Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 października 2026 11:26
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Laos / Tajlandia - Złoty Trójkąt i krainy po drugiej stronie góry

W Luang Namtha zameldowaliśmy się w jednym z licznych pensjonatów, w którym dosyć duży pokój z wi-fi dostaliśmy za 50.000 kipów bez targowania. Następnego dnia, Dorotę i Michała pogoniło do Tajlandii. Ja zostałem na miejscu.

Byłem w obrębie Złotego Trójkąta - miejsca, w którym zbiegają się granice Tajlandii, Laosu i Birmy. Pikanterii do świadomości znajdowania się w regionie pogranicza dodawało nie tylko górzyste ukształtowanie okolicznego terenu, ale jeszcze jedno, przemysłowe, znaczenie terminu Złoty Trójkąt, jako jednego z głównych ośrodków produkcji opium na terenie Azji.

 

Chwilę po pożegnaniu się z Michałem i Dorotą, wynająłem skuter. Za tę samą cenę - 50.000 kipów, miałem do wyboru pełnowymiarową Hondę CBF 125 ccm i skuter Suzuki o tej samej pojemności. Twarde zawieszenie Hondy sprawiło, że wybrałem drugą opcję - Suzuki był lżejszy, więc zwinniejszy, i miał lepsze hamulce.

 

Chciałem zobaczyć jak to jest z tym opium. Złoty Trójkąt wiódł prym w światowej produkcji opium i heroiny do czasów aż został wyprzedzony przez Afganistan.

 

Górzysty Złoty Trójkąt - dawniej nr 1 w światowej produkcji czarnego, kleistego złota.

 

Po zakupach prowiantu w postaci bananów za 5.000 kipów i wody, wyjechałem na drogę w kierunku przejścia z Birmą. Przecinając serpentyny, znów przez chwilę żałowałem, że nie kupiłem motocykla na własność. Inżynierowie, projektujący drogę mieli łeb na karku dbając by kierowcy nie zasnęli. Co chwila jest jakiś zakręt. Przy tym, w zdecydowanej większości przypadków, za zakrętem w prawo, dla odmiany, jest zakręt w lewo. Do tego, dzięki temu, że nie ma praktycznie ruchu, wyprzedzając, za pewnik można uznać, że drugi pas jest wolny. W razie problemów, zawsze można ewentualnie zgłosić chęć pierwszeństwa klaksonem.

 

Serpentyny północnego Laosu. Nie można się nudzić - za zakrętem w jedną stronę, prawie zawsze jest zakręt w drugą.

 

Po drodzę do Muang Sing, minąłem wodospad. Wstęp kosztował 10.000 kipów. Było to kolejne płatne miejsce w Laosie, w którym nie musiałem kupować biletu. Po prostu, zapytałem czy mogę wejść za darmo. Po przejściu kilkuset metrów wąską dróżką pełną pająków zobaczyłem wodę spływającą po skale do położonego niżej strumienia. Miły widok, ale najlepsze wodospady w Laosie są na południu - na płaskowyżu Bolaven - gdzie aż się od nich roi.

 

Kolejny przystanek zrobiłem sobie w Muang Sing. Przejechanie 50 kilometrów zajęło mi ponad godzinę. "No i gdzie to opium?", pomyślałem. Rozglądałem się po położonych na zboczach gór i w dolinach plantacjach i nic białego ani fioletowego, ani nawet choćby czerwonego nie widziałem. Zdjąłem kask i usiadłem przy stoliku żeby zapalić zwykłego, naładowanego tytoniem, klejem do bibułek, jakimiś substancjami podtrzymującymi żar, i innymi truciznami papierosa. Zauważyłem dreptające przy drodzę, ubrane proste w kroju, ale bardzo bogato i oryginalnie zdobione stroje sarsze panie. Po krótkim kontakcie wzrokowym, miałem wrażenie, że przyspieszyły nieco kroku. Kiedy doszły do mnie, siedziałem już spowrotem na skuterku. Panie zbliżyły się dosłownie na tak bliską odległość, że nasze biodra praktycznie się stykały i bez słowa, po spojrzeniu mi dziwnie mętnym wzrokiem w oczy zaczęły prezentować imponującą zawartość sakiew - ręcznie robione bransoletki, wisiorki z muszelek, misternie zdobione chusty i tajemnicze torebeczki z bladozielonym suszem i czarno-brązową mazią.

 

Kolorowo ubrane mieszkanki jednej z plemiennych wiosek.

 

- "Ganja? Opium?", zapytały.
- Skąd jesteście? Zapytałem po angielsku
- ...... - chyba nie zrozumiały
Zapytalem czy znają jakiś inny język
- Ganja? Opium?
- Opium, pokażcie to
Roztarłem kawałek małej lepkiej działki na palcach
- Ile?
- 20.000 kipów
- Ile macie?
- 20.000 kipów
- Więcej. Panie zaczęły wyjmować to co miały. W końcu, zniecierpliwiony wypaliłem:
- Kilogram poproszę. Rzuciłem jak w sklepie spożywczym.   
- Aaaaahhhh kilogram. Odpowiedziała jedna z babdź zdziwionym głosem. To tam jedź
- Gdzie?
- Akkha village

 

Co w sakwach? Standard - ręcznie robione ozdóbki - koraliki, chusty i, oczywiście - ganja i opium.

 

Pożegnałem się ładnie i udałem w stronę wskazaną przez jedną z dilerek. Za kilkoma zakrętami, zjechałem do małej wioski położonej kilka kilometrów od głównej drogi. Kiedy zobaczyłem stojący na wzniesieniu prosty totem, wydawało mi się, ze trafiłem we właściwe miejsce. Mieszkańcy plemiennych wiosek północnego Laosu nie są wyznawcami Buddyzmu. Nie są nawet Laotańczykami. Złoty Trójkąt to miejsce, w którym granice się zacierają. Nie ma pojęcia państw. Są za to żyjące blisko siebie klany, które mają własną kulturę, własną tożsamość, własne wierzenia i obrządki.

 

Totem w jednej z plemiennych wiosek.

 

Szwędając się po wiosce okraszonej bardzo mistycznymi symbolami, moją uwagę zwróciła grupka mężczyzn wachlujących wokół domu dym z kilku naczyń, w których palił się ogień. Byli w trakcie ceremonii wyganiania złych duchów. Na widok aparatu, jeden z nich uśmiechnął się. Usiadłem i poczekałem do końca. Kiedy zapytałem o opium, pokierował mnie do innego domku wybudowanego nieco niżej. W środku, przejął mnie inny mężczyzna. Po obowiązkowym ściągnięciu butów, zostałem wprowadzony do małego pokoiku z dwiema innymi osobami - opartym o ścianę starszym panem i strasznie wychudzoną, leżącą na boku i, jakby ostatkiem sił, ledwo podpierającą się łokciem kobietą. Mój "przewodnik" zatrzasnął klamkę i wyciągnął torebkę pełną brązowych makówek wielkości większej niż kciuk.

 

Makowe głowy jak w mandze

 

- Fajnie, makówy - powiedziałem. Gdzie to opium?
- Ile?
- Kilogram

 

Pan wyciągnął kolejną torbę z ciemną, oleistą, żywiczną mazią. Do tego, naszykował zestaw w postaci sprasowanej już, gotowej, mniejszej działki, talerzyka z drobnymi nożyczkami, wagą, zwęgloną łyżeczką i innymi akcesoriami. Całość była jeszcze bardziej skomplikowana i tajemnicza niż ognista ceremonia odstraszania złych duchów, którą widziałem wcześniej. Panowie nabili drewnianą bambusową fajkę. Mój "przewodnik" zaciągnął się i przekazał mi "bonga". Nie chcąc popełnić kolejnej gafy jak kilka dni wcześniej, udałem, że się zaciągam i podałem fajkę mężczyźnie, obok. Ten, oddał ją leżącej, ledwo podpierającej się kobiecie - najwyraźniej siedział tam tylko po to by podtrzymywać płomień. Cała otoczka wyglądała jak w klasycznej palarni opium. Znów, poczułem się jakbym odbył podróż w czasie i przestrzeni - tego typu miejsca były popularne w XIX wieku i teraz, mimo, że jest wiek XXI istnieją nadal w niezmienionej, niemal, formie.

 

Nie wiedziałem, że konsumpcja opium jest tak skomplikowana. Sam bym się w tym wszystkim pogubił.

 

 

 

 

Nie miałem ochoty na makową euforię. Bardziej niż do palenia, mak jakoś pasuje mi do słodkiego makowca - najlepiej w polewie czekoladowej. Kolejnej kolejki do ustnika fajki więc odmówiłem i zapytałem skąd oni to biorą. Niestety, umiejętności komunikatywne mojego "przewodnika" były mocno ograniczone. Musiałem jakoś wyrwać się z palarni nie robiąc zamieszania i zachowując dobrą pozę.

 

Jedyne co przyszło mi do głowy to pokraczne negocjacje ceny kilograma. Na kartcę zapisywaliśmy jakieś sumy z chyba nieskończoną ilością zer. Zaproponowałem przejście na dolary. Nic z tych rzeczy - mój hurtownik chciał pozostać przy kipach. Targowałem tak by mieć najmniejszą ilość zer i dopiąłem celu.

 

Nie musiałem wychodzić ani mówić, że się rozmyśliłem, że chciałem tylko zobaczyć, itp. zachowując twarz i pozostając przy zbyt niskiej cenie zostałem bardzo delikatnie wyproszony z małego, zamkniętego i zadymionego pokoiku.

 

Nareszcie światło dzienne.

 

Po ochłonięciu z wrażeń, zacząłem pytać po wiosce skąd oni to biorą. Niestety, nikt nie potrafił mi odpowiedzieć po angielsku. Zadzwoniłem do Luang Namtha do biura turystycznego, w którym mówili po angielsku, zapytać o wioskę Akha i o plantacje. Pan po drugiej stronie powiedział, że Akha nie mają żadnego opium, że to jest nielegalne, i że kiedyś tak, ale teraz żyją z ręcznie robionych ozdóbek i plecionek i, że w ogóle nie wie po co dzwonię. Wymyśliłem więc, że przejadę się dróżką zobaczyć co jest "po drugiej stronie góry". Po kilku kilometrach wjechałem do innej wioski. Znowu trafiłem na palarnię opium, w której czekała na mnie podobna otoczka co w poprzedniej. Tyle, że tutaj, po prostu wyszedłem udając głupka, że nie wiem o co chodzi.

 

Kiedy wjechałem na małą dróżkę, zachmurzyło się, a ja nie miałem już odwrotu. Było zbyt wąsko żeby zawracać a ewentualna próba mogła skończyć się zsunięciem w przepaść. Minąłem dwie grupki osób niosących koszyczki i torby. Dalej stał jeden ciekawie wyglądający totem i kilka ołtarzyków ofiarnych. Już drugi raz w Laosie, poczułem się, jakbym trafił do zupełnie innej bajki niż tej, w której się urodziłem. Zaczęło grzmieć a wskaźnik paliwa jakoś dziwnie spadł w dół. Zacięty pływak? "Jest droga, to gdzieś musi prowadzić", pomyślałem.

 

Co jest "po drugiej stronie góry"? Jest droga, więc musi gdzieś prowadzić. Tyle, że wjeżdżając na nią, trzeba jechać prosto. Nie ma gdzie zawrócić, a ja mam lęk wysokości.

 

W końcu, w strugach deszczu, znalazłem dróżkę prowadzącą na jedno z suchych pól ryżowych i na przełaj przejechałem do jednego z, popularnych w Laosie, jak ja to sobie nazwałem, wypoczywalników. Rozłożyłem śpiwór, zamknąłem się w środku. Pleciony z liści palmowych dach przeciekał, ale i tak było ciepło i zmokłem mniej niż jakbym miał rozbijać w takim deszczu namiot. Następnego dnia, zdecydowałem się, nie zawracać tylko jechać w tym samym kierunku. Po drodzę, dojrzałem jakieś białe punkciki. Czosnek? Zszedłem stromym zboczem w dół i - tak, znalazłem się na poletku maku. Do tego brakowało śniegu i już byłoby jak w Krainie Oz. "Mam swoje kwiatki", pomyślałem. Przypomniało mi się jak rok wcześniej odwiedziłem Ketamę w marokańskich górach Rif - główne miejsce produkcji haszyszu w tym kraju i jego punkt dystrybucji na rynek Europejski. Tyle, że tam, konopie rosną wzdłuż głównej drogi a rolnicy-biznesmeni znają doskonale kilka języków i z chęcią zapraszają do swoich gospodarstw by pokazać swoje pola, pochwalić się jakością lokalnych wyrobów, i opisać sposób przerabiania drobnych kwiatków w brązowy proszek.

 

Spodziewałem się ogromnych połaci ziemi okraszonych biało-fioletowymi punkcikami. Zastałem malutkie poletko i kilka klasycznych palarni opium.

 

 

 

 

Czytając informacje o Złotym Trójkącie, spodziewałem się ogromnych pól porastających całe zbocza i doliny, ludzi z kałaszami chroniących plantacji i walczących z uzbrojoną po zęby policją. Trafiłem na kilka kameralnych palarni opium i małe, schowane gdzieś za górami i za wykarczowanymi lasami, ogródkowe wręcz, poletko. Przejechałem do Luang Namtha, zdałem motor, odbierając od właściciela wypożyczalni mój kapelusik, którego od wyjazdu z Polski jeszcze nie zgubiłem, przytroczyłem namiot i śpiwór spowrotem do plecaka, sprawdziłem przy porannej kawie pocztę i poszedłem w stronę drogi do Tajlandii.

 

Dziwnym trafem, mój przejazd do Houey Xai, wyglądał prawie dokładnie tak samo jak w mailu, który dostałem od Michała i Doroty - najpierw skok na stację autobusową, później, po przejściu na rozwidlenie, zatrzymałem, jak się okazało, szefa jednej z plemiennych wiosek w okolicach mojego punktu docelowego. Przy okazji, dostałem też obiad i trochę owoców na dalszą drogę, a jego syn - Min, oprowadził mnie po swojej wioscę i nauczył kilku zwrotów w swoim, bardzo różnym od laotańskiego języku. Na pytanie o opium, Min, odpowiedział, że nic nie wie. Mieszkańcy jego wioski żyją z obsługi turystów, uprawy owoców, w tym ananasów, wyrabiania dosyć taniej biżuterii - jedna z dziewczynek, chciała tylko 2.000 kipów za naszyjnik z muszelek. 2.000 kipów dałem, muszelek nie chciałem (nie chcę zadzierać z duchami ;-) ).

 

Niby zwykłe ananasy, a potrafią bez żadnych wspomagaczy, rozśmieszyć.

 

 

Po pożegnaniu, stałem w jednym miejscu jeszcze godzinę. Dopiero po tym czasie, zatrzymała się młoda kobieta, która zawiozła mnie pod samo przejście graniczne. Nie chciałem jeszcze przekraczać granicy. Zamiast tego, rozejrzałem się po Xuey Xai, w którym, jak się okazało, nie było nic ciekawego, oprócz rynku ze strasznie drogimi produktami z Tajlandii. Nie mogłem nawet znaleźć pensjonatu za rozsądną cenę. Na bezpieczny nocleg, udałem się do świątyni.

 

Granicę przekroczyłem dopiero rano. Wszystkie kipy, które zostały mi w portfelu wymieniłem na dwie waluty - papierosy i tajskie bahty. Zastanawiałem się jakie są przepisy celne odnośnie wyrobów tytoniowych. W większości państw są takie absurdalne regulacje, że alkoholicy są bardziej uprzywilejowani niż palacze. To, że nie ma tak na prawdę żadnych przepisów, zauważyłem na przejściu. Taki południowoazjatycki standardzik - budki, które trzeba sobie samemu znaleźć; można spokojnie przejść bez stemplowania. Tylko bilet na łódkę trzeba kupić, ale wodne taksówki nie są w żaden sposób powiązane z celnikami.

 

 

Przeszło mi przez chwilę czy nie wrócić się po motor i nie poszukać jakiegoś "zielonego" przejścia do Birmy. Miałem jednak małą wizję dalszej trasy, więc ewentualne zatrzymanie i deportacja byłaby dla mnie zbyt dużym ryzykiem. Może kiedyś pobawię się w włóczęgę z prawdziwego zdarzenia - bez paszportu, bez dokumentów, bez grosza przy duszy. Na razie jestem, jednak trochę ograniczony przez te wszystkie nowoczesne standardy.

 

Bardziej niż palarnie opium, zaimponowały mi społeczności plemienne - te, "po drugiej stronie góry", do których nie dochodzą linie energetyczne, żyją poza "naszym" systemem. A to, że bratnie klany mieszkają po drugiej stronie nakreślonej na mapie kreski, po prostu ich nie interesuje. Najzwyczajniej w świecie, pieszo dreptają od wioski do wioski nie widząc po drodzę żadnych przeszkód (takich jak np. podmiot liryczny w piosencę "Sokoły", ubolewający nad wprowadzeniem granicy Polski z Ukrainą). Z drugiej strony, nawet pstrokate zdobienia ich ubrań nie przyciągałyby uwagi służb granicznych w takim stopniu jak moja rozwiana i pokręcona czupryna.

 

Mieszkańcy wiosek plemiennych Złotego Trójkąta żyją poza "naszym" systemem.

 

 

 

 

Po tajskiej stronie, przeżyłem szok cenowy - Laos był drogi. Od razu, zjadłem śniadanie, za 20 bahtów (2 zł.) i kupiłem kilka za 2 bahty. Stojąc na drodze w moim kierunku, zastanawiałem się jak działa w Tajlandii autostop - w stosunku do natężenia ruchu, wyszło mi, że czekałem dosyć długo. W końcu, zdecydowałem się, jak zwykle, z nudów, iść pieszo przed siebie.

 

Przez chwilę szedłem nie po tej stronie. No tak - w Tajlandii jeździ się lewym pasem - czyli czas na ćwiczenie lewego kciuka. Po kilku minutach marszu, zatrzymał się stary, czerwony autobus z klimatyzacją w postaci kilku przymocowanych do sufitu wiatraków - jak w starych Syrenkach. Kierowca zrozumiał laotańskie "bor mi ngen". Mówili mi wcześniej, że tajski i laotański to podobne języki. Zaśmiał się i zaprosił do środka.

 

Przejechałem do Chiang Rai, poprosiłem o przechowanie plecaka w świątyni i poszedłem obejrzeć miasto. W trakcje spaceru, poznałem Szwajcara - Hugo, spędzającego emeryturę w Tajlandii w bardzo ciekawy sposób. Przez pierwsze pół roku mieszkał na Phukhecie. Później, trzy lata spędził w Bangkoku, a następnie kupił samochód, spakował wszystkie manatki i zaczął mieszkać trochę tu i trochę tam. Hugo opowiedział mi trochę o okolicy i, ogólnie, sposobach na jak najtańsze przetrwanie w Tajlandii.

 

Powiedział, że w moim wieku też w taki sposób podróżował. Sprzedał mi również swój zapasowy telefon za 300 bahtów (10 dolarów). Tym razem, po dwóch Sony Ericssonach - jednym skradzionym a drugim do końca rozklekotanym, i jednym Huaweyiu, utopionym podczas obchodów Pi Mai, przyszła kolej na testowanie świeżego, praktycznie niedawno wyjętego z pudełka, Samsunga. Mam nadzieję, że wytrzyma mi chociaż kilka miesięcy bo do tej pory, w Azji Płd-Wsch. nie widziałem żadnych komisów.

 

Czas na nowe miejsce - Tajlandia.

 

Po pierwszej nocy w Chiang Rai, wynająłem skuter i pojechałem na wycieczkę do Złotego Trójkąta w znaczeniu zbiegu granic Tajlandii z Birmą i Laosem. Trochę myliły mi się na początku pasy. Do tego, w odróżnieniu od Laosu, małe miasto wygląda jak miasto więc doszły ronda i wymyślne skrzyżowania. Jednak skuter to nie samochód - nie ma kierownicy po drugiej stronie, a zmieniając odruchowo biegi, nie otwiera się drzwi. Szybko idzie się przyzwyczaić i, ewentualnie, połapać, że coś jest nie tak. Na dwu- i trzypasmówkach, zastanawiałem się przez chwilę czy jechać po prawej czy po lewej krawędzi pasa. Na szczęście, zawsze mam złoty środek. A, że wynająłem znów lekką 125-kę, a drogę pod kołami miałem równą i płaską, mogłem sobie jechać po tej stronie, po której chciałem.

 

Ktoś tu chyba wjechał pod prąd. No tak - w Tajlandii jeździ się po lewej stronie.

 

Na Złotym trójkącie, miałem fajne uczucie kiedy stojąc w jednym państwie, przez rzekę widać dwa inne. Gdyby dorzucić do tego jeszcze to, że kilkadziesiąt kilometrów od tego miejsca jest chińska prowincja Yunnan, robi się bardzo międzynarodowo. I choć to co mnie interesowało już widziałem, stwierdziłem, że nadal interesuje się rzeczami na literę "m".

 

Tajlandia, Laos, Birma? Kwestia wycelowania we właściwy brzeg rzeki. A morze katapultacja do Chin?

 

Postawiłem na wejście do znajdującego się nieopodal muzeum opium. W środku znajdowały się różne eksponaty, informacje historyczne, ciekawe notki - m. in. o wioskach i społecznościach plemiennych. Dopiero wychodząc, zorientowałem się, że bilet kosztował 50 baht. No cóż - nikt się nie upomniał. Jadąc dalej, natrafiłem na drugie muzeum. Tutaj jednak, wstęp kosztował już 200 bahtów (20 zł). Tyle, że akurat było zamknięte dla odwiedzających ze względu na prace remontowe. Drzwi, jednak były otwarte. Trochę dziwnie się czułem szwędając się po wielkim, pustym obiekcie. Szczególnie kiedy trafiłem do pokoju wyglądającego na salę konferencyjną z eleganckimi krzesłami, przeszklonym stołem i widokiem na luksusowe domki i idealnie zadbany park.

 

Spacer po pustym, zamkniętym i otwartym jednocześnie muzeum - odpoczynek w czymś co wygląda na salę konferencyjną.

 

Podjechałem również do przejścia z Birmą. Niestety, w tym miejscu płacąc jedyne 500 baht (50 zł.) można przejść tylko na jeden dzień i to tylko do strefy przygranicznej, w której znajduje się tylko targ i kasyna. Wieczorem, zastanawiałem się przez chwilę czy nie rozbić namiotu. Zdecydowałem, jednak, poprosić znów o nocleg w świątyni. Tutaj, przyszło zdziwienie. Nie mówiący po angielsku mnich, na gest, po którym ciężko się domyślić, że chodzi o coś innego niż spanie, wprowadził mnie do prywatnego pokoju z łazienką. Zupełnie, tak jakby mnisi w tej świątyni mieli pokój gościnny dla przyjezdnych.

 

Zupełnie jakby mnisi w świątyni, w której poprosiłem o nocleg mieli osobny pokój gościnny dla przyjezdnych.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji

Rafał Tataruch, dyrektor COS-OPO w Zakopanem, przyznał, że główne wyzwanie, które wpływa na zakończenie budowy hali lodowej, to system wentylacji. - Czekamy na projekt, ale inne prace trwają — zapewnił. W listopadzie zaplanowano pierwsze próby mrożenia tafli torów. Opóźnienie inwestycji sięga trzech lat. Data dodania artykułu: 28.10.2026 09:36
Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

Historia nie zawsze zapowiada katastrofę hukiem armat. Czasem zaczyna się od zamkniętej ulicy, żołnierzy stojących przed domem albo decyzji polityków, którzy jednym podpisem odbierają ludziom oszczędności całego życia. W październiku 1942 roku nad tomaszowskim gettem zaciskała się pętla. Siedem lat później, w 1950 roku, polski Sejm przyjął ustawę, która dramatycznie uszczupliła prywatne zasoby pieniężne. Tego samego dnia w różnych epokach odsłaniano Statuę Wolności, kończono kryzys kubański i tworzono muzykę, która miała zmienić historię rocka. Co wydarzyło się 28 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 28 października prowadzi od „Podróży Guliwera” do Metalliki, od walki o niepodległość Polski po dramat żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Data dodania artykułu: 28.10.2026 07:45
28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Jednego dnia niemieccy funkcjonariusze wyprowadzili z warszawskiego ratusza prezydenta, który nie opuścił stolicy podczas jej oblężenia. W innym październiku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie w Berlinie, a rok później świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej. Tymczasem w 1943 roku z Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była młoda więźniarka, której historia przetrwała w muzealnych zbiorach. Co wydarzyło się 27 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne opowiada również o narodzinach polskiej demokracji parlamentarnej, wielkich pisarzach, muzycznych przełomach i sportowych triumfach. Przede wszystkim jednak przypomina, że historia świata bywa zapisana na niewielkiej kartce papieru, zaadresowanej do zwyczajnego domu przy tomaszowskiej ulicy. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:53
27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

Parlament Europejski przyznał Nagrodę im. Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu i jego przedstawicielom. Decyzję podjęli szefowie grup politycznych oraz przewodnicząca PE Roberta Metsola. Wyróżnienie jest wyrazem wsparcia dla instytucji, która pracuje na rzecz praworządności mimo nacisków, z którymi się spotyka. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:25
Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców. Data dodania artykułu: 26.10.2026 08:01
26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

Nie ma czołgów przekraczających granicę NATO ani formalnego wypowiedzenia wojny. Są za to drony, podpalenia, sabotaż, cyberataki, operacje wpływu i tysiące komunikatów mających wywołać strach, gniew albo nieufność. Rosja coraz intensywniej prowadzi przeciwko państwom Zachodu działania, których największą siłą jest właśnie niejednoznaczność. Kreml próbuje sprawdzić, jak daleko może się posunąć, nie prowokując NATO do otwartej odpowiedzi militarnej. Data dodania artykułu: 25.10.2026 09:27
Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Jednego dnia angielscy łucznicy rozbili francuską armię, dowodząc, że liczebna przewaga nie zawsze oznacza zwycięstwo. Kilka stuleci później w Warszawie uruchomiono pierwszą powojenną transmisję telewizyjną, którą mogły zobaczyć zaledwie nieliczne grupy widzów. W Krakowie kończono budowę kopca poświęconego Tadeuszowi Kościuszce, a Wojciech Korfanty domagał się w niemieckim parlamencie odbudowy Polski. Co wydarzyło się 25 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 25 października prowadzi przez wielkie bitwy, politykę, literaturę, muzykę i sport. Przynosi również odkrytą w muzealnych opracowaniach rocznicę z Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 113 lat temu zakończono tutaj rozbudowę remizy, która przez dziesięciolecia służyła miejscowym strażakom. Data dodania artykułu: 25.10.2026 08:21
25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły

Współczesna wojna nie zawsze zaczyna się od wystrzału. Może rozpocząć się od filmu na TikToku, fałszywego wpisu, odpowiednio spreparowanego zdjęcia albo informacji, która w ciągu kilku godzin podzieli społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Podczas Igrzysk Wolności w Łodzi politycy i eksperci przekonywali, że właśnie dlatego Polska potrzebuje dziś nie tylko czołgów, samolotów i żołnierzy, ale także społecznej odporności. Padło określenie „obrona totalna”. Data dodania artykułu: 24.10.2026 16:35
Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026
Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Wyjątkowy koncert w PCAS-iePowiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza na Jazzowe Zaduszki – koncert pełen wspomnień, nastroju i jazzowych interpretacji dobrze znanych utworów. Wydarzenie odbędzie się 5 listopada o godz. 18.30 w sali widowiskowej PCAS-u.To propozycja dla miłośników muzyki, którzy cenią wieczory z klimatem, refleksją i repertuarem bliskim kilku pokoleniom słuchaczy. Listopadowa atmosfera nadaje temu spotkaniu szczególny charakter, łącząc pamięć, emocje i piękno muzycznych opowieści.Znane utwory w jazzowej odsłoniePodczas koncertu publiczność usłyszy piosenki związane z twórczością Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego i Zbigniewa Wodeckiego. Ich repertuar zabrzmi tym razem w nowych, jazzowych aranżacjach przygotowanych przez Calisia Jazz Quartet.Na scenie wystąpią: Małgorzata Biniek – wokal, Maciej Bąk – instrumenty klawiszowe, Mirosław Skowroński – perkusja oraz Bogumił Cieślak – kontrabas i gitara basowa.Wstęp i organizacjaWstęp na wydarzenie jest bezpłatny, jednak obowiązują wejściówki dostępne w sekretariacie placówki. Koncert odbędzie się w sali widowiskowej PCAS-u przy ul. Farbiarskiej 20/24 w Tomaszowie Mazowieckim.Jazzowe Zaduszki od kilku lat zajmują ważne miejsce w kalendarzu wydarzeń organizowanych przez PCAS i co roku przyciągają publiczność szukającą muzyki z klasą, sentymentem i wyjątkową atmosferą. Data rozpoczęcia wydarzenia: 05.11.2026

Polecane

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

Historia nie zawsze zapowiada katastrofę hukiem armat. Czasem zaczyna się od zamkniętej ulicy, żołnierzy stojących przed domem albo decyzji polityków, którzy jednym podpisem odbierają ludziom oszczędności całego życia. W październiku 1942 roku nad tomaszowskim gettem zaciskała się pętla. Siedem lat później, w 1950 roku, polski Sejm przyjął ustawę, która dramatycznie uszczupliła prywatne zasoby pieniężne. Tego samego dnia w różnych epokach odsłaniano Statuę Wolności, kończono kryzys kubański i tworzono muzykę, która miała zmienić historię rocka. Co wydarzyło się 28 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 28 października prowadzi od „Podróży Guliwera” do Metalliki, od walki o niepodległość Polski po dramat żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 07:45
28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury!

28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury!

Są święta państwowe, kościelne, rodzinne, branżowe i takie, których istnienie człowiek zaczyna doceniać dopiero po otwarciu rachunku za prąd, przeczytaniu komentarzy na Facebooku albo przejechaniu przez Tomaszów Mazowiecki w godzinach szczytu. 28 października obchodzimy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów. Święto, które w naszym kraju powinno być nie tylko dniem wolnym od pracy, ale wręcz obowiązkowym elementem narodowego programu ochrony zdrowia psychicznego. Bo choć Polacy potrafią przetrwać wiele, to są trzy rzeczy, które wystawiają ich cierpliwość na szczególnie ciężką próbę: polityka, drogowe korki i człowiek, który w kolejce do kasy przypomina sobie, że zapomniał zważyć pomidory. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 02:00
Milionowe zarobki lekarzy. Watchdog: 172 medyków przekroczyło milion. W Tomaszowie także były siedmiocyfrowe kontrakty

Milionowe zarobki lekarzy. Watchdog: 172 medyków przekroczyło milion. W Tomaszowie także były siedmiocyfrowe kontrakty

Ponad milion złotych w ciągu jednego roku – według danych zebranych przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska taki poziom wynagrodzenia osiągnęło w 2025 roku co najmniej 172 lekarzy. Rekordowa ujawniona kwota zbliżyła się do 3 mln zł. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego ta dyskusja nie jest jednak opowieścią z odległych klinik w Lublinie, Koszalinie czy Gorzowie. NaszTomaszow.pl już kilka miesięcy temu ujawnił, że również w Tomaszowskim Centrum Zdrowia indywidualne kontrakty lekarskie przekraczały milion złotych rocznie. Najwyższy sięgał ponad 1,42 mln zł. Data dodania artykułu: Wczoraj, 16:48 Liczba komentarzy: 2 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Prezent dla myśliwego i strzelca. Co kupić, a czego unikać Filmowa jesień w kinach Helios Miłość nie zna wieku. Seniorzy zagrali w MCK Tkacz i przypomnieli, że na marzenia nigdy nie jest za późno Z Tomaszowa do literatury. Joanna Kordula spotka się z czytelnikami w rodzinnych stronach Złoto w Arenie, teraz Kanada! Zofia Marszałek i Miłosz Ślusarski z kwalifikacją do Pucharu Świata Juniorów Sześć nieprawidłowości, zmiana dyrekcji i kolejna kontrola. Co ustaliła Komisja Rewizyjna w tomaszowskim ŚDS? 28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki 28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury! Złote Gody w Czerniewicach. Jedenaście par świętowało 50 lat małżeństwa Within Temptation – „Bleed Out”. Kiedy anioły przestają śpiewać o raju, a zaczynają krzyczeć przeciwko piekłu na ziemi Dziesięć lat turnieju KGW. Grand Prix dla Dąbrowy, zwycięstwo Stasiolas Milionowe zarobki lekarzy. Watchdog: 172 medyków przekroczyło milion. W Tomaszowie także były siedmiocyfrowe kontrakty
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama badanie bezdechu sennego
S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

Ministerstwo Infrastruktury nie zamierza rezygnować z budowy drogi ekspresowej S12 pomiędzy węzłami Łódź Południe i Kozenin. Resort poinformował również, że nie jest prowadzona analiza, która miałaby doprowadzić do zastąpienia tej inwestycji odcinkiem przez Piotrków Trybunalski i Sulejów. W najnowszej odpowiedzi na interpelację poseł Anny Milczanowskiej pojawiają się także konkretne liczby dotyczące rozbiórek. W najbardziej kolizyjnym z analizowanych wariantów może ich być ponad sto. Wybór preferowanego przebiegu zaplanowano dopiero na III kwartał 2027 roku, a decyzja środowiskowa ma zostać wydana w pierwszej połowie 2029 roku.
Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień

Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień

Renowacja zabytkowych nagrobków to szlachetna inicjatywa, dzięki której można ocalić od zapomnienia historię miasta i jego mieszkańców. Co jednak, jeśli działania podejmowane w imię ochrony pamięci spotykają się ze stanowczym sprzeciwem rodziny pochowanej osoby? W Tomaszowie Mazowieckim pojawiły się poważne zarzuty dotyczące prac przy grobie Marcina Bąkowskiego, uczestnika powstania styczniowego. Jego potomkowie twierdzą, że ingerowano w rodzinny nagrobek bez ich wiedzy i zgody. Domagają się wyjaśnień, przywrócenia mogiły do poprzedniego stanu oraz zwrotu usuniętych przedmiotów.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama badanie bezdechu sennego

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Bardzo trafna i fachowa ocena projektowanej inwestycji. Już wcześniej pojawiły się w tej sprawie jakieś dzikie jęki i ubolewania typu: miasto wyludnia się i umiera, brak nowych inwestycji, brak pracy, itp., itd., a ktoś w taki marazm ryzykuje dużą kasę... Ja odpowiadałem, że ten ktoś, przed podjęciem tematu, z pewnością dobrze przeanalizował temat pod każdym względem i dobrze wie, co robi. Te powyższy wpis z pewnością jest częścią takiej analizy. Źródło komentarza: Handlowy gigant przy S8 z pierwszym zgrzytem. Decyzja środowiskowa zaskarżona, sprawa trafiła do SKO Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jeżeli prezesem tego TPTM jest Piotr Kucharski i jeżeli to towarzystwo zajmuje się pamięcią o czymkolwiek lub o kimkolwiek, to można mieć pewność, że spier...lą każdą swoją akcję . To jest kupa dziada bez zelówek. Jest takie powiedzenie: przykład idzie z góry. Tą "górą" 'dla tego towarzystwa jest ten Piotr Kucharczyk - ulubieniec tomaszowskiego, gazetowego szmatławca. Więc, o czym my mówimy?! Źródło komentarza: Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień Autor komentarza: Ta Treść komentarza: A wystraczyło przyjsc na polaczone komisje ... Źródło komentarza: Kamery także na komisjach Rady Powiatu? Projekt trafi pod opinię Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat nr 1: "Problemem nie jest więc to, że lekarze dobrze zarabiają. Problemem jest pytanie, czy publiczny system potrafi racjonalnie określić wartość ich pracy, kontrolować kontrakty oraz zagwarantować, że wysokość wynagrodzeń idzie w parze z dostępnością świadczeń dla pacjentów." Cytat nr 2: "Ale dla pacjenta ostatecznie nie jest najważniejsze, ile zarabia lekarz. Najważniejsze jest, czy lekarz będzie w szpitalu wtedy, kiedy pacjent będzie go potrzebował." Te obydwa cytaty z powyższego materiału PRAWIE zawierają sedno sprawy. Napisałem: "PRAWIE", bo nie zawierają PODSTAWOWEGO zagadnienia: jaka jest SKUTECZNOŚĆ: diagnozowania, leczenia pacjentów przez tych wielomilionowych, milionowych i pozostałych lekarzy. Ja w swoim zawodzie zawsze mówię moim, przyszłym zleceniodawcom tak: jak kupisz np. garnitur za 300 zł, to za trzy miesiące marynarka rozejdzie się tobie na plecach. Ale, jak kupisz garnitur za 3000 zł, to będziesz w nim chodził wiele lat. I tak jest z tym "dochtorami" . Lekarz lekarzowi nierówny, nawet, jak ma tytuł profesora. Jeden zawsze będzie traktował człowieka/pacjenta, jak człowieka, któremu trzeba pomóc (z takim spotkałem się na Oddziale chirurgii urazowej w TCZ), a inny niewiele pomoże , ale zarobi tę bańkę rocznie. I ta trzecia kategoria. Niech ma tę bańkę, która będzie się jemu należała, bo na tę bańkę zasługuje. Źródło komentarza: Milionowe zarobki lekarzy. Watchdog: 172 medyków przekroczyło milion. W Tomaszowie także były siedmiocyfrowe kontrakty Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Uważam, że ten wpis oddaje aktualną sytuację tej inwestycji. Również uważam, że te różne postulaty ludzi, zainteresowanych przebiegiem obwodnicy, ale również (co jest najważniejsze) swoim dalszym losem (likwidacja domostw, gospodarstw rolnych, firm), obowiązkowo powinny być brane pod uwagę. No, ale, co można się spodziewać po premierze - wrogu Polski.... Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Te! Cwaniaczku: a dlaczegóż to miałby to zdanie skreślać? Przy rządach ryżego niemca żadnej gumki nie można chować do szuflady, bo ten wróg Polski robi wszystko, aby Polskę zniszczyć i odciąć od jakichkolwiek inwestycji. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram
Reklama
Reklama
Wózek inwalidzki Meyra SMART F WERSJA STAB

Wózek inwalidzki Meyra SMART F WERSJA STAB

Cena: Do negocjacji Aktywny wózek inwalidzki dopasowany do potrzeb użytkownikaW naszej ofercie dostępny jest lekki, aluminiowy wózek inwalidzki, zaprojektowany z myślą o osobach, które cenią mobilność, wygodę i możliwość indywidualnego dopasowania sprzętu do codziennego funkcjonowania.Wózek posiada składaną krzyżakowo ramę aluminiową, zintegrowany z ramą podnóżek oraz możliwość wyboru przedniej części ramy — z przewężeniem lub bez. Dostępne są także trzy długości ramy, co pozwala lepiej dopasować konstrukcję do wzrostu, sylwetki i sposobu poruszania się użytkownika.Komfort jazdy zwiększa oparcie z regulacją napięcia pasami, poduszka siedziska oraz możliwość regulacji środka ciężkości, kąta i wysokości siedziska. Do wyboru są różne rozmiary i rodzaje kółek przednich, szeroka gama kół tylnych na szybkozłączkach, a także kamber 0,5° lub 3°. Wózek można wyposażyć w ciągi aluminiowe lub stalowe oraz hamulce dociskowe pionowe albo poziome.To sprzęt, który można skonfigurować bardzo indywidualnie — od koloru ramy i tapicerki, przez rodzaj rączek do pchania, po rozwiązania dla osób z większymi potrzebami stabilizacji. Dostępne są m.in. tapicerki oddychające, ciągi dla tetra- i paraplegików, zagłówek, pas, kamizelka, klin, pasy odwodzące nogi, kółka podporowe, osłony na szprychy, śpiwór oraz plecak.Wózek wyposażony jest również w boczek aktywny, jednoczęściowy stopień podnóżka oraz pas podudzia. Dzięki szerokiej gamie opcji może być dopasowany zarówno do użytkownika aktywnego, jak i osoby wymagającej dodatkowego wsparcia w codziennym poruszaniu się.Z pełną ofertą wózków inwalidzkich można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż i dostawy bezpośrednio do domów pacjentów. 

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama