Jedną z pierwszych rzeczy, jakich się dzisiaj dowiedziałem, było to, że szpital nie tylko stracił karetki, które zapewniały 2,5 miliona czystego dochodu rocznie. Usłyszałem też, że mamy kolejną stratę w wysokości blisko 1,7 miliona złotych. Prawdopodobnie o taką właśnie kwotę obcięto nam ryczałt na prowadzenie SOR. Jakby tego było mało, słyszymy o ujemnym wyniku finansowym za ubiegły rok. Nikt nie wie, w jakiej jest on wysokości. Pesymiści mówią o 5 milionach złotych. Jeśli to prawda, a wspomnimy, że rok wcześniej mieliśmy 7 milionów zysku, to różnica wynosi 12 milionów. A przecież chwalono się stabilną sytuacją finansową.
Spacerując ulicą Graniczną, spotkałem pracowników TCZ. Usłyszałem od nich o kolejnych zatrudnieniach. Tym razem zatrudniono kogoś w księgowości. Z Warszawy? To już radna Paulina Socha i księgowa z PCAS nie dają rady? – „Mój mąż? Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”.
Co tam jakiś dyrektor? W Centrum Zdrowia Psychicznego potrzebne były auta – specjaliści odwiedzają pacjentów w terenie. Miały być małe, ekonomiczne, najlepiej elektryczne lub hybrydowe. Uznano jednak, że lepsza będzie Kia Sportage. Kilka miesięcy temu pytałem prezesa Utrackiego, kto te samochody użytkuje i o szczegóły ich użytkowania. Do dziś nie doczekałem się odpowiedzi. Wszystko wskazuje na to, że auta nie służyły wyłącznie do celów, do jakich – teoretycznie – miały zostać zakupione. Dlaczego ktoś tak mocno naciskał, by kupić właśnie Kie i to u konkretnego sprzedawcy? Na koniec udało się kupić to, co było potrzebne – Toyotę Yaris jako trzeci pojazd w tej małej flocie. A były jeszcze pomysły kupowania busów.
Busa nie kupiono, ale pojawił się traktor. A jakże – odśnieżamy, kosimy i transportujemy. Elegancko. Może i potrzebny, nie mnie to oceniać. Poszperałem jednak, popytałem i wyszło, że dokładnie taki sam pojazd byłbym w stanie kupić kilkadziesiąt tysięcy taniej. Z drugiej strony może to dobrze, że dajemy zarabiać lokalnym sprzedawcom. Tylko dlaczego muszą być oni od razu teściami pisowskich działaczy, zatrudnionych w szpitalu? Cóż, każdy orze, jak może.
A kiedy myślałem, że na ten dzień mam już dość, spotkałem kolejną osobę, która poprosiła, bym zainteresował się szpitalnymi inwestycjami i remontami. Tym, kto je wykonuje i dlaczego tyle kosztują. Chyba nie będę miał wyjścia i będę musiał się tym zainteresować.
Na swoje nieszczęście dotarłem do Starostwa, gdzie znowu nie mogłem powstrzymać się od pytań. Wreszcie można je nie tylko zadawać, ale człowiek uzyskuje na nie odpowiedzi. Słyszeliście o zamknięciu poradni POZ przy ulicy Wilczej? Doktor Żegota zakończył w niej działalność. Była szansa na przejęcie doktora i jego pacjentów do poradni przy TCZ poprzez utworzenie filii. Mogłoby to pomóc zbilansować szpitalny POZ. Zajmowano się tym tak energicznie, że doktor razem z pacjentami (a było ich ponoć 1500) trafił do poradni pana Rusinka. Dzisiaj Tomaszowskie Centrum Zdrowia otrzymało budynek i może załamywać ręce, bo będzie musiało go utrzymywać. Chyba że przeniesie tam Centrum Zdrowia Psychicznego.
Na koniec jakiś pozytyw: w Centrum Onkologicznym mają już pełną dokumentację i są gotowi ruszać z inwestycją w tzw. PET. Chcą też wesprzeć TCZ w zakresie diagnostyki nowoczesnym rezonansem magnetycznym. Wiecie, czego brakowało do tej pory? Podpisu Starosty. Teraz jest szansa na to, że wszystko pójdzie do przodu.
PS
To pierwszy dzień – a właściwie kilka godzin – i tylko jedna sfera działalności powiatu.






























































Napisz komentarz
Komentarze