Według autorów raportu aż 90 procent badanych deklaruje dumę z polskiej przyrody, a 87 procent uważa dbanie o nią za obowiązek każdego człowieka. To wynik znaczący nie tylko ekologicznie, ale i społecznie. W czasach, gdy niemal każda sprawa publiczna zostaje natychmiast wciągnięta w polityczny wir, natura pozostaje jednym z ostatnich miejsc, gdzie Polacy potrafią spotkać się bez partyjnego sztandaru w ręku.
Przyroda jako źródło narodowej dumy
Z badania wynika, że polska przyroda jest dla obywateli najważniejszym źródłem narodowej dumy. Wyprzedza historię, kulturę i inne symbole zbiorowej tożsamości. Najwyższy poziom dumy z przyrody deklaruje 42 procent respondentów. Historia Polski, która zajęła drugie miejsce, uzyskała wynik niższy o niemal 10 punktów procentowych.
To mocny sygnał. Polacy są dumni nie tylko z bitew, powstań, bohaterów i dat wyrytych w podręcznikach. Są dumni także z lasów, rzek, jezior, krajobrazów, ptaków, mokradeł i dzikich zwierząt. Z tego, co nie przemawia językiem wieców, lecz ciszą porannej mgły nad wodą.
W Tomaszowie Mazowieckim ten wątek brzmi szczególnie znajomo. Miasto ma przecież swoje Niebieskie Źródła, Pilicę, sąsiedztwo Spały, lasy i Zalew Sulejowski. To nie są tylko pocztówkowe dekoracje. To część lokalnej tożsamości. Kto choć raz widział pulsujące wywierzyska w Niebieskich Źródłach, ten wie, że przyroda potrafi mówić bardziej przekonująco niż niejeden polityczny manifest.
Natura poprawia samopoczucie, ale wciąż mamy jej za mało
Raport pokazuje również, że kontakt z naturą jest dla Polaków ważnym elementem dobrostanu. 89 procent badanych uważa, że przebywanie w naturalnym otoczeniu poprawia samopoczucie, a 94 procent deklaruje, że mieszka nie dalej niż 15 minut spacerem od terenów zielonych, takich jak lasy, parki czy łąki.
Mimo to aż 83 procent respondentów chciałoby spędzać więcej czasu na łonie natury. Ten paradoks dobrze znamy z codzienności. Zieleń jest blisko, ale życie często prowadzi nas gdzie indziej: do pracy, samochodu, sklepu, ekranu telefonu. Natura jest na wyciągnięcie ręki, a jednak coraz częściej staje się luksusem czasu, nie odległości.
W lokalnej perspektywie to ważna lekcja dla samorządów. Parki, skwery, ścieżki nad rzeką, dostępne brzegi Pilicy, zadbane osiedlowe zieleńce czy ochrona cennych przyrodniczo miejsc nie są ozdobnikiem miejskiej polityki. Są inwestycją w zdrowie, spokój i jakość życia mieszkańców.
Ochrona środowiska nie musi oznaczać hamulca rozwoju
Jednym z najciekawszych wniosków raportu jest to, że większość Polaków nie postrzega ochrony przyrody jako przeszkody dla gospodarki. 67 procent badanych uważa ją za inwestycję w lepszą przyszłość Polski, a 61 procent jest zdania, że sprzyja ona rozwojowi gospodarczemu. Przeciwnego zdania jest 16 procent ankietowanych.
To ważne, bo przez lata spór o środowisko zbyt często ustawiano w fałszywej alternatywie: albo przyroda, albo rozwój. Albo drzewa, albo miejsca pracy. Albo rzeka, albo inwestycje. Tymczasem coraz więcej osób rozumie, że degradacja środowiska również ma swoją cenę — zdrowotną, społeczną, ekonomiczną i wizerunkową.
Dla takich miejsc jak Tomaszów Mazowiecki przyroda może być realnym kapitałem rozwojowym. Turystyka weekendowa, rekreacja, edukacja przyrodnicza, zdrowie mieszkańców, atrakcyjność osiedleńcza — to wszystko zależy od jakości środowiska. Pilica, Niebieskie Źródła, lasy spalskie i Sulejowski Park Krajobrazowy nie są „hamulcem”. Są zasobem, którego nie da się odtworzyć uchwałą rady czy dotacją z kolejnego programu.
Prawo też mówi jasno: przyroda jest dobrem wspólnym
Ochrona środowiska nie jest wyłącznie kwestią dobrych chęci. W polskim porządku prawnym ma bardzo mocne umocowanie. Konstytucja RP w art. 5 wskazuje, że Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju. Z kolei art. 74 stanowi, że władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom.
Oznacza to, że ochrona przyrody nie jest dodatkiem do „prawdziwej polityki”. Jest jednym z jej konstytucyjnych obowiązków. Podobnie ustawa o ochronie przyrody wskazuje formy ochrony, takie jak parki narodowe, rezerwaty, parki krajobrazowe, obszary Natura 2000 czy pomniki przyrody.
W praktyce najtrudniejsze jest jednak nie zapisanie zasady w ustawie, lecz jej codzienne stosowanie. Gdy trzeba zdecydować, czy zachować drzewa przy inwestycji drogowej. Gdy planuje się zabudowę terenów zielonych. Gdy rzeka staje się ściekiem, a łąka kolejną działką pod beton. To właśnie wtedy okazuje się, czy ochrona przyrody jest wspólną wartością, czy tylko ładnym hasłem na konferencję.
„Blisko natury, daleko od polityki”
Autorzy raportu zwracają uwagę, że dla wielu Polek i Polaków troska o naturę sprowadza się przede wszystkim do indywidualnych działań: segregowania odpadów, niezaśmiecania otoczenia, dbania o ogród czy oszczędzania wody. Rzadziej łączymy ochronę środowiska z decyzjami systemowymi.
Współautorka raportu Maria Wittels oceniła, że kwestie przyrodnicze w opinii badanych często znajdują się dla polityków „gdzieś na szarym końcu”. To gorzka diagnoza, ale trudno ją zlekceważyć. Zwłaszcza że przyroda bardzo często przegrywa nie w wielkich ideologicznych sporach, lecz w drobnych decyzjach administracyjnych, planistycznych i budżetowych.
Raport pokazuje jednocześnie, że 48 procent respondentów uważa troskę o środowisko za wartość bliską ludziom niezależnie od ich orientacji politycznej. Co ciekawe, takie przekonanie częściej podzielają osoby deklarujące poglądy konserwatywne niż badani identyfikujący się z bardziej liberalno-lewicowym światopoglądem.
To może być jeden z najważniejszych wniosków. Przyroda nie musi być własnością jednej strony sporu. Nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Las nie głosuje. Rzeka nie prowadzi kampanii. Dzikie zwierzę nie zna partyjnego programu. A jednak od decyzji politycznych zależy, czy te miejsca przetrwają.
Lokalna lekcja dla Tomaszowa
W Tomaszowie Mazowieckim i okolicach rozmowa o ochronie przyrody nie jest teorią z raportu. To sprawa bardzo konkretna. Dotyczy jakości powietrza, stanu Pilicy, przyszłości Zalewu Sulejowskiego, ochrony Niebieskich Źródeł, presji zabudowy, gospodarki wodnej, zieleni osiedlowej i terenów rekreacyjnych.
Dobrze zarządzana przyroda może być jednym z największych atutów miasta. Źle traktowana — szybko stanie się wyrzutem sumienia. Bo miejsca takie jak Niebieskie Źródła nie są wieczne tylko dlatego, że istnieją od lat. Wymagają troski, mądrych decyzji i przekonania, że lokalny rozwój nie polega na zamianie każdego wolnego skrawka przestrzeni w betonową powierzchnię.
Raport More in Common Polska przypomina coś bardzo prostego, a zarazem coraz trudniejszego: wspólnota nie zawsze rodzi się przy stole politycznych negocjacji. Czasem zaczyna się na ścieżce w lesie, nad rzeką, w parku, przy źródle. Tam, gdzie człowiek przez chwilę przestaje być wyborcą, a znów staje się mieszkańcem.




Napisz komentarz
Komentarze