Scenariusz wystawy przygotowali Paweł Kowalski, Grzegorz Nawrot i Artur Ossowski – komisarz ekspozycji. Za projekt graficzny odpowiadała Milena Romanowska. Twórcy sięgnęli po bogaty materiał źródłowy: archiwalia, fotografie i eksponaty ze zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku, Łodzi, Warszawie i Wrocławiu, Archiwum Państwowego w Łodzi, Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, Muzeum Historii Miasta Łodzi, Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie, a także PAP, WAF oraz ze zbiorów prywatnych Zofii Gromiec. Po raz pierwszy wystawę otwarto 3 grudnia 2008 r. w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Oficjalnemu otwarciu tomaszowskiej ekspozycji towarzyszyła lekcja historii dla młodzieży, którą poprowadził Artur Ossowski z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Łodzi, przybliżając uczniom realia życia w Polsce Ludowej oraz znaczenie oficjalnych świąt w systemie propagandy komunistycznej.
Autorzy wystawy pokazują, że jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej, 1 maja 1945 r., ulicami polskich miast przeszły pierwsze pochody pierwszomajowe, pozdrawiane z prowizorycznych trybun przez nową, „ludową” władzę. W kolejnych 45 latach Święto Pracy miało stać się jednym z najważniejszych dni w oficjalnym kalendarzu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a długie, barwne pochody – jednym z najbardziej rozpoznawalnych rytuałów PRL.
Komuniści bardzo szybko przystąpili do przebudowy kalendarza świąt państwowych, odziedziczonego po II Rzeczypospolitej. Pośpiech wynikał z potrzeby legitymizowania władzy narzuconej społeczeństwu przez Związek Sowiecki. W nowym porządku znalazły się święta obce polskiej tradycji, natomiast istniejącym nadano nową, zgodną z doktryną, wymowę.
Już 7 listopada 1944 r. hucznie obchodzono w Polsce rocznicę rewolucji październikowej, a cztery dni później – Święto Niepodległości 11 listopada. Po kilku latach święto bolszewickiego przewrotu całkowicie wyparło Narodowe Święto Niepodległości. W 1946 r. wprowadzono Święto Odrodzenia Polski (22 lipca) oraz aż trzy majowe rocznice: Święto Pracy (1 maja), Święto Konstytucji 3 Maja i Dzień Zwycięstwa (9 maja). Już rok później zakazano organizowania publicznych obchodów 3 Maja, a wszelkie manifestacje z tym związane były brutalnie tłumione.
Stopniowo usuwano z kalendarza kolejne święta zakorzenione w polskiej tradycji. Zrezygnowano z Święta Wojska Polskiego (15 sierpnia), zastępując je od 1950 r. Dniem Ludowego Wojska Polskiego obchodzonym 12 października – w rocznicę bitwy pod Lenino. W ten sposób ukształtował się kanon świąt Polski Ludowej: Święto Pracy, Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności, nazywane często Dniem Zwycięstwa, oraz Narodowe Święto Odrodzenia Polski.
Władza zadbała również o „ludzi pracy”, wyznaczając im liczne dni branżowe. Kolejne grupy zawodowe otrzymywały „swój” dzień w roku, a według szacunków w ten sposób wyróżniono około 75 procent pracowników różnych gałęzi przemysłu. Tłumy gromadzone na oficjalnych obchodach miały potwierdzać poparcie społeczne dla PZPR, stanowić publiczną deklarację lojalności wobec systemu i demonstrować siłę państwa zdolnego do „mobilizacji mas”.
Wystawowe fotografie i dokumenty pokazują, jak z rozmachem organizowano manifestacje, pochody i defilady, które były nie tylko widowiskiem, lecz także narzędziem systematycznej indoktrynacji społeczeństwa.
Autorzy ekspozycji podkreślają, że w pierwszych latach po wojnie część obywateli rzeczywiście uczestniczyła w tych uroczystościach z przekonania, wiążąc nadzieje z nowym ustrojem i identyfikując się z głoszonymi hasłami. Z czasem jednak, gdy „władza ludowa” ujawniła swoje represyjne oblicze, gdy z kalendarza zniknęły tradycyjne święta, a pozostałe zostały ideologicznie zafałszowane, udział w obchodach coraz częściej był postrzegany jako przymusowa „danina” składana państwu.
Ściśle reżyserowane scenariusze uroczystości nie pozostawiały miejsca na spontaniczność, a jakakolwiek próba manifestowania odmiennych poglądów kończyła się inwigilacją, szykanami i represjami. Nic dziwnego, że po 1989 r. większość Polaków niemal bez żalu pożegnała się z komunistycznym „kalendarzem liturgicznym PRL”, wracając do świąt, które wyrastają z autentycznej tradycji narodowej, a nie z politycznego nakazu.





































































Napisz komentarz
Komentarze