Przerwa na półtora miesiąca, a budżet „na wczoraj”. Co prawo pozwala Radzie Powiatu zrobić – i co się dzieje, gdy sesje są w nieskończoność odkładane?
Rada Powiatu Tomaszowskiego ogłosiła przerwę w obradach na ponad półtora miesiąca. I byłoby to zwykłe „odroczenie ciągu dalszego”, gdyby nie jeden szczegół: w tle tyka ustawowy zegar budżetowy. A on nie pyta, czy akurat jest polityczny spokój, czy przeciwnie – wojna pozycyjna.
W praktyce pojawiają się więc dwa podstawowe pytania:
czy w trakcie takiej przerwy można zwołać kolejną sesję, oraz czy da się przerwy przedłużać tak, żeby realnie sparaliżować pracę rady.
W skrócie: sesję można zwołać nawet mimo przerwy, a „przeciąganie” przerw da się próbować rozgrywać politycznie – ale ma to swoje granice i konsekwencje. I to dość bolesne, zwłaszcza w finansach.
Przerwa w sesji nie oznacza „zamknięcia rady na kłódkę”
W samorządach „sesja” bywa traktowana szerzej niż jedno spotkanie w jednym dniu. W praktyce i w orzecznictwie przyjmuje się, że sesja może składać się z kilku posiedzeń – i dlatego przerwa oraz kontynuacja w innym terminie są formalnie dopuszczalne.
Tyle że to nie jest patent na zrobienie z jednej sesji wielomiesięcznego serialu, który blokuje wszystko dookoła. Ustawa o samorządzie powiatowym mówi prosto: rada obraduje na sesjach zwoływanych przez przewodniczącego „w miarę potrzeby”, nie rzadziej niż raz na kwartał. A w trybie „pilnym” – na wniosek zarządu albo co najmniej 1/4 składu rady – sesja ma być zwołana w ciągu 7 dni.
I to jest klucz: przerwa w jednej sesji nie wyłącza obowiązków i terminów wynikających z ustawy. Nie daje też przewodniczącemu „legalnego urlopu” od zwoływania obrad, jeśli pojawia się wniosek w trybie 7 dni.
Budżet ma swój zegar i nie czeka na politykę
Budżet to temat, przy którym prawo jest mało romantyczne. Zasada jest taka: budżet powinien być uchwalony przed rozpoczęciem roku, a jeśli są „szczególnie uzasadnione przypadki” – najpóźniej do 31 stycznia.
Jeśli rada nie zdąży, wchodzi mechanizm awaryjny: Regionalna Izba Obrachunkowa ustala budżet do końca lutego, a do tego czasu podstawą gospodarki finansowej jest projekt budżetu.
To z jednej strony bezpiecznik (powiat nie wpada w próżnię), ale z drugiej – polityczna porażka rady: bo kiedy budżet „robi” RIO, realny wpływ radnych na jego kształt gwałtownie maleje.
Czy w trakcie przerwy można zwołać nową sesję? Tak
Da się to obronić całkiem zwyczajnie, bez prawniczych sztuczek:
Po pierwsze – obowiązek przewodniczącego. Skoro ustawa mówi o sesjach „w miarę potrzeby” i przewiduje tryb 7 dni na wniosek zarządu lub 1/4 radnych, to przerwa w jednej sesji nie może tego kasować.
Po drugie – sens przepisów budżetowych. Terminy z ustawy o finansach publicznych nie zależą od tego, czy rada zrobiła sobie przerwę na tydzień czy na dwa miesiące. Jeżeli przerwa powoduje, że budżet nie ma jak przejść, to najbardziej logiczne (i legalne) jest zwołanie osobnej sesji – najczęściej nadzwyczajnej – poświęconej budżetowi.
„Przeciąganie przerw” – da się próbować, ale są hamulce
Prawo nie mówi wprost: „przerwa nie może trwać dłużej niż X dni”. Ale to nie znaczy, że można to robić bez końca i bez kosztów.
- Minimum kwartalne
Rada musi obradować co najmniej raz na kwartał. Jeśli przerwy stają się sposobem na to, by rada faktycznie przestała się zbierać, robi się to ryzykowne pod kątem zgodności z ustawą. - Tryb „wymuszony” – zarząd lub 1/4 radnych
Wniosek spełniający wymogi formalne uruchamia twardy termin: 7 dni. To narzędzie zostało stworzone właśnie na czasy konfliktów i blokad. - Nadzór i legalizm
Orzecznictwo jest w takich sprawach dość bezlitosne: kto nie ma uprawnienia ustawowego, ten nie zwołuje i nie prowadzi obrad, a „kreatywne” obchodzenie reguł kończy się często nieważnością uchwał. Sądy (w tym NSA) wielokrotnie podkreślały, że wyjątki od zasady „zwołuje przewodniczący” nie mogą być interpretowane szeroko.
A jeśli przewodniczący mimo wszystko sesji nie zwoła?
Tu zaczynają się schody, bo prawo daje radnym mocny argument („ma obowiązek”), ale słabsze narzędzia natychmiastowego przymusu.
1) Wniosek musi być „nie do podważenia”
Czyli pisemnie, z potwierdzeniem wpływu, z proponowanym porządkiem obrad, a najlepiej też z projektami uchwał i materiałami. Żeby nikt nie udawał, że „formalnie czegoś brakowało”.
2) „Zastąpienie” przewodniczącego przez wiceprzewodniczącego? Zwykle nie
Wiceprzewodniczący wchodzą w rolę przewodniczącego tylko w sytuacjach przewidzianych ustawą (np. gdy przewodniczący wyznaczy zastępstwo albo gdy jest nieobecny i nikogo nie wyznaczył – wtedy działa najstarszy wiekiem wiceprzewodniczący).
Natomiast próba: „przewodniczący nie chciał, więc zwołaliśmy sami” – to bardzo częsty przepis na kłopoty. W podobnych sporach NSA wskazywał, że takie obejście bywa wadliwe, a uchwały podjęte na sesji zwołanej przez osobę nieuprawnioną mogą zostać uchylone.
3) Eskalacja polityczna: wniosek o odwołanie przewodniczącego
Rada może odwołać przewodniczącego (wniosek min. 1/4 składu, głosowanie tajne, bezwzględna większość). Paradoks polega na tym, że… do tego też potrzebna jest sesja. Dlatego w praktyce punkt „odwołanie przewodniczącego” często ląduje w porządku obrad tej samej sesji nadzwyczajnej.
4) Wojewoda – wsparcie ograniczone, ale bywa ważne
Wojewoda nadzoruje legalność działań organów powiatu, ale nie zawsze ma prosty „guzik” do natychmiastowego rozwiązania problemu personalnego. Zawiadomienie wojewody bywa jednak istotne jako udokumentowanie kryzysu i sygnał, że organ nie działa prawidłowo.
5) Narzędzia „atomowe” państwa – dopiero przy długotrwałej destrukcji
Przy przewlekłym braku skuteczności i powtarzających się naruszeniach prawa przepisy przewidują skrajne instrumenty: możliwość zawieszenia organów i ustanowienia zarządu komisarycznego, a w określonych warunkach także rozwiązanie rady. To jednak jest ciężka artyleria – uruchamiana dopiero, gdy problem nie jest incydentem, tylko trwałym paraliżem.
6) Odpowiedzialność karna (np. art. 231 k.k.) – temat realny, ale nie „automat”
W przestrzeni publicznej zdarzają się zawiadomienia do prokuratury w sprawach niezwoływania sesji. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: to ścieżka trudna dowodowo i ocenna. Żeby w ogóle było o czym rozmawiać, musiałoby zostać wykazane m.in. bezprawne zaniechanie, status funkcjonariusza publicznego i działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. To nie jest tak, że „nie zwołał = wyrok”. Ale jako element presji instytucjonalnej bywa podnoszone.
W kontekście Tomaszowa można natomiast jasno postawić jedną rzecz: jeśli przerwa wchodzi w termin budżetowy, to najprostsze, najbardziej „ustawowe” rozwiązanie to zwołanie osobnej sesji budżetowej – z inicjatywy przewodniczącego albo w trybie wniosku zarządu/1/4 radnych, który uruchamia termin 7 dni. A jeśli ktoś będzie próbował zrobić z długich przerw metodę rządzenia, to system ma bezpieczniki: RIO w finansach i – w ostateczności – instrumenty nadzorcze państwa.



























































Napisz komentarz
Komentarze