Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 21:40
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Tajlandia (Mae Sot) - Azja w pigułce?

Chiang Rai i Chiang Mai potraktowałem sobie trochę jako kulinarno-kulturowe wprowadzenie do Tajlandii. Po zupkowo - naleśnikowo - kanapkowej monotonii Laosu, oglądając przez kilka pierwszych dni ofertę ulicznych straganów oferujących małe porcje wszystkiego co da się strawić, czułem się trochę jak Pawlak i Kargul w Chicago. Dzięki Fon, dowiedziałem się, że na tajskich weselnych bufetach nie ma zamkniętej listy gości, określiłem moje preferencje smakowe w nowym kraju, spróbowałem restauracyjnego jedzenia z prawdziwego zdarzenia, nacieszyłem podniebienie smakiem espresso ristretto z porządnego, dwukolbowego ekspresu La Cimbali, popisując się przy tym znanymi mi sposobami przyrządzania kilkuwarstwowej kawy i poszperałem w znajdującej się na zapleczu lodówce, w której światło przysłonięte było ciekawie wyglądającymi owocami, warzywami i gotowymi przysmakami. Do tego, Fon dbała od czasu do czasu żebym nie przepełnił żołądka.
Kliknij aby odtworzyć
Drogi użytkowniku! Wykryliśmy, że korzystasz z programu blokującego reklamy w przeglądarce (AdBlock lub inny). Dzięki reklamom oglądasz nasz serwis za darmo. Prosimy, wyłącz ten program i odśwież stronę.

 

Mój następny punkt był bliżej nieokreślony. Kryteria, które przyjąłem podczas wyszukiwania kanapy to:

 

     - kierunek południowy (wypadałoby wreszcie jakoś konkretnie pojechać)
     - ciekawa osoba (w krajach gdzie można znaleźć tanie zakwaterowanie stałem się 
       wybredny w poszukiwaniu hostów)
     - czas na dojazd: jeden dzień (nie ma się co spieszyć).

 

Włączając couchsurfingową opcję wyszukiwania według mapy, wybrałem prowincję o bardzo ciekawie i śmiesznie brzmiącej nazwie TAK - jedynego miejsca w Krainie Uśmiechów, którego nazwę mogłem bez żadnych problemów wymówić..... Pobożne życzenie. Tajowie mogliby być mistrzami przekonującego potakiwania. Nasze rodzime, krótkie "tak, tak", czy nawet TAK, jakby nie patrzeć, brzmi nieco zdawkowo. Co innego w Tajlandii - nazwę TAK, wymawia się tutaj bardzo mocno przeciągając środkową samogłoskę i dając do tego ton "w dół", co skutkuje, że brzmi ona mniej więcej TAAaaak.

 

 

W drodzę do miejsca, którego nazwę da się wymówić.... taaaaaa(k).

 

Miałem szczęście - praktycznie od razu po wysłaniu pierwszej kanapoprośby, odezwał się pochodzący z Indonezji Freddie, którego poznałem jeszcze na jednym ze spotkań couchsurferów w Chiang Mai. Ciekawa osoba z ciekawego kraju. Pierwszą rzeczą było jednak dostanie się do Mae Sot, w którym Freddie pracuje jako etatowy wolontariusz.

 

Po czułych pożegnaniach z Fon, Christinne, Sky'em i Victorem, zszedłem sunącą stromo w dół drogą. Przez chwilę pomyślałem sobie, że fajnie byłoby tędy zjechać zimą na nartach. Tyle tylko, że dawno nie jeździłem na nartach. Poza tym, większość Tajów nie ma pojęcia co to zima. Nie mówiąc już o wiośnie, lecie czy jesieni. W tej części świata jedyne pory, które się rozróżnia to sucha, deszczowa i obiadowa. Na superhighway'u łączącym Chiang Mai z Bangkokiem, stałem w jednym miejscu chyba z 3 godziny. Pomimo czterech pasów i dużego ruchu, wszyscy, którzy się zatrzymali,wjeżdżali do miasta. Nikt nie chciał mnie zabrać nawet do następnego zjazdu.

 

Super highway numer 1 byłby na prawdę super gdyby omijał miasta.

 

Jeden ze starszych panów, który zjechał na pobocze, otworzył szybę i zapytał skąd jestem. Po usłyszeniu odpowiedzi, że z Polski, powiedział, żebym sobie poszedł na autobus i odjechał. Nie powiem - trochę mnie to zakłopotało. W jeszcze większą konsternację wprawiło mnie to, że pan wrócił po kwadransie i zaoferował, że jednak podwiezie mnie ten kawałek. Może pojechał do sklepu z mapami zapytać się gdzie jest Polska..... Niestety, podobnie jak inni kierowcy, zjechał do miasta. Znowu musiałem poczekać kilkanaście minut. Zatrzymała się para jadąca na lotnisko. Kierowca, stwierdził jednak, że wywiezie mnie znacznie dalej - poza rogatki. Kiedy wyskakiwałem z samochodu, dostałem butelkę wody i bardzo entuzjastyczne życzenia na drogę wypowiedziane w taki sposób jakby autostopowy dojazd do Mae Sot był porównywalny z autostopową misją na Marsa. 

 

Za wylotem, nie musiałem już długo czekać. O ile, w Chiang Mai, wydawało mi się, że autostop w Tajlandii nie jest jednak taki łatwy, o tyle już poza miastem, praktycznie od razu zatrzymał się stary Nissan pickup z trzema młodymi facetami, którzy podwieźli mnie do Lamphun. Tam, stojąc na rozwidleniu dróg, zaraz za światłami, znów, praktycznie od razu, zatrzymał się kolejny, nowszy pickup z rodziną siedzącą w środku. Na pacę, przetoczyłem się kolejne kilkadziesiąt kilometrów do Lampang, gdzie napotkałem malutką powódź, która powstała po króciutkim, ale dość obfitym deszczu. Łapanie za światłami w wodzie po kostki nie wchodziło w grę. Musiałem odejść kawałek albo..... wejść na pas zieleni między jezdniami. Trochę nie po tej stronie, ale dzięki temu, nie miałem problemu z wdrapywaniem się na pakę kolejnego pickupa.

 

Powodzi się w Tajlandii od czasu do czasu.

 

Tym razem, kierowca jechał do Bangkoku. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie ściąć sobie od razu drogi konkretnie na południe - do stolicy. Sęk w tym, że w Mae Sot, czekał na mnie już Freddie. Kierowca podrzucił mnie do Tak i po upewnieniu się, czy chcę zostać w stolicy prowincji czy odbić w stronę Birmy, odstawił mnie na właściwe skrzyżowanie. Dalszy autostop był już pestką. Tym razem, zatrzymałem kolorową ciężarówkę. Patrząc na niektóre autobusy, tuk-tuki, puszkobusy (songthaewy), gołym okiem widać, że Tajowie mają w sobie coś z Hindusów. W sumie, Azja Południowo-Wschodnia to taki południowy, dalekowschodni i trochę Pacyficzny misz-masz.

 

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy po przyjeździe do ciemnego już Mae Sot był ogromny meczet zbudowany niedaleko chińskiej świątyni. Zanim skontaktowałem się z Freddiem, znalazłem knajpkę, w której za 30 bahtów (3 zł.), dostałem wielką porcję smażonego ryżu. Przy okazji, na zapleczu, mogłem zrobić sobie też tatuaż. Kolejny przykład misz-maszu pomiędzy Azją Południową a Dalekim Wschodem - multibiznes. Nie zdziwiłbym się gdyby oprócz jedzenia i malowania rozmaitych części ciała, właściciel oferował również pranie pojazdów, mycie ubrań i jednodniowe wycieczki na księżyc.

 

Wiekszość osób w Mae Sot to birmańska mniejszość muzułmańska.

 

Freddie, pracujący dla organizacji VSO (Volunteering Overseas) , swój 6-miesięczny kontrakt w Tajlandii spędza na obsłudze systemu komputerowego w ośrodku dla uchodźców z Birmy. Na noc, schodzi do swojego drewnianego domku zbudowanego na palach, który w odróżnieniu od wielu innych tego typu konstrukcji w tej części świata, posiada zabudowaną łazienkę z podgrzewanym prysznicem, kuchnię i router z superszybkim wifi. Podobnie jak ja, Freddie lubi podróżować i jeść. A, że mamy podobne gusta, na śniadanie, zostałem zabrany do muzułmańskiej knajpki, gdzie pierwszy raz od kilku miesięcy dostałem chleb - prawdziwy, wypiekany na miejscu chleb typu naan. Do tego samego miejsca wróciłem w porze drugiego śniadania. Niestety, jakby się mogło wydawać, bardzo tani "chleb powszedni" (15 bahtów za kilka kawałków ciepłego naanu i dobrze przyprawionego curry), okazał się być towarem nie takim powszednim, a wręcz luksusowym. Muzułmanie w Mae Sot, naan, ciapati i roti pieką i spożywają na potęgę. tyle, że można go dostać niestety jedynie pomiędzy 6 a 9 rano. Przez kolejne dni, z Freddiem widziałem się jedynie rano i wieczorem.
 

Życie "o chlebie i wodzie", może czasem oznaczać bardzo luksusowy styl życia.

 

Podczas dnia, miałem jednak inne towarzystwo w postaci imigrantów i uchodźców z Birmy, dzięki którym, skupiające na malutkiej powierzchni żyjących obok siebie przedstawicieli wielu różnych kultur, Mae Sot, okazało się być moim ulubionym miejscem w Krainie Uśmiechów. Gdzie indziej, obok południowoazjatyckiej świątyni, stoi świątynia chińska i meczet? Gdzie indziej, ulice zdobią nie tylko kolorowe kokardki, ale do tego tradycyjny makijaż birmańskich kobiet i mężczyzn? Gdzie indziej, widząc białego przechodnia, nikt nie krzyczy "falang"? Nie to, żebym miał coś przeciwko podejściu Tajów do obcokrajowców, ale słowo "falang" czasem brzmi dla mnie nieco jak "nigga". Po prostu, mimo braku złych intencji, nadal podkreśla ono odmienność a po dłuższym czasie w Azji, przychodzi czasem ochota by zniknąć choć na chwilę w tłumie. Mae Sot, mimo, że małe rozmiarowo, z pewnością jest tego typu miejscem.

 

W Mae Sot, nawet jakby założyć piuropusz wodza i lateksową mini-spódniczkę Jolanty R., możnaby wmieszać się w tłum.


O dziwo, większość uciekinierów doskonale mówi po angielsku. O dziwo też, większość z nich jest w Mae Sot nielegalnie. Pierwszego dnia poznałem Ismaila - byłego więźnia politycznego, obecnie przebywającego w Królestwie Uśmiechów na naciąganych prawach uchodźcy (pracuje za 100 dolarów miesięcznie i przeważnie nie mieszka w obozie), który w towarzystwie swojego wnuczka oprowadził mnie po miasteczku. Szukając organizacji zajmującej się pomocą więźniom politycznym (AAPP), na straganach zajmujących całe centrum Mae Sot, udało mi się kupić nowy sarong.

 

Praktycznie całe centrum Mae Sot to jeden wielki targ.

 

Stary, zostawiłem niestety u Fon, w Chiang Mai. Z kolei, Ismail, rozglądał się za jakimś używanym rowerem za rozsądną cenę. Po kilku godzinach poszukiwań, znalezieniu organizacji i długiej rozmowie z jedną z jej pracownic, która opowiedziała mi o dawnej i obecnej sytuacji aresztowanych podczas licznych rewolucji w Birmie, udało nam się dostać mało używany jednoślad w najbardziej rozsądnej cenie - zero bahtów.

 

Ismailowi udało się dostać za darmo prawie nowy rower.

 

Usłyszałem też w jaki sposób przekracza się tutaj granicę - nie mogło mi się to pomieścić w głowie. Chyba cały czas mam klapki na oczach, które sprawiają, że zwykły czerwony "dzienniczek ucznia" z orzełkiem w koronie na okładcę wydaje mi się być rzeczą nieodzowną podczas podróżowania a nie zwykłym mini-albumem na kolorowe pieczątki i naklejki.

 

 

 

 

Musiałem podjechać na przejście i na własne oczy zobaczyć tragiczne i groteskowe zarazem sceny. Życie obywateli Birmy nie należy do najmilszych. W Tajlandii, również nie czeka na nich spełnienie Asian Dream. Z drugiej strony, przynajmniej mają zajęcie i szanse na jako takie utrzymanie rodzin. Niektórym, dzięki pomocy organizacji międzynarodowych, udaje się nawet wybić spoza tłumu. Legalnie, z jednego kraju do drugiego przechodzi się przez Most Przyjaźni. Mimo, że może on spokojnie wytrzymać nacisk kilkudziesięciu ton, nie daje mu się na codzień możliwości pokazania pełnych jego możliwości. Większość osób wybiera drogę na skróty - w przeładowanej, kursującej zaraz obok liczących bahty i kyaty strażników łodzi.

 

Zawsze chciałem zostać celnikiem. Tyle, że liczenie by mi tak dobrze jak niektórym nie wychodziło - zbyt kiepski byłem z matematyki.

 

Zasada jest prosta: 20 bahtów dla birmańskiego celnika, 20 bahtów za łódkę, głowa w dół i przejście na stronę tajską. W przypadku przyłapania nielegalnego imigranta grozi mu albo deportacja, tydzień przymusowych wakacji w domu i powrót łódką za 40 bahtów łącznie, albo 300 bahtów (30zł. łapówki). Dzięki temu, Mae Sot jest jednym z ulubionych miejscem pracy dla tajskich funkcjonariuszy służby celnej. Samo miasto jest również swojego rodzaju kotem syjamskim. Z jednej strony, wjazd do Tajlandii bez paszportu jest surowo zabroniony. Z drugiej, kraj ten, potrzebuje taniej siły roboczej, która za 100 dolarów miesięcznie podejmie się każdego, nawet najbardziej niebezpiecznego czy brudnego zadania. Może dlatego, sama granica jako tako strzeżona jest jedynie po stronie birmańskiej. Po stronie tajskiej, zamiast strzeżenia, stawia się na strzyżenie..... trawy. Za to, na wszystkich drogach wylotowych z miasteczka ustawione są celne i policyjne checkpointy, na których funkcjonariusze sprawdzają paszporty wszystkich osób znajdujących się w autobusach i wyrywkowo zatrzymanych pojazdach prywatnych.

 

Zakupy na bezcłówcę. Zasady jak w koszykówcę - nogi na ziemi, ręce za linią - nie ma outu. Jest out? 20 bahtów i nie ma outu.

 

Przez kilka dni w Mae Sot, czułem jakbym znalazł się w Azji w pigułcę. Tutaj, zwykła szarość nabiera kilkusetbitowej głębi kolorów, prostota jest tak skomplikowana, że aż niezrozumiała, ogromna bieda przeplata się z bogactwem, a chowający się przed słońcem w cieniu palmy kokosowej żebrak z amputowanymi po wybuchu miny lądowej nogami zagaduje i opowiada jaki jest szczęśliwy bo, mimo że śpi na ulicy, nie musi przymierać głodem.

 


 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze. Data dodania artykułu: 29.07.2026 12:42
Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

Karol Nawrocki nadal jest politykiem, któremu Polacy ufają najbardziej. Jednak najważniejsza wiadomość z lipcowego rankingu zaufania IBRiS dla Onetu kryje się nie na pierwszym, lecz na czwartym miejscu. Krzysztof Bosak w ciągu miesiąca zyskał aż 10 punktów procentowych. To sygnał, że Konfederacja przestaje być wyłącznie partią protestu i zaczyna budować własne centrum politycznej grawitacji. Data dodania artykułu: 29.07.2026 11:38
Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

29 lipca prowadzi nas przez sześć stuleci historii: od królewskiego przywileju, który otworzył drogę do rozwoju Łodzi, przez wymarsz Jana III Sobieskiego pod Wiedeń, dramatyczne wezwania poprzedzające Powstanie Warszawskie, aż po śmierć Tomasza Stańki. W muzycznym kalendarzu spotykają się dziś Rush, Elvis Presley, The Beatles, Bob Dylan i The Doors. Tymczasem współczesność dopisuje kolejne rozdziały — w Sejmie, wokół praw obywatelskich i za oceanem, gdzie decyzje amerykańskiego banku centralnego mogą poruszyć światowe rynki. Data dodania artykułu: 29.07.2026 10:48
29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Nie jest to jeszcze społeczne odwrócenie się od Ukrainy ani zgoda na zwycięstwo Rosji. Wyniki badania Opinia24 dla „Polityki” pokazują jednak wyraźnie, że dotychczasowa polityka oparta na niemal bezwarunkowym poparciu dla Kijowa przestała odpowiadać nastrojom znacznej części Polaków. Najwięcej politycznie zyskuje dziś prezydent Karol Nawrocki. Najtrudniejsze zadanie stoi przed rządem, który musi jednocześnie bronić strategicznego sojuszu z Ukrainą i nie lekceważyć społecznego gniewu. Data dodania artykułu: 29.07.2026 09:32
Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Polityczne trzęsienie ziemi w PiS, rezygnacja Mateusza Morawieckiego z kierowania europejskimi konserwatystami, kolejny etap sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz gwałtowne zaostrzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Tak wygląda informacyjny bilans wtorku, 28 lipca. Data dodania artykułu: 28.07.2026 21:36
Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Polecane

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej Data dodania artykułu: Dzisiaj, 13:14 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Desant na Zalewie Sulejowskim. Terytorialsi ćwiczyli działania na wodzie i w trudnym terenie Kinkiet ścienny - praktyczne światło czy tylko dekoracja? Druga odsłona Letniej Sceny Młodych. Galeria Tomaszów znów zabrzmiała muzyką lokalnych talentów Czwartek niemal bezchmurny. Upał do 36 stopni, w piątek możliwe burze Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze Mieszkanie za 1% wartości? Gdzie w Polsce miasta sprzedają lokale za grosze? Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Kościół św. Małgorzaty w Kiernozi odzyskuje blask. W murach zapisały się wieki historii Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: czyli pochwalasz łamanie prawa... Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Ciekawe na jakiej podstawie zatrzymali motocyklistę skoro jest brak identyfikacji pojazdu gdyż motocykl nie posiada tablicy rej, z przodu ja bym nie przyjął mandatu bo z jakiej odległości namierzali jakim sprzętem czy było zrobione zdjęcie ? Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: ;) Treść komentarza: Pana Zdonka też kiedyś przyjął Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Treść komentarza: Poprzedni zarabiał 5000tys z funkcji dyrektora plus robił jako lekarz jeden i jedyny w całym ośrodku Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Na zdjęciu powyżej widać czterech społecznych i samorządowych (jeden parlamentarny), totalnych szkodników. Gęby tych pajaców zawsze mnie wkur...ą. Wkur....a mnie również to, że to towarzystwo spod ciemnej gwiazdy bezkarnie sobie hasa, a zarówno wyborcy jak i większość radnych na to im pozwala. Instytucjom i spółkom samorządowym się nie dziwię, bo tam siedzi większość tzw. "swoich", posadzonych przez tych społecznych szkodników. Natomiast pozostali radny?! Co wy, ku..a odwalacie?! Przecież, podobno, jesteście przedstawicielami swoich wyborców - baranie łby!!! Zapomnieliście o tym - totalne cymbały?! I z czystym sumieniem chodzicie spokojnie spać ?! Źródło komentarza: "Zabijcie ich wszystkich!" Autor komentarza: Krasnal Treść komentarza: Ile w takim ,,Byndkowie" dyrektor wyciągnie? Jakieś fajne pieniążki czy raczej dodatek do innych składowych tego gwiazdora? Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama