Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:17
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Tajlandia - dalej na południe!

Kontynuujemy cykl felietonów Michała Przybylskiego z jego podróży dookoła świata, w jaką wybrał się prawie rok temu. Od tego czasu dosyć regularnie opisuje nam, często bardzo egzotyczne, miejsca, do których trafia, zwyczaje i charaktery ludzi. Dzisiaj ciąg dalszy pobytu w Tajlandii

TESCO: PO CO KOMBINOWAĆ JAK MOŻNA SIE POTARGOWAĆ?

 

W Khao Lak, trafiłem na idealną pogodę przez cały czas pobytu. Na wyspie Phukhet, też udało mi się odwiedzić kilka plaż. Nie ominął mnie również deszcz. Musiałem udać się również na zwiedzanie. Tyle, że nie żadnej typowej atrakcji turystycznej, od których w Tajlandii aż się roi, ale zwykłego Tesco. W zaśmiecającej regularnie skrzynki pocztowe gazetce, znalazłem namioty za 300 - 400 bahtów (30-40zł). Niby nie najlepszej jakości, ale mnie tylko nowy stelaż był potrzebny. Za taką cenę, mogłem kupić cały namiot i wziąć sam stelaż. Jakoś się tak złożyło, że jak tylko wszedłem do sklepu, zmieniłem tok myślenia. Po co kupować coś co mi nie jest potrzebne? A jesli kiedyś nawet okaże się przydatne to co? Tachać ze soba tysiące kilometrów aż się w końcu przyda?

 

Trzymając w ręce nie pasujący do mojego przenośnego domu zestaw rurek za 100 bahtów, zapytałem pana obsługującego dział sportowy czy da się kupić sam stelaż bez całego namiotu. Po jego, mało ekspresyjnej, gestykulacji, rozkminiłem, że nie było takiej możliwości. Przez pół godziny próbowałem negocjować. Nic. W końcu, zawołali osobę mówiącą po angielsku. A nie dałoby się tego jakoś przełożyć? O, samego stelażu do tego opakowania z rurkami. Kod się zgadza, zawartość, mniej więcej też - no przepisać po prostu trzeba i na papierze wyjdzie perfekcik. Pan pokręcił nosem, no ale, zabezpieczone przecież jest. To co? Kod kreskowy się liczy. Można rozciąć. Po kilku dalszych minutach, okazało się, że zostało mi w kieszeni 200 bahtów - sięgnąłem jeszcze po słuchawki do laptopa za 60 bahtów (6zł.) i zapas kawy dla moich gospodarzy. W sumie, jak to w supermarkecie - zamiast robić zamieszanie, sam mogłem przekleić kod, ale po co, skoro uczciwie można się potargować?

 

CEL: KRABI

 

Przyszła pora dalszej ewakuacji spod monsunowych chmur. Po bardzo długich, trwających kilka godzin pożegnaniach z Aleksem i Julią, pojechałem wreszcie oddać malutki, automatyczny skuter, na którym o mało się na początku nie zabiłem, zapominając, że tylny hamulec nie znajduje się pod stopą tylko przy manetce. Nie lubię automatów - nie mam do nich zaufania, ale w Tajlandii są jak znalazł. Drogi są dobre, choć czasem zakorkowane, więc wachlowanie biegami jest nie tylko zbyteczne, ale i niewygodne. Po oddaniu skuterka, songthaewem, dotoczyłem się do głównej drogi. Stanąłem zaraz za rondem z wystawionym kciukiem i.... czekałem ponad godzinę aż zatrzymał się pickup, którego kierowca, nie tylko mówił po angielsku, ale jeszcze wiedział co to jest hitch-hiking. W Tajlandii, nie ma pojęcia autostopu, ale z darmowym transportem jest jak w innych krajach..... gdzie są drogi i jakieś pojazdy, tam da się je zatrzymać ;-). Mój kierowca, zanim się zatrzymał minął mnie, podjechał kilka kilometrów do najbliższego U-turna, i zawrócił.

 

W następnym punkcie, udało mi się zatrzymać Mae - również z odzysku, tj. również mnie wcześniej minęła i zawróciła. Ta 48-letnia kobieta wydała mi się tak zwariowana, że pierwszy raz na tajskiej drodze, podniósł mi się poziom adrenaliny. Do tego, oczywiście, znowu zaczęło padać. Mae co chwila krzyczała Wooooow - wypadek, patrzcie, wypadek, najdelikatniej jak tylko można mając buty z obcasem naciskając na hamulec. A, że auto miała mocne, to i gaz rzucał porządnie do tyłu. Aż się przypiąłem pasami do siedzenia. Przypomniały mi się Zintra i Sanita z Łotwy, które rok wcześniej przewiozły mnie aż spod polsko-czeskiej granicy do połowy Austrii. Sanita przejechała miejsce, w którym chciałem wysiąść, krzyknęła ooooopssss, zahamowała z lekkim piskiem, najzwyczajniej w świecie wrzuciła wsteczny i cofnęła kilka kilometrów do mojego parkingu. Normalka, gdyby nie to, że była to jedna z tych wielkich austriackich autostrad.

 

Kilkadziesiąt kilometrów od Krabi, Mae zrobiła to samo. Gwałtownie zahamowała, cofnęła na dwupasmowej drodze i odbiła w lewo w jakąś ciasną, boczną dróżkę. Kiedy parkignowy pomógł jej wylawirować pomiędzy ciasno ustawionymi autami, powiedziała, że idziemy coś przekąsić. Świetnie, tylko po co gdzieś zniknęła, by po chwili wyskoczyć w zupełnie innym stroju? No tak, w końcu byliśmy na weselu. Po przejściu przez szkolne boisko, przywitaliśmy się z parą młodą. Wpisaliśmy się na listę gości, zaliczyliśmy szybki posiłek i wróciliśmy do samochodu.

 

 

 

 

 

Pół godziny później byłem już w Krabi. Znowu morze i znowu skały wystające z ziemi. Gdyby nie ten deszcz, skusiłbym się na kilka dni kempingu na łonie natury. Tak, nie mam motywacji. Zresztą, już samo to, że Krabi jest w Taljandii, demotywuje mnie do jakichś ekstrawaganckich wyzwań. A może przyjąłem tajski styl życia? Żebym jeszcze tylko mógł zarabiać jak oni - bez zbytniej pracy, np. z kokosów, które sobie tak same rosną i same spadają co jakiś czas z drzewa.

 

W Krabi, skontaktowałem się z Kathrine, która pracuje jako instruktorka jogi. Na potrzeby moje i 3 innych couchsurferów z Nowej Zelandii, odstąpiła nam swój domek twierdząc, że nie pomieścilibyśmy się w 5 osób. Faktycznie - w jednopokojowym domku na palach, ciężko byłoby się nam normalnie poruszać. Na noce, wyprowadzałem się ze śpiworem na werandę.

 

Niestety, mimo, że znaleźliśmy się w regionie dysponującym, podobno, najfajniejszymi plażami w Tajlandii, przez deszcz, nie udało nam się popływać. Na poprawę pogody czekaliśmy przez trzy dni. Nic z tego, wyjechaliśmy wszyscy tego samego dnia. Nowozelandczycy na północ, ja dalej, na południe. Dzięki temu, że - jak to w kraju o kształcie tubki bywa - mijaliśmy się, miałem okazję bez pytania Googli dowiedzieć się ciekawych rzeczy na temat miejsc, w które się wybieram.

 

REJON KONFLIKTU: OMINĄĆ CZY JECHAĆ?

 

Kierując się do Malezji, ze względu na zagrożenie zamachami terrorystycznymi, zaleca się omijać południowo-wschodnie prowincje Patani, Narathiwat, Songkhla i Yala. Jak dla mnie, brzmiało to jak zachęta.

 

Jedną z nich była rekomendacja, a właściwie to demotywacja do podróży przez południowy-wschód, którą słyszałem wcześniej od wielu osób. Otworzyłem w końcu laptopa, zapytałem googli i:  "Nie zaleca się jednak przebywania w rejonach przygranicznych z uwagi na wybuchające okresowo konflikty etniczne (szczególnie w czterech prowincjach przy granicy z Malezją – Yala, Songkhla, Narathiwat i Pattani)"

 

Informacje bieżące z poszczególnych miast też nie zachęcały. Przez konflikt we wschodniej części pogranicza Malezji z Tajlandią, odwiedzanie tego regionu nie jest szczególnie polecane turystom. Może być ciekawie, jadę - pomyślałem! Po drodzę do Hat Yai, nic ciekawego, jednak, nie zauważyłem poza kilkoma atrakcjami turystycznymi, które udało mi się zwiedzić z dwiema młodymi Tajkami z Bangkoku, które zgodziły się podwieźć mnie kawałek.

 

W Tajlandii, na każdej drodzę, co kilkaset metrów są niebieskie znaki kierujące do, podobno, ciekawych miejsc. Życia by nie starczyło by je wszystkie objechać. Pierwszym z nich były źródła termalne, a właściwie będący albo w trakcie budowy, albo rozkładu malutki zagospodarowany obszar wokół kilku zbiorników z gorącą, bijącą z ziemi wodą. Niestety, była zbyt gorąca żeby się w niej kąpać. Za przejście naokoło głównego basenu zmarnowałem 50 bahtów (5zł.).
 

  

 

 

 

Kolejne miejsce było ulokowane na terenie parku narodowego. Cena za wstęp: 20 bahtów..... dla Tajów z informacją po tajsku. Widniejąca obok informacja po angielsku brzmiała: zachodnie dziecko: 100 bahtów, zachodni dorosły: 200 bahtów. W sumie to tylko 10 razy więcej - nie tak źle. Mogłem się targować, ale nie chciałem robić zamieszania przy osobach, które mnie wiozły.

 

Poczekałem i w międzyczasie zjadłem smażone pad thai za 40 bahtów. Może dzięki temu, bilet do kolejnych źródeł dostałem gratis. Weszliśmy do zatłoczonego, piętrowego baseniku z w miarę ciepłą wodą naszpikowaną fluorem, pomoczyliśmy pośladki i pojechaliśmy dalej. Panie wysadziły mnie na obwodnicy Trang. Znów, musiałem pościgać się trochę z zachodzącym słońcem. Najpierw zatrzymał się kierowca Songthaewa, który odstawił mnie na właściwy zjazd. Później, mili starsi państwo, podrzucili mnie kawałek dalej. Kiedy już było zupełnie ciemno, choć napisałem na kartcę nazwę miasta, do którego jechałem spotkać się z bardzo ważną dla mnie osobą z couchsurfingu. Zacząłem ozglądać się za miejscem, w którym mógłbym się przespać. W końcu, cud - zatrzymał się pickup. Kierowca, chociaż nie mówił po angielsku, zadzwonił do znajomego. Ten powiedział mi, że Kosum jedzie tylko kawałek od miejsca, w którym mnie wziął, ale ponieważ jest noc i jest "niebezpiecznie", zawiezie mnie do Hat Yai. Kilka razy upewniał przy tym się czy faktycznie mam się z kimś na miejscu spotkać.

 

Barry z USA, zachęcił mnie do wizyty u siebie pisząc, że ma polskie korzenie i, że niewiele ponad 10 lat temu, zjeździł wszystkie kontynenty, oprócz tej bryły lodu, która ledwo się trzyma południowego bieguna. Dlaczego, w wieku 60-lat, postanowił osiedlić się w małym mieszkanku w Tajlandii? Po pierwsze, powiedział, że nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, po drugie...... scena, podziemna scena, oferująca wszystko za niewygórowane pieniądze. Jak to powiedziała Ursula, chyba faktycznie jestem za młody na Tajlandię. Wrócę do tego kraju dopiero po 70-ce, jak będę miał emeryturę i hajtnę się z 18-letnią Tajką. Barry okazał się też być prawdziwą encyklopedią podróżniczą. Odwiedzając niektóre miejsca, zapamiętujemy nazwy małych wiosek, które nigdy nam się w życiu nie przydadzą. Z Barrym rozmawialiśmy bez żadnych wprowadzeń, tłumaczeń czy wyjaśnień - na tych samych falach.


- A co zrobisz jak ci się ląd skończy?
- Coś wymyślę ;-).
- Wszystko da się zrobić. Uda Ci się!


Wyjechałem z Hat Yai pokrzepiony, ale mając już nieco dosyć Tajlandii. Nie chciało mi się szukać wylotu z miasta wiedząc, że pociąg do Pattani będzie mnie kosztował 20 bahtów (2 zł). Akurat w drodzę na stację, zadzwonił do mnie Tom, któremu też wysłałem couchrequesta. Zaproponował kawę, podczas której zmieniłem zdanie. Widząc, że ma samochód i wiedząc, że tego dnia nie pracował, poprosiłem o odstawienie mnie na drogę wylotową. Przejechałem w stronę Pattani. Już na granicy prowincji policyjno-wojskowy checkpoint z pachołkami ustawionymi w taki sposób, że slalomem pomiędzy nimi trzeba było jechać.

 

 

 

Panowie żołnierze uzbrojeni i doposażeni po same uszy. I to nie w jakieś prowizoryczne pukawki. Cały ich sprzęt aż świecił od nowości jak psu oczy. Niektóre punkty kontrolne urządzone są bardzo swojsko i gustownie. W ramach, kamuflażu, pełni wyobraźni Tajowie, użyli między innymi doniczek z młodymi sadzonkami palmam bananowych. Tylko po co kamuflować coś co wypadałoby widzieć z daleka bo trzeba przed tym zwolnić?

 

Przy jednej z takich budek zrobiłem sobie przerwę. Wyrywkowa kontrola przejeżdżających samochodów była bardzo dokładna i skierowana głównie przeciwko muzułmańskim Malajom. To właśnie ich Tajowie winią za zamachy, które w tej części kraju mają co jakiś czas miejsce. Prawdy zapewne nigdy się nie dowiemy bo Tajlandia wydaje się, ogólnie, nie lubić swoich sąsiadów.

 

Przejechałem do Narathiwat, i dalej do Tak Bai, w którym 2004 to właśnie "pilnujący porządku" żołnierze zrobili małą masakrę. Obecnie, oprócz wspomaganych przez wojsko, "wuefistów" pilnujących ruchu, miasto sprawia wrażenie nieco ospałego. Niestety, przez granicę w tym miejscu nie chcięli mnie przepuścić. To lokalne przejście, usłyszałem. Jedź Pan do [znowu jakaś skomplikowana nazwa].

 

Ponad dwie godziny zajął mi dojazd do Songai Kolok, ale za to wszyscy spotkani po drodzę ludzie byli bardzo przyjaźni, uśmiechnięci i pomocni. To jest właśnie plus regionów, które turystom odradza się odwiedzać - naturalna ciekawość i otwartość. Coś, czego bardzo długo mi brakowało. Faktycznie, lepiej nie odwiedzać tego miejsca - zagrożenie atakiem wisi w powietrzu w takim samym stopniu jak zagrożenie wybuchem w (centy)metrze warszawskim, ale skutki lawiny turystów mogłyby być nieodwracalne. Do Songai Kolok dojechałem po zmroku. Przed opuszczeniem Tajlandii, musiałem zrobić małe zakupy tytoniowe.

 

Wszedłem więc do centrum, w którym...... nie.... nie mogłem pojąć co się dzieje. Tajska logika? Z jednej strony, pełno posterunków w postaci "zakamuflowanych" worków z piasku, za którymi siedzi wojsko, zamaskowanych oddziałów specjalnych łamiących w swoich minivanach wszystkie przepisy drogowe, i oddziałów "szturmowych" na skuterkach.

Gdzie Hummer nie może tam skuter pośle.

 

Zaraz obok tego całego militarnego galimatiasu, stoi sobie jedna agencja towarzyska na drugiej. Z jednej strony skarżą się na zamachy, z drugiej, Sungai Kolok jest przygranicznym miasteczkiem zabawowym dla mieszkańców bardziej restrykcyjnej w tej kwestii wschodniej części Malezji. Fakt, zamachy terrorystyczne są nielegalne, więc porządku pilnować trzeba, ale prostytucja również jest w "Krainie Uśmiechów" oficjalnie zabroniona. Wojsko? Policja? No cóż - tajska logika.

 

Zabawowa dzielnica Songkai Kolok jest jednym z pilniej strzeżonych przez wojsko miejsc. No cóż - w końcu trzeba pilnować porządku publicznego.

 

Znalazłem tani pensjonat, którego obsługa bardzo się zdziwiła, że oprócz pokoju, nie chciałem dodatkowej usługi, eufemistycznie zwanej masażem i zostałem na dwa dni żeby rozejrzeć się po, jak się okazało, kolejnym surrealnym miejscu, w które trafiłem.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama