Raport „Reakcja platform społecznościowych na zgłoszenia w 2025 roku” został przygotowany przez Ośrodek Analizy Dezinformacji Naukowej i Akademicką Sieć Komputerową – Państwowy Instytut Badawczy. Powstał w oparciu o zgłoszenia pochodzące od monitorującego media społecznościowe zespołu NASK oraz od użytkowników, instytucji i służb, którzy skorzystali z udostępnianego przez NASK formularza.
Wszystkich zgłoszeń – pojedynczych wpisów, materiałów wideo, fikcyjnych kont itp. – było w ubiegłym roku 46 511. Platformy usunęły 12 proc. z nich, czyli 5572 materiały. 68 proc. – ponad 31 tys. materiałów – poddano moderacji, która polega m.in. na oznaczeniu treści jako dezinformujących lub manipulujących albo na zawieszeniu konta twórcy. Zgłoszeń odrzuconych przez zespół moderacji lub takich, które w ciągu dwóch tygodni nie uzyskały żadnej odpowiedzi, było 20 proc. – 9301.
– Ponad 46 tys. zgłoszeń to treści (...) naruszające regulaminy platform społecznościowych lub jakieś inne regulacje prawne. A my dezinformacji mamy dużo więcej, tylko niestety ona nie kwalifikuje się pod zgłoszenie do platformy społecznościowej – powiedziała kierowniczka zespołu szybkiego reagowania i wykrywania dezinformacji w NASK Izabela Jarka podczas konferencji prezentującej raport.
O braku regulacji prawnych dotyczących dezinformacji mówił na konferencji wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. – Te dane powinny znikać w natychmiastowy sposób, zaraz po zgłoszeniu. To się nie dzieje (...) dlatego, że platformy nie czują odpowiedzialności. A nie czują tej odpowiedzialności, bo nie ma prawa, (...) które by tę odpowiedzialność wymusiło – ocenił.
Nawiązał przy tym do zawetowanej przez prezydenta Karola Nawrockiego nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, implementującej unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych (DSA). – Była pierwszym krokiem do zarządzenia tego, że nielegalne treści w internecie przez platformy musiałyby być zarządzane w czasie rzeczywistym – przynajmniej tego byśmy oczekiwali i kary za to moglibyśmy nakładać – powiedział Gawkowski.
Dodał, że wśród treści, które nie zostały usunięte przez platformy społecznościowe, są materiały pedofilskie przygotowane przy użyciu AI, wykorzystujące wizerunki celebrytów, namawiające do fałszywych inwestycji, a także takie, które nawołują do przestępstw. – Odpowiedzialność za to musi brać platforma. Brak transparentności platform w usuwaniu szkodliwych i zmanipulowanych przekazów prowadzi zawsze do niebezpieczeństw – podkreślił, zapowiadając rekordowe wydatki na walkę z dezinformacją i dalsze prace nad projektami wdrażającymi DSA.
Zgłoszenia, które NASK skierował do platform społecznościowych, dotyczyły m.in. dezinformacji podczas wyborów prezydenckich, dezinformacji zdrowotnej (np. treści o leczeniu chorób nowotworowych suplementami diety), ofert sprzedaży fałszywej aplikacji mObywatel, zabójstwa na terenie kampusu Uniwersytetu Warszawskiego, ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, incydentu z rosyjskimi dronami, masowego generowania zmanipulowanych treści AI oraz przekazów dezinformacyjnych związanych z zabójstwem 11-letniej uczennicy.
Wśród odrzuconych przez platformy społecznościowe zgłoszeń znalazły się m.in. informacje o tym, że za zabójstwem na UW stoi obywatel Ukrainy (mimo że prokuratura od początku informowała, że zabójcą jest Polak), materiały zawierające rekomendacje dotyczące spożywania ziemi podczas odchudzania czy wit. D3 w terapii onkologicznej, posty przekonujące, że alergia na pyłki jest efektem stłumionej traumy, oferty sprzedaży fałszywej aplikacji mObywatel oraz materiały zawierające niepokojące wizje jasnowidza dotyczące ataku Rosji na Polskę.
– Te rzeczy muszą znikać w minuty, a powinny w sekundę. I to nie jest odpowiedzialność państwa, że my będziemy platformie mówili: „Słuchaj, nie może być filmik, na którym ktoś morduje swoją babcię”. (...) Takie filmiki szybko się rozchodzą, ktoś je udostępnia, ktoś na tym zarabia. (...) Dlaczego treści nie znikają z internetu w czasie rzeczywistym? (...) Platformy na tym zarabiają (...). Im więcej takich treści, tym więcej wyświetleń, klików i zysków – skwitował Krzysztof Gawkowski.
Dyrektor NASK Radosław Nielek wyjaśnił, że zgłoszenia naruszeń do platform społecznościowych odbywają się w oparciu o specjalne formularze, których wypełnianie jest czasochłonne.
– Obawiam się, że im będziemy bardziej skuteczni w naszych zgłoszeniach, tym dłuższy będzie formularz, którego platformy wymagają od nas, żeby zgłosić jakikolwiek kontent. (...) Na tym kontencie się zarabia – powiedział. – Każde wyświetlenie spiskowego filmu, nieprawdziwej informacji czy reklamy cudownego specyfiku oznacza pieniądze, które ktoś zarabia. (...) Także ten, kto wyświetla tę reklamę – dodał.
Treści o charakterze dezinformacyjnym oraz materiały zawierające fałszywe lub zmanipulowane informacje można zgłaszać na stronie zglos-dezinformacje.nask.pl lub wysyłać mailem na adres [email protected].
Katarzyna Czarnecka (PAP)





























































Napisz komentarz
Komentarze