Semirunnij w sobotę nie miał większych problemów z wygraniem wyścigu na 5000 m. Triumfował z nowym rekordem toru – 6.11,13, pewnie dystansując największych konkurentów z Włoch.
Jak przyznał 23-letni łyżwiarz, który w ubiegłym roku odebrał polskie obywatelstwo, bardziej niż samym startem stresował się śpiewaniem polskiego hymnu podczas odbierania złotego medalu.
- Wczoraj słyszałem, jak śpiewały na podium nasze sprinterki i refren był nieco wolniejszy, na co nie byłem przygotowany. Dlatego zawołałem Marcina Bachanka, żeby przyszedł do mnie i przypomniał mi, jak się śpiewa. Ale najważniejsze, że znałem słowa i ostatecznie nie było źle – powiedział.
Semirunnij był też zadowolony ze swojego startu. Żałował jedynie, że nie udało mu się poprawić należącego do niego rekordu kraju, który w listopadzie ubiegłego roku ustanowił w Calgary (6.09,18).
- Na początku wyścigu jechałem blisko tamtego rezultatu, ale to jest jednak Tomaszów i ciężki lód, więc nieco straciłem w drugiej części biegu. Ale mimo wszystko, mój czas jest bardzo dobry – przekonywał.
Urodzony w Jekaterynburgu łyżwiarz będzie reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich, które rozpoczną się 6 lutego. W Mediolanie wystartuje jednak jedynie na 10 000 m. W przypadku 5 000 m jest na liście rezerwowej. Jak mówił, o niepowodzeniu w wywalczeniu kwalifikacji zadecydował słabszy start na początku sezonu w Pucharze Świata w Salt Lake City.
Długodystansowiec zapewnił, że jest w dobrej formie i wie, co jeszcze musi poprawić przed igrzyskami.
– Chodzi o dwie ostatnie rundy, na których spadło mi tempo. W nogach tego nie czułem, więc to może też kwestia lodu w Tomaszowie. Ustabilizowałem jednak swoją jazdę pod kątem technicznym i teraz muszę to utrzymać – zaznaczył medalista mistrzostw świata i Europy.(PAP)
bap/ cegl/































































Napisz komentarz
Komentarze