Samochody zmieniają się szybciej niż przyzwyczajenia ich właścicieli. Jeszcze kilkanaście lat temu kierowca, kupując używane auto, pytał przede wszystkim o stan silnika, skrzyni biegów, zawieszenia i karoserii. Dzisiaj musi interesować się również kondycją kamer, radarów, czujników, modułów sterujących, cyfrowych zegarów oraz systemu multimedialnego.
Współczesny samochód jest bowiem coraz mniej mechaniczną maszyną, a coraz bardziej skomplikowaną siecią komputerów poruszającą się po drodze.
Kierowcy najbardziej boją się rachunku z serwisu
Z badania „Za kierownicą innowacji” wynika, że 57 proc. ankietowanych obawia się kosztownych awarii wynikających z dużej liczby systemów elektronicznych.
Na drugim miejscu znalazło się cyberbezpieczeństwo. 37 proc. respondentów wskazało na możliwość przejęcia kontroli nad samochodem przez hakera. Po 30 proc. badanych obawia się szybkiego starzenia technologii oraz utraty prywatności związanej z monitorowaniem stylu jazdy.
Dla 29 proc. ankietowanych problemem mogą być rosnące koszty ubezpieczenia. Niemal jedna czwarta kierowców uważa natomiast, że nadmiar elektronicznych asystentów odbiera przyjemność z klasycznego prowadzenia samochodu.
Jedynie 7 proc. respondentów nie widzi w nowych technologiach żadnego zagrożenia.
Badanie przeprowadzono w dniach 20–30 czerwca 2026 roku na grupie tysiąca dorosłych Polaków. Zrealizował je IBRiS na zlecenie Santander Consumer Multirent.
Technologia poprawia bezpieczeństwo, ale nie jest darmowa
Obawy kierowców nie oznaczają, że Polacy odrzucają nowoczesne rozwiązania. Wręcz przeciwnie. Z innych wyników tego samego badania wynika, że dla 64 proc. respondentów największą zaletą nowych technologii jest poprawa bezpieczeństwa, a 44 proc. byłoby gotowych dodatkowo zapłacić za systemy chroniące kierowcę i pasażerów. Za szczególnie ważne uznano systemy zapobiegania kolizjom, asystentów martwego pola oraz kamery.
To pokazuje pewien motoryzacyjny paradoks. Kierowcy chcą korzystać z elektroniki, ale nie chcą ponosić nieprzewidywalnych kosztów jej naprawy.
System automatycznego hamowania może uratować życie. Kamera cofania pomaga uniknąć potrącenia dziecka lub rowerzysty. Czujnik martwego pola chroni przed zderzeniem podczas zmiany pasa. Nie można więc sprowadzać całej dyskusji do stwierdzenia, że „kiedyś samochody były lepsze”.
Problem polega na czymś innym: czy właściciel auta jest należycie informowany, ile będzie kosztowało utrzymanie tych systemów po zakończeniu gwarancji?
Niewielka stłuczka, duży rachunek
W starym samochodzie uszkodzony zderzak oznaczał zwykle naprawę blacharską i lakierowanie. W nowym aucie w zderzaku mogą znajdować się radary, czujniki parkowania, elementy systemu martwego pola oraz moduły wymagające późniejszego kodowania i kalibracji.
Podobnie jest z wymianą przedniej szyby. Jeżeli znajduje się przy niej kamera odpowiedzialna za rozpoznawanie znaków lub utrzymywanie auta na pasie ruchu, sama wymiana szkła może nie wystarczyć. Konieczna bywa również kalibracja systemów ADAS.
Według publikowanych w 2026 roku orientacyjnych zestawień cen kalibracja kamery po wymianie szyby może kosztować od około 400 do niemal 900 zł, kontrola i kalibracja systemów wspomagania kierowcy od około 480 do 750 zł, a naprawa sterownika skrzyni biegów nawet ponad 2 tys. zł. Są to ceny orientacyjne, zależne od marki, modelu samochodu, rodzaju części i stawek konkretnego warsztatu.
Jeszcze większe koszty pojawiają się przy naprawach powypadkowych. Branżowe analizy wskazują, że obecność kamer, radarów i sensorów zwiększa liczbę czynności, które trzeba wykonać po naprawie. Samo przywrócenie właściwego ustawienia systemów może wymagać specjalistycznego sprzętu, dostępu do danych producenta i dodatkowych godzin pracy.
Elektronika nie musi się zatem zepsuć sama. Wystarczy kolizja, pęknięta szyba, uszkodzone lusterko albo wymiana elementu zawieszenia, by samochód zaczął domagać się diagnostyki i kalibracji.
Zamiast przycisku — ekran i kilka kliknięć
Kierowcy zostali również zapytani o to, co najbardziej irytuje ich w nowych samochodach.
Najwięcej, bo 26 proc. respondentów, wskazało konieczność opłacania abonamentu za odblokowanie niektórych funkcji pojazdu. Dla 24 proc. najbardziej uciążliwy jest system Start-Stop.
21 proc. badanych narzeka na brak zwykłych, fizycznych przycisków i konieczność obsługi podstawowych funkcji przez ekran dotykowy. Kolejne 20 proc. wskazuje na skomplikowane i nieintuicyjne menu komputera pokładowego.
Trudno się temu dziwić. Regulowanie nawiewu albo temperatury podczas jazdy powinno być czynnością prostą i niemal automatyczną. Tymczasem w części nowych samochodów kierowca musi oderwać wzrok od jezdni, wejść do odpowiedniego menu i odnaleźć właściwą ikonę.
Miało być jak w filmie science fiction. Czasami wyszło jak w telefonie, który właśnie zainstalował aktualizację i zmienił położenie wszystkich funkcji.
Używany samochód może kryć cyfrową pułapkę
Problem będzie coraz ważniejszy również na rynku aut używanych. Nowy samochód przez kilka lat chroniony jest gwarancją. Prawdziwy test zaczyna się później, gdy pojazd trafia do drugiego lub trzeciego właściciela.
Kupujący może sprawdzić grubość lakieru, posłuchać pracy silnika i obejrzeć podwozie. Znacznie trudniej ocenić, jak długo będzie działał cyfrowy wyświetlacz, moduł komfortu, radar aktywnego tempomatu albo rozbudowany system multimedialny.
Wówczas niska cena zakupu może okazać się dopiero pierwszą ratą. Samochód tani na placu nie zawsze jest tani w utrzymaniu.
Dlatego przed zakupem coraz ważniejsza staje się pełna diagnostyka komputerowa, sprawdzenie historii błędów, działania wszystkich systemów oraz dostępności niezależnych warsztatów, które potrafią naprawić dany model.
Warto także zapytać o ceny reflektorów, kamer, radarów i elektronicznych modułów. W części samochodów pojedynczy element wyposażenia może kosztować tyle, ile jeszcze niedawno kosztowała poważna naprawa silnika.
Nie każda kontrolka oznacza katastrofę
Nie należy jednak popadać w drugą skrajność. Większa liczba systemów elektronicznych nie oznacza automatycznie, że każdy nowoczesny samochód będzie awaryjny.
O trwałości pojazdu nadal decydują jakość konstrukcji, sposób użytkowania, regularny serwis, warunki eksploatacji oraz dostępność części i oprogramowania. Niektóre systemy potrafią także wcześniej wykryć usterkę i ochronić samochód przed znacznie poważniejszym uszkodzeniem.
Raport TÜV 2026, oparty na milionach badań technicznych przeprowadzonych w Niemczech, pokazuje ponadto, że wśród częstych problemów starszych pojazdów nadal znajdują się tradycyjne usterki dotyczące oświetlenia, hamulców, zawieszenia czy wycieków z silnika i skrzyni biegów. Elektronika nie zlikwidowała dawnych problemów motoryzacji — raczej dołożyła do nich nowe.
Czy postęp technologiczny zaszedł za daleko?
Dyskusja nie powinna więc sprowadzać się do wyboru między bezpiecznym, nowoczesnym autem a pozbawionym elektroniki samochodem sprzed trzydziestu lat.
Pytanie brzmi inaczej: czy producenci zachowali właściwe proporcje między bezpieczeństwem, wygodą, trwałością i możliwością niedrogiej naprawy?
Czy kierowca naprawdę potrzebuje ekranu do ustawienia temperatury? Czy funkcja zamontowana już w samochodzie powinna być blokowana do czasu wykupienia abonamentu? Czy po zakończeniu gwarancji niezależny warsztat otrzyma dostęp do dokumentacji, części i oprogramowania? I wreszcie — czy samochód za kilkanaście lat nadal będzie w pełni sprawny, jeżeli producent przestanie aktualizować jego cyfrowe systemy?
To nie jest wyłącznie spór miłośników klasycznej motoryzacji z entuzjastami nowoczesności. To rozmowa o prawie właściciela do naprawy własnego samochodu, przewidywalnych kosztach i rzeczywistej trwałości produktu.
Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego, podobnie jak kierowcy w całej Polsce, coraz częściej stają przed wyborem: kupić nowsze auto z rozbudowaną elektroniką czy starszy, prostszy model, który może być mniej komfortowy, ale łatwiejszy i tańszy w naprawie.
A jakie są Państwa doświadczenia? Czy elektronika w samochodzie rzeczywiście ułatwia życie, czy stała się źródłem usterek i niepotrzebnych kosztów? Który system najbardziej pomaga podczas jazdy, a który najchętniej wyłączyliby Państwo na stałe?



Napisz komentarz
Komentarze