Są święta, które wyglądają, jakby istniały od zawsze. Dzień Matki należy właśnie do nich. Ma w sobie coś z dziecięcego rysunku przyczepionego magnesem do lodówki, coś z zapachu majowych bzów, coś z piosenek Mieczysława Fogga i wzruszeń, które nie potrzebują wielkich słów. A jednak nie jest to obrzęd pradawny. Nie narodził się w czasach Piastów ani w staropolskich dworach, choć wyobrażenia macierzyństwa przez wieki mocno wiązały się w Polsce z kultem maryjnym i religijnym kalendarzem.
Współczesny Dzień Matki jest dzieckiem nowoczesności. Powstał wtedy, gdy społeczeństwa zaczęły inaczej mówić o rodzinie, opiece, pracy kobiet i odpowiedzialności państwa za matki oraz dzieci.
Od apelu przeciw wojnie do święta rodzinnego
Jednym z pierwszych impulsów do stworzenia święta poświęconego matkom był apel amerykańskiej działaczki społecznej i abolicjonistki Julii Ward Howe. W 1870 roku, po doświadczeniu wojny secesyjnej i wojny francusko-pruskiej, ogłosiła tekst znany później jako „Mother’s Day Proclamation”. Nie był to jeszcze Dzień Matki w dzisiejszym znaczeniu. Howe wzywała kobiety do sprzeciwu wobec wojny i do działania na rzecz pokoju. Jej idea była bardziej manifestem społecznym niż rodzinnym świętem przy stole.
Nowoczesny kształt święta wiąże się jednak przede wszystkim z Anną Jarvis, córką Ann Reeves Jarvis, społeczniczki zaangażowanej w pomoc rodzinom i poprawę warunków zdrowotnych dzieci. To Anna Jarvis doprowadziła do popularyzacji święta w Stanach Zjednoczonych. Pierwsze obchody odbyły się w 1908 roku, a w 1914 roku prezydent Woodrow Wilson ogłosił Dzień Matki świętem państwowym obchodzonym w drugą niedzielę maja.
Historia ma tu jednak gorzki finał, niemal jak w dobrze napisanym dramacie obyczajowym. Jarvis, która chciała święta osobistego, skromnego i pełnego wdzięczności, z czasem zaczęła ostro krytykować jego komercjalizację. Przeszkadzało jej to, że dzień pamięci o matkach stał się świetnym interesem dla producentów kartek, cukierników i kwiaciarzy.
Polska droga: nie druga niedziela maja, lecz 26 maja
Polska nie przejęła amerykańskiego modelu wprost. U nas utrwaliła się data 26 maja. Dziś wydaje się oczywista, ale w pierwszych dekadach XX wieku nie była jeszcze tak stabilna.
Ważną rolę w popularyzacji święta odegrał Polski Czerwony Krzyż, zwłaszcza jego młodzieżowe koła. PCK przypomina, że w okresie międzywojennym Dzień Matki był jednym z ważnych świąt obchodzonych przez młodzież tej organizacji, a sposób świętowania wywodził się z tradycji amerykańskiej.
Pierwsze oficjalne obchody Dnia Matki w Polsce najczęściej datuje się na 26 maja 1924 roku, choć w części opracowań pojawiają się również inne daty: 1923, a nawet 1914. To pokazuje, że święto nie zostało wprowadzone jednym dekretem, niczym rozkaz z ministerialnej teczki. Raczej narastało – przez szkoły, organizacje społeczne, prasę młodzieżową, akademie, wiersze, piosenki i codzienną potrzebę nazwania wdzięczności.
W II Rzeczypospolitej Dzień Matki miał charakter przede wszystkim szkolny i społeczny. Organizowano akademie, przygotowywano deklamacje, śpiewano piosenki, drukowano scenariusze uroczystości. W kulturze masowej szczególne miejsce zajęło „Serce matki” Mieczysława Fogga, z tekstem Ludwika Sonnenscheina, znanego pod pseudonimem Szmaragd. To była piosenka z epoki, w której sentyment nie wstydził się samego siebie. Brzmiała jak czarno-biały film, w którym łza nie jest jeszcze efektem specjalnym, lecz częścią świata.
Między Matką Boską a świeckim kalendarzem
Zanim pojawił się świecki Dzień Matki, polska wyobraźnia przez stulecia łączyła macierzyństwo głównie z religijnym obrazem Maryi. Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej” pisał o ogromnym znaczeniu kultu Matki Boskiej w polskiej tradycji. Samo dzieło Glogera, wydane na początku XX wieku, pozostaje jednym z najważniejszych opisów dawnej polskiej obyczajowości i kultury.
Maj także nie był przypadkowym miesiącem. W polskiej tradycji religijnej to czas nabożeństw majowych, kapliczek, przydrożnych figur, pieśni śpiewanych wieczorem na wsiach i w miasteczkach. Kiedy więc świeckie święto matki zaczęło się zakorzeniać właśnie w maju, trafiało na grunt już przygotowany przez obyczaj, emocję i symbol.
W Tomaszowie Mazowieckim i okolicznych miejscowościach ten krajobraz nie jest abstrakcją. Wystarczy przejść bocznymi ulicami, pojechać przez wsie powiatu tomaszowskiego, zajrzeć w majowe wieczory pod kapliczki. Religijny i rodzinny wymiar maja nadal się tu przenikają. Dzień Matki nie jest więc tylko datą z kalendarza. Jest częścią większej opowieści o domu, pamięci i lokalnej wspólnocie.
Po wojnie: święto wraca, ale w cieniu polityki
Po 1945 roku Dzień Matki powrócił, ale w zupełnie innym świecie. Polska była krajem zrujnowanym wojną, rozdartym stratami i przesuniętymi granicami. Matka w powojennej narracji była nie tylko osobą prywatną. Stawała się figurą odbudowy, poświęcenia i trwania.
W 1946 roku prasa informowała, że prezydent Bolesław Bierut objął protektorat nad Dniem Matki organizowanym przez PCK. Święto nie miało jednak jeszcze tak mocnej pozycji jak Dzień Kobiet, który w PRL szybko stał się jednym z ważnych rytuałów oficjalnej propagandy.
Zmiana nastąpiła wyraźniej w latach 70. W epoce Edwarda Gierka państwo coraz chętniej mówiło o rodzinie, dzieciach i macierzyństwie językiem opieki społecznej. Był to język charakterystyczny dla PRL: ciepły w deklaracjach, urzędowy w formie, często odległy od realiów kolejek, mieszkań z wielkiej płyty i codziennego zmęczenia kobiet pracujących na kilku etatach jednocześnie – w zakładzie, w domu, przy dzieciach.
Najtrwalszym symbolem tej epoki pozostaje Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Placówka powstała w latach 80. XX wieku, a Szpital-Pomnik Centrum Zdrowia Matki Polki otwarto 26 maja 1988 roku. Była to jedna ze sztandarowych inwestycji późnego PRL, zaprojektowana jako wielki ośrodek opieki nad matką i dzieckiem.
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego Łódź nie jest odległym punktem na mapie. To naturalny kierunek specjalistycznego leczenia, studiów, pracy i spraw rodzinnych. Dlatego historia łódzkiego Centrum Zdrowia Matki Polki ma również regionalny wymiar. Dla wielu rodzin z naszego miasta i powiatu ta nazwa nie jest hasłem z podręcznika PRL, lecz miejscem konkretnych konsultacji, porodów, diagnoz, lęków i nadziei.
Święto prywatne, ale sprawa publiczna
Dzień Matki bywa traktowany lekko: kwiaty, czekoladki, życzenia, szkolny występ, rodzinny obiad. Ale pod spodem kryje się temat znacznie poważniejszy. Macierzyństwo jest doświadczeniem osobistym, ale warunki, w jakich żyją matki, są sprawą publiczną.
To pytanie o dostęp do żłobków i przedszkoli. O opiekę okołoporodową. O samotne rodzicielstwo. O alimenty. O rynek pracy. O kobiety, które opiekują się jednocześnie dziećmi i starszymi rodzicami. O matki dzieci z niepełnosprawnościami, które w Polsce zbyt często muszą być własnymi prawnikami, terapeutkami, logistyczkami i rzeczniczkami prasowymi rodzinnego dramatu.
W polskim prawie ochrona macierzyństwa ma wyraźne umocowanie. Konstytucja RP w art. 18 wskazuje, że małżeństwo, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Z kolei art. 71 Konstytucji mówi o szczególnej pomocy władz publicznych dla rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej, zwłaszcza rodzin wielodzietnych i niepełnych. To ważne, bo Dzień Matki nie powinien być jedynie corocznym festiwalem deklaracji. Powinien być także przypomnieniem, że za pięknymi słowami musi iść realna polityka społeczna.
W Tomaszowie Dzień Matki zaczyna się często od przedszkolnej sali
Lokalnie to święto najczęściej ma twarz przedszkolnej akademii, występu w szkole, koncertu w domu kultury, rodzinnego pikniku lub warsztatów. W Tomaszowie Mazowieckim Miejskie Centrum Kultury organizowało już wydarzenia pod hasłem „TyDzień Matki w MCK”, obejmujące m.in. warsztaty dla dzieci, wieczór poetycko-literacki oraz spotkania poświęcone zdrowiu i urodzie.
I właśnie w takich miejscach święto odzyskuje sens najprostszy. Nie w reklamie perfum, nie w wielkim haśle marketingowym, lecz w dziecku, które mówi wierszyk z przejęciem godnym Hamleta, w mamie udającej, że się nie wzrusza, i w nauczycielce poprawiającej dekorację z bibuły pięć minut przed rozpoczęciem uroczystości.
Między laurką a pamięcią
Dzień Matki w Polsce obchodzony jest 26 maja. Nie jest świętem ustawowo wolnym od pracy, nie zatrzymuje urzędów, fabryk ani sklepów. Zatrzymuje jednak coś innego – na moment porusza pamięć.
Dla jednych to dzień radości. Dla innych trudny czas, bo matki już nie ma, relacje były skomplikowane albo macierzyństwo okazało się drogą pełną bólu. Dlatego warto pisać o tym święcie bez lukru. Matka nie jest pomnikiem z marmuru. Jest człowiekiem. Czasem silnym, czasem zmęczonym, czasem samotnym, czasem heroicznym bez wielkich słów.
Historia Dnia Matki pokazuje, że za najprostszym gestem często stoi długa droga. Od antywojennego apelu Julii Ward Howe, przez determinację Anny Jarvis, szkolne akademie II Rzeczypospolitej, działania Polskiego Czerwonego Krzyża, powojenną odbudowę i PRL-owską politykę społeczną, aż po dzisiejszy telefon wykonany z samochodu, biura albo kolejki przy kasie.
I może właśnie dlatego 26 maja nadal działa. Bo w świecie, który pędzi jak scena z filmu montowana pod nerwowy jazz, jedno słowo wciąż potrafi zatrzymać czas: mama.




























































Komentarze