Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 12 czerwca 2026 20:53
Reklama
Reklama

Tajlandia (Chiang Rai, Chiang Mai) - krejzolskie budowle i sposoby na darmowe jedzenie

Zainteresowanie rzeczami na literę "M" przeszło mi w drodze powrotnej do Chiang Rai. Na turystycznej mapce okolic tego, w miarę nowoczesnego, biorąc pod uwagę jego rozmiary, miasteczka, znalazłem kilka wodospadów, eko-plantacji, wiosek plemiennych i świątyń. Zmiana z "M" na "W" byłaby, jednak, zbyt drastyczna. Tym bardziej, że wodospadów się ostatnimi czasy naoglądałem i, przez najbliższe kilka tygodni, z pewnością żaden nie zrobi na mnie większego wrażenia niż woda płynąca z odkręconego kranu. Kontaktów z rolnictwem, po uganianiu się za głupimi kwiatkami przez bezkresne pola ryżowe i rzęsisty deszcz również miałem dosyć. Zdecydowałem się więc na odwiedzenie wioski plemienia Karen - jednej z rzekomych perełek niegdysiejszego Królestwa Lanna.

 

Kiedy dojechałem na miejsce, zastała mnie mało przyjemna i niecodzienna niespodzianka. Wiedziałem, że turystyka w Tajlandii jest bardzo ważną gałęzią przemysłu, ale że po przejechaniu kilku szutrowych dróżek znajdę się w miejscu przypominającym hotelowe lobby? Usiadłem na wygodnej kanapcę, próbując ogarnąć co się wokół mnie dzieje. Teoretycznie, powinienem być we wsi zamieszkałej przez plemie, którego kobiety znane są z dekorowania długich, łabędzich szyi złotymi obręczami.

 

Praktycznie, u bram wioski, zamiast totemu zastałem kawiarnię i kasę biletową. Nawet nie wiem ile kosztował wstęp do środka, ale zwiałem stamtąd jak najszybciej przekonany, że jakbym chciał obejrzeć sobie show to rozejrzałbym się za jakimś teatrem, lodowiskiem, czy..... poleconym mi przez znajomego w Sajgonie ping-pongiem ;-).

 

Zostały zatem świątynie. Zaintrygowała mnie szczególnie ta, która najprawdopodobniej, wkrótcę stanie się symbolem Chiang Rai. Wkrótcę ponieważ od 1997 roku, ponad 60-osobowa ekipa artystów, rzeźbiarzy, budowniczych, złotych rączek i tych, którzy chcą po prostu się przysłużyc dla dobra ogólnego, nadal pracuje nad jej ukończeniem. Ostatecznego terminu oddania obiektu do użytku nie ma. Biała Świątynia jest, jednak wyjątkowa w swojej wyjątkowości.

 

Wat Rong Khun - na pierwszy rzut oka nieco kiczowaty, ale...

 

To upust masochistyczno-hedonistycznej fantazji tajskiego artysty Ajarna Chalermchaia, który znudzony monotonią i staromodnością tajskiej sztuki, za cel życia, postawił sobie wybudowanie buddyjskiego pomnika przełomu XX i XXI wieku. Efekt, na pierwszy robi wrażenie kiczowatego, jakby odlanego z gipsu budynku skonstruowanego na zasadzie "tu przyklej, tam doklej". Po bliższym kontakcie, jednak, uderza już obrazoburczością. Dalej, w miarę przyglądania się poszczególnym elementom, stopniowo zaczyna zachwycać pomysłowością, bogactwem detali, symboliką, temperamentem i odwagą artysty.

 

... U nas diabeł kusił odrdzewiaczem. W Chiang Rai, jest on nieco bardziej wyrozumiały.

 

Co robi butelka whisky przyklejona do czerwonej głowy symbolicznego, wodzącego na pokuszenie demona? Dlaczego w elewacji głównego budynku brakuje tradycyjnych złotych akcentów? Zamiast tego, to właśnie bogato zdobione toalety pomalowane są na ten królewski kolor. Powolne wejście do samego ubosotu (głównej sali modlitw) wiodące przez las gipsowych rąk cierpiętników próbujących wydostać się z piekieł ma wywołać katharsis - tak potrzebny do oświecenia. Nie byłoby Nirvany bez walki, którą artysta obrazuje przy pomocy.... kreskówkowych postaci zmagających się z machinami i potworami gdzieś w kosmosie. Takie rysunki znajdują się właśnie w głównej sali modlitewnej naprzeciw spokojnie medytującego, klasycznego już, posągu Buddy.

 

Droga do Nirvany?

 

Niezależnie od tego czy ostateczne wrażenie przechyla się bardziej w stronę kiczowatości , profanacji czy zachwytu, dla większości mieszkańców Chiang Rai, Wat Rong Khun, stanowi powód do dumy. Wyjątkowości Białej Świątyni, dopełnia jeden szczegół - brak mnichów. Być może, spowodowane jest to właśnie faktem, że świątynia nie została jeszcze ukończona. Być może, misterne prace Chalermchaia pozostawią po sobie jedynie pomnik i pamiątkę cierpień poniesionych podczas dążenia do jego osobistej Nirvany. Być może, po prostu brakuje chętnych techno-mnichów, którzy widzieliby jakiekolwiek powiązanie pomiędzy Buddą a Batmanem.

 

Wstęp do Wat Rong Khun jest darmowy, ale.... trzeba minąć piekło.

 

Po wizycie w Wat Rong Khun miałem jeszcze trochę czasu by zdać motor. W końcu 24 godziny to 24 godziny. Dodać do tego kwadrans akademicki, albo ze trzy i zawsze można jakoś usprawiedliwić spóźnienie - np. tym, że wszyscy pod prąd jechali. Na śniadanie udałem się na targ. Bogactwo produktów mnie po prostu przytłoczyło. Nie mogłem się zdecydować na co mam ochotę. Do tego jak tu spokojnie, w takim tłumie wybrać najlepsze i najświeższe spośród egzotycznie wyglądających i jeszcze lepiej smakujących owoców? Jak tu wybrać tę właściwą babuszkę? Po degustacji liczi i bananów z kilkunastu straganów, nie byłem już głodny.

 

Sposób na darmowe jedzenie w Tajlandii nr 1 - spacer po targu i degustacja pojedynczych produktów.

 

Z drugiej strony, nie wypada wychodzić z targu z pustymi rękoma. Za zawrotną kwotę 15 bahtów (1.5 zł), zrobiłem więc zapasy na dalszą drogę w postaci prawie kilograma gumijagód (mangostanów) i kilku sapodilli. Trzy razy niższa cena spowodowana była niewyczuwalną w smaku wczorajszością owoców. I nic to, że kupował je falang - podobnie jak na innych straganach, i tutaj była metka zobowiązująca do traktowania Tajów i obcokrajowców na równi.

 

Prowiant na drogę - gumijagody (mangostany) i krzyżówki kiwi z kartoflem (sapodille)

 

[eklama]

 

 

 

Nie byłoby też śniadania bez kawy. Wśród wielu lokali, moją uwagę przyciągnął widoczny przez szybę starszy pan siedzący nad laptopem z wielkim napisem "Free tourist information". Po krótkiej rozmowie na różne tematy, pan zapytał czy nie chcę zostać w Chiang Rai i zająć się pracą w jednej ze szkół średnich. Pomyślałem - "dobre pieniądze w stosunku do cen, wszystko jest pod ręką - tak, Tajlandia mogłaby być moim domem". Nie potrafiłem, jednak dać natychmiastowej odpowiedzi. Mój rozmówca wręczył mi swoją wizytówkę, oraz numer telefonu swojej koleżanki zajmującej się lokalnym działem edukacji na wypadek jakbym się namyślił.


Z kontaktów nie skorzystałem. Nie to, że mi się w Chiang Rai nie podobało. Przeciwnie - byłem zachwycony, ale kiedy po oddaniu skuterka kierowałem się na główną drogę, przypomniało mi się, że takie podniecenie towarzyszy mi zazwyczaj przez kilka pierwszych dni w nowym kraju. Później przychodzą myśli typu "jeszcze tu wrócę", zupełnie przyćmione kolejnym zachwytem związanym w znalezieniu się w nowym świecie i nowej rzeczywistości.

 

Przez pierwsze dni w nowym kraju, prawie zawsze jestem na lekkim haju.

 

 

W odróżnieniu od mojego pierwszego dnia w Krainie Uśmiechów, tym razem, nie musiałem długo czekać na stopa. Od razu, zatrzymał się stary Nissan. Kierowca, który wielokrotnie podkreślał ekologiczne metody uprawy swoich ananasów, zaprosił mnie do środka. Po dwudziestu minutach jazdy, podczas której bardzo starał się mówić po angielsku i, wręcz przepraszał za mało wydajną klimatyzację (co akurat dla mnie było sporym plusem), zanim odbił w lewo, dał mi jeden ze swoich produktów rolnych do spróbowania.

 

Po krótkiej przerwie na drugie śniadanie, które było słodsze niż dostępne u nas, zapuszkowane i słodzone produkty, poszedłem za skrzyżowanie. Tam, długi czas nie mogłem nikogo zatrzymać. W końcu, kilku Tajów zapytało się co robię. Powiedziałem, że próbuję dostać się do Chiang Mai. Panowie byli tak mili, że zatrzymali dla mnie niebieskiego Songthaewa - muła w świecie motoryzacji, czyli kolorowego busa przypominającego skrzyżowanie tuk-tuka z pickupem. Na laotańskie hasło "bor mi ngen", kierowca popatrzył się przez chwilę, zapytał czy żartuję i zaprosił do środka.

 

Godzinę później byliśmy na terminalu w jakimś małym miasteczku, którego nie było na mojej mapie. Zostałem przekazany kolejnemu kierowcy Songthaewa - tym razem żółtego jak Pszczółka Maja, rechoczącego jak Kermit Żaba, diesla. Z kilkoma podskokami na nielicznych wybojach nieco zakręconej ale świecącej nowością i czystością drogi, dojechaliśmy do Chiang Mai.

 

 

Muł to mieszanka konia z osłem. Songthaew to taki mechaniczny muł.



Znów zaburczało mi w żołądku. Znów, dochodząc do budek z szybkim jedzeniem, nie wiedziałem na co się zdecydować. Podobnie jak podczas porannej wizyty na targu, próbując po trochu wszystkiego co nie było zupką od ulicznych kramikarzy, zafundowałem sobie darmowe śniadanie. Na deser, chciałem kupić kilka pomarańczy. Przypomniało mi się, że od kilku miesięcy, albo ich w ogóle nie widziałem, albo moja uwaga skupiona była głównie na bardziej kolorowych owocach o ciekawszych kształtach i kolorach innych niż zielony. Przez chwilę żałowałem, że nie zabrałem ze sobą choć jednej z 5-kilogramowych skrzynek, które dostałem z okazji Chińskiego Nowego Roku.

 

Przechodząc obok pani sprzedającej pomarańcze, zapytałem się o cenę. "One nie są na sprzedaż", usłyszałem. Zrobiłem krok i w połowie drugiego zrobiłem zwrot o 180 stopni. "To w takim razie, mogę prosić ze cztery?". Podziękowałem kramikarce za wręczone mi owoce. Skoro coś nie jest na sprzedaż a wystawione jest na straganie, to musi być za darmo! Znów robiąc krok do przodu zawróciłem i zapytałem z jakiej okazji pani się w tym miejscu wystawiła. "Ja sok sprzedaję" - i wszystko jasne. Może po prostu samych pomarańczy nie dało się nabić na dobrze ukrytą kasę fiskalną?

 

Skontaktowałem się z Fon z couchsurfingu. Nie mogłem trafić na lepszego hosta. Ta 27-letnia, drobna Tajka, komicznie wyglądająca za kierownicą swojej małej ciężarówki (Isuzu D-Max), nie tylko, wspólnie z rodzicami prowadzi stylową restaurację, ale jeszcze pierwszego wieczoru zaprosiła mnie na wesele. I choć najciekawsza kulturowo część zaślubin w Tajlandii odbywa się rano, a wieczorna impreza prawie niczym się nie różni od naszych polskich wesel, dla mnie, najistotniejszy w tym momencie był bufet.

 

Sposób na darmowe jedzenie w Tajlandii nr 2: ubrać się przyzwoicie i sprawdzić czy w którymś z pięciogwiazdkowych hoteli nie ma przyjęcia weselnego z bufetem. Nie ma listy gości.

 

Sam dom Fon okazał się być tak ciekawym miejscem, że nie miałem specjalnej ochoty na zwiedzanie ponad 700-letniego Chiang Mai, którego ścisłe centrum świetnie komponuje się ze średniowieczną fosą, murami obronnymi i zabytkowymi świątyniami. Trzeba przyznać, że tajscy architekci przestrzenni mają dobrą wyobraźnię. Niestety, patrząc na ogromne zwoje kabli zostawionych, jakby "na potem", odnosi się wrażenie, że elektrycy psują ich utopijne wizje. Do tego, ani mnie, ani Sky'owi z Korei, ani Victorowi z Meksyku, w żadnej z kilkudziesięciu ustawionych obok siebie wypożyczalni nikt nie chciał wypożyczyć bez zostawiania paszportu w depozycie chociażby roweru.

 

Mała Fon w małej ciężarówcę.

 

Dom Fon to będący w ciągłej budowie efekt pracy jej ojca, który pierwszy biznes założył w okolicach Bangkoku. Nie spodobało się to jednak lokalnej mafii, która w ramach dyplomatycznego porozumienia, wysłała w jego stronę kilka kulek z M-16. Obecne miejsce to zdecydowanie więcej niż cztery ściany. To malowniczo położony labirynt ścian i przejść, które żyją. Eleganckie, ciemne drewno, idealnie komponuje się z różanymi motywami na balustradach, witrażowymi oknami i manekinami ubranymi w tajskie suknie. Nie raz, na sam nie wiem ilu kondygnacjach tego ulokowanego na zboczu góry budynku, przyszło mi się zgubić. Ciemną nocą, w orientacji przestrzennej pomagał mi szum wodospadu, na który rozciąga się widok z położonego kilkanaście metrów nad ziemią, parterowego tarasu restauracji. Czasem dochodził do tego słodki, jakże seksowny mruk pełnej restauracyjnej lodówki.

 

Kolejny krejzolski budynek - tym razem słowo "kicz" nie przeszło mi ani razu przez głowę.

 

Dzięki branży, w której siedzi Fon, kolejne dni upłynęły mi na degustacji tajskich potraw. Wyjątkiem była urodzinowa impreza z pływaniem w basenie, nocna szwędaczka po mieście i wizyta w gorących źródłach, które same w sobie zupełnie mnie rozczarowały. Możliwość ugotowania jajek w starannie ogrodzonym stawie, w którym stale gotuje się i paruje woda, oraz popływanie sobie, a raczej, pomoczenie pośladków w mętnym od siarki, malutkim baseniku kosztuje 90 bahtów (9 zł). W porównaniu z kąpielą na jednym ze stopni wodospadu w okolicy domu Fon, wydało mi się to stratą czasu i pieniędzy. No, ale cóż..... byłem, zobaczyłem, jajka zjadłem i brzuch zapełniłem.

 

Gorące źródła w pobliżu Chiang Mai. Wstęp 9 zł. Główna atrakcja - jak dla mnie gotowanie jajek. 

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Opinie

Igor Matuszewski Igor Matuszewski

Nie piszę tego tekstu przeciwko komukolwiek. Nie przeciwko kibicom, którzy przestali przychodzić. Nie przeciwko działaczom, którzy próbują spinać budżety cienkie jak jesienna murawa po ciężkim meczu. Nie przeciwko piłkarzom, którzy wychodzą na boisko często bez wielkich świateł, kamer i fanfar. Piszę go raczej z niepokoju — tego samego, który pojawia się, gdy w miejscu dawniej pełnym gwaru zaczyna słychać echo.Tomaszowska piłka nożna ma za sobą historię dłuższą niż niejedna miejska instytucja. Ma swoje nazwiska, swoje derby, swoje trybuny, swoje rodzinne opowieści. Ma Lechię, ma Pilicę, ma pamięć boisk, na których spotykało się miasto — czasem po to, by kibicować, czasem by się spierać, ale przede wszystkim po to, by być razem.Dlatego dzisiejsze puste miejsca na trybunach bolą bardziej niż słabszy wynik w tabeli. Bo wynik można poprawić w następnym meczu. Utraconą więź odbudowuje się znacznie trudniej.Ten felieton jest więc pytaniem zadanym Tomaszowowi: czy lokalny klub ma być tylko kosztem, herbem, wspomnieniem i punktem w budżecie? Czy może nadal może być czymś, co łączy ludzi — tak zwyczajnie, po tomaszowsku, bez wielkich słów, za to z obecnością tam, gdzie naprawdę jest potrzebna: przy boisku.

Jeszcze nie tak dawno lokalny mecz piłkarski był czymś więcej niż dziewięćdziesięcioma minutami biegania za piłką. Był pretekstem, żeby wyjść z domu, spotkać znajomych, pokłócić się o skład, ponarzekać na sędziego, pochwalić bramkarza i przez chwilę poczuć, że miasto oddycha jednym rytmem. Dziś na trybunach coraz częściej słychać nie gwar kilku tysięcy gardeł, ale echo pustych krzesełek. W Tomaszowie Mazowieckim — mieście z mocną, robotniczą i sportową pamięcią — frekwencja na poziomie maksymalnie około 300 osób nie jest tylko statystyką. Jest pytaniem. I to pytaniem niewygodnym.
Igor Matuszewski Igor Matuszewski

W tej sprawie najważniejsze nie jest dziś pytanie, czy mandat radnej Pauliny Sochy powinien zostać wygaszony. To byłby wniosek przedwczesny, wymagający pełnej analizy dokumentów, zakresu obowiązków, ewentualnych pełnomocnictw i nagrań z sesji. Najważniejsze jest coś innego: czy w powiecie tomaszowskim potrafimy jeszcze wyraźnie oddzielać funkcję kontrolną radnego od lojalności wobec instytucji, w której ten radny pracuje.Bo nawet jeśli prawo ostatecznie nie dopatrzy się naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje problem standardu. Radny nie jest zwykłym komentatorem życia publicznego. Radny ma kontrolować, pytać, sprawdzać, domagać się dokumentów i patrzeć władzy oraz spółkom zależnym od samorządu na ręce. Jeżeli jednocześnie pełni funkcję kierowniczą w jednej z takich spółek, powstaje cień wątpliwości. A w sprawach publicznych cień bywa czasem wystarczająco ciemny, by mieszkańcy zaczęli tracić zaufanie.

Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.

Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa

Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy? Data dodania artykułu: 12.06.2026 10:46
Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa

Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury

Kraków znów staje przed politycznym rozdrożem. Miasto, które przez lata kojarzyło się z długim panowaniem Jacka Majchrowskiego, a później z trudnym zwycięstwem Aleksandra Miszalskiego, musi wybrać nowego prezydenta po skutecznym referendum odwoławczym. Politolog prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ocenia, że na razie wśród kandydatów brakuje postaci, która wyszłaby poza partyjne szyldy i wzbudziła zaufanie mieszkańców jako samorządowy profesjonalista. Data dodania artykułu: 12.06.2026 10:04
Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury

12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic

Są takie daty, które nie układają się w spokojny szereg rocznic, lecz przypominają rozrzucone kadry z wielkiego, niespokojnego filmu. 12 czerwca prowadzi nas od tragicznej ciszy Brzeżan, gdzie niemiecki okupant mordował Żydów podczas likwidacji getta, przez polityczne salony i konspiracyjne misje Józefa Retingera, po dzisiejsze niebo nad Polską, na którym symbolicznie pojawiają się myśliwce F-35 „Husarz”. Data dodania artykułu: 12.06.2026 09:11
12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Za nowymi przepisami głosowało 419 posłów, 19 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu. Jeżeli wejdzie w życie, internetowe transmitowanie przemocy, poniżania, znęcania się nad zwierzętami czy pozorowania przestępstw dla zysku może oznaczać odpowiedzialność karną. Data dodania artykułu: 11.06.2026 20:40
Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?

11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”

Historia potrafi mówić szeptem i krzykiem. Dziś, 11 czerwca, przypomina o odwadze pod Hodowem, patriotycznej manifestacji w Warszawie, zbrodniach okupanta, wielkiej polityce, muzyce, która nie starzeje się nigdy, i świecie, który znów patrzy na piłkarski stadion jak na współczesną arenę narodów. Data dodania artykułu: 11.06.2026 02:05
11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”

10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie

Dziś jest środa, 10 czerwca, sto sześćdziesiąty pierwszy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.15, zajdzie o godz. 20.54. Imieniny obchodzą m.in. Bogumił, Bogumiła, Cecylia, Diana, Edgar, Henryk, Jan, Maksym, Małgorzata i Tymoteusz. Data dodania artykułu: 10.06.2026 07:28
10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie

9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda

Wtorek, 9 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o 4.16, zajdzie o 20.53. Imieniny obchodzą dziś Anna, Felicjan, Józef, Maksymilian, Ryszard i Sylwester. W kalendarzu – jak w dobrze skomponowanej płycie winylowej – obok wielkiej historii państwa pojawia się kabaretowy błysk, muzyczna legenda, polityka, pamięć o ofiarach i zwykłe pytanie o to, jak państwo ma działać dla obywatela. Data dodania artykułu: 09.06.2026 08:13
9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda

Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu

We wtorek, 9 czerwca 2026 roku, Rada Ministrów ma zająć się pakietem decyzji ważnych dla domowych budżetów i codziennego funkcjonowania mieszkańców. W porządku obrad znalazły się m.in. propozycje dotyczące płacy minimalnej w 2027 roku, minimalnej stawki godzinowej, waloryzacji emerytur i rent oraz zmian w publicznym transporcie zbiorowym. Ta ostatnia sprawa może być szczególnie istotna dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie autobus bywa nie luksusem, lecz ostatnią nicią łączącą z pracą, szkołą, lekarzem i urzędem. Data dodania artykułu: 08.06.2026 23:18
Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu
Dni Antoniańskie 2026 – wspólne świętowanie Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego

Dni Antoniańskie 2026 – wspólne świętowanie Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego

Święto wspólnoty, tradycji i jubileuszuDni Antoniańskie 2026 to wyjątkowe, trzydniowe wydarzenie organizowane z okazji Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim. W programie znalazły się inicjatywy sportowe, edukacyjne, kulturalne i religijne, które połączą mieszkańców oraz gości we wspólnym świętowaniu historii i tożsamości lokalnej wspólnoty.Program wydarzeniaObchody rozpoczną się 11 czerwca Dniem Wspólnoty i Aktywności. Tego dnia zaplanowano finały Antoniańskiego Turnieju Piłki Nożnej, VIII Rekreacyjny Bieg Antoniański, rozstrzygnięcie konkursów dotyczących Sanktuarium św. Antoniego oraz spotkanie autorskie z ks. Mieczysławem Różańskim poświęcone dziejom parafii.12 czerwca odbędzie się muzyczne spotkanie mieszkańców. Po mszy świętej w Sanktuarium św. Antoniego zaplanowano uroczyste odsłonięcie pomnika „Panna na Niedźwiedziu”, a wieczór zakończy koncert TM Orchestra i Olgi Szomańskiej na Placu Tadeusza Kościuszki.13 czerwca, podczas Dnia Rodziny, na Placu Tadeusza Kościuszki odbędzie się Jarmark Antoniański z rękodziełem, produktami regionalnymi i atrakcjami dla dzieci. W programie przewidziano również konkursy, gry, zabawy, występy młodzieży, składanie kwiatów pod pomnikiem św. Antoniego, uroczystą mszę świętą oraz Apel Jasnogórski.Dla kogo?Wydarzenie skierowane jest do rodzin, mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, pielgrzymów oraz wszystkich osób zainteresowanych lokalną historią, kulturą i wspólnym przeżywaniem jubileuszu. To doskonała okazja, by wziąć udział w obchodach o wyjątkowym znaczeniu dla miasta. Data rozpoczęcia wydarzenia: 11.06.2026
Helios RePlay: Pianista

Helios RePlay: Pianista

Wyjątkowy seans filmowyHelios zaprasza na pokaz filmu Pianista w ramach cyklu Helios RePlay. To okazja, by ponownie zobaczyć cenione dzieło Romana Polańskiego na dużym ekranie.Co warto wiedzieć?Na plakacie podano datę seansu: 14 czerwca. Wydarzenie odbywa się w kinie sieci Helios. Szczegóły dotyczące dokładnej godziny i konkretnego adresu nie zostały wskazane na grafice.W 1939 roku Szpilman jest cenionym pianistą i kompozytorem, który mieszka wraz z rodziną w Warszawie. Kiedy do stolicy wkraczają naziści, życie żydowskiego muzyka zamienia się w koszmar: traci kolejne prawa, trafia do getta, obserwuje dwa powstania i próbuje przetrwać w zniszczonym mieście. Pomaga mu przypadek, łut szczęścia oraz miłość do muzyki.W ramach Helios RePlay zabierzemy Was w podróż do świata kina, które na stałe zapisało się w historii. Zaprezentujemy filmy, które zdobyły status kultowych – tytuły, do których chętnie wracamy, ponieważ wciąż potrafią poruszać, bawić i inspirować. Projekt uwzględni ponadczasowe klasyki, jak również produkcje ważne dla młodszych pokoleń kinomanów. Chcemy przypominać te wyjątkowe tytuły tam, gdzie wybrzmiewają najlepiej – na wielkim ekranie, z najwyższej jakości dźwiękiem. Helios RePlay to okazja, by ponownie spotkać się z filmami, które stały się częścią naszej kultury i które najlepiej ogląda się właśnie tutaj – w kinie Helios. Data rozpoczęcia wydarzenia: 14.06.2026

Polecane

ZSP 3 wygrał Antoniański Turniej Piłki Nożnej szkół ponadpodstawowych Bieg Antoniański po raz ósmy. Ponad 300 uczestników na starcie w Tomaszowie Spotkanie z ks. prof. Mieczysławem Różańskim w Tomaszowie Mazowieckim Archeologiczny piknik w Tumie. Średniowieczne grodzisko znów ożyje Rozstrzygnięto konkurs na 200-lecie parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim Od cięcia żywopłotu po mycie rynien. Dlaczego drabina przegubowa to najlepszy przyjaciel ogrodnika? Pogoda na 12 i 13 czerwca. Czerwiec pokazuje chłodniejsze oblicze 12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic Zakończenie Roku Tanecznego w Tomaszowie. MCK zaprasza na dwa pokazy BAILA Dance Studio TM „Popołudnie z Teatrem” w Tomaszowie. Dwa spektakle i bezpłatny wstęp w MCK Tkacz Nowe otwarcia i zmiany w Galerii Tomaszów. Tatuum, Worldbox i odświeżone KFC już dla klientów 11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Tomasz Treść komentarza: Zgadzam się, właściwy obieg dokumentów i bezpieczeństwo danych powinny iść w parze. W dobie cyfryzacji każda firma przetwarza ogromne ilości informacji, dlatego zgodność z RODO jest równie ważna jak sprawne zarządzanie dokumentacją. To samo dotyczy serwisów finansowych, takich jak Kantor. live, gdzie bezpieczeństwo danych użytkowników ma kluczowe znaczenie. Źródło komentarza: Jak zadbać o bezpieczeństwo dokumentów finansowych i podatkowych w przedsiębiorstwie? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Brawo dla firmy KNAPTRANS. Po pierwsze - dobrze się reklamuje, po drugie - robi dobrą robotę w zakresie tych "gównianych" tematów, po trzecie - pomaga temu portalowi. Tak trzymać - chłopaki (i dziewczyny - też). Źródło komentarza: Nowoczesna obsługa szamb – jak technologia zmienia branżę asenizacyjną Autor komentarza: Antolin Treść komentarza: Już za poprzedniego starosty był chęci do zrobienie kilku dróg niestety wtedy pan Pawlak wolał politykować kosztem mieszkańców gminy! Źródło komentarza: Powiat i gmina Ujazd o inwestycjach. W planach ciąg pieszo-rowerowy do Skrzynek Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Szpital to niestety JEST arena polityczna. Od dawien dawna do teraz. Nie wierzę w uczciwe konkursy i nominacje. Zawsze wygrywa kolesiostwo i chęć łatwego zysku. Nadal są osoby które są w szpitalu po to żeby się " nachapać", mają nieracjonelnie wysokie pensje, wręcz nieprzyzwoicie wysokie - na które absolutnie nie zasługują. Doją szpital. Doją nas. Tyle w temacie. Źródło komentarza: „Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ Autor komentarza: 😂🤣😂🤣😂🤣 Treść komentarza: co to jest "susz z THC"? 😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣 Źródło komentarza: 42-latek zatrzymany z marihuaną. Narkotyki w samochodzie, zarzut i groźba więzienia Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Porodówka w Brzezinach teraz Tuszyn a być może Tomaszów następny,ale pani minister wychodzin przed kamery i mówi że jeździ po Polsce i się wszyscy cieszą że jest lepiej!rząd popsl rządem nieudaczników! Źródło komentarza: Pulmonologia w Tuszynie: personel alarmuje o przyszłość oddziału
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama