Szanowna Redakcjo,
Spacer wokół stawu w Spale miał być jak powrót do dobrze znanej melodii – tej, którą nuci się bez wysiłku, bo zna się każdy takt. Tymczasem coraz częściej brzmi jak utwór przerwany brutalnym akordem. Zgrzyta. Nie przez ludzi. Przez beton.
Patrzę na załączone zdjęcia i trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś postanowił poprawić naturę przy pomocy kostki brukowej. Jakby ktoś uznał, że rzeka Pilica i otaczające ją drzewa wymagają korekty – jak scenariusz, który trzeba „uwspółcześnić”, choć jego siła tkwiła właśnie w prostocie.
Spała przez lata była czymś więcej niż tylko miejscem. Była nastrojem. Tłem dla ciszy, której nie trzeba było tłumaczyć. Dziś ta cisza ustępuje pod ciężarem inwestycji, które – choć zapewne dobrze policzone w tabelach – wydają się kompletnie nieprzemyślane w wymiarze estetycznym i przyrodniczym.
Nie chodzi o to, że ktoś buduje. Chodzi o skalę i proporcję. O moment, w którym rewitalizacja przestaje być rewitalizacją, a zaczyna być ingerencją. Bo czy naprawdę potrzebujemy aż tylu utwardzonych powierzchni w miejscu, które swoją wartość czerpało właśnie z miękkości krajobrazu? Z trawy, z błota, z tej naturalnej niedoskonałości, która czyniła Spałę autentyczną?
Ustawa o ochronie przyrody mówi wprost o konieczności zachowania walorów krajobrazowych i ograniczania ingerencji w środowisko do niezbędnego minimum. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w tym przypadku minimum zostało potraktowane bardzo elastycznie. A może raczej – całkowicie zignorowane.
To nie jest pierwszy raz, gdy w imię „modernizacji” tracimy coś, czego nie da się już odzyskać. Wystarczy przypomnieć podobne realizacje w innych miejscowościach – od nadmiernie „wybrukowanych” rynków po parki, które zaczęły przypominać miejskie place. Zawsze ten sam schemat: najpierw zachwyt nad nowością, potem cisza, a na końcu refleksja, że coś poszło nie tak.
W Spale ta refleksja przychodzi szybciej. Może dlatego, że kontrast jest zbyt wyraźny. Lampy stylizowane na dawną elegancję stoją na tle świeżej kostki, jak dekoracja z innego spektaklu. Obok nich place, które bardziej przypominają miejskie pasaże niż fragment leśnego krajobrazu.
Nie jestem przeciwnikiem inwestycji. Ale jestem przeciwnikiem bezrefleksyjnego betonowania przestrzeni, która nie potrzebuje być poprawiana, tylko rozumiana.
Spała nie była problemem do rozwiązania. Była wartością do zachowania.
Dziś coraz więcej mieszkańców i odwiedzających zadaje sobie pytanie: czy naprawdę o to chodziło?
I kto – tym razem – powie „dość”, zanim z tej melodii zostanie tylko echo.
Z poważaniem
[podpis do wiadomości redakcji]

























































Napisz komentarz
Komentarze