Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 30 maja 2026 18:46
Reklama

Polska podzielona, ale nie skazana na wrogość. Napiórkowski: potrzebujemy szczepionki przeciw polaryzacji

Czy Polska naprawdę jest krajem ludzi nieżyczliwych, wiecznie skłóconych, patrzących na siebie spode łba jak bohaterowie politycznego westernu, w którym każdy nosi rękę przy kaburze? Prof. Marcin Napiórkowski, semiotyk kultury i dyrektor Muzeum Historii Polski, odpowiada przewrotnie: nie. Polska jest życzliwa. Tyle że ta życzliwość została zasłonięta przez hałas, algorytmy, polityczne plemiona i codzienną tresurę wzajemnej podejrzliwości.

Do księgarń trafia książka Marcina Napiórkowskiego „Polska jest życzliwa”, wydana przez Znak. To nie jest jednak pocztówka z lukrowanym uśmiechem ani poradnik pod hasłem „bądźmy mili dla siebie”. To raczej opowieść o pracy, którą trzeba wykonać na żywym organizmie społeczeństwa. Bo — jak mówi autor w rozmowie z Polską Agencją Prasową — życzliwość jest jak mięsień. Trzeba ją ćwiczyć.

Życzliwość, czyli solidarność bez fanfar

Napiórkowski przypomina, że życzliwość nie jest czymś obcym polskiej kulturze. Przeciwnie — tkwi głęboko w dawnym prawie gościnności, w doświadczeniu wspólnotowego pomagania sobie w kryzysach, w pamięci „Solidarności”, ale też w zwykłym codziennym odruchu: podać rękę, zauważyć człowieka, nie zostawić go samego.

To ważne, bo w ostatnich latach przywykliśmy opowiadać o sobie inną historię. Że Polacy są skłóceni. Że wszystko musi natychmiast przejść przez polityczny filtr. Że sąsiedzka rozmowa coraz częściej przypomina komentarze pod postem, gdzie wystarczy jedno zdanie, aby ktoś wyciągnął z kieszeni cały arsenał oskarżeń.

Napiórkowski proponuje inną perspektywę. Nie naiwną, lecz trudniejszą. Mówi, że życzliwość nie polega na udawaniu, że różnice nie istnieją. Polega na tym, żeby z tymi różnicami umieć żyć. Jak w dobrze napisanej partyturze — czasem głosy idą zgodnie, czasem w dysonansie, ale dopiero razem tworzą pełną opowieść.

Nieprzypadkowo autor przywołuje doświadczenie pracy nad musicalem „1989”, którego był współtwórcą. Musical — mówi Napiórkowski — wymusza wielogłosowość. Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz, Jacek Kuroń: każdy ma własny motyw, własne brzmienie, własną rację. Dopiero gdy te głosy wybrzmią razem, zaczynamy rozumieć złożoność historii.

To cenna lekcja także dla lokalnych wspólnot. W Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie, w małych ojczyznach, gdzie ludzie mijają się na tych samych ulicach, stoją w tych samych kolejkach, posyłają dzieci do tych samych szkół i spotykają się na tych samych uroczystościach. Tu polaryzacja nie jest abstrakcyjnym pojęciem z telewizyjnego studia. Tu może zatruć relacje sąsiedzkie, rodzinne i zawodowe.

Wirus z kosmosu, czyli horror, który dzieje się naprawdę

Jednym z najmocniejszych obrazów w rozmowie Napiórkowskiego z PAP jest metafora „wirusa z kosmosu”. Profesor sięga po język horroru, ale nie dla efektu. Horror — jak zauważa — często pokazuje najstarsze lęki i najgłębsze prawdy o wspólnocie.

Tym wirusem jest polaryzacja. Pasożyt karmiący się wrogością, nienawiścią, sensacją i skandalem. W świecie mediów społecznościowych jego naturalnym środowiskiem są algorytmy, które nagradzają to, co wywołuje natychmiastową reakcję: gniew, oburzenie, szyderstwo, poczucie moralnej wyższości.

To nie jest problem jednego środowiska politycznego. Napiórkowski wymienia Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Karola Nawrockiego i Włodzimierza Czarzastego nie po to, by ustawić ich w jednym szeregu winnych, ale by pokazać, że wirus polaryzacji próbuje mówić przez wszystkich. Polityków, dziennikarzy, artystów, naukowców i zwykłych użytkowników internetu.

W tym sensie spór publiczny zaczyna przypominać film Johna Carpentera: niby widzimy znajome twarze, ale coraz częściej mamy wrażenie, że mówi przez nie coś obcego. Coś, co każe nam traktować drugiego człowieka nie jak rozmówcę, ale jak zagrożenie.

Umieć się nie zgadzać

Jedna z najważniejszych myśli Napiórkowskiego brzmi: życzliwość i niezgoda nie są przeciwieństwami. Przeciwnie — mogą być najlepszym połączeniem.

Kiedy czytamy w internecie wpis osoby o innych poglądach, mamy dwie drogi. Możemy czytać w złej wierze, czyli tak, by każde zdanie przeciwnika wydawało się głupie, złe albo moralnie podejrzane. Możemy też czytać życzliwie, zakładając, że po drugiej stronie nie siedzi potwór, lecz człowiek. Człowiek, który może mieć inne doświadczenie, inne lęki, inną wiedzę albo po prostu inny punkt widzenia.

To nie oznacza zgody na wszystko. Nie oznacza rezygnacji z zasad, prawdy, odpowiedzialności czy stanowczości. W debacie publicznej obowiązuje przecież nie tylko wolność słowa, zapisana w art. 54 Konstytucji RP, ale także odpowiedzialność za słowo — zwłaszcza wtedy, gdy słowo może ranić, wykluczać albo podsycać nienawiść. Z kolei art. 1 Konstytucji przypomina, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Wszystkich, a nie tylko tych, którzy głosują, myślą i mówią tak jak my.

Życzliwość nie jest więc miękką watą cukrową. Bardziej przypomina pracę przy moście. Trzeba znać ciężar konstrukcji, naprężenia, pęknięcia i ryzyko zawalenia. Ale trzeba też wierzyć, że przejście na drugą stronę ma sens.

Uśmiech, który nie wyklucza

Napiórkowski zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny znak naszych czasów: uśmiech. W Polsce uśmiech coraz częściej bywa politycznie obciążony. Stał się etykietą, obelgą, znakiem przynależności do jednego z obozów. A przecież uśmiech może znaczyć coś zupełnie innego.

Profesor odróżnia uśmiech satysfakcji od uśmiechu życzliwości. Ten pierwszy bywa wykluczający. Mówi: „nam się udało, a jeśli tobie nie, to pewnie twoja wina”. Ten drugi mówi: „widzę cię także w twojej porażce, lęku, biedzie, samotności i nie zostawię cię samego”.

To szczególnie ważne w lokalnej Polsce. W miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki życzliwość nie musi mieć wielkich haseł. Czasem ma twarz nauczyciela, który zauważył wycofane dziecko. Sąsiadki, która zainteresowała się starszą osobą z klatki. Strażaka ochotnika, który jedzie w nocy do zdarzenia. Bibliotekarki, która robi z czytania małe święto. Wolontariusza, który nie pyta o poglądy, tylko o to, komu trzeba pomóc.

Właśnie takie drobne gesty tworzą tkankę społeczną. Nie są widowiskowe, nie wygrywają zasięgów, nie przebijają się przez algorytm jak polityczna awantura. Ale bez nich wspólnota usycha.

Świętować razem, nie przeciw komuś

W rozmowie pojawia się również wątek świąt narodowych. Napiórkowski zauważa, że jako społeczeństwo tracimy umiejętność wspólnego świętowania. Nie zawsze wiemy, co zrobić z 11 listopada, 2 maja czy innymi datami, które mogłyby być przestrzenią spotkania.

To mocne spostrzeżenie. Polska pamięć historyczna często świetnie radzi sobie z żałobą, martyrologią i upamiętnianiem klęsk. Gorzej bywa z radością, wspólnym śpiewem, stołem, ulicą, piknikiem, biblioteką, szkołą, domem kultury. Z takim świętowaniem, które nie służy temu, by komuś coś udowodnić, ale by przez chwilę zobaczyć w sobie wspólnotę.

Tu jest ogromne pole działania dla samorządów, szkół, instytucji kultury, organizacji społecznych i lokalnych mediów. Wspólnota nie rodzi się sama. Potrzebuje miejsc. Potrzebuje rytuałów. Potrzebuje okazji, by ludzie mogli być razem bez partyjnych sztandarów nad głowami.

Nie chodzi o sztuczne pojednanie ani o „wszyscy się kochajmy” śpiewane fałszywie na trzy głosy. Chodzi o stworzenie takich przestrzeni, gdzie można się różnić bez natychmiastowego sięgania po pogardę.

Polska jako dobre miejsce do życia — ale nie powód do samozadowolenia

Napiórkowski nie ucieka też od pytania, czy Polska jest obiektywnie dobrym miejscem do życia. Odpowiada: tak. Jeśli spojrzymy globalnie na bezpieczeństwo, długość życia, dochody, śmiertelność niemowląt czy rozwój po 1989 roku i po wejściu do Unii Europejskiej, Polska przeszła ogromną drogę.

Ale natychmiast dodaje rzecz kluczową: statystyka nie może być plastrem na czyjeś konkretne cierpienie. To, że kraj rozwija się dobrze, niewiele pocieszy samotną matkę z dwójką dzieci, osobę bez pracy, seniora czekającego miesiącami na specjalistę czy rodzinę, której codzienność rozbija się o ceny, chorobę i samotność.

W tym miejscu jego opowieść o życzliwości staje się najbardziej konkretna. Życzliwość nie jest estetyką dobrego nastroju. Jest sposobem organizowania życia społecznego tak, by człowiek w kryzysie nie słyszał: „radź sobie sam”.

Szczepionka przeciw rozpadowi

„Polska jest życzliwa” brzmi jak zdanie optymistyczne, ale w gruncie rzeczy jest też ostrzeżeniem. Bo jeśli życzliwości nie będziemy ćwiczyć, zwycięży jej przeciwieństwo: obojętność, pogarda, automatyczne czytanie innych w złej wierze.

Napiórkowski mówi o potrzebie regulacji platform społecznościowych, najpewniej na poziomie europejskim. Porównuje obecny model działania mediów społecznościowych do sytuacji, w której ktoś dodawałby heroinę do płatków kukurydzianych, bo zwiększa to sprzedaż. Mocne porównanie, ale trudno nie zrozumieć intencji: skoro mechanizmy cyfrowe uzależniają nas od gniewu, trzeba przestać udawać, że to wyłącznie kwestia indywidualnej silnej woli.

Jednak regulacje to tylko część odpowiedzi. Druga część zaczyna się bliżej — przy rodzinnym stole, w szkole, w pracy, na lokalnym forum, w komentarzu pod artykułem, w rozmowie z kimś, kto myśli inaczej. To tam można codziennie ćwiczyć mięsień życzliwości.

Nie po to, żeby zrezygnować z własnych poglądów. Po to, żeby nie oddać własnego języka wirusowi, który żywi się nienawiścią.

Puenta

W świecie, który coraz częściej przypomina rozkręcony do granic możliwości feed, życzliwość może wyglądać staroświecko. Trochę jak list pisany piórem w epoce krótkich, nerwowych komunikatów. Ale może właśnie dlatego jest tak potrzebna.

Bo Polska nie stanie się życzliwa od wielkiego hasła na plakacie. Stanie się taka wtedy, gdy zaczniemy ją praktykować. Zdanie po zdaniu. Rozmowa po rozmowie. Komentarz po komentarzu. Sąsiedztwo po sąsiedztwie.

Jak mięsień.

A mięsień, którego się nie używa, słabnie.


Źródło

Na podstawie rozmowy Anny Kruszyńskiej z prof. Marcinem Napiórkowskim dla Polskiej Agencji Prasowej.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Opinie

Igor Matuszewski Igor Matuszewski

Nie piszę tego tekstu przeciwko komukolwiek. Nie przeciwko kibicom, którzy przestali przychodzić. Nie przeciwko działaczom, którzy próbują spinać budżety cienkie jak jesienna murawa po ciężkim meczu. Nie przeciwko piłkarzom, którzy wychodzą na boisko często bez wielkich świateł, kamer i fanfar. Piszę go raczej z niepokoju — tego samego, który pojawia się, gdy w miejscu dawniej pełnym gwaru zaczyna słychać echo.Tomaszowska piłka nożna ma za sobą historię dłuższą niż niejedna miejska instytucja. Ma swoje nazwiska, swoje derby, swoje trybuny, swoje rodzinne opowieści. Ma Lechię, ma Pilicę, ma pamięć boisk, na których spotykało się miasto — czasem po to, by kibicować, czasem by się spierać, ale przede wszystkim po to, by być razem.Dlatego dzisiejsze puste miejsca na trybunach bolą bardziej niż słabszy wynik w tabeli. Bo wynik można poprawić w następnym meczu. Utraconą więź odbudowuje się znacznie trudniej.Ten felieton jest więc pytaniem zadanym Tomaszowowi: czy lokalny klub ma być tylko kosztem, herbem, wspomnieniem i punktem w budżecie? Czy może nadal może być czymś, co łączy ludzi — tak zwyczajnie, po tomaszowsku, bez wielkich słów, za to z obecnością tam, gdzie naprawdę jest potrzebna: przy boisku.

Jeszcze nie tak dawno lokalny mecz piłkarski był czymś więcej niż dziewięćdziesięcioma minutami biegania za piłką. Był pretekstem, żeby wyjść z domu, spotkać znajomych, pokłócić się o skład, ponarzekać na sędziego, pochwalić bramkarza i przez chwilę poczuć, że miasto oddycha jednym rytmem. Dziś na trybunach coraz częściej słychać nie gwar kilku tysięcy gardeł, ale echo pustych krzesełek. W Tomaszowie Mazowieckim — mieście z mocną, robotniczą i sportową pamięcią — frekwencja na poziomie maksymalnie około 300 osób nie jest tylko statystyką. Jest pytaniem. I to pytaniem niewygodnym.
Igor Matuszewski Igor Matuszewski

W tej sprawie najważniejsze nie jest dziś pytanie, czy mandat radnej Pauliny Sochy powinien zostać wygaszony. To byłby wniosek przedwczesny, wymagający pełnej analizy dokumentów, zakresu obowiązków, ewentualnych pełnomocnictw i nagrań z sesji. Najważniejsze jest coś innego: czy w powiecie tomaszowskim potrafimy jeszcze wyraźnie oddzielać funkcję kontrolną radnego od lojalności wobec instytucji, w której ten radny pracuje.Bo nawet jeśli prawo ostatecznie nie dopatrzy się naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje problem standardu. Radny nie jest zwykłym komentatorem życia publicznego. Radny ma kontrolować, pytać, sprawdzać, domagać się dokumentów i patrzeć władzy oraz spółkom zależnym od samorządu na ręce. Jeżeli jednocześnie pełni funkcję kierowniczą w jednej z takich spółek, powstaje cień wątpliwości. A w sprawach publicznych cień bywa czasem wystarczająco ciemny, by mieszkańcy zaczęli tracić zaufanie.

Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.
Elwira Banaszkiewicz Elwira Banaszkiewicz

Piszę o świecie protez, bo w Polsce coraz częściej nie naprawiamy systemu, lecz dokładamy mu kolejne podpórki. Trochę jak w starym filmie Barei: wszystko się chwieje, wszyscy wiedzą, że się chwieje, ale oficjalnie nadal udajemy, że konstrukcja stoi dumnie i stabilnie. Prawo rodzinne, demografia, bezpieczeństwo, ochrona zdrowia, opieka nad osobami starszymi — to nie są osobne wyspy. To jeden organizm. Jeżeli w jednym miejscu zaczyna brakować kości, w innym pojawia się ból.Niepokoi mnie nie sama debata o związkach partnerskich czy małżeństwach jednopłciowych. Niepokoi mnie sposób, w jaki państwo tę debatę prowadzi: nerwowo, fragmentarycznie, bez odwagi nazwania konsekwencji. Jedni chcą wszystko przepchnąć hasłem nowoczesności, drudzy wszystko zatrzymać hasłem tradycji. A między nimi stoi zwykły obywatel, który chciałby wiedzieć, jakie prawo będzie obowiązywać jutro, kto za nie odpowiada i ile ta polityczna improwizacja będzie nas kosztować.Najważniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: jakie przepisy uchwalimy? Ważniejsze jest: czy mamy jeszcze odwagę myśleć o Polsce za dwadzieścia lat? O dzieciach, których rodzi się coraz mniej. O seniorach, których będzie coraz więcej. O rodzinach, które nie potrzebują propagandowych laurek, lecz stabilności. O ludziach chorych i niepełnosprawnych, którzy zamiast metaforycznych protez państwa potrzebują realnych protez, rehabilitacji, dostępnej pomocy i sprawnych instytucji.

Polski system od lat przypomina pacjenta, którego nikt już nawet nie próbuje porządnie leczyć. Zamiast diagnozy — plaster. Zamiast operacji — prowizorka. Zamiast prawa pisanego z myślą o następnych dekadach — kolejne protezy, które mają utrzymać konstrukcję w pionie jeszcze przez chwilę. Byle do następnego posiedzenia Sejmu. Byle do następnego sondażu. Byle nie powiedzieć obywatelom wprost, że państwo coraz częściej porusza się o kulach.

30 maja: od „Nihil novi” do kontraktów dla armii. Historia, muzyka i wielka polityka w jednym kalendarium

30 maja przypomina o narodzinach polskiego parlamentaryzmu, Mieczysławie Foggu, Alicji Majewskiej, Krzysztofie Cugowskim, tragedii górniczej w Sośnicy, protestach w Zielonej Górze oraz dzisiejszych wydarzeniach w kraju i na świecie. Data dodania artykułu: 30.05.2026 08:47
30 maja: od „Nihil novi” do kontraktów dla armii. Historia, muzyka i wielka polityka w jednym kalendarium

40 skarbów na 40-lecie. Muzeum Kinematografii w Łodzi otwiera jubileuszową wystawę

Muzeum Kinematografii w Łodzi kończy 40 lat i zamiast akademii z datami w gablotach proponuje podróż przez najczulsze, najdziwniejsze i najważniejsze przedmioty polskiego kina. Na wystawie „40 skarbów na 40-lecie Muzeum Kinematografii” zobaczymy eksponaty wybrane przez twórców, filmoznawców i muzealników. Każdy z nich ma być osobną opowieścią o kinie, pamięci i ludziach, którzy budowali filmową legendę Łodzi. Data dodania artykułu: 28.05.2026 18:22
40 skarbów na 40-lecie. Muzeum Kinematografii w Łodzi otwiera jubileuszową wystawę

KO wygrywa w sondażu, ale arytmetyka Sejmu układa własny scenariusz

Polityka bywa czasem jak scena z „House of Cards”, tylko z bardziej swojską dekoracją: ktoś wygrywa pierwsze ujęcie, ktoś inny liczy krzesła przy stole. Najnowszy sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej pokazuje wyraźne prowadzenie Koalicji Obywatelskiej, ale gdy procenty zamieniają się w mandaty, obraz robi się znacznie mniej oczywisty. Według badania KO mogłaby liczyć na 38,89 proc. poparcia, PiS na 27,03 proc., a Konfederacja na 11,76 proc.. Data dodania artykułu: 28.05.2026 15:29
KO wygrywa w sondażu, ale arytmetyka Sejmu układa własny scenariusz

Łódzkie/ Ponad 170 oskarżonych w związku z nielegalnym obrotem paliwem LPG

Ponad 170 członków dwóch grup przestępczych obejmują akty oskarżenia, które trafiły do Sądu Okręgowego w Sieradzu w związku z nielegalnym obrotem 30 mln litrów paliwa LPG. Straty Skarbu Państwa w wyniku uszczuplenia podatku akcyzowego, opłaty paliwowej i VAT mogą sięgać ok. 24 mln zł. Data dodania artykułu: 28.05.2026 09:02
Łódzkie/ Ponad 170 oskarżonych w związku z nielegalnym obrotem paliwem LPG

Prof. Skibiński: autorytet kard. Wyszyńskiego przekraczał granice instytucjonalne Kościoła (wywiad)

Przywództwo kard. Stefana Wyszyńskiego w Kościele wynikało z powszechnego zaufania, a jego autorytet przekraczał granice instytucjonalne – powiedział PAP historyk prof. Paweł Skibiński. Dodał, że po jego śmierci w 1981 r. zabrakło charyzmatycznego lidera i przenikliwego stratega. Data dodania artykułu: 28.05.2026 08:54
Prof. Skibiński: autorytet kard. Wyszyńskiego przekraczał granice instytucjonalne Kościoła (wywiad)

28 maja: Wyszyński, Narvik, Radziwiłł Czarny i „Dark Side of the Moon” — historia nie bierze wolnego

Czwartek, 28 maja, sto czterdziesty ósmy dzień roku. Słońce wstało o 4.25, zajdzie o 20.40. Imieniny obchodzą dziś Augustyn, Emil, Ignacy, Justyna, Lucjusz, Łucjusz, Wiktor i Wilhelm. To dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz: szeptem reformacji z Wilna, hukiem armat spod Narviku, surowym tonem sejmowej uchwały lustracyjnej, modlitwą za Prymasa Tysiąclecia i riffem Creedence Clearwater Revival. A w tle — jak w dobrze zmontowanym filmie — pojawiają się Pink Floyd, The Police, Kylie Minogue i „Flashdance”. Data dodania artykułu: 28.05.2026 07:50
28 maja: Wyszyński, Narvik, Radziwiłł Czarny i „Dark Side of the Moon” — historia nie bierze wolnego

Europoseł Janusz Lewandowski: w negocjacjach nad budżetem UE trzeba stale podkreślać strategiczną rolę naszej części Europy

Szereg spotkań m.in. z szefami MSZ, MSWiA i Frontexu, a także odwiedzenie przygranicznych obiektów kluczowych z punktu widzenia odporności wschodniej flanki UE i NATO (na czele z lotniskiem w Jasionce) - to  program wizyty w Polsce sześcioosobowej delegacji Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego pod przewodnictwem Janusza Lewandowskiego. Jej analizy i obserwacje mają wzmocnić przyjęte w kwietniu tego roku stanowisko PE w sprawie budżetu Unii Europejskiej na lata 2028-2034. Data dodania artykułu: 27.05.2026 13:16
Europoseł Janusz Lewandowski: w negocjacjach nad budżetem UE trzeba stale podkreślać strategiczną rolę naszej części Europy

Janina Ochojska: bezpieczeństwo i obronę praw człowieka można pogodzić (wywiad)

Nie wyobrażam sobie bezpieczeństwa bez ochrony praw każdego człowieka, ubogich, ofiar przemocy czy wojny - powiedziała PAP założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska. - Te wartości absolutnie można pogodzić - dodała. Data dodania artykułu: 27.05.2026 11:41
Janina Ochojska: bezpieczeństwo i obronę praw człowieka można pogodzić (wywiad)

Polecane

Kto decyduje o przyszłości TCZ? Polityczne show, ministerialne zakazy i widmo konsolidacji ZSP nr 3 w Tomaszowie Mazowieckim rozpoczął nabór do technikum i szkoły branżowej Depresja po porodzie. Tysiące kobiet zostają z nią same, choć wystarczyłyby trzy szybkie konsultacje Pogoda na weekend 30–31 maja. Sobota nerwowa, niedziela już spokojniejsza 30 maja: od „Nihil novi” do kontraktów dla armii. Historia, muzyka i wielka polityka w jednym kalendarium Przedszkolaki z „Piątki” odwiedziły tomaszowską komendę. Radiowóz, sprzęt i ważna lekcja bezpieczeństwa Łzy wzruszenia, muzyka i dziecięca wyobraźnia. Tak świętowano Dzień Mamy i Taty w Tomaszowie Koniec łańcucha coraz bliżej. Sejm uchwalił ustawę zakazującą trzymania zwierząt na uwięzi Bajkowa Parada w Dwunastce. Tomaszowskie dzieci pomaszerowały z książką przez miasto Jedna trzecia kobiet doświadczyła przemocy. Ekspertka CMKP mówi wprost: lekarze muszą umieć rozmawiać z pacjentkami po gwałcie Stopa to fundament ciała. Poradnik o wkładkach ortopedycznych  i badaniu stóp 29 maja: od krzyżackiego hołdu po łańcuchy, których Polska chce się pozbyć. Kalendarium dnia
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep MEydczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Tomasz Treść komentarza: Zgadzam się, właściwy obieg dokumentów i bezpieczeństwo danych powinny iść w parze. W dobie cyfryzacji każda firma przetwarza ogromne ilości informacji, dlatego zgodność z RODO jest równie ważna jak sprawne zarządzanie dokumentacją. To samo dotyczy serwisów finansowych, takich jak Kantor. live, gdzie bezpieczeństwo danych użytkowników ma kluczowe znaczenie. Źródło komentarza: Jak zadbać o bezpieczeństwo dokumentów finansowych i podatkowych w przedsiębiorstwie? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Brawo dla firmy KNAPTRANS. Po pierwsze - dobrze się reklamuje, po drugie - robi dobrą robotę w zakresie tych "gównianych" tematów, po trzecie - pomaga temu portalowi. Tak trzymać - chłopaki (i dziewczyny - też). Źródło komentarza: Nowoczesna obsługa szamb – jak technologia zmienia branżę asenizacyjną Autor komentarza: Antolin Treść komentarza: Już za poprzedniego starosty był chęci do zrobienie kilku dróg niestety wtedy pan Pawlak wolał politykować kosztem mieszkańców gminy! Źródło komentarza: Powiat i gmina Ujazd o inwestycjach. W planach ciąg pieszo-rowerowy do Skrzynek Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Szpital to niestety JEST arena polityczna. Od dawien dawna do teraz. Nie wierzę w uczciwe konkursy i nominacje. Zawsze wygrywa kolesiostwo i chęć łatwego zysku. Nadal są osoby które są w szpitalu po to żeby się " nachapać", mają nieracjonelnie wysokie pensje, wręcz nieprzyzwoicie wysokie - na które absolutnie nie zasługują. Doją szpital. Doją nas. Tyle w temacie. Źródło komentarza: „Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ Autor komentarza: 😂🤣😂🤣😂🤣 Treść komentarza: co to jest "susz z THC"? 😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣 Źródło komentarza: 42-latek zatrzymany z marihuaną. Narkotyki w samochodzie, zarzut i groźba więzienia Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Porodówka w Brzezinach teraz Tuszyn a być może Tomaszów następny,ale pani minister wychodzin przed kamery i mówi że jeździ po Polsce i się wszyscy cieszą że jest lepiej!rząd popsl rządem nieudaczników! Źródło komentarza: Pulmonologia w Tuszynie: personel alarmuje o przyszłość oddziału
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama