Najpierw sprawa budowy domu przez prezydenta Marcina Witko. Zawiadomienie trafiło do prokuratury. Ta jednak nie dopatrzyła się póki co przestępstwa. Postępowanie nie przyniosło sensacyjnych ustaleń, a temat – przynajmniej w wymiarze prawnym – okazał się niewypałem
Kolejny wątek dotyczył kaloryczności węgla w tomaszowskiej ciepłowni. Sugestie, że surowiec może nie spełniać norm, brzmiały poważnie. Badania zostały przeprowadzone. Wynik? Węgiel spełniał wymagane parametry. Zarzuty nie znalazły potwierdzenia.
W 2025 roku radny skierował zawiadomienie o ewentualnym naruszeniu norm środowiskowych przez Zakład Gospodarki Cieplnej do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Kontrola się odbyła. Nie została jeszcze formalnie całkowicie zamknięta, ale już wiadomo, że stwierdzono jedynie jednorazowe, nieznaczne przekroczenie normy pyłowej. Tego typu sytuacje – jak wskazują specjaliści – mogą zdarzyć się przy działalności przemysłowej. Spółka wymieniła filtr, parametry wróciły do normy, a kontrola – według dostępnych informacji – nie powinna wiązać się z karami ani dodatkowymi kosztami.
To jednak nie kończy sprawy. Radny zapowiada kolejne wnioski o rozszerzenie kontroli, nawet na poziomie ministerialnym. Można odnieść wrażenie, że jeśli jedna instytucja nie znajdzie podstaw do sankcji, spróbuje następna. A potem jeszcze kolejna.
Problem w tym, że każde postępowanie, każda kontrola i każda ewentualna kara – nawet drobna – ma swoje konsekwencje finansowe. Zakład Gospodarki Cieplnej działa w realiach rynkowych. Jeśli pojawią się dodatkowe koszty, rachunek końcowy i tak trafi do odbiorców ciepła. Do mieszkańców. W czasach, gdy ceny energii i tak budzą emocje, wizja kolejnych obciążeń nie jest abstrakcją.
Władze spółki zachowują spokój i podkreślają, że działają zgodnie z obowiązującymi normami. Jednocześnie nie ukrywają, że przy takiej skali aktywności kontrolnej zawsze istnieje ryzyko, że ktoś „znajdzie powód” do nałożenia sankcji. Nawet jeśli będzie to uchybienie techniczne o marginalnym znaczeniu.
Osobnym wątkiem jest internetowa aktywność radnego. Media społecznościowe stały się dla niego naturalnym polem działania. Każda kontrola, każde zawiadomienie, każda sugestia nieprawidłowości jest szeroko nagłaśniane i komentowana. Problem w tym, że kolejne „afery” okazują się – jak dotąd – co najwyżej drobnymi potknięciami bez realnych konsekwencji prawnych. Z czasem rodzi się więc pytanie o intencje. Czy chodzi o rzeczywistą troskę o mieszkańców, czy o polityczne podgrzewanie atmosfery?
Do tego jeśli w wyniku nieustannego nacisku i mnożenia kontroli dojdzie w końcu do nałożenia kary, to nie zapłaci jej ani radny, ani prezes spółki, ani prezydent miasta. Zapłacą mieszkańcy – w rachunkach za ciepło.
Stąd coraz częściej słychać pół żartem, pół serio pytanie: czy radny Kucharski naprawdę zabiega o droższe ciepło? A może w tej strategii chodzi o coś zupełnie innego niż troska o środowisko i finanse tomaszowian?
Radny nie poprzestaje na ciepłowni. Wysyła dziesiątki pism z żądaniami przygotowywania tysięcy stron dokumentów. Płacimy za nie my wszyscy. To nie tylko cena papieru i tonera, ale także czasu pracowników
Jedno jest pewne – polityka oparta na nieustannym donoszeniu i eskalowaniu sporów buduje napięcie, ale rzadko buduje zaufanie. A to ono w lokalnej wspólnocie jest najcenniejszą walutą.






























































Napisz komentarz
Komentarze