Zdaniem Ostaszewskiego niezwykle istotna, choć czasem trudna do osiągnięcia, jest regularność, utarty rytm funkcjonowania, trzymanie się schematu dnia czy tygodnia. – Zwłaszcza jeśli pamiętamy o odpowiednim nawodnieniu, aktywności fizycznej, kulturze snu, jedzeniu warzyw i owoców. Nie potrzeba wtedy efektownych rad, a poskładanie tych cegiełek zapewnia kolosalnie inną jakość życia pod każdym względem. Jeżeli podtrzymujemy ten rytm, dobre schematy działania w każdej porze roku, to mniej zaskakują nas mrozy, zmieniająca się temperatura, wczesne ciemności. Łatwiej sobie z tym wszystkim radzić i łatwiej funkcjonować – zaznaczył rozmówca PAP.
Jak wytłumaczył, choć zimą o godzinie 16 jest ciemno i o tak wczesnej porze możemy zacząć robić się senni, a dla organizmu to sygnał, że już wkrótce dobrze byłoby się położyć i odpoczywać, to trzeba pamiętać, że w lecie przed nami byłoby jeszcze kilka godzin aktywności.
– Nie warto zimy traktować jak okazji do wczesnej „hibernacji”, zgodnie z zasadą: skoro wcześniej jest ciemno, to ja wcześnie zalegam w łóżku przed telewizorem. Niech rytm dnia, nawet w tych godzinach, kiedy już słońca jest mniej, będzie relatywnie zbliżony do tego, jak funkcjonujemy przez resztę roku – powiedział psycholog.
Jeśli mamy czas wolny – zachęcał – to spędźmy go aktywnie. Nie musi być to zawsze aktywność fizyczna, ale czytanie, zabawa z dziećmi, ze swoim zwierzęciem w domu, coś, co wymusza podejmowanie działania.
Również w dni wolne, jeśli ktoś nie ma ogromnych niedoborów snu, to – zdaniem rozmówcy PAP – nie warto czekać ze wstaniem do wzejścia słońca albo dłużej. – Jeśli naszą normą wstawania, w której dobrze sobie radzimy, jest powiedzmy godzina 6.30, to na siłę nie przewracajmy się w łóżku z boku na bok, aż zrobi się jasno. Zaniechanie działania z rana, kiedy już naturalnie zaczynamy się wybudzać, raczej utrudnia funkcjonowanie niż nam pomaga, już żadna sensowna regeneracja wtedy nie występuje – stwierdził Ostaszewski.
Dodał, że w miesiącach, które pozostały do końca zimy, warto korzystać z naturalnego słońca. Nawet jeśli to okienko, w którym jest ono dostępne, bywa niezwykle krótkie. – Jeśli pracujemy w biurze, to zróbmy sobie przerwę na lunch i wyjdźmy na zewnątrz. Założenie kurtki, czapki może być lekko awersyjne, ale warto się przemóc, bo światło słoneczne jest bardzo istotne dla ciała – przekonywał Franciszek Ostaszewski.
Przydatne – jak powiedział – mogą być też lampy imitujące światło dzienne. – Z punktu widzenia ewolucji nasz organizm najlepiej funkcjonuje wtedy, kiedy wybudza się wraz ze słońcem i kiedy widzimy je jako jedną z pierwszych rzeczy po przebudzeniu. Po obudzeniu, kiedy jest ciemno, skorzystanie z takiego urządzenia to sygnał normujący zegar biologiczny i regulujący rytm dobowy. Tylko należy uważać, bo produktów tego typu jest na rynku wiele, więc zanim zaczniemy z niego korzystać, trzeba zrobić solidny przegląd, który produkt spełnia swoje zadanie – podkreślił.
Przetrwanie do końca zimy i łagodne wejście w czas wiosny ułatwi też utrzymanie aktywności fizycznej na poziomie, jaki uzyskujemy w skali tygodnia w innych miesiącach. – Jeżeli ktoś latem czy wiosną dwa razy w tygodniu uprawia sport, biega, chodzi na basen, jeździ na rowerze, to zimą powinien utrzymać ten tryb. Jeżeli dla kogoś jedyną aktywnością była jazda na rowerze i wraca do niej dopiero niemal za pół roku, to powinien na ten czas znaleźć alternatywę, inny sport, który można uprawiać w zimie na zewnątrz albo w domu – podkreślił psycholog.
Wskazał, że jeśli dotąd nie byliśmy aktywni fizycznie, a chcemy zacząć, to warto postawić na łagodniejsze formy aktywności, zbudować bazę kondycyjną i pozytywne skojarzenia z ruchem. Jeśli perspektywa godziny na siłowni jest zniechęcająca, wystarczy postawić sobie za cel szybki 15-minutowy spacer. Warto też – jego zdaniem – traktować czas na ruch jak każdy inny stały punkt dnia, na równi z jedzeniem czy pracą. Ustalenie, że w pewne konkretne dni, np. po pracy, odwiedzamy basen lub idziemy na dłuższy spacer, może z czasem sprawić, że ta aktywność stanie się dla nas oczywista.
– Uprawianie sportu jest kluczowe w zasadzie dla każdego procesu, który w organizmie może się dziać: dla fizjologii, hormonów, odporności, przez budowanie odporności psychicznej, pewności siebie, energii, motywacji do działania – wyliczył ekspert.
Rozmówca PAP zaznaczył jednak, że należy odróżnić standardowy zimowy spadek formy, poziomu energii czy motywacji od zaburzenia, jakim jest depresja sezonowa (seasonal affective disorder).
Sygnały świadczące o tym zaburzeniu mogą być różne. Na przykład – podał psycholog – zaczynamy zajadać stres i smutek, mamy mocne poczucie przytłoczenia, dużo wahań nastroju, napady płaczu, bezradności, a czasem nawet wyładowanie emocji za pomocą agresji. – To dużo poważniejszy problem, którego nie należy bagatelizować i mocny sygnał, że warto pomyśleć o rozmowie ze specjalistą. Nie powinno się wtedy myśleć: powinienem wziąć się w garść, na pewno przesadzam. Jeżeli faktycznie sygnały z ciała i umysłu są niepokojące, to być może jest to coś więcej niż tylko takie właśnie pogorszenie lekkie nastroju – podsumował Ostaszewski. (PAP)






























































Napisz komentarz
Komentarze