Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2024 rok przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło 74,93 roku, a kobiet 82,26 roku. To różnica ponad 7 lat, bliska tej, o której mówi prof. Samoliński, i nadal bardzo wysoka na tle wielu państw europejskich. GUS wskazuje jednocześnie, że długość życia po pandemicznym załamaniu ponownie rośnie, ale dystans między kobietami a mężczyznami pozostaje wyraźny.
Mężczyźni wiedzą, ale nie zmieniają życia
Prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog i otolaryngolog, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwraca uwagę, że jednym z najważniejszych problemów jest nadwaga i otyłość, pojawiająca się u mężczyzn już w młodym wieku.
Szczególnie niepokojący jest wniosek z badań prowadzonych w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020: wraz z wykształceniem u mężczyzn rośnie częstość nadwagi. U kobiet jest odwrotnie — im wyższy poziom wykształcenia, tym większa dyscyplina dotycząca wagi, diety i sprawności. Sam Narodowy Program Zdrowia za strategiczny cel uznawał wydłużenie życia w zdrowiu, poprawę jakości życia i zmniejszenie nierówności zdrowotnych.
To jeden z tych paradoksów, które bolą bardziej niż prosta statystyka. Wiedza jest. Świadomość jest. Dostęp do informacji większy niż kiedykolwiek. A jednak w praktyce wielu mężczyzn żyje tak, jakby ciało było samochodem służbowym: można zatankować byle czym, jechać bez przeglądu, a kontrolkę ostrzegawczą zakleić taśmą.
BMI rośnie, ryzyko zgonu także
Ekspert podkreśla, że wraz ze wzrostem wskaźnika BMI u osób w wieku 35–49 lat zwiększa się ryzyko przedwczesnego zgonu. Problem dotyczy także osób starszych. Rosnące BMI w wieku okołoemerytalnym i podeszłym oznacza bardzo wysokie ryzyko zdrowotne, a mężczyźni są tu grupą szczególnie narażoną.
Polska należy do krajów o wysokim BMI. W praktyce oznacza to więcej chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2, nadciśnienia, problemów z układem kostno-stawowym i większe ryzyko nowotworów związanych ze stylem życia. Na końcu tej drogi często nie ma dramatycznej sceny jak z filmu, tylko zwykły poranek: duszność, ból w klatce piersiowej, wynik badań, którego nie da się już „rozchodzić”.
Dieta po polsku: dużo kalorii, mało warzyw
Prof. Samoliński zwraca uwagę na konkretne nawyki. Ponad 60 proc. Polaków nie je pieczywa razowego albo robi to bardzo rzadko. Codziennie warzywa i owoce spożywa tylko co trzeci mieszkaniec kraju. Potrawy smażone kilka razy w tygodniu lub raz w tygodniu je aż 80 proc. populacji, a co drugi Polak kilka razy w tygodniu sięga po słodycze.
To nie są drobiazgi. To codzienna buchalteria organizmu. Każda słodzona herbata, każdy napój gazowany, każda „mała przekąska”, każdy obiad smażony na ciężko dopisują coś do rachunku, który ciało kiedyś wystawia z odsetkami.
Specjalista zaleca przede wszystkim ograniczenie produktów wysokoenergetycznych, w tym napojów słodzonych. Do poziomu BMI 30 wiele można jeszcze zrobić stylem życia: ruchem, dietą, zmianą codziennych przyzwyczajeń. Powyżej tej granicy mówimy już o otyłości i coraz częściej potrzebna jest interwencja medyczna.
Ruch to nie fanaberia. To najtańszy lek
W tej opowieści nie chodzi o kult siłowni, modne zegarki sportowe i zdjęcia z biegania o świcie. Chodzi o coś znacznie prostszego: codzienny ruch, który utrzymuje ciało w gotowości do życia.
Prof. Samoliński przywołuje przykład dzieci z astmą. Jak mówi, rodzice często pytają o zwolnienia z WF-u, tymczasem około 30 proc. olimpijczyków ma astmę, a Otylia Jędrzejczak dzięki sportowi poradziła sobie z chorobą. To mocne zderzenie z wciąż żywym mitem, że „pulchne dziecko to zdrowe dziecko”. Nie. Zdrowe dziecko to dziecko sprawne, aktywne, dobrze odżywione i przyzwyczajone do ruchu.
Ten sam błąd przenosi się potem w dorosłość. Najpierw zwolnienie z WF-u, później zwolnienie z aktywności, potem zwolnienie z badań, aż w końcu organizm sam wystawia zwolnienie — już bez pytania o zgodę.
Lokalny wymiar problemu
Dla Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i całego regionu łódzkiego to temat bardzo praktyczny. Nie chodzi o abstrakcyjną debatę profesorów, lecz o codzienność naszych rodzin, zakładów pracy, szkół, przychodni i klubów sportowych.
Mężczyźni rzadziej korzystają z profilaktyki, częściej lekceważą objawy, później zgłaszają się do lekarza i częściej traktują zmęczenie, nadciśnienie czy otyłość jak „normalny wiek”. To nie jest normalny wiek. To często ostrzeżenie. A ostrzeżenia mają sens tylko wtedy, gdy ktoś ich słucha.
Warto więc mówić o prostych rzeczach, bez moralizowania, ale uczciwie: regularne badania krwi, kontrola ciśnienia, pomiar glukozy, aktywność fizyczna, mniej alkoholu, mniej słodzonych napojów, więcej warzyw, rozsądna masa ciała. Nie brzmi efektownie. Nie ma w tym hollywoodzkiej dramaturgii. Ale właśnie takie nudne decyzje najczęściej ratują życie.
Prawo też mówi o zdrowiu publicznym
W polskim systemie zdrowia publicznego profilaktyka nie jest dodatkiem, lecz obowiązkiem państwa i samorządów. Ustawa z 11 września 2015 roku o zdrowiu publicznym stworzyła ramy dla działań mających poprawiać zdrowie obywateli, a Narodowy Program Zdrowia wskazywał m.in. na znaczenie diety, aktywności fizycznej i walki z chorobami dietozależnymi.
To ważne również lokalnie. Samorządy, szkoły, placówki medyczne, organizacje społeczne i media mogą robić więcej niż tylko przypominać o „zdrowym stylu życia” przy okazji kampanii. Mogą tworzyć warunki: ścieżki rowerowe, dostępne obiekty sportowe, edukację żywieniową, wydarzenia profilaktyczne, badania przesiewowe i lokalne akcje dla mężczyzn, którzy do lekarza idą często dopiero wtedy, gdy naprawdę nie mają już wyjścia.
Najtrudniejsza zmiana zaczyna się przy stole
Polscy mężczyźni nie przegrywają wyłącznie z chorobami. Przegrywają często z własnym stylem życia, z lekceważeniem profilaktyki i z kulturowym wzorem twardziela, który „nie narzeka”, „nie bada się” i „nie będzie jadł trawy”. Tyle że ta poza ma swoją cenę.
W „Raporcie mniejszości” przyszłość można było zobaczyć wcześniej. W medycynie też często można. Wynik cholesterolu, obwód pasa, ciśnienie, glukoza, masa ciała — to są nasze prywatne zwiastuny. Nie po to, by straszyć, ale by zdążyć.
Największa rewolucja zdrowotna nie zawsze zaczyna się w ministerstwie. Czasem zaczyna się od tego, że mężczyzna po czterdziestce idzie na badania, zamienia słodzony napój na wodę, wychodzi na spacer, wraca do roweru, przestaje traktować brzuch jak medal za ciężką pracę i rozumie, że rodzina potrzebuje go nie tylko dzisiaj, ale także za dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści lat.


























































Komentarze