Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 17 sierpnia 2026 11:09
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Prof. Wasilewski: portale społecznościowe sprzyjają brutalizacji języka (wywiad)

Język nie jest tylko narzędziem opisywania świata, on ten świat współtworzy - powiedział prof. Uniwersytetu Warszawskiego Jacek Wasilewski. W rozmowie z PAP medioznawca ocenił jak na brutalizację języka wpływają portale społecznościowe i co o współczesnej Polsce mówi język, którym się posługujemy.

PAP: Jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu mówiliśmy, że coś jest piękne, świetne albo doskonałe. Dziś częściej jest „zaj…ste”. Zamiast się zdenerwować – „wku…iamy się”. Czy naprawdę nasz język tak bardzo się zbrutalizował?

Dr hab. Jacek Wasilewski, prof. UW, medioznawca: Tak, ale przyczyny są znacznie głębsze niż mogłoby się wydawać. Przede wszystkim ogromna część naszej komunikacji przeniosła się do mediów społecznościowych. A algorytmy mediów społecznościowych premiują wypowiedzi silnie emocjonalne, spolaryzowane, konfliktowe. Im więcej gniewu, oburzenia czy agresji, tym większa szansa, że taki komunikat zostanie zauważony.

Kiedyś ludzie zabiegali o uwagę dziennikarza. To on był strażnikiem bramy, filtrował emocje, łagodził język i dopiero potem przekazywał go odbiorcom. Dzisiaj każdy jest własnym medium i walczy bezpośrednio o uwagę milionów użytkowników. W takiej konkurencji spokojna, wyważona wypowiedź przegrywa z awanturą. Coraz więcej komunikatów zaczyna przypominać kłótnię dwóch ludzi na podwórku albo karczemną awanturę. I właśnie taki sposób mówienia zaczyna wyznaczać normę również dla polityków, dziennikarzy czy osób publicznych.

PAP: I to jest smutne, że nie tylko społeczeństwo przejęło język ulicy. Także politycy.

J.W.: W demokracji politycy bardzo chcą być postrzegani jako „swoi ludzie”. Dawniej elity komunikowały się językiem dyplomacji, który wyrósł z dworskich rytuałów. Nie mówiło się wszystkiego wprost, bo chodziło o zachowanie twarzy rozmówcy i własnej.

Dzisiaj znacznie bliżej politykom do języka wiecu niż królewskiego dworu. Chcą pokazać: „jestem taki jak wy”. W efekcie język parlamentarny przestał być językiem parlamentarnym, coraz częściej staje się językiem ulicy.

PAP: Kiedyś było bardziej elegancko…

J.W.: To mit. My bardzo idealizujemy przeszłość. Owszem, w radiu, oficjalnej prasie czy podczas uroczystości państwowych obowiązywał bardziej zrytualizowany język. Ale to nie znaczy, że ludzie nie przeklinali.

Przeklinali. I to często. Dwudziestolecie międzywojenne wcale nie było epoką grzecznych polityków. Posłowie wyzywali się od kanalii, płatnych pachołków, zdrajców. Prasa polityczna była niezwykle agresywna i szczuła na przeciwników z ogromną pasją, marszałek Piłsudski niezadowolony z poczynań ministrów rządu lubelskiego, kazał im „kury szczać prowadzać”. Dzisiaj patrzymy na tamte wypowiedzi przez patynę historii i wydają nam się niemal urocze, ale współcześni odbiorcy odbierali je jako bardzo brutalne. Nowością nie jest więc sama agresja, lecz jej powszechność.

PAP: Co się zmieniło?

J.W.: Dawniej istniały bardzo wyraźne granice pomiędzy językiem oficjalnym a prywatnym. Radio przypominało proszony obiad, gazeta była sytuacją oficjalną, tymczasem media społecznościowe przypominają raczej spotkanie przy piwie. Tam obowiązują zupełnie inne reguły: język jest bardziej prywatny, bardziej emocjonalny i mniej kontrolowany. Problem polega na tym, że ten prywatny sposób mówienia zaczął przenikać do wszystkich pozostałych sfer życia.

PAP: Paradoks polega jednak na tym, że choć przeklinamy coraz częściej, robimy to coraz mniej pomysłowo: kilka wulgarnych słów używanych jako przecinki, zero finezji.

J.W.: I to jest chyba najbardziej przykre. Antoni Słonimski powiedział, że dobry Warszawiak potrafił kląć przez trzy minuty bez powtarzania się.

Dzisiaj bardzo trudno znaleźć podobną kreatywność. Mamy kilka żetonów językowych, które nieustannie wrzucamy do rozmowy. Powtarzamy te same słowa w kółko. Z jednej strony przekleństwa są wszechobecne, z drugiej – język staje się coraz uboższy. Powiedziałbym, że największym problemem jest nie sama obecność wulgaryzmów, ale zanik bogactwa języka.

PAP: Przekleństwa mają też swoją historię.

J.W.: I to niezwykle ciekawą. Weźmy choćby słowo „kiep”. Dzisiaj oznacza człowieka głupiego albo nieudacznika. Mówimy „okpić kogoś”, „pokpiwać”, nie zastanawiając się nad jego historią. Tymczasem pierwotnie odnosiło się do męskich genitaliów i było bardzo ciężką obelgą.

Podobnych przykładów jest więcej. Siedemnastowieczny „kutas” nie oznaczał tego, co oznacza dzisiaj. Był po prostu ozdobnym jedwabnym frędzlem przy pasie kontuszowym szlachcica. Dopiero z czasem, ponieważ słowo zaczęło funkcjonować jako eufemizm dotyczący sfery seksualnej, całkowicie zmieniło znaczenie.

Tak właśnie działa język: niektóre słowa z czasem przestają być obraźliwe, wypłukuje się z nich ta warstwa, natomiast inne stają się wulgarne.

Dobrym przykładem jest także słowo „huncwot”. Mało kto wie, że jego pierwotne znaczenie odnosiło się do narządów płciowych samicy psa (z niemieckiego Hundsfott). Dzisiaj brzmi niemal sympatycznie. Można powiedzieć dziecku: „ale z ciebie huncwot”, i nikt nie odbiera tego jako ciężkiej zniewagi, bo teraz oznacza po prostu łobuziaka.

Znaczenia nieustannie się przemieszczają. Tak samo stało się ze słowem „za…sty”. Pamiętam, że jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, kiedy kolega z klasy używał tego słowa, odbierałem je jako bardzo mocne przekroczenie granicy. Sam raczej nie chciałem go wypowiadać.

Dzisiaj, trzydzieści lat później, dla wielu osób źródłosłów tego wyrazu jest już niemal niewidoczny, po prostu oznacza coś bardzo dobrego.

PAP: Dawniej Polacy bardziej bali się klątw niż przekleństw. Mówiono: „bodaj cię zabito”, „bodajś skapniał”, „niech cię diabli wezmą”. Dzisiaj niemal cała nasza agresja językowa kręci się wokół seksu i anatomii. Kiedy i dlaczego przestaliśmy bać się diabła, a zaczęliśmy szukać ekspresji w genitaliach?

J.W.: Dawniej ludzie znacznie mocniej wierzyli, że słowo ma realną moc sprawczą. Złorzeczenie nie było tylko wyrazem złości. Odpowiadało przekonaniu, że wypowiedziane słowo może rzeczywiście sprowadzić na drugiego człowieka nieszczęście. Jeżeli ktoś mówił „bodaj cię zabito” albo przywoływał diabła, to wielu ludzi wierzyło, że takie słowa mogą zadziałać. Dlatego złorzeczenia były bardzo blisko świata magii, czarów i sił nadprzyrodzonych. Nieprzypadkowo za praktyki uznawane za czary karano kiedyś niezwykle surowo.

Dzisiaj większość ludzi patrzy na świat znacznie bardziej racjonalnie, więc ten metafizyczny wymiar języka właściwie zaniknął. Natomiast pozostało coś, co nadal jest bardzo silnym tabu, czyli seksualność. Właśnie dlatego współczesne przekleństwa przeniosły się z metafizyki do anatomii i fizjologii.

Trzeba jednak pamiętać, że nie chodzi w nich wyłącznie o seks. W kulturze bardzo często seksualność była narzędziem dominacji i upokorzenia. Wystarczy spojrzeć na język więzienny albo na to, co dzieje się podczas wojen, gdzie gwałt staje się narzędziem prowadzenia wojny i odbierania godności. Te same mechanizmy znajdują odbicie w języku. Wulgaryzmy nie opisują seksualności jako czegoś przyjemnego. Służą raczej symbolicznemu pohańbieniu drugiego człowieka.

PAP: To dlatego nasze najcięższe przekleństwa są tak silnie zakorzenione w patriarchalnym sposobie myślenia?

J.W.: Myślę, że tak. Przez stulecia przeklinanie było przywilejem ludzi stojących wyżej w hierarchii. Kobietom po prostu nie wypadało przeklinać, ale to nie był odosobniony zakaz. Kobieta nie mogła palić papierosów, nie wypadało jej wznosić toastów, nie mogła wprost mówić o seksualności. Przeklinanie oznaczało pewną swobodę, a swoboda była oznaką pozycji społecznej i władzy. Kobieta, która przeklinała, przekraczała granice wyznaczone jej przez kulturę i uzurpowała sobie prawo do zachowań zarezerwowanych dla mężczyzn.

PAP: Przypomniała mi się pewna historia. Miałam koleżankę – śliczną blondynkę, która wyglądała jak anioł. Wsiadła do taksówki, rozmawiała z kierowcą, było bardzo miło. W pewnym momencie zadzwonił telefon i – rozmawiając z kimś z redakcji - zaczęła kląć jak szewc. Taksówkarz był tak wstrząśnięty, że wjechał w samochód przed sobą.

J.W.: Bo tego się nie spodziewał. Gdyby identycznych słów użył impulsywny mężczyzna, nikt nie zwróciłby na to uwagi. W przypadku eleganckiej kobiety ten kontrast wywołuje zaskoczenie.

PAP: W dawnej Polsce przeklinanie było wręcz przywilejem kastowym.

J.W.: Bo w pewnym sensie tak było. Magnat mógł sobie pozwolić niemal na wszystko, ponieważ nad nim nie było już żadnego sędziego. Natomiast człowiek stojący niżej w hierarchii musiał bardzo uważać na słowa. Nie mógł obrażać kogoś, kto znajdował się wyżej od niego. Przekleństwo jest przecież sygnałem swobody. To komunikat: „mnie normy nie obowiązują” – o czym mówi powiedzenie „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”.

To zresztą tłumaczy, dlaczego narodziła się dyplomacja. Nie stworzyli jej ci, którzy mieli największą władzę. Powstała dlatego, że ludzie zwracający się do królów czy możnych musieli ważyć każde słowo i mówić w sposób zawoalowany, żeby nikogo nie urazić. Z tych rytuałów wyrosła późniejsza kultura grzeczności.

PAP: A później pojawiło się XIX-wieczne mieszczaństwo, które postanowiło uporządkować język.

J.W.: Tak naprawdę chodziło o burżuazję, która musiała stworzyć własny system odróżniania się od pozostałych warstw społecznych. Król nie musiał nikomu udowadniać, że jest kimś wyjątkowym. Mógł jeść palcami i nadal pozostawał królem. Burżuazja miała przede wszystkim pieniądze, ale nie miała wysokiego urodzenia. Musiała więc zbudować cały system znaków pokazujących jej wyższy status.

Tak narodził się savoir-vivre. Znaczenia nabrały odpowiednia zastawa, serwetki, sposób siedzenia przy stole, ubierania się, zachowania kobiet i mężczyzn, a także język. Przyzwoitość językowa stała się jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności do wyższej warstwy społecznej.

Nieprzypadkowo w XIX wieku pojawiło się mnóstwo poradników dobrego wychowania i czasopism poświęconych manierom. Dyskutowano nawet o tym, jaki strój kobieta powinna założyć na kort tenisowy albo czego nie wypada mówić przy stole. Cały ten świat miał odróżniać mieszczaństwo od pospólstwa.

Towarzyszył temu bardzo silny nurt purytanizmu. W przeciwieństwie do rokoka, z jego swobodą obyczajową i odważną erotyką, XIX wiek wszystko zasłaniał i porządkował. Widać to również w literaturze. W romantyzmie znacznie mniej jest otwartych odniesień do seksualności niż w renesansie czy oświeceniu. Przyzwoitość stała się jedną z najważniejszych wartości, a przeklinanie zaczęło być traktowane jako znak braku ogłady.

PAP: Jest takie jedno polskie słowo na „k”, które zna chyba cały świat. Jeszcze niedawno uchodziło za wyjątkowo wulgarne, dziś wielu ludzi używa go niemal jak przecinka. Jak to się stało?

J.W.: To bardzo ciekawy proces. Przekleństwa, podobnie jak wszystkie inne słowa, podlegają temu samemu mechanizmowi zmian znaczeniowych. Jeżeli używamy jakiegoś wyrazu bardzo często, z czasem zaczyna on tracić swoją siłę. To trochę jak z lekami przeciwbólowymi – organizm się do nich przyzwyczaja i żeby osiągnąć ten sam efekt, potrzebuje coraz większej dawki. Z przekleństwami jest podobnie. Jeżeli jakieś słowo słyszymy kilkanaście czy kilkadziesiąt razy dziennie, przestaje nas szokować.

W przypadku słowa na „k” doszło jeszcze do czegoś innego. Ono bardzo często przestało pełnić funkcję przekleństwa. Stało się partykułą wzmacniającą. Niektórzy używają go po prostu po to, żeby podkreślić emocje albo rytm wypowiedzi, nie musi być skierowane przeciwko komuś.

To oczywiście nie znaczy, że przestało być wulgarne. Nadal jest. Natomiast jego funkcja w języku wyraźnie się zmienia.

PAP: Czyli przestaje obrażać?

J.W.: Raczej przestaje zaskakiwać, a to duża różnica. Jeżeli chcemy kogoś naprawdę obrazić, musimy sięgnąć po coś mocniejszego albo bardziej pomysłowego. Dlatego język cały czas produkuje nowe określenia i nowe sposoby wyrażania agresji.

To zresztą bardzo stary mechanizm. Dawne przekleństwa z czasem słabły, więc pojawiały się kolejne. Potem słabły następne. Język nieustannie szuka nowych środków wyrazu.

PAP: Powiedział pan, że przekleństwa działają trochę jak środki przeciwbólowe. Faktycznie?

J.W.: Tak, potwierdzają to badania naukowe, w dodatku na dwóch poziomach. Pierwszy jest fizjologiczny. Wiemy z badań, że przeklinanie w sytuacji bólu czy silnego stresu rzeczywiście może zwiększać odporność na cierpienie. Organizm mobilizuje się do działania, rośnie poziom adrenaliny i człowiek przez chwilę łatwiej znosi ból.

Drugi poziom jest społeczny. Przekleństwo pozwala rozładować napięcie. Czasami zastępuje działanie, którego z różnych powodów nie możemy podjąć. Nie możemy kogoś uderzyć, nie możemy rzucić przedmiotem, więc wyrzucamy z siebie emocje słowami.

Problem pojawia się wtedy, kiedy przekleństwo staje się odruchem. Jeżeli używamy go przy każdej okazji, przestaje pełnić swoją funkcję.

PAP: Polacy przeklinają częściej niż inne narody?

J.W.: To zależy od tego, z kim się porównujemy. Mamy przekonanie, że jesteśmy wyjątkowi, ale większość społeczeństw uważa podobnie o sobie. Natomiast rzeczywiście wydaje się, że należymy do kultur dość ekspresyjnych. Lubimy mocne emocje i lubimy je demonstrować. W tym sensie jesteśmy bliżsi południu Europy niż krajom skandynawskim.

Zdarza mi się żartować, że jesteśmy trochę Brazylijczykami Europy Środkowej. Oczywiście to metafora, ale dobrze pokazuje różnicę temperamentu. U nas emocje znacznie łatwiej trafiają do języka. Ale chodzi o to, że nie jesteśmy Brazylijczykami, choć chciałbym, żebyśmy nimi byli. Niestety, my narzekamy, mamy nastawienie „na nie” i na szukanie dziury w całym. Spodziewamy się że będzie źle albo że czegoś nie będzie.

Pytamy - "czy nie ma przypadkiem np. fasoli" - zamiast "czy jest fasola". I to spodziewanie się złych rzeczy powoduje frustrację i brak uśmiechu. Łatwość złorzeczenia i narzekania. I przeklinania. Szkoda że nie jesteśmy pozytywnie nastawionymi Brazylijczykami Europy.

PAP: A portale społecznościowe tylko to wzmacniają?

J.W.: Zdecydowanie. Wprawdzie to nie one wymyśliły przekleństwa, ale to one stworzyły środowisko, w którym język emocji zaczął być najbardziej opłacalny.

Jeżeli spokojnie napiszę, że z kimś się nie zgadzam, prawdopodobnie niewiele osób zwróci na to uwagę. Jeżeli napiszę to bardzo ostro, obrażę przeciwnika albo użyję mocnego słowa, szansa na reakcję użytkowników rośnie.

W ten sposób algorytm staje się nauczycielem języka. Nie mówi nam, jak powinniśmy mówić, ale nagradza określony sposób komunikacji. A ludzie bardzo szybko uczą się zachowań, które przynoszą im uwagę.

PAP: Gdy ogląda się polskie filmy z lat 50. czy 60., przekleństw prawie się nie słyszy. Potem przychodzą „Psy”, kino gangsterskie i nagle język zmienia się nie do poznania. Popkultura rzeczywiście miała na to wpływ?

J.W.: Ogromny, choć nie powiedziałbym, że sama stworzyła modę na przeklinanie. Raczej odzwierciedlała zmiany społeczne i jednocześnie je przyspieszała.

W „Psach" Władysława Pasikowskiego przekleństwa stają się elementem codziennego języka bohaterów. Nie są już wyjątkowym środkiem wyrazu. Budują wiarygodność postaci i całego świata przedstawionego. Widzowie zaczynają ten język oswajać, a później przenoszą go do codziennych rozmów. Tak działa kultura – nie tylko odbija rzeczywistość, ale również ją współtworzy.

PAP: Dzisiaj podobną rolę odgrywają media społecznościowe?

J.W.: Nawet większą. Film oglądamy przez dwie godziny, natomiast media społecznościowe towarzyszą wielu ludziom przez kilka godzin dziennie. Jeżeli codziennie widzimy język oparty na agresji, ironii i obrażaniu przeciwników, zaczynamy go traktować jako coś normalnego.

To zresztą dotyczy nie tylko wulgaryzmów. W mediach społecznościowych bardzo szybko rozprzestrzeniają się uproszczenia, etykietowanie ludzi, wyśmiewanie przeciwników czy pogarda. Wszystko dlatego, że takie komunikaty łatwo przyciągają uwagę.

PAP: Da się ten proces odwrócić?

J.W.: Historia języka pokazuje, że nic nie trwa wiecznie. Mody językowe przychodzą i odchodzą. Były epoki ogromnej wulgarności, po których następowały okresy większej powściągliwości. Nie sądzę, żebyśmy za kilkadziesiąt lat mówili dokładnie tak samo jak dziś.

Natomiast warto pamiętać, że język nie jest tylko narzędziem opisywania świata. On ten świat również współtworzy. Sposób, w jaki mówimy o innych ludziach, wpływa na to, jak ich postrzegamy. Jeżeli nieustannie używamy języka pogardy, coraz trudniej jest nam dostrzec w drugim człowieku partnera do rozmowy.

PAP: Brzmi to trochę tak, jakbyśmy nie tylko mówili językiem, ale również byli przez niego kształtowani.

J.W.: Bo tak właśnie jest. Bardzo lubimy myśleć, że to my całkowicie panujemy nad językiem. Tymczasem jest odwrotnie. Rodzimy się w określonej kulturze, przejmujemy gotowe słowa, metafory i sposoby opisywania świata. Język podpowiada nam, co jest śmieszne, co obraźliwe, co eleganckie, a co nieprzyzwoite.

Dlatego często powtarzam studentom, że język mówi nami równie mocno, jak my mówimy językiem. Warto mieć tego świadomość, zwłaszcza dzisiaj, kiedy każdego dnia uczestniczymy w tysiącach komunikatów tworzonych przez media, polityków i internet.

Bo od tego, jakim językiem będziemy mówić do siebie nawzajem, w dużej mierze zależy również to, jakim społeczeństwem będziemy.

Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

17 sierpnia. Od Sobieskiego i Korfantego po Sierpień ’80. Dzień, w którym historia przyspieszała

17 sierpnia to jedna z tych dat, w których polska historia układa się w opowieść niemal filmową. Jest w niej średniowieczna wyprawa Bolesława Chrobrego, narodziny przyszłego pogromcy Turków spod Wiednia, dramat Wojciecha Korfantego, wojenne losy gwiazdy przedwojennego kina, drewniany krzyż ustawiony przez robotników Stoczni Gdańskiej i polityczne negocjacje, które w 1989 roku otworzyły drogę Tadeuszowi Mazowieckiemu do objęcia stanowiska premiera. Data dodania artykułu: 17.08.2026 05:32
17 sierpnia. Od Sobieskiego i Korfantego po Sierpień ’80. Dzień, w którym historia przyspieszała

Abp Zieliński w Piekarach: nie tylko trudne czasy są próbą. Trzeba umieć dobrze przeżyć także dobrobyt

Nie tylko bieda, kryzys czy życiowe dramaty wystawiają człowieka na próbę. Równie trudne może być dobre wykorzystanie wolności, bezpieczeństwa i materialnego dobrobytu – mówił w niedzielę, 16 sierpnia, w Piekarach Śląskich abp Zbigniew Zieliński. Metropolita poznański podczas Pielgrzymki Kobiet i Dziewcząt mówił również o zmęczeniu współczesnych kobiet, samotności, rodzinie i świecie, w którym coraz więcej czasu poświęcamy obserwowaniu życia innych, a coraz mniej ludziom stojącym tuż obok. Data dodania artykułu: 16.08.2026 20:22
Abp Zieliński w Piekarach: nie tylko trudne czasy są próbą. Trzeba umieć dobrze przeżyć także dobrobyt

16 sierpnia. Enigma, Solidarność, Madonna i śmierć Elvisa. Dzień, w którym historia zmieniała rytm

Są takie daty, które wyglądają, jakby ktoś zbyt hojnie obdzielił je historią. 16 sierpnia jest właśnie jednym z takich dni. Średniowieczni najemnicy sprzedają krzyżackie zamki polskiemu królowi, rodzi się człowiek, który po latach złamie tajemnicę Enigmy, na Śląsku wybucha powstanie, w gdańskiej stoczni rodzi się solidarność większa niż pojedynczy zakład pracy. A na drugim końcu tej opowieści są Beatlesi, Madonna, Genesis, Elvis Presley i Aretha Franklin. Data dodania artykułu: 16.08.2026 07:18
16 sierpnia. Enigma, Solidarność, Madonna i śmierć Elvisa. Dzień, w którym historia zmieniała rytm

15 sierpnia: między niebem, ziołami i mundurem. Skąd wzięło się jedno z najważniejszych polskich świąt?

Pachnące miętą, dziurawcem i polnymi kwiatami bukiety niesione do kościołów, pielgrzymi zmierzający na Jasną Górę, wojskowe mundury i pamięć o sierpniu 1920 roku. Trudno znaleźć w polskim kalendarzu drugą datę, w której religia, historia, ludowa tradycja i państwowy ceremoniał splatałyby się ze sobą tak mocno. 15 sierpnia Kościół katolicki obchodzi uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w polskiej tradycji nazywaną świętem Matki Bożej Zielnej. Tego samego dnia obchodzimy Święto Wojska Polskiego. Data dodania artykułu: 15.08.2026 08:47
15 sierpnia: między niebem, ziołami i mundurem. Skąd wzięło się jedno z najważniejszych polskich świąt?

15 sierpnia: od Cudu nad Wisłą do Woodstock. Dzień wojska, Matki Boskiej Zielnej, Napoleona i wielkiej muzyki

Są dni, które w kalendarzu wyglądają jak zwyczajna data, dopóki nie zaczniemy odwracać kolejnych kart historii. 15 sierpnia zdecydowanie do nich nie należy. Tego dnia huk dział spod Warszawy miesza się z dźwiękiem kościelnych dzwonów, zapachem święconych ziół i gitarami Woodstock. To dzień Napoleona Bonaparte, Wita Stwosza, Romana Dmowskiego, polskich żołnierzy z 1920 roku, strajkujących stoczniowców z 1980 roku, Beatlesów na Shea Stadium i setek tysięcy młodych ludzi, którzy w 1969 roku przyjechali na farmę Maxa Yasgura, by słuchać muzyki i wierzyć, że świat można jeszcze zmienić. Data dodania artykułu: 15.08.2026 08:08
15 sierpnia: od Cudu nad Wisłą do Woodstock. Dzień wojska, Matki Boskiej Zielnej, Napoleona i wielkiej muzyki

KO odjeżdża PiS, prawica się dzieli. Sondaż OGB z mocnym tomaszowskim akcentem

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się teraz, polska scena polityczna wyglądałaby zupełnie inaczej niż w październiku 2023 roku. Koalicja Obywatelska ma ponad 11 punktów procentowych przewagi nad Prawem i Sprawiedliwością, bardzo mocne wyniki osiągają dwa ugrupowania wyrosłe po prawej stronie sceny politycznej, a nad wyborczym progiem pojawia się Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Ten ostatni wynik ma szczególne znaczenie także dla Tomaszowa Mazowieckiego – kilka dni temu do stowarzyszenia dołączył prezydent miasta Marcin Witko. Data dodania artykułu: 14.08.2026 21:52
KO odjeżdża PiS, prawica się dzieli. Sondaż OGB z mocnym tomaszowskim akcentem

Zwrot w sprawie „Shreka”. Prokuratura wycofała akt oskarżenia przeciwko radnemu PSL

Internetowy żart, który urósł do rangi sprawy o majestat Rzeczypospolitej, może zakończyć się bez procesu. Prokuratura Rejonowa w Radomsku wycofała akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi Ślusarczykowi – radnemu powiatu radomszczańskiego i działaczowi PSL. Chodzi o opublikowany na Facebooku mem z Martą Nawrocką i krótkim pytaniem: „A Shrek gdzie?”. Teraz ruch należy do Karola i Marty Nawrockich. Data dodania artykułu: 13.08.2026 12:59
Zwrot w sprawie „Shreka”. Prokuratura wycofała akt oskarżenia przeciwko radnemu PSL

12 sierpnia: Wicher wraca na Bałtyk, a Słońce zgaśnie nad Tomaszowem. Dzień pełen historii i symboli

Są takie dni, kiedy kalendarz przypomina dobrze zmontowany film: jedno cięcie prowadzi spod armat siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej do Puław roku 1920, kolejne z placu w Tbilisi wprost do gdyńskiej stoczni, a finał rozgrywa się już nie na ziemi, lecz na niebie. 12 sierpnia 2026 roku jest właśnie takim dniem. Data dodania artykułu: 12.08.2026 06:32
12 sierpnia: Wicher wraca na Bałtyk, a Słońce zgaśnie nad Tomaszowem. Dzień pełen historii i symboli

Polecane

Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa

Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa

Najpierw było czerwone światło, słowo „śledztwo”, zawiadomienie do prokuratury, wielostronicowa interpelacja i publiczne pytania o możliwość wyrządzenia miastu znacznej szkody. Kilka tygodni później emocje zderzyły się z dużo mniej widowiskowym językiem prawa. Wojewoda Łódzki zakończył postępowanie dotyczące uchwały w sprawie nieruchomości przy ul. św. Antoniego 2. Nie stwierdził naruszenia prawa i nie wydał rozstrzygnięcia nadzorczego, które unieważniłoby uchwałę. Dla radnego Piotra Kucharskiego, który wokół sprawy zbudował publiczny alarm, jest to co najmniej kolejna poważna polityczna wpadka. Czy można jeszcze poważnie traktować takiego radnego? Prawo, w przeciwieństwie do Facebooka, nie operuje wykrzyknikami. Potrzebuje dokumentów, podstawy prawnej i faktów. I właśnie dokumenty okazują się tutaj najciekawsze. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 06:58 Liczba komentarzy: 1 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?

Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?

Wszystko wskazuje na to, że chora nienawiść radnych Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, której twarzą stał się w okresie ostatnich dwóch lat radny Szczepan Goska, katecheta z Olszowca, uderzy nie tyle w rodzinę radnego, którego stara się zwalczać, co w osoby niepełnosprawne i potrzebujące codziennego wsparcia. Mariusz Strzępek, będący redaktorem naczelnym naszego portalu a równocześnie radnym powiatowy9m, ostrzegał przez wiele miesięcy przed konsekwencjami działań. Koalicja Witczak - Węgrzynowski i radni, którzy ją reprezentują już wcześniej głosowała przeciwko budżetowi, w którym wprowadzano środki PFRON. Ostatnio do tej ekipy dołączył też Marek Olkiewicz. Data dodania artykułu: Wczoraj, 10:49 Liczba komentarzy: 2 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Gaz znów drożeje w Europie. Ormuz i wojna podbijają ceny przed zimą. Co z rachunkami w Polsce? IMGW ostrzega Tomaszów. Nadciągają ulewy i burze. Możliwe 60 mm deszczu AI w firmie? Najpierw RODO, potem zakup. UODO publikuje checklistę dla małych i średnich przedsiębiorstw „Dlaczego on może, a ja nie?”. Dzieci wolą karę niż nierówne traktowanie Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa Bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia w Tomaszowie Mazowieckim już 17 sierpnia 17 sierpnia. Od Sobieskiego i Korfantego po Sierpień ’80. Dzień, w którym historia przyspieszała Dzień Lumpeksu. Kiedyś wstyd, dziś moda, biznes i ratunek dla domowego budżetu Abp Zieliński w Piekarach: nie tylko trudne czasy są próbą. Trzeba umieć dobrze przeżyć także dobrobyt „Najważniejsza kariera kobiet”? Mocne słowa abp. Przybylskiego w Piekarach o rodzinie, emancypacji i aborcji Ponad 5,3 mln zł na turystyczny projekt w Poświętnem. Powstanie szlak i filmowa przestrzeń Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa

Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa

Najpierw było czerwone światło, słowo „śledztwo”, zawiadomienie do prokuratury, wielostronicowa interpelacja i publiczne pytania o możliwość wyrządzenia miastu znacznej szkody. Kilka tygodni później emocje zderzyły się z dużo mniej widowiskowym językiem prawa. Wojewoda Łódzki zakończył postępowanie dotyczące uchwały w sprawie nieruchomości przy ul. św. Antoniego 2. Nie stwierdził naruszenia prawa i nie wydał rozstrzygnięcia nadzorczego, które unieważniłoby uchwałę. Dla radnego Piotra Kucharskiego, który wokół sprawy zbudował publiczny alarm, jest to co najmniej kolejna poważna polityczna wpadka. Czy można jeszcze poważnie traktować takiego radnego? Prawo, w przeciwieństwie do Facebooka, nie operuje wykrzyknikami. Potrzebuje dokumentów, podstawy prawnej i faktów. I właśnie dokumenty okazują się tutaj najciekawsze.
Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?

Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?

Wszystko wskazuje na to, że chora nienawiść radnych Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, której twarzą stał się w okresie ostatnich dwóch lat radny Szczepan Goska, katecheta z Olszowca, uderzy nie tyle w rodzinę radnego, którego stara się zwalczać, co w osoby niepełnosprawne i potrzebujące codziennego wsparcia. Mariusz Strzępek, będący redaktorem naczelnym naszego portalu a równocześnie radnym powiatowy9m, ostrzegał przez wiele miesięcy przed konsekwencjami działań. Koalicja Witczak - Węgrzynowski i radni, którzy ją reprezentują już wcześniej głosowała przeciwko budżetowi, w którym wprowadzano środki PFRON. Ostatnio do tej ekipy dołączył też Marek Olkiewicz.
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jedyny, krótki komentarz do tej informacji: głupków nie sieją. Sami się rodzą. Źródło komentarza: Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jeszcze mój dopisek. Szefostwo PiS-u w Warszawie nie panuje nad takimi, lokalnymi, debilowatymi deal-ami, jak np. to spółkowanie takiego debilowatego samorządowca Węgrzynowskiego z innym, równie debilowatym , parlamentarnym Witczakiem. Kaczor i Macierewicz: chcecie rozpier...ić PiS w naszym regionie? Źródło komentarza: Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo: z taką, lokalną, samorządową mafią, w której znajdują się te w/w samorządowe i społeczne, męty, nie wygramy. Przecież te męty społeczne dostały (niestety) społeczne poparcie od (niestety) swoich wyborców. Właśnie dlatego ten społeczny i samorządowy gnój, to jest lokalne, samorządowe odbicie tego, co dzieje się w : Kłodzku (pedofilia, zoofilia), w Karkonoszach (kasiorka 4,5 mln na "zalane" tereny na wzgórzach), Szpital Południowy w Warszawie i inne szpitale, itp., itd. Źródło komentarza: Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania? Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Należy wybudować parking wielopoziomowy Źródło komentarza: Parking przy Wandy Panfil. Kilkadziesiąt miejsc nie rozwiąże problemu wokół szpitala Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Co roku taka sama śpiewka oznakowanie nie zgodne albo jego brak przy szkole podstawowej 12 ZDP wymyślił sobie parking na samym skrzyżowaniu i wejściu do szkoły przy szkole podstawowej 9 pojazdy parkują przed samym przejściem po drugiej strony szkoły tego jest więcej ale jakoś to nikomu nie przeszkadza i oby nie doszło do tragedii bo kto będzie wtedy odpowiadał Źródło komentarza: Policja sprawdza drogi przy szkołach w powiecie tomaszowskim przed 1 września Autor komentarza: Adam N. Treść komentarza: Autora tego felietonu ponosi wyobraźnia podstrefa występuje w centrum miasta a nie na uboczu. ZDP najpierw niech zrobi porządny parking dla pracowników Policji gdzie jest są wielkie nierówności a po deszczu są wielki kałuże że nie można tam parkować. Co do mieszkańców pobliskich bloków to tam jest strefa zamieszkania i wolno parkować tylko w wyznaczonych miejscach więc nie zarządca drogi czyli Spółdzielnia nie najpierw wyznaczy takie miejsca znakami pionowymi jak i poziomymi. Źródło komentarza: Parking przy Wandy Panfil. Kilkadziesiąt miejsc nie rozwiąże problemu wokół szpitala
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama