Święto czułości, które przyszło z potrzeby bliskości
Dzień Przytulania ma kilka dat w kalendarzu. Najczęściej wskazuje się 21 stycznia jako dzień związany z amerykańską inicjatywą Kevina Zaborneya, który w latach 80. chciał zachęcić ludzi do prostego okazywania uczuć. W Polsce przyjęła się także data 24 czerwca, określana jako Polski Dzień Przytulania.
Nie chodzi jednak o spór kalendarzy. Chodzi o sens. O przypomnienie, że człowiek nie jest samotną wyspą, nawet jeśli czasem bardzo starannie taką wyspę udaje. Potrzebujemy relacji, obecności, rozmowy, dotyku, poczucia bezpieczeństwa. Potrzebujemy kogoś, kto nie tylko zapyta „co słychać?”, ale naprawdę poczeka na odpowiedź.
W „Małym Księciu” Antoine de Saint-Exupéry pisał o oswajaniu — o tym cichym procesie, dzięki któremu ktoś przestaje być jednym z wielu, a staje się ważny. Przytulenie jest właśnie takim małym oswojeniem świata. Nie naprawia wszystkiego. Nie zastępuje terapii, lekarza, pomocy socjalnej ani rozmowy z bliskimi. Ale potrafi zatrzymać człowieka na chwilę, zanim znów ruszy przez dzień jak bohater czarno-białego filmu Kieślowskiego: skupiony, samotny, niby obecny, a jednak odgrodzony od innych cienką szybą.
Przytulenie to nie infantylność. To biologia, psychologia i społeczny tlen
W przytulaniu nie ma nic dziecinnego. To jeden z najbardziej podstawowych języków ludzkiej bliskości. Dziecko uspokaja się w ramionach rodzica. Dorosły, choć często już z dumą i miną człowieka „od zadań specjalnych”, również potrzebuje sygnału bezpieczeństwa. Senior, który przez lata był centrum rodzinnego stołu, może z czasem odkryć, że telefon dzwoni rzadziej, a rozmowy robią się krótsze. Osoba w kryzysie psychicznym często nie potrzebuje pierwszego wykładu, lecz pierwszego znaku, że nie jest sama.
Nauka od dawna przygląda się temu, co ciało wie wcześniej niż rozum. Bliski, akceptowany dotyk może pomagać w redukowaniu napięcia, wspierać poczucie więzi i obniżać reakcję stresową. Nie bez powodu w trudnych momentach mówimy: „chodź tutaj”, „daj się przytulić”, „jestem obok”. To nie są puste zdania. To język ratunkowy codzienności.
W czasach nadmiaru komunikatów i niedoboru prawdziwej obecności przytulenie staje się trochę jak stara piosenka Czesława Niemena puszczona w radiu między reklamą kredytu a prognozą pogody. Nagle przypomina, że pod warstwą spraw, procedur, terminów i rachunków nadal bije ludzkie serce.
Tomaszów też potrzebuje czułości
W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim temat bliskości nie jest abstrakcją. Widać go na klatkach schodowych, w kolejkach do lekarza, na ławkach w parku, w szkolnych korytarzach, w domach pomocy społecznej, w mieszkaniach, gdzie telewizor mówi częściej niż drugi człowiek.
NaszTomaszow.pl regularnie dotyka spraw zdrowia, psychologii, seniorów, lokalnej opieki i społecznej odpowiedzialności. To nie są rubryki „miękkie”. To są rubryki o tym, jak żyje miasto. O tym, czy mamy dla siebie cierpliwość. Czy potrafimy zauważyć starszą sąsiadkę, która od tygodnia nie wychodzi z domu. Czy umiemy zapytać nastolatka nie tylko o oceny, ale o to, czy daje radę. Czy pamiętamy, że samotność nie zawsze siedzi w pustym mieszkaniu. Czasem stoi w tłumie, uśmiecha się poprawnie i mówi: „wszystko dobrze”.
Tomaszów ma swoje miejsca wspólnoty: szkoły, parafie, stowarzyszenia, kluby seniora, organizacje pozarządowe, sportowe trybuny, osiedlowe sklepy, biblioteki, rodzinne domy, lokalne instytucje pomocy. Każde z tych miejsc może być albo przestrzenią mijania się ludzi, albo przestrzenią spotkania. Różnica bywa drobna: jedno dobre słowo, zaproszenie na kawę, telefon do kogoś, kto od dawna milczy, uważność wobec człowieka siedzącego obok.
W lokalnej wspólnocie czułość nie musi mieć wielkich dekoracji. Nie musi wisieć na banerze. Wystarczy, że ktoś przyniesie sąsiadowi zakupy, pomoże seniorowi przejść przez ulicę, zapyta samotną matkę, czy czegoś nie potrzebuje, albo obejmie dziecko po trudnym dniu w szkole, zamiast od razu przeprowadzać domowe śledztwo.
Samotność nie ma wieku
Najłatwiej mówić o samotności seniorów, bo jest widoczna: puste krzesło przy stole, cisza w mieszkaniu, święta spędzane przed telewizorem. Ale samotność ma więcej twarzy. Może mieć twarz ucznia, który przez cały dzień śmieje się z klasą, a wieczorem nie ma do kogo napisać. Może mieć twarz ojca, który utrzymuje dom, lecz nikt nie pyta go, czego się boi. Może mieć twarz kobiety, która wszystko „ogarnia”, aż w końcu nie ma siły ogarniać samej siebie.
Dlatego Dzień Przytulania nie powinien być wyłącznie sympatycznym świętem z kalendarza nietypowych okazji. Może być pretekstem do rozmowy o zdrowiu psychicznym, o relacjach rodzinnych, o kryzysie więzi, o tym, że społeczeństwo nie składa się tylko z mieszkańców, podatników, pacjentów, uczniów i wyborców. Składa się z ludzi, którzy czasem potrzebują drugiego człowieka bardziej niż kolejnego komunikatu, regulaminu czy ankiety.
Bliskość musi pytać o zgodę
Jest jednak granica, której nie wolno zamazywać nawet najcieplejszym językiem. Przytulenie ma sens tylko wtedy, gdy jest chciane. Czułość bez zgody przestaje być czułością. Staje się naruszeniem granicy.
Warto o tym mówić szczególnie dziś, gdy coraz lepiej rozumiemy, że każdy człowiek ma prawo do własnego ciała, prywatności, godności i bezpieczeństwa. Dziecko nie musi przytulać cioci „bo wypada”. Dorosły nie musi znosić dotyku, którego sobie nie życzy. Senior nie traci prawa do granic tylko dlatego, że jest zależny od pomocy innych. Osoba w kryzysie nie staje się „mniej uprawniona” do decydowania o sobie.
Polskie prawo chroni dobra osobiste człowieka, w tym godność, wolność, zdrowie i prywatność. Chroni także nietykalność cielesną. W praktyce oznacza to prostą zasadę, którą można wyrazić bez kodeksowego zadęcia: zanim kogoś przytulisz, upewnij się, że on też tego chce.
Najpiękniejsze przytulenie zaczyna się więc nie od ramion, ale od szacunku.
Mały gest przeciw wielkiemu chłodowi
Można oczywiście wzruszyć ramionami i powiedzieć, że jeden dzień niczego nie zmieni. Że samotności nie rozwiąże się przytuleniem. Że problemy społeczne wymagają systemowych działań, pieniędzy, instytucji, specjalistów, opieki i mądrych decyzji. To wszystko prawda.
Ale prawdą jest też to, że człowiek nie żyje wyłącznie systemem. Żyje gestami. Tonem głosu. Czyjąś obecnością. Tym, że ktoś zaczeka, wysłucha, poda rękę, obejmie, zadzwoni.
Dzień Przytulania może być więc małym świętem wielkiej sprawy. Przypomnieniem, że bliskość nie jest luksusem dla sentymentalnych. Jest jednym z fundamentów zdrowia, rodziny, wspólnoty i zwykłej ludzkiej odporności na świat.
Może właśnie 24 czerwca warto zadzwonić do kogoś, kto od dawna czeka na sygnał. Odwiedzić rodziców. Przytulić dziecko. Powiedzieć partnerowi coś więcej niż „co na obiad?”. Zapytać sąsiada, czy wszystko w porządku. A jeśli przytulenie nie jest możliwe — dać inną formę obecności.
Bo czasem człowiek nie potrzebuje wielkiej deklaracji. Nie potrzebuje przemówienia, fajerwerków ani patetycznej sceny z finału filmu. Czasem potrzebuje tylko poczuć, że nie stoi sam pośrodku własnego życia.




Napisz komentarz
Komentarze