Jarosław Pązik opatrzył swój tekst wymownym tytułem: „NIEMCY rasa ‘panów’”. Przytoczył fragment przesłuchania Josefa Stolberga, zastępcy komendanta niemieckiej Schutzpolizei, czyli policji ochronnej działającej podczas okupacji w Tomaszowie Mazowieckim.
Dokument pochodzi ze zbiorów Staatsarchiv Darmstadt, niemieckiego archiwum państwowego w Darmstadt.
Nie jest to literacka rekonstrukcja ani relacja przekazywana po latach przez rodzinę jednej z ofiar. To wypowiedź człowieka należącego do niemieckiego aparatu policyjnego. Człowieka, który był obecny podczas egzekucji kilku Żydów, w tym kobiety i dziewczynki mającej około 12–14 lat.
„Chciano ich wszystkich wyprowadzić na egzekucję”
Stolberg zeznawał, że pewnego ranka, w okresie między zamknięciem tomaszowskiego getta w grudniu 1941 roku a jego likwidacją jesienią 1942 roku, został wezwany przez funkcjonariusza o nazwisku Größer.
Początkowo nie wiedział, dokąd idą. Jak twierdził, zostawił nawet pistolet w komendzie. Następnie obaj udali się do więzienia.
Dopiero tam Stolberg miał się dowiedzieć, że kilku żydowskich więźniów uznano za „bezczelnych” i postanowiono ich rozstrzelać.
Ofiarami było czterech lub pięciu mężczyzn, kobieta oraz dziewczynka w wieku szkolnym. Więźniów wyprowadzono z budynku, załadowano na policyjny wóz i przewieziono w okolice cmentarza żydowskiego.
Tam, przy murze cmentarnym, czekał już wykopany dół.
Żydzi zostali ustawieni parami lub po trzy osoby na jego krawędzi. Niemcy strzelali do nich w klatkę piersiową z odległości około pięciu metrów. Ciała wpadały bezpośrednio do ziemi.
Zeznanie Stolberga nie pozostawia miejsca na romantyczne wyobrażenia o okupacji. Nie ma w nim frontu, walki dwóch armii ani żołnierzy wykonujących zadanie wojskowe. Jest grupa uzbrojonych funkcjonariuszy i bezbronni więźniowie prowadzeni nad dół.
Dziewczynka, która nie zginęła od pierwszego strzału
Najbardziej przejmujący fragment przesłuchania dotyczy nastoletniej dziewczynki.
Stolberg zeznał:
„Uczennica w wieku 12–14 lat płakała i, jak mi się wydawało, wskoczyła do dołu, zanim została postrzelona. Być może została też otarta przez strzał oddany wcześniej w matkę. Ale nie była martwa, gdy leżała w dole. Do dziś nie wiem, kto oddał ostatni strzał do dziewczyny w dole”.
W kilku zdaniach mieści się cała anatomia zbrodni.
Najpierw mamy pozbawienie ofiar człowieczeństwa. W niemieckim języku urzędowym stają się one „bezczelnymi Żydami”, ludźmi, którzy rzekomo „źle się zachowywali”. Później pojawia się transport, wykopany dół i egzekucja. Na końcu pozostaje pytanie, kto dobił leżące w mogile dziecko.
Stolberg wymienia również innych obecnych funkcjonariuszy: Pichlera, Peipego i Wielanda. Zastrzega jednak, że nie wie, czy strzelali, czy – podobnie jak on – byli jedynie świadkami.
To rozróżnienie musiało mieć dla przesłuchiwanego znaczenie procesowe. Z moralnego punktu widzenia brzmi jednak jak próba ukrycia się za rolą obserwatora. Człowiek stojący nad dołem, w którym mordowane są kobieta i dziecko, nie znajduje się poza wydarzeniem tylko dlatego, że – według własnych słów – nie nacisnął spustu.
Niemiecka policja nie była biernym obserwatorem
Schutzpolizei stanowiła część niemieckiej policji porządkowej – Ordnungspolizei. W nazistowskim państwie policja została podporządkowana systemowi SS i stała się jednym z narzędzi okupacji, deportacji oraz masowych mordów.
Funkcjonariusze niemieckiej policji porządkowej uczestniczyli w łapankach, egzekucjach, ochronie transportów do obozów zagłady oraz likwidacji gett. Nie byli jedynie strażnikami ulic czy urzędnikami pilnującymi porządku. Stanowili jeden z filarów systemu terroru.
Zeznanie Stolberga doskonale wpisuje się w ten mechanizm. Egzekucja nie została przeprowadzona w afekcie. Nie była skutkiem wymiany ognia ani chaotycznego działania frontowego oddziału.
Więźniów wytypowano, wyprowadzono, przewieziono na cmentarz, ustawiono nad dołem i rozstrzelano. Wszystko odbyło się metodycznie. Niemal administracyjnie.
Właśnie ta rutyna jest jednym z najbardziej przerażających elementów relacji.
„Przewinieniem” było opuszczenie wyznaczonej dzielnicy
Według Stolberga ofiary zostały wcześniej zatrzymane przez patrole żandarmerii w miejscowościach położonych w sąsiedztwie Tomaszowa. Miały znajdować się poza obszarem, w którym Niemcy pozwalali przebywać Żydom.
Innymi słowy, ludzie ci mogli próbować zdobyć żywność, skontaktować się z rodziną, znaleźć schronienie albo po prostu wyrwać się z zamkniętej dzielnicy.
W okupacyjnym systemie samo pojawienie się Żyda poza wyznaczonym miejscem mogło zakończyć się śmiercią.
Według opracowania Yad Vashem, tomaszowskie getto zostało ostatecznie zamknięte pod koniec 1941 roku. Panowało w nim skrajne przeludnienie i głód. Zdarzało się, że w jednym pomieszczeniu mieszkało ponad dziesięć osób. Niemieccy policjanci zabijali ludzi próbujących przemycać do getta żywność.
Wiosną 1942 roku niemieckie służby przeprowadziły w Tomaszowie kolejne akcje wymierzone między innymi w żydowską inteligencję, działaczy politycznych, członków Judenratu i osoby podejrzewane o przemyt. Mordy te poprzedzały ostateczną likwidację getta.
Relacja Stolberga może dotyczyć jednej z egzekucji przeprowadzonych właśnie w tym okresie. Bez odnalezienia pełnego protokołu przesłuchania i dodatkowych dokumentów nie należy jednak przesądzać dokładnej daty ani tożsamości ofiar.
Tomaszowskie getto przed zagładą
Przed wojną społeczność żydowska stanowiła ważną część Tomaszowa Mazowieckiego. Żydowscy mieszkańcy byli kupcami, rzemieślnikami, lekarzami, nauczycielami i robotnikami. Tworzyli organizacje społeczne, szkoły, instytucje religijne i życie kulturalne miasta.
Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej zostali stopniowo pozbawieni praw, majątku i możliwości swobodnego poruszania się.
W czerwcu 1940 roku, po napływie uchodźców z innych miejscowości, w Tomaszowie przebywało około 16,5 tysiąca Żydów. Niemcy nakazali im przenieść się do getta, które początkowo obejmowało kilka oddzielnych części miasta.
Jesienią 1942 roku rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta. Ludność żydowską zgromadzono, a następnie wywieziono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Według różnych opracowań deportowano około 14–15 tysięcy osób. Wielu ludzi zamordowano jeszcze w Tomaszowie podczas samej akcji wysiedleńczej.
Część pozostawionych przy życiu Żydów skierowano do pracy przymusowej. Kolejne grupy mordowano lub deportowano w następnych miesiącach.
W archiwum łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej zachowały się także akta śledztwa dotyczącego zbrodni popełnionych na Polakach i Żydach w obozie pracy w Zawadzie pod Tomaszowem. Materiały obejmują między innymi protokoły przesłuchań świadków, dokumenty dotyczące więźniów oraz informacje o kadrze obozu.
Ideologia, która pozwalała zabijać dzieci
Tytuł użyty przez Jarosława Pązika – „rasa panów” – odsyła do jednej z podstaw ideologii narodowego socjalizmu.
Naziści głosili, że ludzie dzielą się na rasy wyższe i niższe. Niemców uznawali za część rzekomej rasy aryjskiej, stojącej na szczycie hierarchii. Żydów przedstawiali natomiast jako biologicznego i politycznego wroga, którego należało usunąć ze społeczeństwa, a następnie fizycznie zgładzić.
Nie była to nauka, lecz pseudonaukowa ideologia oparta na uprzedzeniach, propagandzie i fałszywych teoriach rasowych. Stała się jednak podstawą ustaw, prześladowań, deportacji i ludobójstwa.
W tym sensie egzekucja przy tomaszowskim cmentarzu nie była odosobnionym „wybrykiem” kilku zdemoralizowanych policjantów. Była lokalną realizacją polityki państwa niemieckiego.
Ideologia odbierała ofiarom status ludzi. Biurokracja wskazywała, kogo należy zamknąć. Policja zatrzymywała. Funkcjonariusze przewozili skazanych. Ktoś kopał dół. Ktoś wydawał rozkaz. Ktoś strzelał. Ktoś później tłumaczył, że tylko patrzył.
Tak działał system.
Od Tomaszowa do walczącej Warszawy
Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17. Trwało 63 dni, do 2 października. Było największą akcją zbrojną polskiego podziemia przeciwko niemieckiemu okupantowi. Tegoroczne uroczystości odbywają się w 82. rocznicę jego rozpoczęcia.
Warszawa była innym miejscem i innym etapem okupacji niż Tomaszów z lat 1941–1942. Łączył je jednak ten sam aparat państwa niemieckiego oraz ta sama pogarda wobec ludności podbitej.
Zbrodnie popełniane podczas tłumienia powstania – masowe egzekucje cywilów, mordowanie rannych, wypędzenie ludności i planowe niszczenie miasta – nie pojawiły się nagle w sierpniu 1944 roku.
Poprzedzały je lata terroru.
Były egzekucje w lasach, więzieniach, na cmentarzach i pod murami. Były likwidacje gett, deportacje, pacyfikacje wsi oraz zabijanie ludzi za złamanie niemieckiego zakazu, próbę zdobycia żywności albo nieokazanie wystarczającego posłuszeństwa.
Świadectwo z Tomaszowa pozwala lepiej zrozumieć, przeciwko jakiemu państwu i jakiemu systemowi wystąpili warszawscy powstańcy.
Pamięć zaczyna się od konkretnych ludzi
Rocznice wielkich wydarzeń historycznych łatwo zamienić w zestaw symboli: flaga, syrena, wieniec, oficjalne przemówienie.
Są one potrzebne, ale nie mogą zastąpić wiedzy.
Pamięć historyczna zaczyna się od konkretnego miejsca i konkretnej ofiary. Od dziewczynki leżącej rannej w dole przy cmentarzu żydowskim w Tomaszowie Mazowieckim. Od jej matki. Od kilku mężczyzn, których rozstrzelano, ponieważ niemiecki funkcjonariusz uznał, że byli „bezczelni” albo znaleźli się poza miejscem wyznaczonym im przez okupanta.
Nie znamy ich nazwisk. Nie wiemy, z jakich miejscowości pochodzili. Nie wiemy, czy dziewczynka chodziła wcześniej do jednej z tomaszowskich szkół, czy wraz z rodziną została wypędzona z innego miasta.
Wiemy natomiast, że zostali zamordowani.
Wiemy również, że po latach jeden z obecnych przy zbrodni policjantów potrafił opisać ustawienie ofiar, odległość strzału oraz zachowanie dziecka. Nie potrafił – albo nie chciał – wskazać, kto oddał ostatni strzał.
Być może właśnie dlatego takie źródła są tak ważne. Pozbawiają niemiecką okupację bezpiecznego dystansu. Pokazują ją nie jako abstrakcyjną historię wielkich armii i politycznych decyzji, lecz jako spotkanie uzbrojonego funkcjonariusza z płaczącym dzieckiem stojącym nad wykopanym dołem.
I przypominają, że za słowami o „rasie panów” kryła się nie żadna wielkość, lecz przemoc, tchórzostwo i moralny upadek.
Źródło cytowanego fragmentu przesłuchania: Staatsarchiv Darmstadt. Tekst i dokument zostały przedstawione przez Jarosława Pązika, tomaszowskiego regionalistę oraz autora publikacji historycznych.



Napisz komentarz
Komentarze