Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 lipca 2026 15:45
Reklama
Reklama

Laos / Tajlandia - Złoty Trójkąt i krainy po drugiej stronie góry

W Luang Namtha zameldowaliśmy się w jednym z licznych pensjonatów, w którym dosyć duży pokój z wi-fi dostaliśmy za 50.000 kipów bez targowania. Następnego dnia, Dorotę i Michała pogoniło do Tajlandii. Ja zostałem na miejscu.

Byłem w obrębie Złotego Trójkąta - miejsca, w którym zbiegają się granice Tajlandii, Laosu i Birmy. Pikanterii do świadomości znajdowania się w regionie pogranicza dodawało nie tylko górzyste ukształtowanie okolicznego terenu, ale jeszcze jedno, przemysłowe, znaczenie terminu Złoty Trójkąt, jako jednego z głównych ośrodków produkcji opium na terenie Azji.

 

Chwilę po pożegnaniu się z Michałem i Dorotą, wynająłem skuter. Za tę samą cenę - 50.000 kipów, miałem do wyboru pełnowymiarową Hondę CBF 125 ccm i skuter Suzuki o tej samej pojemności. Twarde zawieszenie Hondy sprawiło, że wybrałem drugą opcję - Suzuki był lżejszy, więc zwinniejszy, i miał lepsze hamulce.

 

Chciałem zobaczyć jak to jest z tym opium. Złoty Trójkąt wiódł prym w światowej produkcji opium i heroiny do czasów aż został wyprzedzony przez Afganistan.

 

Górzysty Złoty Trójkąt - dawniej nr 1 w światowej produkcji czarnego, kleistego złota.

 

Po zakupach prowiantu w postaci bananów za 5.000 kipów i wody, wyjechałem na drogę w kierunku przejścia z Birmą. Przecinając serpentyny, znów przez chwilę żałowałem, że nie kupiłem motocykla na własność. Inżynierowie, projektujący drogę mieli łeb na karku dbając by kierowcy nie zasnęli. Co chwila jest jakiś zakręt. Przy tym, w zdecydowanej większości przypadków, za zakrętem w prawo, dla odmiany, jest zakręt w lewo. Do tego, dzięki temu, że nie ma praktycznie ruchu, wyprzedzając, za pewnik można uznać, że drugi pas jest wolny. W razie problemów, zawsze można ewentualnie zgłosić chęć pierwszeństwa klaksonem.

 

Serpentyny północnego Laosu. Nie można się nudzić - za zakrętem w jedną stronę, prawie zawsze jest zakręt w drugą.

 

Po drodzę do Muang Sing, minąłem wodospad. Wstęp kosztował 10.000 kipów. Było to kolejne płatne miejsce w Laosie, w którym nie musiałem kupować biletu. Po prostu, zapytałem czy mogę wejść za darmo. Po przejściu kilkuset metrów wąską dróżką pełną pająków zobaczyłem wodę spływającą po skale do położonego niżej strumienia. Miły widok, ale najlepsze wodospady w Laosie są na południu - na płaskowyżu Bolaven - gdzie aż się od nich roi.

 

Kolejny przystanek zrobiłem sobie w Muang Sing. Przejechanie 50 kilometrów zajęło mi ponad godzinę. "No i gdzie to opium?", pomyślałem. Rozglądałem się po położonych na zboczach gór i w dolinach plantacjach i nic białego ani fioletowego, ani nawet choćby czerwonego nie widziałem. Zdjąłem kask i usiadłem przy stoliku żeby zapalić zwykłego, naładowanego tytoniem, klejem do bibułek, jakimiś substancjami podtrzymującymi żar, i innymi truciznami papierosa. Zauważyłem dreptające przy drodzę, ubrane proste w kroju, ale bardzo bogato i oryginalnie zdobione stroje sarsze panie. Po krótkim kontakcie wzrokowym, miałem wrażenie, że przyspieszyły nieco kroku. Kiedy doszły do mnie, siedziałem już spowrotem na skuterku. Panie zbliżyły się dosłownie na tak bliską odległość, że nasze biodra praktycznie się stykały i bez słowa, po spojrzeniu mi dziwnie mętnym wzrokiem w oczy zaczęły prezentować imponującą zawartość sakiew - ręcznie robione bransoletki, wisiorki z muszelek, misternie zdobione chusty i tajemnicze torebeczki z bladozielonym suszem i czarno-brązową mazią.

 

Kolorowo ubrane mieszkanki jednej z plemiennych wiosek.

 

- "Ganja? Opium?", zapytały.
- Skąd jesteście? Zapytałem po angielsku
- ...... - chyba nie zrozumiały
Zapytalem czy znają jakiś inny język
- Ganja? Opium?
- Opium, pokażcie to
Roztarłem kawałek małej lepkiej działki na palcach
- Ile?
- 20.000 kipów
- Ile macie?
- 20.000 kipów
- Więcej. Panie zaczęły wyjmować to co miały. W końcu, zniecierpliwiony wypaliłem:
- Kilogram poproszę. Rzuciłem jak w sklepie spożywczym.   
- Aaaaahhhh kilogram. Odpowiedziała jedna z babdź zdziwionym głosem. To tam jedź
- Gdzie?
- Akkha village

 

Co w sakwach? Standard - ręcznie robione ozdóbki - koraliki, chusty i, oczywiście - ganja i opium.

 

Pożegnałem się ładnie i udałem w stronę wskazaną przez jedną z dilerek. Za kilkoma zakrętami, zjechałem do małej wioski położonej kilka kilometrów od głównej drogi. Kiedy zobaczyłem stojący na wzniesieniu prosty totem, wydawało mi się, ze trafiłem we właściwe miejsce. Mieszkańcy plemiennych wiosek północnego Laosu nie są wyznawcami Buddyzmu. Nie są nawet Laotańczykami. Złoty Trójkąt to miejsce, w którym granice się zacierają. Nie ma pojęcia państw. Są za to żyjące blisko siebie klany, które mają własną kulturę, własną tożsamość, własne wierzenia i obrządki.

 

Totem w jednej z plemiennych wiosek.

 

Szwędając się po wiosce okraszonej bardzo mistycznymi symbolami, moją uwagę zwróciła grupka mężczyzn wachlujących wokół domu dym z kilku naczyń, w których palił się ogień. Byli w trakcie ceremonii wyganiania złych duchów. Na widok aparatu, jeden z nich uśmiechnął się. Usiadłem i poczekałem do końca. Kiedy zapytałem o opium, pokierował mnie do innego domku wybudowanego nieco niżej. W środku, przejął mnie inny mężczyzna. Po obowiązkowym ściągnięciu butów, zostałem wprowadzony do małego pokoiku z dwiema innymi osobami - opartym o ścianę starszym panem i strasznie wychudzoną, leżącą na boku i, jakby ostatkiem sił, ledwo podpierającą się łokciem kobietą. Mój "przewodnik" zatrzasnął klamkę i wyciągnął torebkę pełną brązowych makówek wielkości większej niż kciuk.

 

Makowe głowy jak w mandze

 

- Fajnie, makówy - powiedziałem. Gdzie to opium?
- Ile?
- Kilogram

 

Pan wyciągnął kolejną torbę z ciemną, oleistą, żywiczną mazią. Do tego, naszykował zestaw w postaci sprasowanej już, gotowej, mniejszej działki, talerzyka z drobnymi nożyczkami, wagą, zwęgloną łyżeczką i innymi akcesoriami. Całość była jeszcze bardziej skomplikowana i tajemnicza niż ognista ceremonia odstraszania złych duchów, którą widziałem wcześniej. Panowie nabili drewnianą bambusową fajkę. Mój "przewodnik" zaciągnął się i przekazał mi "bonga". Nie chcąc popełnić kolejnej gafy jak kilka dni wcześniej, udałem, że się zaciągam i podałem fajkę mężczyźnie, obok. Ten, oddał ją leżącej, ledwo podpierającej się kobiecie - najwyraźniej siedział tam tylko po to by podtrzymywać płomień. Cała otoczka wyglądała jak w klasycznej palarni opium. Znów, poczułem się jakbym odbył podróż w czasie i przestrzeni - tego typu miejsca były popularne w XIX wieku i teraz, mimo, że jest wiek XXI istnieją nadal w niezmienionej, niemal, formie.

 

Nie wiedziałem, że konsumpcja opium jest tak skomplikowana. Sam bym się w tym wszystkim pogubił.

 

 

 

 

Nie miałem ochoty na makową euforię. Bardziej niż do palenia, mak jakoś pasuje mi do słodkiego makowca - najlepiej w polewie czekoladowej. Kolejnej kolejki do ustnika fajki więc odmówiłem i zapytałem skąd oni to biorą. Niestety, umiejętności komunikatywne mojego "przewodnika" były mocno ograniczone. Musiałem jakoś wyrwać się z palarni nie robiąc zamieszania i zachowując dobrą pozę.

 

Jedyne co przyszło mi do głowy to pokraczne negocjacje ceny kilograma. Na kartcę zapisywaliśmy jakieś sumy z chyba nieskończoną ilością zer. Zaproponowałem przejście na dolary. Nic z tych rzeczy - mój hurtownik chciał pozostać przy kipach. Targowałem tak by mieć najmniejszą ilość zer i dopiąłem celu.

 

Nie musiałem wychodzić ani mówić, że się rozmyśliłem, że chciałem tylko zobaczyć, itp. zachowując twarz i pozostając przy zbyt niskiej cenie zostałem bardzo delikatnie wyproszony z małego, zamkniętego i zadymionego pokoiku.

 

Nareszcie światło dzienne.

 

Po ochłonięciu z wrażeń, zacząłem pytać po wiosce skąd oni to biorą. Niestety, nikt nie potrafił mi odpowiedzieć po angielsku. Zadzwoniłem do Luang Namtha do biura turystycznego, w którym mówili po angielsku, zapytać o wioskę Akha i o plantacje. Pan po drugiej stronie powiedział, że Akha nie mają żadnego opium, że to jest nielegalne, i że kiedyś tak, ale teraz żyją z ręcznie robionych ozdóbek i plecionek i, że w ogóle nie wie po co dzwonię. Wymyśliłem więc, że przejadę się dróżką zobaczyć co jest "po drugiej stronie góry". Po kilku kilometrach wjechałem do innej wioski. Znowu trafiłem na palarnię opium, w której czekała na mnie podobna otoczka co w poprzedniej. Tyle, że tutaj, po prostu wyszedłem udając głupka, że nie wiem o co chodzi.

 

Kiedy wjechałem na małą dróżkę, zachmurzyło się, a ja nie miałem już odwrotu. Było zbyt wąsko żeby zawracać a ewentualna próba mogła skończyć się zsunięciem w przepaść. Minąłem dwie grupki osób niosących koszyczki i torby. Dalej stał jeden ciekawie wyglądający totem i kilka ołtarzyków ofiarnych. Już drugi raz w Laosie, poczułem się, jakbym trafił do zupełnie innej bajki niż tej, w której się urodziłem. Zaczęło grzmieć a wskaźnik paliwa jakoś dziwnie spadł w dół. Zacięty pływak? "Jest droga, to gdzieś musi prowadzić", pomyślałem.

 

Co jest "po drugiej stronie góry"? Jest droga, więc musi gdzieś prowadzić. Tyle, że wjeżdżając na nią, trzeba jechać prosto. Nie ma gdzie zawrócić, a ja mam lęk wysokości.

 

W końcu, w strugach deszczu, znalazłem dróżkę prowadzącą na jedno z suchych pól ryżowych i na przełaj przejechałem do jednego z, popularnych w Laosie, jak ja to sobie nazwałem, wypoczywalników. Rozłożyłem śpiwór, zamknąłem się w środku. Pleciony z liści palmowych dach przeciekał, ale i tak było ciepło i zmokłem mniej niż jakbym miał rozbijać w takim deszczu namiot. Następnego dnia, zdecydowałem się, nie zawracać tylko jechać w tym samym kierunku. Po drodzę, dojrzałem jakieś białe punkciki. Czosnek? Zszedłem stromym zboczem w dół i - tak, znalazłem się na poletku maku. Do tego brakowało śniegu i już byłoby jak w Krainie Oz. "Mam swoje kwiatki", pomyślałem. Przypomniało mi się jak rok wcześniej odwiedziłem Ketamę w marokańskich górach Rif - główne miejsce produkcji haszyszu w tym kraju i jego punkt dystrybucji na rynek Europejski. Tyle, że tam, konopie rosną wzdłuż głównej drogi a rolnicy-biznesmeni znają doskonale kilka języków i z chęcią zapraszają do swoich gospodarstw by pokazać swoje pola, pochwalić się jakością lokalnych wyrobów, i opisać sposób przerabiania drobnych kwiatków w brązowy proszek.

 

Spodziewałem się ogromnych połaci ziemi okraszonych biało-fioletowymi punkcikami. Zastałem malutkie poletko i kilka klasycznych palarni opium.

 

 

 

 

Czytając informacje o Złotym Trójkącie, spodziewałem się ogromnych pól porastających całe zbocza i doliny, ludzi z kałaszami chroniących plantacji i walczących z uzbrojoną po zęby policją. Trafiłem na kilka kameralnych palarni opium i małe, schowane gdzieś za górami i za wykarczowanymi lasami, ogródkowe wręcz, poletko. Przejechałem do Luang Namtha, zdałem motor, odbierając od właściciela wypożyczalni mój kapelusik, którego od wyjazdu z Polski jeszcze nie zgubiłem, przytroczyłem namiot i śpiwór spowrotem do plecaka, sprawdziłem przy porannej kawie pocztę i poszedłem w stronę drogi do Tajlandii.

 

Dziwnym trafem, mój przejazd do Houey Xai, wyglądał prawie dokładnie tak samo jak w mailu, który dostałem od Michała i Doroty - najpierw skok na stację autobusową, później, po przejściu na rozwidlenie, zatrzymałem, jak się okazało, szefa jednej z plemiennych wiosek w okolicach mojego punktu docelowego. Przy okazji, dostałem też obiad i trochę owoców na dalszą drogę, a jego syn - Min, oprowadził mnie po swojej wioscę i nauczył kilku zwrotów w swoim, bardzo różnym od laotańskiego języku. Na pytanie o opium, Min, odpowiedział, że nic nie wie. Mieszkańcy jego wioski żyją z obsługi turystów, uprawy owoców, w tym ananasów, wyrabiania dosyć taniej biżuterii - jedna z dziewczynek, chciała tylko 2.000 kipów za naszyjnik z muszelek. 2.000 kipów dałem, muszelek nie chciałem (nie chcę zadzierać z duchami ;-) ).

 

Niby zwykłe ananasy, a potrafią bez żadnych wspomagaczy, rozśmieszyć.

 

 

Po pożegnaniu, stałem w jednym miejscu jeszcze godzinę. Dopiero po tym czasie, zatrzymała się młoda kobieta, która zawiozła mnie pod samo przejście graniczne. Nie chciałem jeszcze przekraczać granicy. Zamiast tego, rozejrzałem się po Xuey Xai, w którym, jak się okazało, nie było nic ciekawego, oprócz rynku ze strasznie drogimi produktami z Tajlandii. Nie mogłem nawet znaleźć pensjonatu za rozsądną cenę. Na bezpieczny nocleg, udałem się do świątyni.

 

Granicę przekroczyłem dopiero rano. Wszystkie kipy, które zostały mi w portfelu wymieniłem na dwie waluty - papierosy i tajskie bahty. Zastanawiałem się jakie są przepisy celne odnośnie wyrobów tytoniowych. W większości państw są takie absurdalne regulacje, że alkoholicy są bardziej uprzywilejowani niż palacze. To, że nie ma tak na prawdę żadnych przepisów, zauważyłem na przejściu. Taki południowoazjatycki standardzik - budki, które trzeba sobie samemu znaleźć; można spokojnie przejść bez stemplowania. Tylko bilet na łódkę trzeba kupić, ale wodne taksówki nie są w żaden sposób powiązane z celnikami.

 

 

Przeszło mi przez chwilę czy nie wrócić się po motor i nie poszukać jakiegoś "zielonego" przejścia do Birmy. Miałem jednak małą wizję dalszej trasy, więc ewentualne zatrzymanie i deportacja byłaby dla mnie zbyt dużym ryzykiem. Może kiedyś pobawię się w włóczęgę z prawdziwego zdarzenia - bez paszportu, bez dokumentów, bez grosza przy duszy. Na razie jestem, jednak trochę ograniczony przez te wszystkie nowoczesne standardy.

 

Bardziej niż palarnie opium, zaimponowały mi społeczności plemienne - te, "po drugiej stronie góry", do których nie dochodzą linie energetyczne, żyją poza "naszym" systemem. A to, że bratnie klany mieszkają po drugiej stronie nakreślonej na mapie kreski, po prostu ich nie interesuje. Najzwyczajniej w świecie, pieszo dreptają od wioski do wioski nie widząc po drodzę żadnych przeszkód (takich jak np. podmiot liryczny w piosencę "Sokoły", ubolewający nad wprowadzeniem granicy Polski z Ukrainą). Z drugiej strony, nawet pstrokate zdobienia ich ubrań nie przyciągałyby uwagi służb granicznych w takim stopniu jak moja rozwiana i pokręcona czupryna.

 

Mieszkańcy wiosek plemiennych Złotego Trójkąta żyją poza "naszym" systemem.

 

 

 

 

Po tajskiej stronie, przeżyłem szok cenowy - Laos był drogi. Od razu, zjadłem śniadanie, za 20 bahtów (2 zł.) i kupiłem kilka za 2 bahty. Stojąc na drodze w moim kierunku, zastanawiałem się jak działa w Tajlandii autostop - w stosunku do natężenia ruchu, wyszło mi, że czekałem dosyć długo. W końcu, zdecydowałem się, jak zwykle, z nudów, iść pieszo przed siebie.

 

Przez chwilę szedłem nie po tej stronie. No tak - w Tajlandii jeździ się lewym pasem - czyli czas na ćwiczenie lewego kciuka. Po kilku minutach marszu, zatrzymał się stary, czerwony autobus z klimatyzacją w postaci kilku przymocowanych do sufitu wiatraków - jak w starych Syrenkach. Kierowca zrozumiał laotańskie "bor mi ngen". Mówili mi wcześniej, że tajski i laotański to podobne języki. Zaśmiał się i zaprosił do środka.

 

Przejechałem do Chiang Rai, poprosiłem o przechowanie plecaka w świątyni i poszedłem obejrzeć miasto. W trakcje spaceru, poznałem Szwajcara - Hugo, spędzającego emeryturę w Tajlandii w bardzo ciekawy sposób. Przez pierwsze pół roku mieszkał na Phukhecie. Później, trzy lata spędził w Bangkoku, a następnie kupił samochód, spakował wszystkie manatki i zaczął mieszkać trochę tu i trochę tam. Hugo opowiedział mi trochę o okolicy i, ogólnie, sposobach na jak najtańsze przetrwanie w Tajlandii.

 

Powiedział, że w moim wieku też w taki sposób podróżował. Sprzedał mi również swój zapasowy telefon za 300 bahtów (10 dolarów). Tym razem, po dwóch Sony Ericssonach - jednym skradzionym a drugim do końca rozklekotanym, i jednym Huaweyiu, utopionym podczas obchodów Pi Mai, przyszła kolej na testowanie świeżego, praktycznie niedawno wyjętego z pudełka, Samsunga. Mam nadzieję, że wytrzyma mi chociaż kilka miesięcy bo do tej pory, w Azji Płd-Wsch. nie widziałem żadnych komisów.

 

Czas na nowe miejsce - Tajlandia.

 

Po pierwszej nocy w Chiang Rai, wynająłem skuter i pojechałem na wycieczkę do Złotego Trójkąta w znaczeniu zbiegu granic Tajlandii z Birmą i Laosem. Trochę myliły mi się na początku pasy. Do tego, w odróżnieniu od Laosu, małe miasto wygląda jak miasto więc doszły ronda i wymyślne skrzyżowania. Jednak skuter to nie samochód - nie ma kierownicy po drugiej stronie, a zmieniając odruchowo biegi, nie otwiera się drzwi. Szybko idzie się przyzwyczaić i, ewentualnie, połapać, że coś jest nie tak. Na dwu- i trzypasmówkach, zastanawiałem się przez chwilę czy jechać po prawej czy po lewej krawędzi pasa. Na szczęście, zawsze mam złoty środek. A, że wynająłem znów lekką 125-kę, a drogę pod kołami miałem równą i płaską, mogłem sobie jechać po tej stronie, po której chciałem.

 

Ktoś tu chyba wjechał pod prąd. No tak - w Tajlandii jeździ się po lewej stronie.

 

Na Złotym trójkącie, miałem fajne uczucie kiedy stojąc w jednym państwie, przez rzekę widać dwa inne. Gdyby dorzucić do tego jeszcze to, że kilkadziesiąt kilometrów od tego miejsca jest chińska prowincja Yunnan, robi się bardzo międzynarodowo. I choć to co mnie interesowało już widziałem, stwierdziłem, że nadal interesuje się rzeczami na literę "m".

 

Tajlandia, Laos, Birma? Kwestia wycelowania we właściwy brzeg rzeki. A morze katapultacja do Chin?

 

Postawiłem na wejście do znajdującego się nieopodal muzeum opium. W środku znajdowały się różne eksponaty, informacje historyczne, ciekawe notki - m. in. o wioskach i społecznościach plemiennych. Dopiero wychodząc, zorientowałem się, że bilet kosztował 50 baht. No cóż - nikt się nie upomniał. Jadąc dalej, natrafiłem na drugie muzeum. Tutaj jednak, wstęp kosztował już 200 bahtów (20 zł). Tyle, że akurat było zamknięte dla odwiedzających ze względu na prace remontowe. Drzwi, jednak były otwarte. Trochę dziwnie się czułem szwędając się po wielkim, pustym obiekcie. Szczególnie kiedy trafiłem do pokoju wyglądającego na salę konferencyjną z eleganckimi krzesłami, przeszklonym stołem i widokiem na luksusowe domki i idealnie zadbany park.

 

Spacer po pustym, zamkniętym i otwartym jednocześnie muzeum - odpoczynek w czymś co wygląda na salę konferencyjną.

 

Podjechałem również do przejścia z Birmą. Niestety, w tym miejscu płacąc jedyne 500 baht (50 zł.) można przejść tylko na jeden dzień i to tylko do strefy przygranicznej, w której znajduje się tylko targ i kasyna. Wieczorem, zastanawiałem się przez chwilę czy nie rozbić namiotu. Zdecydowałem, jednak, poprosić znów o nocleg w świątyni. Tutaj, przyszło zdziwienie. Nie mówiący po angielsku mnich, na gest, po którym ciężko się domyślić, że chodzi o coś innego niż spanie, wprowadził mnie do prywatnego pokoju z łazienką. Zupełnie, tak jakby mnisi w tej świątyni mieli pokój gościnny dla przyjezdnych.

 

Zupełnie jakby mnisi w świątyni, w której poprosiłem o nocleg mieli osobny pokój gościnny dla przyjezdnych.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie

Dziś jest wtorek, 21 lipca, dwieście drugi dzień 2026 roku. Do końca roku pozostały 163 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.38, a zajdzie o godz. 20.45. Imieniny obchodzą Andrzej, Benedykt, Daniel, Ignacy, Jan, Julia i Wiktor. Data dodania artykułu: 21.07.2026 09:18
Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie

CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego

Prezydent Karol Nawrocki pozostaje w lipcu liderem rankingu zaufania do polityków, ufa mu 55 proc. badanych - wynika z sondażu CBOS. Najwięcej - po 6 pkt proc. - stracili w tym miesiącu premier Donald Tusk i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Premierowi ufa 32 proc., prezydentowi stolicy - 34 proc. Data dodania artykułu: 20.07.2026 14:06
CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego

Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu

Dziś jest poniedziałek, 201. dzień roku. Do jego końca pozostały 164 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.37, a zajdzie o godz. 20.46. Imieniny obchodzą: Czesław, Czesława, Hieronim, Małgorzata, Leon, Leona, Ludwika i Remigiusz. Data dodania artykułu: 20.07.2026 08:13
Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu

Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca

Dziś jest niedziela, 19 lipca – dwusetny dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 165 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.35, a zajdzie o godz. 20.47. Imieniny obchodzą dziś Wincenty, Marcin, Teodor i Ambroży. Data dodania artykułu: 19.07.2026 14:15
Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca

17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

Piątek, 17 lipca, jest 198. dniem 2026 roku. Do jego końca pozostaje 167 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą dziś: Aneta, Konstancja, Marcelina, Jadwiga, Andrzej, Bogdan, Feliks oraz Leon. Data dodania artykułu: 17.07.2026 11:22
17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”
Prezent urodzinowy

Prezent urodzinowy

Komedia w Teatrze CapitolPrezent Prezent urodzinowy - nieprzewidywalna komedia z udziałem gwiazdSztuka „Prezent urodzinowy” to znakomita farsa z zaskakującymi zwrotami akcji, której autorem jest Robin Hawdon (m.in. „Ślub doskonały”). Teraz możemy poznać tę historię w reżyserii Jerzego Bończaka i fenomenalnej obsadzie!Londyński hotel, a w nim dwa apartamenty. Pomiędzy nimi drzwi umożliwiające swobodne przechodzenie z jednego pomieszczenia do drugiego. Urzędnik w średnim wieku, po rozstaniu z żoną, chce przeżyć zaaranżowaną przez przyjaciela miłosną przygodę. Szukająca miłości poprzez agencję matrymonialną młoda, nieśmiała kobieta, czeka na randkę z idealnym kandydatem na męża.Gdy mężczyzna szykuje się na spotkanie, okazuje się, że wynajęty apartament kryje w sobie wiele tajemnic… Pomimo zapewnień o prywatności drzwi dzielące oba apartamenty pozostają otwarte. W tym momencie rozpoczyna się seria niespodzianek. Kto zatem kryje się za drzwiami pokoju obok?Wraz z rozwojem sytuacji poznajemy coraz to nowszych bohaterów, którzy mają w planach wyjątkowe randki w ciemno. Każdego z nowo przybyłych gości przyprowadza zdezorientowany boy, który – zamiast wyprostować całą sytuację – postanawia milczeć. Jednocześnie każdy z uczestników tego galimatiasu zastanawia się, gdzie schować nowo przybyłych, niechcianych gości.Kiedy bohaterowie zorientują się, że coś tu nie gra, i jak zakończy się ten zaskakujący pobyt gości w hotelu?Komedia wystawiana jest w bardzo nowoczesnej i bogatej scenografii, więc ważny jest tu każdy szczegół. Trzeba pozostać czujnym do samego końca! Kup bilety na spektakl „Prezent urodzinowy” i przeżyj wyjątkowy wieczór pełen niespodzianek!Obsada:Liz: Katarzyna Skrzynecka / Katarzyna Pakosińska Kate: Katarzyna Ptasińska / Dominika Kryszczyńska Tony: Rafał Cieszyński / Lesław Żurek Bob: Tomasz Dedek / Radosław Pazura Dick: Waldemar Obłoza / Tomasz SchimscheinerReżyseria: Jerzy Bończak Miejsce sprzedaży: https://adria-art.pl/a/m-PrezentUrodzinowyPolskato teatralna propozycja Teatru Capitol w Warszawie. Spektakl autorstwa Robina Hawdona, w przekładzie Elżbiety Woźniak i reżyserii Jerzego Bończaka, zapowiada wieczór pełen humoru, błyskotliwych dialogów i zaskakujących sytuacji.Na plakacie prezentowana jest gwiazdorska obsada oraz elegancka, komediowa oprawa wydarzenia. To propozycja dla widzów szukających lekkiego, rozrywkowego spektaklu na scenie w samym centrum Warszawy.   Data rozpoczęcia wydarzenia: 28.07.2026

Polecane

Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa.

Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa.

Ostatnia sesja Rady Powiatu to był wielogodzinny lincz na mnie i mojej rodzinie. Skandaliczne pomówienia, wygłaszane w tonie sensacyjnej narracji. Słyszeliście ile już firma mojej rodziny zarobiła na szpitalu? To Wam odpowiem… całe 0 zł. Twój Sklep Medyczny nie prowadzi żadnych interesów ze szpitalem. Dwa lata tropienia nas (przecież główna księgowa Socha sama mi przyznawała, że nic znaleźć nie mogła) i.. zero. Dostajemy pieniądze z powiatu? Nie. Pacjenci otrzymują środki z PEFRON. Sklep medyczny, w którym pracuje, zaciąga kredyty obrotowe, żeby móc na spokojnie czekać na środki od klientów, które trafiają do nich. Dzięki temu nie muszą tygodniami czekać np. na pieluchy. Okazuje się, że według radnych takich jak Kucharski, Goska i Mordaka – to źle. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 10:57 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 4
"Zabijcie ich wszystkich!"

"Zabijcie ich wszystkich!"

Wczoraj moją uwagę zwróciły dwa wpisy na FB dokonane przez tę samą osobę. Autor często komentuje lokalne wydarzenia, najczęściej takie związane z tomaszowskim szpitalem, bo sam jest jego pracownikiem. W pierwszym wpisie komentuje próby zastraszania go i obelgi pod adresem jego rodziny, w drugim pisze, że postanowił zaprzestać publikowania jakichkolwiek komentarzy. Co się takiego stało? Otóż dwa dni wcześniej „ośmielił się” pochwalić wypowiedź na temat sprzedaży szpitala, jaką miał w czasie sesji Rady Powiatu Tomaszowskiego Piotr Kagankiewicz. No i okazało się, że pochwała rzeczowej i profesjonalnej opinii wywołała furię radnych (jak się domyślam, Koalicji Obywatelskiej). Data dodania artykułu: Dzisiaj, 08:13 Liczba komentarzy: 1 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 4
Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi

Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi

Mariusz Węgrzynowski przez lata był przedstawiany jako nauczyciel i katecheta, osoba wierząca manifestująca przy każdej okazji swoje związki z Kościołem. Pielgrzymki służbowym autem do Częstochowy, comiesięczne zawierzenia i okrzyki na sesjach: ja Pana w kościele nie widuję. Jak by to bywanie na mszach świadczyć miało o jakości samorządowca. Dziś wiadomo, że były Starosta nie posiada ważnej misji kanonicznej, a więc kościelnego skierowania niezbędnego do nauczania religii. Czy do jej utraty przyczynił się śp. ksiądz Grad? Tak twierdzą inni katecheci z sanktuarium Św. Antoniego. Data dodania artykułu: Wczoraj, 07:30 Liczba komentarzy: 4 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa. Bezpłatna grupa wsparcia dla pacjentów onkologicznych i ich rodzin "Zabijcie ich wszystkich!" Lechia Tomaszów zaprezentuje drużynę przed nowym sezonem. Spotkanie z kibicami w Parku Solidarność Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Dzień Samotnych 2026. 27 lipca przypomina o problemie, który widać także lokalnie Bezpłatne konsultacje o bonach rozwojowych w Tomaszowie Mazowieckim Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi Remis na otwarcie. Widzew i Motor dali kibicom mecz pełen zwrotów akcji Tomaszów sprzed stu lat. Miasto, które budowało szkoły, mosty i własną przyszłość Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu Lechia zdała próbę generalną. Zielono-czerwoni pokonali Spartakusa Daleszyce
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Na zdjęciu powyżej widać czterech społecznych i samorządowych (jeden parlamentarny), totalnych szkodników. Gęby tych pajaców zawsze mnie wkur...ą. Wkur....a mnie również to, że to towarzystwo spod ciemnej gwiazdy bezkarnie sobie hasa, a zarówno wyborcy jak i większość radnych na to im pozwala. Instytucjom i spółkom samorządowym się nie dziwię, bo tam siedzi większość tzw. "swoich", posadzonych przez tych społecznych szkodników. Natomiast pozostali radny?! Co wy, ku..a odwalacie?! Przecież, podobno, jesteście przedstawicielami swoich wyborców - baranie łby!!! Zapomnieliście o tym - totalne cymbały?! I z czystym sumieniem chodzicie spokojnie spać ?! Źródło komentarza: "Zabijcie ich wszystkich!" Autor komentarza: Krasnal Treść komentarza: Ile w takim ,,Byndkowie" dyrektor wyciągnie? Jakieś fajne pieniążki czy raczej dodatek do innych składowych tego gwiazdora? Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Krypto Treść komentarza: Kiedy wreście skończą się te przetargi pisowskie nasz wójt przyjmuje do pracy wszystkich spadochroniarzy PIS i jest z tego bardzo dumny a jakie daje wynagrodzenia teraz mieszkańców Będkowa będzie leczył wójt z wicestarostą tomaszowski czy wójt Będkowa powiadomił o takiej sytuacji Narodowy Fundusz Zdrowiae Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: xxx Treść komentarza: Więcej specjalistów spod ręki byłego starosty. Zresztą wójt też z jego stajni :) A jaki jest kuń każdy widzi ;) Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Nie wstawiam Ci minusa na czerwonym, bo jesteś dla mnie powietrzem. Nie stać Ciebie na nic więcej? Takiego bąka może puścić każdy głupek. Źródło komentarza: Wielki rozłam w PiS i małe wojny w Tomaszowie. Jedni budują mosty, inni potrzebują wrogów Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Ostatnie zdanie tego materiału powyżej brzmi: "Mieszkańcy Będkowa nie potrzebują kolejnej politycznej opowieści. Potrzebują lekarza." Jednak dobrze, że taka opowieść polityczna w odniesieniu tylko do jednej gminy została przedstawiona. Podobna, ale bardzo dużą i szeroka opowieść polityczna w dalszym ciągu jest przekazywana w ogólnopolskich, niezależnych mediach o Szpitalu Południowym w Warszawie i o tego typu zdarzeniach w innych częściach Polski. Takie opowieści, to jest świetna lekcja dla tzw. elektoratu wyborczego. Jest tylko jeden problem: czy ten elektorat wyborczy wyciągnie z tej lekcji jakiekolwiek wnioski. Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 533DB

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 533DB

Z pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż gratisCzy łóżko rehabilitacyjne można otrzymać od nas niemal za darmo? Tak. Pomożemy załatwić wszelkie formalności  Na zdjęciu: Obudowa PB 533 DB w kolorze orzech, z dwoma wkładami PB 521 wraz z okrągłymi podstawami łóżka.Obudowa PB 533 DB wraz z wkładami PB 521, to nasza propozycja rozwiązania umożliwiającego korzystanie z łóżka przez oboje partnerów przy zachowaniu wszystkich jego istotnych funkcji. To jedyne w swoim rodzaju łóżko umożliwia stałe wsparcie i obecność opiekuna/partnera, co stanowi istotny czynnik w rekonwalescencji i opiece nad chorym.Więcej informacji Kolory standardowe: Kolory niestandardowe*:DETALE PRODUKTU:1. Aplikacje z drewna bukowego4. Indywidualne sterowanie leżami2. Możliwość konfiguracji z barierką składaną5. Podwójny system podnoszenia3. Różne wymiary leża 6. Okrągłe podstawy łóżkaOPCJE:zmiana długości i szerokości leża • zmiana kolorystyki • możliwość zastosowania okrągłych podstaw kółPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze330 kgMaksymalna waga użytkownika2 × 140 kgRegulacja wysokości leża:od 39 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:206 × 165 cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 16 cmCiężar całkowity:

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama