Są takie przyjemności, które nie potrzebują tłumu, muzyki na full ani planu co 15 minut. Wystarczy fotel, książka (albo serial „na spokojnie”), koc i kubek gorącej herbaty. Dla wielu to miła odskocznia od intensywnego trybu życia – ale dla introwertyków to często naturalny, codzienny sposób na ładowanie baterii. I właśnie dlatego 2 stycznia obchodzimy Światowy Dzień Introwertyka.
Co najlepsze (i trochę zabawne): to święto wypada dokładnie wtedy, gdy obchodzony jest Dzień Ptysia. Czyli można celebrować równocześnie: w ciszy, bez presji small talku, za to z kremem.
Introwertyk to nie „nieśmiały” – to ktoś, kto inaczej odzyskuje energię
W wielkim skrócie: ekstrawertycy często ładują akumulatory wśród ludzi i bodźców, a introwertycy – w spokoju, w swoim tempie, czasem w samotności. I to nie jest wada ani „problem do naprawy”, tylko cecha temperamentu.
Zresztą nieprzypadkowo Dzień Introwertyka przypada tuż po Nowym Roku: po serii spotkań, życzeń i „co u was?” wiele osób po prostu potrzebuje resetu.
Jaki prezent ucieszy introwertyka? Najlepiej… spokój
Oczywiście możesz podarować coś konkretnego: książkę, duży kubek do herbaty, dobre słuchawki, notes, świecę zapachową. Ale najtrafniejszy prezent jest zwykle mniej materialny: zrozumienie i szacunek do potrzeby wyciszenia.
Czyli na przykład:
- nie obrażać się za „dziś odpuszczę”,
- nie naciskać na natychmiastową odpowiedź,
- dać prawo do przerwy od ludzi,
- docenić, że ktoś świetnie czuje się w kameralnych rozmowach 1:1, a nie na środku sali.
A ptyś w tym wszystkim? Idealny pretekst
Jeśli chcesz uczcić ten dzień „na słodko”, to Dzień Ptysia robi robotę: minimalistyczna celebracja, zero zadęcia, maksimum przyjemności. Wersja introwertyczna: ptyś na talerzyku, herbata w kubku, książka w dłoni i święty spokój.
Bo czasem najlepsza impreza to taka, z której można wyjść… nie wychodząc z domu.




























































Napisz komentarz
Komentarze