Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:17
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Laos / Tajlandia - Złoty Trójkąt i krainy po drugiej stronie góry

W Luang Namtha zameldowaliśmy się w jednym z licznych pensjonatów, w którym dosyć duży pokój z wi-fi dostaliśmy za 50.000 kipów bez targowania. Następnego dnia, Dorotę i Michała pogoniło do Tajlandii. Ja zostałem na miejscu.

Byłem w obrębie Złotego Trójkąta - miejsca, w którym zbiegają się granice Tajlandii, Laosu i Birmy. Pikanterii do świadomości znajdowania się w regionie pogranicza dodawało nie tylko górzyste ukształtowanie okolicznego terenu, ale jeszcze jedno, przemysłowe, znaczenie terminu Złoty Trójkąt, jako jednego z głównych ośrodków produkcji opium na terenie Azji.

 

Chwilę po pożegnaniu się z Michałem i Dorotą, wynająłem skuter. Za tę samą cenę - 50.000 kipów, miałem do wyboru pełnowymiarową Hondę CBF 125 ccm i skuter Suzuki o tej samej pojemności. Twarde zawieszenie Hondy sprawiło, że wybrałem drugą opcję - Suzuki był lżejszy, więc zwinniejszy, i miał lepsze hamulce.

 

Chciałem zobaczyć jak to jest z tym opium. Złoty Trójkąt wiódł prym w światowej produkcji opium i heroiny do czasów aż został wyprzedzony przez Afganistan.

 

Górzysty Złoty Trójkąt - dawniej nr 1 w światowej produkcji czarnego, kleistego złota.

 

Po zakupach prowiantu w postaci bananów za 5.000 kipów i wody, wyjechałem na drogę w kierunku przejścia z Birmą. Przecinając serpentyny, znów przez chwilę żałowałem, że nie kupiłem motocykla na własność. Inżynierowie, projektujący drogę mieli łeb na karku dbając by kierowcy nie zasnęli. Co chwila jest jakiś zakręt. Przy tym, w zdecydowanej większości przypadków, za zakrętem w prawo, dla odmiany, jest zakręt w lewo. Do tego, dzięki temu, że nie ma praktycznie ruchu, wyprzedzając, za pewnik można uznać, że drugi pas jest wolny. W razie problemów, zawsze można ewentualnie zgłosić chęć pierwszeństwa klaksonem.

 

Serpentyny północnego Laosu. Nie można się nudzić - za zakrętem w jedną stronę, prawie zawsze jest zakręt w drugą.

 

Po drodzę do Muang Sing, minąłem wodospad. Wstęp kosztował 10.000 kipów. Było to kolejne płatne miejsce w Laosie, w którym nie musiałem kupować biletu. Po prostu, zapytałem czy mogę wejść za darmo. Po przejściu kilkuset metrów wąską dróżką pełną pająków zobaczyłem wodę spływającą po skale do położonego niżej strumienia. Miły widok, ale najlepsze wodospady w Laosie są na południu - na płaskowyżu Bolaven - gdzie aż się od nich roi.

 

Kolejny przystanek zrobiłem sobie w Muang Sing. Przejechanie 50 kilometrów zajęło mi ponad godzinę. "No i gdzie to opium?", pomyślałem. Rozglądałem się po położonych na zboczach gór i w dolinach plantacjach i nic białego ani fioletowego, ani nawet choćby czerwonego nie widziałem. Zdjąłem kask i usiadłem przy stoliku żeby zapalić zwykłego, naładowanego tytoniem, klejem do bibułek, jakimiś substancjami podtrzymującymi żar, i innymi truciznami papierosa. Zauważyłem dreptające przy drodzę, ubrane proste w kroju, ale bardzo bogato i oryginalnie zdobione stroje sarsze panie. Po krótkim kontakcie wzrokowym, miałem wrażenie, że przyspieszyły nieco kroku. Kiedy doszły do mnie, siedziałem już spowrotem na skuterku. Panie zbliżyły się dosłownie na tak bliską odległość, że nasze biodra praktycznie się stykały i bez słowa, po spojrzeniu mi dziwnie mętnym wzrokiem w oczy zaczęły prezentować imponującą zawartość sakiew - ręcznie robione bransoletki, wisiorki z muszelek, misternie zdobione chusty i tajemnicze torebeczki z bladozielonym suszem i czarno-brązową mazią.

 

Kolorowo ubrane mieszkanki jednej z plemiennych wiosek.

 

- "Ganja? Opium?", zapytały.
- Skąd jesteście? Zapytałem po angielsku
- ...... - chyba nie zrozumiały
Zapytalem czy znają jakiś inny język
- Ganja? Opium?
- Opium, pokażcie to
Roztarłem kawałek małej lepkiej działki na palcach
- Ile?
- 20.000 kipów
- Ile macie?
- 20.000 kipów
- Więcej. Panie zaczęły wyjmować to co miały. W końcu, zniecierpliwiony wypaliłem:
- Kilogram poproszę. Rzuciłem jak w sklepie spożywczym.   
- Aaaaahhhh kilogram. Odpowiedziała jedna z babdź zdziwionym głosem. To tam jedź
- Gdzie?
- Akkha village

 

Co w sakwach? Standard - ręcznie robione ozdóbki - koraliki, chusty i, oczywiście - ganja i opium.

 

Pożegnałem się ładnie i udałem w stronę wskazaną przez jedną z dilerek. Za kilkoma zakrętami, zjechałem do małej wioski położonej kilka kilometrów od głównej drogi. Kiedy zobaczyłem stojący na wzniesieniu prosty totem, wydawało mi się, ze trafiłem we właściwe miejsce. Mieszkańcy plemiennych wiosek północnego Laosu nie są wyznawcami Buddyzmu. Nie są nawet Laotańczykami. Złoty Trójkąt to miejsce, w którym granice się zacierają. Nie ma pojęcia państw. Są za to żyjące blisko siebie klany, które mają własną kulturę, własną tożsamość, własne wierzenia i obrządki.

 

Totem w jednej z plemiennych wiosek.

 

Szwędając się po wiosce okraszonej bardzo mistycznymi symbolami, moją uwagę zwróciła grupka mężczyzn wachlujących wokół domu dym z kilku naczyń, w których palił się ogień. Byli w trakcie ceremonii wyganiania złych duchów. Na widok aparatu, jeden z nich uśmiechnął się. Usiadłem i poczekałem do końca. Kiedy zapytałem o opium, pokierował mnie do innego domku wybudowanego nieco niżej. W środku, przejął mnie inny mężczyzna. Po obowiązkowym ściągnięciu butów, zostałem wprowadzony do małego pokoiku z dwiema innymi osobami - opartym o ścianę starszym panem i strasznie wychudzoną, leżącą na boku i, jakby ostatkiem sił, ledwo podpierającą się łokciem kobietą. Mój "przewodnik" zatrzasnął klamkę i wyciągnął torebkę pełną brązowych makówek wielkości większej niż kciuk.

 

Makowe głowy jak w mandze

 

- Fajnie, makówy - powiedziałem. Gdzie to opium?
- Ile?
- Kilogram

 

Pan wyciągnął kolejną torbę z ciemną, oleistą, żywiczną mazią. Do tego, naszykował zestaw w postaci sprasowanej już, gotowej, mniejszej działki, talerzyka z drobnymi nożyczkami, wagą, zwęgloną łyżeczką i innymi akcesoriami. Całość była jeszcze bardziej skomplikowana i tajemnicza niż ognista ceremonia odstraszania złych duchów, którą widziałem wcześniej. Panowie nabili drewnianą bambusową fajkę. Mój "przewodnik" zaciągnął się i przekazał mi "bonga". Nie chcąc popełnić kolejnej gafy jak kilka dni wcześniej, udałem, że się zaciągam i podałem fajkę mężczyźnie, obok. Ten, oddał ją leżącej, ledwo podpierającej się kobiecie - najwyraźniej siedział tam tylko po to by podtrzymywać płomień. Cała otoczka wyglądała jak w klasycznej palarni opium. Znów, poczułem się jakbym odbył podróż w czasie i przestrzeni - tego typu miejsca były popularne w XIX wieku i teraz, mimo, że jest wiek XXI istnieją nadal w niezmienionej, niemal, formie.

 

Nie wiedziałem, że konsumpcja opium jest tak skomplikowana. Sam bym się w tym wszystkim pogubił.

 

 

 

 

Nie miałem ochoty na makową euforię. Bardziej niż do palenia, mak jakoś pasuje mi do słodkiego makowca - najlepiej w polewie czekoladowej. Kolejnej kolejki do ustnika fajki więc odmówiłem i zapytałem skąd oni to biorą. Niestety, umiejętności komunikatywne mojego "przewodnika" były mocno ograniczone. Musiałem jakoś wyrwać się z palarni nie robiąc zamieszania i zachowując dobrą pozę.

 

Jedyne co przyszło mi do głowy to pokraczne negocjacje ceny kilograma. Na kartcę zapisywaliśmy jakieś sumy z chyba nieskończoną ilością zer. Zaproponowałem przejście na dolary. Nic z tych rzeczy - mój hurtownik chciał pozostać przy kipach. Targowałem tak by mieć najmniejszą ilość zer i dopiąłem celu.

 

Nie musiałem wychodzić ani mówić, że się rozmyśliłem, że chciałem tylko zobaczyć, itp. zachowując twarz i pozostając przy zbyt niskiej cenie zostałem bardzo delikatnie wyproszony z małego, zamkniętego i zadymionego pokoiku.

 

Nareszcie światło dzienne.

 

Po ochłonięciu z wrażeń, zacząłem pytać po wiosce skąd oni to biorą. Niestety, nikt nie potrafił mi odpowiedzieć po angielsku. Zadzwoniłem do Luang Namtha do biura turystycznego, w którym mówili po angielsku, zapytać o wioskę Akha i o plantacje. Pan po drugiej stronie powiedział, że Akha nie mają żadnego opium, że to jest nielegalne, i że kiedyś tak, ale teraz żyją z ręcznie robionych ozdóbek i plecionek i, że w ogóle nie wie po co dzwonię. Wymyśliłem więc, że przejadę się dróżką zobaczyć co jest "po drugiej stronie góry". Po kilku kilometrach wjechałem do innej wioski. Znowu trafiłem na palarnię opium, w której czekała na mnie podobna otoczka co w poprzedniej. Tyle, że tutaj, po prostu wyszedłem udając głupka, że nie wiem o co chodzi.

 

Kiedy wjechałem na małą dróżkę, zachmurzyło się, a ja nie miałem już odwrotu. Było zbyt wąsko żeby zawracać a ewentualna próba mogła skończyć się zsunięciem w przepaść. Minąłem dwie grupki osób niosących koszyczki i torby. Dalej stał jeden ciekawie wyglądający totem i kilka ołtarzyków ofiarnych. Już drugi raz w Laosie, poczułem się, jakbym trafił do zupełnie innej bajki niż tej, w której się urodziłem. Zaczęło grzmieć a wskaźnik paliwa jakoś dziwnie spadł w dół. Zacięty pływak? "Jest droga, to gdzieś musi prowadzić", pomyślałem.

 

Co jest "po drugiej stronie góry"? Jest droga, więc musi gdzieś prowadzić. Tyle, że wjeżdżając na nią, trzeba jechać prosto. Nie ma gdzie zawrócić, a ja mam lęk wysokości.

 

W końcu, w strugach deszczu, znalazłem dróżkę prowadzącą na jedno z suchych pól ryżowych i na przełaj przejechałem do jednego z, popularnych w Laosie, jak ja to sobie nazwałem, wypoczywalników. Rozłożyłem śpiwór, zamknąłem się w środku. Pleciony z liści palmowych dach przeciekał, ale i tak było ciepło i zmokłem mniej niż jakbym miał rozbijać w takim deszczu namiot. Następnego dnia, zdecydowałem się, nie zawracać tylko jechać w tym samym kierunku. Po drodzę, dojrzałem jakieś białe punkciki. Czosnek? Zszedłem stromym zboczem w dół i - tak, znalazłem się na poletku maku. Do tego brakowało śniegu i już byłoby jak w Krainie Oz. "Mam swoje kwiatki", pomyślałem. Przypomniało mi się jak rok wcześniej odwiedziłem Ketamę w marokańskich górach Rif - główne miejsce produkcji haszyszu w tym kraju i jego punkt dystrybucji na rynek Europejski. Tyle, że tam, konopie rosną wzdłuż głównej drogi a rolnicy-biznesmeni znają doskonale kilka języków i z chęcią zapraszają do swoich gospodarstw by pokazać swoje pola, pochwalić się jakością lokalnych wyrobów, i opisać sposób przerabiania drobnych kwiatków w brązowy proszek.

 

Spodziewałem się ogromnych połaci ziemi okraszonych biało-fioletowymi punkcikami. Zastałem malutkie poletko i kilka klasycznych palarni opium.

 

 

 

 

Czytając informacje o Złotym Trójkącie, spodziewałem się ogromnych pól porastających całe zbocza i doliny, ludzi z kałaszami chroniących plantacji i walczących z uzbrojoną po zęby policją. Trafiłem na kilka kameralnych palarni opium i małe, schowane gdzieś za górami i za wykarczowanymi lasami, ogródkowe wręcz, poletko. Przejechałem do Luang Namtha, zdałem motor, odbierając od właściciela wypożyczalni mój kapelusik, którego od wyjazdu z Polski jeszcze nie zgubiłem, przytroczyłem namiot i śpiwór spowrotem do plecaka, sprawdziłem przy porannej kawie pocztę i poszedłem w stronę drogi do Tajlandii.

 

Dziwnym trafem, mój przejazd do Houey Xai, wyglądał prawie dokładnie tak samo jak w mailu, który dostałem od Michała i Doroty - najpierw skok na stację autobusową, później, po przejściu na rozwidlenie, zatrzymałem, jak się okazało, szefa jednej z plemiennych wiosek w okolicach mojego punktu docelowego. Przy okazji, dostałem też obiad i trochę owoców na dalszą drogę, a jego syn - Min, oprowadził mnie po swojej wioscę i nauczył kilku zwrotów w swoim, bardzo różnym od laotańskiego języku. Na pytanie o opium, Min, odpowiedział, że nic nie wie. Mieszkańcy jego wioski żyją z obsługi turystów, uprawy owoców, w tym ananasów, wyrabiania dosyć taniej biżuterii - jedna z dziewczynek, chciała tylko 2.000 kipów za naszyjnik z muszelek. 2.000 kipów dałem, muszelek nie chciałem (nie chcę zadzierać z duchami ;-) ).

 

Niby zwykłe ananasy, a potrafią bez żadnych wspomagaczy, rozśmieszyć.

 

 

Po pożegnaniu, stałem w jednym miejscu jeszcze godzinę. Dopiero po tym czasie, zatrzymała się młoda kobieta, która zawiozła mnie pod samo przejście graniczne. Nie chciałem jeszcze przekraczać granicy. Zamiast tego, rozejrzałem się po Xuey Xai, w którym, jak się okazało, nie było nic ciekawego, oprócz rynku ze strasznie drogimi produktami z Tajlandii. Nie mogłem nawet znaleźć pensjonatu za rozsądną cenę. Na bezpieczny nocleg, udałem się do świątyni.

 

Granicę przekroczyłem dopiero rano. Wszystkie kipy, które zostały mi w portfelu wymieniłem na dwie waluty - papierosy i tajskie bahty. Zastanawiałem się jakie są przepisy celne odnośnie wyrobów tytoniowych. W większości państw są takie absurdalne regulacje, że alkoholicy są bardziej uprzywilejowani niż palacze. To, że nie ma tak na prawdę żadnych przepisów, zauważyłem na przejściu. Taki południowoazjatycki standardzik - budki, które trzeba sobie samemu znaleźć; można spokojnie przejść bez stemplowania. Tylko bilet na łódkę trzeba kupić, ale wodne taksówki nie są w żaden sposób powiązane z celnikami.

 

 

Przeszło mi przez chwilę czy nie wrócić się po motor i nie poszukać jakiegoś "zielonego" przejścia do Birmy. Miałem jednak małą wizję dalszej trasy, więc ewentualne zatrzymanie i deportacja byłaby dla mnie zbyt dużym ryzykiem. Może kiedyś pobawię się w włóczęgę z prawdziwego zdarzenia - bez paszportu, bez dokumentów, bez grosza przy duszy. Na razie jestem, jednak trochę ograniczony przez te wszystkie nowoczesne standardy.

 

Bardziej niż palarnie opium, zaimponowały mi społeczności plemienne - te, "po drugiej stronie góry", do których nie dochodzą linie energetyczne, żyją poza "naszym" systemem. A to, że bratnie klany mieszkają po drugiej stronie nakreślonej na mapie kreski, po prostu ich nie interesuje. Najzwyczajniej w świecie, pieszo dreptają od wioski do wioski nie widząc po drodzę żadnych przeszkód (takich jak np. podmiot liryczny w piosencę "Sokoły", ubolewający nad wprowadzeniem granicy Polski z Ukrainą). Z drugiej strony, nawet pstrokate zdobienia ich ubrań nie przyciągałyby uwagi służb granicznych w takim stopniu jak moja rozwiana i pokręcona czupryna.

 

Mieszkańcy wiosek plemiennych Złotego Trójkąta żyją poza "naszym" systemem.

 

 

 

 

Po tajskiej stronie, przeżyłem szok cenowy - Laos był drogi. Od razu, zjadłem śniadanie, za 20 bahtów (2 zł.) i kupiłem kilka za 2 bahty. Stojąc na drodze w moim kierunku, zastanawiałem się jak działa w Tajlandii autostop - w stosunku do natężenia ruchu, wyszło mi, że czekałem dosyć długo. W końcu, zdecydowałem się, jak zwykle, z nudów, iść pieszo przed siebie.

 

Przez chwilę szedłem nie po tej stronie. No tak - w Tajlandii jeździ się lewym pasem - czyli czas na ćwiczenie lewego kciuka. Po kilku minutach marszu, zatrzymał się stary, czerwony autobus z klimatyzacją w postaci kilku przymocowanych do sufitu wiatraków - jak w starych Syrenkach. Kierowca zrozumiał laotańskie "bor mi ngen". Mówili mi wcześniej, że tajski i laotański to podobne języki. Zaśmiał się i zaprosił do środka.

 

Przejechałem do Chiang Rai, poprosiłem o przechowanie plecaka w świątyni i poszedłem obejrzeć miasto. W trakcje spaceru, poznałem Szwajcara - Hugo, spędzającego emeryturę w Tajlandii w bardzo ciekawy sposób. Przez pierwsze pół roku mieszkał na Phukhecie. Później, trzy lata spędził w Bangkoku, a następnie kupił samochód, spakował wszystkie manatki i zaczął mieszkać trochę tu i trochę tam. Hugo opowiedział mi trochę o okolicy i, ogólnie, sposobach na jak najtańsze przetrwanie w Tajlandii.

 

Powiedział, że w moim wieku też w taki sposób podróżował. Sprzedał mi również swój zapasowy telefon za 300 bahtów (10 dolarów). Tym razem, po dwóch Sony Ericssonach - jednym skradzionym a drugim do końca rozklekotanym, i jednym Huaweyiu, utopionym podczas obchodów Pi Mai, przyszła kolej na testowanie świeżego, praktycznie niedawno wyjętego z pudełka, Samsunga. Mam nadzieję, że wytrzyma mi chociaż kilka miesięcy bo do tej pory, w Azji Płd-Wsch. nie widziałem żadnych komisów.

 

Czas na nowe miejsce - Tajlandia.

 

Po pierwszej nocy w Chiang Rai, wynająłem skuter i pojechałem na wycieczkę do Złotego Trójkąta w znaczeniu zbiegu granic Tajlandii z Birmą i Laosem. Trochę myliły mi się na początku pasy. Do tego, w odróżnieniu od Laosu, małe miasto wygląda jak miasto więc doszły ronda i wymyślne skrzyżowania. Jednak skuter to nie samochód - nie ma kierownicy po drugiej stronie, a zmieniając odruchowo biegi, nie otwiera się drzwi. Szybko idzie się przyzwyczaić i, ewentualnie, połapać, że coś jest nie tak. Na dwu- i trzypasmówkach, zastanawiałem się przez chwilę czy jechać po prawej czy po lewej krawędzi pasa. Na szczęście, zawsze mam złoty środek. A, że wynająłem znów lekką 125-kę, a drogę pod kołami miałem równą i płaską, mogłem sobie jechać po tej stronie, po której chciałem.

 

Ktoś tu chyba wjechał pod prąd. No tak - w Tajlandii jeździ się po lewej stronie.

 

Na Złotym trójkącie, miałem fajne uczucie kiedy stojąc w jednym państwie, przez rzekę widać dwa inne. Gdyby dorzucić do tego jeszcze to, że kilkadziesiąt kilometrów od tego miejsca jest chińska prowincja Yunnan, robi się bardzo międzynarodowo. I choć to co mnie interesowało już widziałem, stwierdziłem, że nadal interesuje się rzeczami na literę "m".

 

Tajlandia, Laos, Birma? Kwestia wycelowania we właściwy brzeg rzeki. A morze katapultacja do Chin?

 

Postawiłem na wejście do znajdującego się nieopodal muzeum opium. W środku znajdowały się różne eksponaty, informacje historyczne, ciekawe notki - m. in. o wioskach i społecznościach plemiennych. Dopiero wychodząc, zorientowałem się, że bilet kosztował 50 baht. No cóż - nikt się nie upomniał. Jadąc dalej, natrafiłem na drugie muzeum. Tutaj jednak, wstęp kosztował już 200 bahtów (20 zł). Tyle, że akurat było zamknięte dla odwiedzających ze względu na prace remontowe. Drzwi, jednak były otwarte. Trochę dziwnie się czułem szwędając się po wielkim, pustym obiekcie. Szczególnie kiedy trafiłem do pokoju wyglądającego na salę konferencyjną z eleganckimi krzesłami, przeszklonym stołem i widokiem na luksusowe domki i idealnie zadbany park.

 

Spacer po pustym, zamkniętym i otwartym jednocześnie muzeum - odpoczynek w czymś co wygląda na salę konferencyjną.

 

Podjechałem również do przejścia z Birmą. Niestety, w tym miejscu płacąc jedyne 500 baht (50 zł.) można przejść tylko na jeden dzień i to tylko do strefy przygranicznej, w której znajduje się tylko targ i kasyna. Wieczorem, zastanawiałem się przez chwilę czy nie rozbić namiotu. Zdecydowałem, jednak, poprosić znów o nocleg w świątyni. Tutaj, przyszło zdziwienie. Nie mówiący po angielsku mnich, na gest, po którym ciężko się domyślić, że chodzi o coś innego niż spanie, wprowadził mnie do prywatnego pokoju z łazienką. Zupełnie, tak jakby mnisi w tej świątyni mieli pokój gościnny dla przyjezdnych.

 

Zupełnie jakby mnisi w świątyni, w której poprosiłem o nocleg mieli osobny pokój gościnny dla przyjezdnych.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama