy, w której od lat nikt nie otwierał okien. Na piętrze Scott Walker komponuje muzykę dla duchów dawnych kochanków, w piwnicy Oscar Wilde prowadzi gorzką rozmowę z bohaterami Jeana Geneta, a za ścianą Bernard Butler katuje gitarę tak, jakby chciał wydobyć z niej wszystkie nieszczęścia świata. Brett Anderson stoi przed lustrem w rozpiętej koszuli, poprawia włosy i odkrywa, że największą tragedią nie jest utrata urody, lecz świadomość, że nawet piękno nie potrafi nas ocalić. Za oknem Londyn. Brudny, wilgotny, pachnący benzyną, tanimi perfumami i niespełnionymi obietnicami. W oddali słychać pierwsze przeboje Oasis, Blur świętują sukces „Parklife”, a brytyjska prasa ogłasza narodziny nowej epoki muzycznej. Tylko Suede nie zamierzają uczestniczyć w tym przyjęciu. Zamiast hymnu dla młodych optymistów przygotowują muzykę na pogrzeb własnych złudzeń. Tak powstaje „Dog Man Star” – jeden z najbardziej romantycznych, mrocznych, pretensjonalnych i zarazem olśniewających albumów brytyjskiego rocka lat dziewięćdziesiątych. Płyta, która nie prosi o zrozumienie. Domaga się całkowitego poddania jej emocjom. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 19:30
Witko ambasadorem? Tomaszowska dyplomacja, czyli jak z lekcji angielskiego zrobić międzynarodową sensację

Witko ambasadorem? Tomaszowska dyplomacja, czyli jak z lekcji angielskiego zrobić międzynarodową sensację

Marcin Witko ambasadorem Polski w jednym z europejskich państw? Brzmi jak scenariusz nowego sezonu „Ucha Prezesa”, tyle że akcja nie rozgrywa się przy Nowogrodzkiej, lecz w Tomaszowie Mazowieckim. Według informacji, która miała pojawić się w czwartkowym wydaniu Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego, prezydent naszego miasta szykuje się podobno do objęcia placówki dyplomatycznej. Poszlaką mają być lekcje języka angielskiego. Cóż, Sherlock Holmes zapewne odłożyłby fajkę, doktor Watson poprosił o coś mocniejszego, a mieszkańcy Tomaszowa zaczęli sprawdzać, czy w miejskim budżecie przewidziano już zakup walizek. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 09:11 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Ostatni ślub w tomaszowskim getcie. Miłość, której nie pozwolono przetrwać. 84 lata temu Halina i Henryk powiedzieli sobie „tak”

Ostatni ślub w tomaszowskim getcie. Miłość, której nie pozwolono przetrwać. 84 lata temu Halina i Henryk powiedzieli sobie „tak”

30 października 1942 roku, godzina 17.00. W Tomaszowie Mazowieckim dwoje 22-letnich ludzi zawiera religijny związek małżeński. Halina Aronson i Henryk Bierzyński chcą być razem, choć świat wokół nich rozpada się na kawałki. Niemieccy okupanci przygotowują już masowe deportacje do obozu zagłady w Treblince. Za chwilę tysiące tomaszowskich Żydów zostanie wyrwanych z domów i wysłanych na śmierć. Oni jednak decydują się na ślub. Jakby wbrew historii, która postanowiła odebrać im przyszłość. Po 84 latach pozostał dokument, rodzinne wspomnienia i opowieść o miłości, której nie zdołał unicestwić nawet czas. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 07:32
„Bezpieczna Przystań” oficjalnie otwarta. Nowy zakład opieki długoterminowej w TCZ Światowy Dzień Oszczędzania. Jutro święto tych, którzy jeszcze mają co odłożyć Ekstraklasa piłkarska – trener Widzewa: zbyt długo czekamy na zwycięstwo Cukrzyca dotyka już co dziesiątej kobiety w ciąży. Odsetek podwoił się w ciągu dekady Będzie zmiana sposobu rozbiórki komina Lechia przed wielkim testem. Do Tomaszowa przyjeżdża wicelider z Suwałk Suede – „Dog Man Star”. Piękno na krawędzi obłędu. Kiedy miłość pachnie benzyną, a gwiazdy spadają w londyńskie rynsztoki Witko ambasadorem? Tomaszowska dyplomacja, czyli jak z lekcji angielskiego zrobić międzynarodową sensację Nowe rozdanie w komisjach Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego. Kto został przewodniczącym, a kto jego zastępcą? Jarosław Batorski i Katarzyna Menke w centrum samorządowych zmian Ostatni ślub w tomaszowskim getcie. Miłość, której nie pozwolono przetrwać. 84 lata temu Halina i Henryk powiedzieli sobie „tak” Kanalizacja w Dąbrowie gotowa. Ponad 2 kilometry sieci i 97 odgałęzień do posesji
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

Ministerstwo Infrastruktury nie zamierza rezygnować z budowy drogi ekspresowej S12 pomiędzy węzłami Łódź Południe i Kozenin. Resort poinformował również, że nie jest prowadzona analiza, która miałaby doprowadzić do zastąpienia tej inwestycji odcinkiem przez Piotrków Trybunalski i Sulejów. W najnowszej odpowiedzi na interpelację poseł Anny Milczanowskiej pojawiają się także konkretne liczby dotyczące rozbiórek. W najbardziej kolizyjnym z analizowanych wariantów może ich być ponad sto. Wybór preferowanego przebiegu zaplanowano dopiero na III kwartał 2027 roku, a decyzja środowiskowa ma zostać wydana w pierwszej połowie 2029 roku.
Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień

Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień

Renowacja zabytkowych nagrobków to szlachetna inicjatywa, dzięki której można ocalić od zapomnienia historię miasta i jego mieszkańców. Co jednak, jeśli działania podejmowane w imię ochrony pamięci spotykają się ze stanowczym sprzeciwem rodziny pochowanej osoby? W Tomaszowie Mazowieckim pojawiły się poważne zarzuty dotyczące prac przy grobie Marcina Bąkowskiego, uczestnika powstania styczniowego. Jego potomkowie twierdzą, że ingerowano w rodzinny nagrobek bez ich wiedzy i zgody. Domagają się wyjaśnień, przywrócenia mogiły do poprzedniego stanu oraz zwrotu usuniętych przedmiotów.
Reklama
Reklama badanie bezdechu sennego

Wasze komentarze

Autor komentarza: ixi Treść komentarza: No, proszę: a taka była "sliczna", taka "amerykanska", taka, ku5wa mać, zaradna, jak ten lekarzyna Dawidek... A tu - w TCZ, 20 baniek w plecy. To nie jej wina, to wina tych cholernych chorych, którzy bezczelnie ponadplanowo chorują i się badają. No więc, nie ma się co dziwić, że ta "specjalistka" od wszystkiego tyle wyciągnęła. Źródło komentarza: Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Tak. To świetna sprawa. Taka współpraca różnych firm ze szkołami zawodowymi w różnych zawodach powinna istnieć już od dawna. Jest jednak jeden problem: kiedyś w Tomaszowie była budowlanka, była samochodówka, a teraz pozostał tylko ten mechanik i gastronomik. Źródło komentarza: Lokalna firma obejmuje patronatem przyszłych elektryków z tomaszowskiego „Mechanika” Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Sławek: ten Twój szef chyba zaczyna wreszcie czesać w sposób uporządkowany tę swoją grzywkę i zaczyna normalnie wyglądać... Źródło komentarza: Lokalna firma obejmuje patronatem przyszłych elektryków z tomaszowskiego „Mechanika” Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Jeżeli ta twoja ksywka "Ella" oznacza kobietę, to pytam ciebie: czy ty w swoim domu też tak niechlujnie sprzątasz, jak równie niechlujnie piszesz dziewucho na tym portalu?! Czy u ciebie, dziewuch, nie ma takich liter jak: ą, ę, ó, ć, ż ?! Gdzie ty do szkoły chodziłaś ? Chyba do szkoły specjalnej... Źródło komentarza: Most na Legionów prawie gotowy. Czy uda się zakończyć inwestycję do końca roku? Autor komentarza: Karol Treść komentarza: Trzymam kciuki za jak najszybsze uruchomienie pracowni PET w Tomaszowie Mazowieckim. Każdy kto zetknął się z chorobą nowotworową i musiał to badanie wykonywać w Łodzi lub w Warszawie jest pewnie podobnego zdania. A ten wynik głosowania, raczej lokalnej zaściankowej hańby, proponuję wygrawerować na tablicy i powiesić przed wejściem do pracowni diagnostycznej w widocznym miejscu, tak żeby mieszkańcy powiatu, korzystając z tej pracowni wiedzieli na kogo więcej nie oddawać swojego głosu w wyborach albo poszczuć psem jak przyjdą opowiadać swoje dyrdymały przed wyborami! Źródło komentarza: PET-CT bliżej Tomaszowa. Węgrzynowski i Mąkola przeciw, pięcioro radnych PiS nie poparło inwestycji Autor komentarza: Ella Treść komentarza: Albo zburzyc, zrownac i otworzyc powierzchnie koncertowa. Zaprosic Zenka albo Waldemara na otwarcie. A zapowiadaczem moze by mlody Chajzer. Jak sie bawic to sie bawic. Źródło komentarza: Nowy przetarg Skarbu Państwa w Tomaszowie. Cztery dni przed licytacją willi Różyckiego pojawia się kolejne zarządzenie
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 325

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 325

Cena: Do negocjacji Z pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż gratisNa zdjęciu: Łóżko PB 325 w kolorze buk, z płytą osłaniającą napęd łóżka. Akcesoria: szafka Rubens 1 w kolorze buk.Ekonomiczne łóżko PB 325 wyróżnia się lekką konstrukcją przy zachowaniu wszystkich funkcji i wymogów nowoczesnego łóżka do opieki długoterminowej. Model ten sprawdza się doskonale zarówno w środowisku domowym jak i placówkach opiekuńczych. Z uwagi na szczególne parametry, łóżko to również idealnie wpisuje się w oczekiwania wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego.DETALE PRODUKTU:1. Dopuszczalne obciążenie 200 kg4. System napędowy Linak2. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji5. Dodatkowa regulacja za pomocą rastomatu (opcja)3. Solidne koło z hamulcem6. Osłona frontu (opcja) OPCJE:zmiana wypełnienia leża • zmiana długości leża • funkcja TrendelenburgaPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze200 kgMaksymalna waga użytkownika165 kgRegulacja wysokości leża:od 40 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:218 × 102 cmCiężar całkowity:87,0 kgKółka jezdne:100 mm z hamulcem FUNKCJE ŁÓŻKA REHABILITACYJNEGODO POBRANIA: Karta produktu [PDF]

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama