Jest w tym coś z ciszy po wielkim finale. Najpierw są gratulacje, kwiaty, zdjęcia z noworodkiem, rodzinne wiadomości i słowa: „teraz powinnaś być szczęśliwa”. A potem, kiedy gasną światła tej społecznej sceny, wiele kobiet zostaje same z lękiem, bezsennością, poczuciem winy, rozpaczą i myślami, których boją się wypowiedzieć nawet najbliższym.
Depresja poporodowa nie jest fanaberią, „gorszym dniem” ani brakiem wdzięczności za macierzyństwo. To realny problem zdrowotny, który może dotknąć kobietę niezależnie od wieku, wykształcenia, sytuacji rodzinnej czy materialnej. Szacuje się, że choruje na nią od 10 do 22 procent młodych matek, czyli nawet co piąta kobieta po porodzie. Ponad połowa nie zgłasza się po pomoc lekarską.
Położna może rozpoznać problem. Ale co dalej?
W rozmowie z PAP dr hab. Magdalena Chrzan-Dętkoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego zwraca uwagę na lukę, która brzmi jak oskarżenie wobec całego systemu.
„Nie może być tak, że położna wykrywa u kobiety ryzyko depresji albo słyszy od niej o myślach samobójczych, a jedyne, co może jej zaproponować, to kilkumiesięczne czekanie na pomoc lub prywatna wizyta za kilkaset złotych” – podkreśla ekspertka.
To zdanie powinno wybrzmieć nie tylko w gabinetach polityków zdrowotnych, ale też w każdej poradni, przychodni i samorządzie. Bo jeśli państwo wymaga od personelu medycznego czujności, musi równocześnie dać mu narzędzia do działania. Samo rozpoznanie ryzyka bez realnej ścieżki pomocy przypomina alarm przeciwpożarowy w budynku, w którym nikt nie przewidział wyjścia ewakuacyjnego.
„Przystanek Mama” pokazał, że pomoc nie musi być skomplikowana
W Polsce przetestowano już rozwiązanie, które mogło stać się początkiem systemowej zmiany. W latach 2019–2023 realizowano program „Przystanek Mama”, finansowany ze środków Ministerstwa Zdrowia i Unii Europejskiej.
W jego ramach przeszkolone położne i pielęgniarki oceniały ryzyko depresji poporodowej, m.in. podczas wizyt patronażowych, szczepień dzieci czy pobytu matek na oddziałach neonatologicznych. Jeśli kobieta uzyskiwała podwyższony wynik w Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej albo sygnalizowała myśli o zrobieniu sobie krzywdy, mogła skorzystać z trzech bezpłatnych konsultacji psychologicznych.
Czas oczekiwania nie przekraczał dwóch tygodni. W zdrowiu psychicznym to nie jest szczegół organizacyjny. To bywa granica między kryzysem, który można zatrzymać, a kryzysem, który zaczyna żyć własnym, niszczącym rytmem.
Najbardziej poruszający jest efekt tej krótkiej interwencji. Jak wskazuje dr Chrzan-Dętkoś, po trzech konsultacjach około połowa kobiet przestawała należeć do grupy ryzyka depresji poporodowej. Trzy spotkania. Nie wielka reforma, nie monumentalna machina biurokratyczna, nie obietnica zapisana na papierze. Trzy realne rozmowy z psychologiem.
System zakończył program, ale nie zakończył problemu
Mimo pozytywnych rezultatów „Przystanek Mama” zakończył się w 2023 roku. I tu zaczyna się polski paradoks. Położne nadal mają obowiązek zwracania uwagi na stan psychiczny kobiety po porodzie, ale często nie mają dokąd skierować pacjentki, która potrzebuje natychmiastowego wsparcia.
W przypadku podejrzenia nowotworu funkcjonuje szybka ścieżka diagnostyczna. W przypadku depresji poporodowej podobnego mechanizmu powszechnie nie ma. A przecież w obu sytuacjach chodzi o życie.
To nie jest temat wyłącznie dla wielkich miast, klinik uniwersyteckich i specjalistycznych konferencji. To problem każdej społeczności, także lokalnej. W Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do specjalistów bywa jeszcze trudniejszy, młoda matka często ma przed sobą wybór: czekać miesiącami, zapłacić prywatnie albo milczeć.
A milczenie w depresji bywa najgroźniejszym z objawów.
Macierzyństwo pod presją mitu
Depresja poporodowa rozwija się w świecie, który wciąż bardzo często oczekuje od matek roli niemal filmowej: kobieta ma być szczęśliwa, cierpliwa, wdzięczna, zadbana, czuła, spokojna i natychmiast gotowa do nowego życia. Jakby poród był nie tylko wydarzeniem medycznym i psychicznym, ale też egzaminem z doskonałości.
Tymczasem okres ciąży i pierwszych miesięcy po porodzie to czas ogromnej zmiany biologicznej, emocjonalnej i społecznej. Pojawia się przemęczenie, odpowiedzialność, lęk o dziecko, zaburzenia snu, ból, problemy z karmieniem, samotność, czasem trauma po porodzie albo napięcia w rodzinie. U części kobiet właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiają się zaburzenia depresyjne lub lękowe.
W kulturze lubimy obrazy Madonny z Dzieciątkiem, jasne, spokojne, pełne harmonii. Rzadziej chcemy widzieć kobietę, która płacze w łazience, bo boi się własnych myśli. A przecież ona też jest matką. I właśnie ona szczególnie potrzebuje pomocy, a nie oceny.
Potrzebna szybka ścieżka pomocy po porodzie
Eksperci wskazują, że rozwiązania są znane. Potrzebny jest powszechny system przesiewowego rozpoznawania ryzyka depresji poporodowej i szybki dostęp do konsultacji psychologicznych lub psychiatrycznych. Nie za pół roku. Nie „proszę szukać prywatnie”. Nie „może się samo poprawi”.
W Wielkiej Brytanii publiczny system ochrony zdrowia ma określony czas na zapewnienie pomocy kobietom, u których badania przesiewowe wskazują ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych. W Polsce nadal brakuje podobnie jasnej i dostępnej ścieżki.
To szczególnie ważne, bo problemy psychiczne matki wpływają nie tylko na nią samą. Oddziałują także na rozwój dziecka, więź w rodzinie, relacje partnerskie, funkcjonowanie całego domu i koszty ponoszone później przez system ochrony zdrowia oraz pomoc społeczną.
Wstyd nie może być elementem diagnozy
Z badań przywoływanych przez dr Chrzan-Dętkoś wynika, że w Polsce na konsultacje zgłasza się jedynie niewielka część matek z grupy ryzyka. Ekspertka wskazuje na lęk przed stygmatyzacją, wysokie wymagania wobec matek i wciąż niski poziom świadomości społecznej dotyczący zdrowia psychicznego po porodzie.
To bardzo mocny sygnał. Kobiety nie zawsze milczą dlatego, że nie cierpią. Często milczą, bo boją się, że ktoś uzna je za „złe matki”. Boją się oceny rodziny, lekarza, sąsiadów, internetu. Boją się, że jeśli powiedzą prawdę, zostaną potraktowane jak zagrożenie, a nie jak osoba wymagająca leczenia i wsparcia.
Dlatego tak ważny jest język. Depresja poporodowa nie odbiera kobiecie godności. Nie przekreśla jej miłości do dziecka. Nie jest moralną winą. Jest chorobą i kryzysem, który trzeba rozpoznawać oraz leczyć.
Nie wystarczy zapytać. Trzeba mieć dokąd zaprowadzić
Najważniejszy wniosek z tej historii jest prosty i brutalny: Polska ma już doświadczenie, które pokazało, że szybka pomoc działa. Ma przeszkolonych ludzi, sprawdzone narzędzia, wyniki programu i rekomendacje. Brakuje decyzji, by uczynić z tego stały element opieki nad kobietą po porodzie.
Bo pytanie młodej matki o jej stan psychiczny ma sens tylko wtedy, gdy za tym pytaniem stoi realna pomoc. Inaczej staje się jeszcze jednym ciężarem. Jeszcze jednym formularzem. Jeszcze jednym dowodem, że system potrafi nazwać problem, ale nie zawsze potrafi objąć człowieka ramionami.
W sprawie depresji poporodowej nie chodzi o luksusowy dodatek do opieki okołoporodowej. Chodzi o bezpieczeństwo kobiet, dzieci i rodzin.
A czasem — dosłownie — o życie.
Uwaga: jeśli kobieta po porodzie doświadcza myśli samobójczych, myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo obawia się, że może skrzywdzić dziecko, potrzebna jest pilna pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy 112 lub zgłosić się na najbliższy szpitalny oddział ratunkowy. Warto też jak najszybciej skontaktować się z lekarzem, położną, poradnią zdrowia psychicznego lub centrum interwencji kryzysowej.



Komentarze