Przekazany mieszkańcom komunikat jest jednoznaczny: przedmiotów przypominających pociski, granaty, miny lub inne elementy uzbrojenia nie wolno dotykać, przenosić ani próbować samodzielnie zabezpieczać. Należy oddalić się na bezpieczną odległość i natychmiast powiadomić służby, dzwoniąc pod numer alarmowy 112.
W przypadku niewybuchów nie istnieje coś takiego jak „stare, więc bezpieczne”. Upływ czasu nie musi pozbawiać amunicji jej właściwości. Przeciwnie — skorodowane zapalniki i uszkodzone mechanizmy mogą być niestabilne, a przypadkowe uderzenie, przesunięcie czy próba oczyszczenia znaleziska mogą zakończyć się tragedią.
Lasy, które pamiętają front
Odnajdywanie wojennych pozostałości w okolicach Opoczna nie jest historycznym przypadkiem ani osobliwością. We wrześniu 1939 roku cały region znalazł się na trasie gwałtownego niemieckiego uderzenia, prowadzonego przez ziemię piotrkowską i tomaszowską w kierunku Warszawy.
Opoczno zostało zajęte przez Wehrmacht 7 września 1939 roku, po wcześniejszych ciężkich bombardowaniach. Rejon miasta znajdował się w pasie działań Armii „Prusy”, której jednostki próbowały powstrzymać niemieckie natarcie między Piotrkowem Trybunalskim a Tomaszowem Mazowieckim. Walki, naloty oraz przemieszczanie się dużych oddziałów oznaczały wykorzystanie ogromnych ilości amunicji artyleryjskiej, bomb lotniczych, granatów i pocisków różnego kalibru.
Zaledwie dzień wcześniej, 6 września 1939 roku, rozegrała się bitwa pod Tomaszowem Mazowieckim. Polska 13. Dywizja Piechoty próbowała zatrzymać dwie niemieckie dywizje pancerne XVI Korpusu. Całodniowe, krwawe walki zakończyły się przełamaniem polskiej obrony i odwrotem naszych oddziałów. Według historycznych zestawień polskie straty sięgały setek zabitych i ponad tysiąca rannych.
Bombardowany był również sam Tomaszów Mazowiecki. Niemieckie naloty rozpoczęły się już 1 września. W kolejnych dniach bomby spadały na domy, fabryki, ulice, a nawet wozy strażackie. Wojna nie miała tu charakteru odległego widowiska obserwowanego przez lornetkę. Przetoczyła się przez miasta, wsie, drogi i kompleksy leśne regionu.
Las był drogą, schronieniem i polem walki
Po zakończeniu kampanii wrześniowej lasy ziemi opoczyńskiej nie przestały być terenem działań zbrojnych. Stały się schronieniem dla żołnierzy podziemia, miejscem przemarszu oddziałów, organizowania zasadzek, magazynowania broni i prowadzenia akcji przeciwko okupantowi.
Już wiosną 1940 roku w regionie działał Oddział Wydzielony Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Jego żołnierze operowali na pograniczu powiatów opoczyńskiego, koneckiego i przysuskiego. Niemieckie obławy oraz walki z oddziałem „Hubala” objęły liczne kompleksy leśne i wsie. Późniejsze represje, nazwane pacyfikacjami hubalowskimi, dotknęły 31 miejscowości, a ich ofiarą padły setki mieszkańców.
W następnych latach w lasach działały oddziały Armii Krajowej i innych formacji partyzanckich. Broń i amunicję ukrywano w ziemi, prowizorycznych składach, leśnych bunkrach i zamaskowanych schowkach. Część została wykorzystana, część przejęli Niemcy, a część mogła pozostać w terenie. Do tego dochodziły niewypały po walkach, porzucone pociski oraz amunicja pozostawiana podczas odwrotu wojsk niemieckich i ofensywy Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku.
To właśnie dlatego niewybuch odnaleziony dziś podczas spaceru nie musi pochodzić wyłącznie z jednego konkretnego starcia. Może być śladem kampanii wrześniowej, okupacyjnej obławy, działalności partyzanckiej albo walk ze stycznia 1945 roku.
Ziemia powoli odsłania niebezpieczną przeszłość
Wojenne pozostałości mogą przez dziesięciolecia spoczywać niewidoczne pod ziemią. Dopiero erozja, ulewny deszcz, działalność zwierząt, prace leśne, budowa drogi, wycinka drzew albo zwykłe rozgrzebanie ściółki sprawiają, że metalowy przedmiot pojawia się na powierzchni.
Najczęściej znalezisko wygląda niepozornie: jest pokryte rdzą, błotem i nalotem, czasami przypomina fragment rury, puszkę albo kawałek maszyny. To właśnie ta pozorna zwyczajność może uśpić ostrożność. Szczególnie niebezpieczna bywa ciekawość dzieci oraz osób próbujących zabrać przedmiot jako wojenną „pamiątkę”.
Nie wolno też kierować się poradami znalezionymi w internecie ani próbować samodzielnie ustalać rodzaju amunicji. Ocena, czy znaleziony przedmiot rzeczywiście jest niewybuchem, należy do policji i wojskowego patrolu saperskiego.
Nie dotykać. Nie zabierać. Nie sprawdzać
Po zauważeniu podejrzanego przedmiotu należy przede wszystkim zachować spokój. Nie wolno go podnosić, odkopywać, obracać, uderzać ani polewać wodą. Nie należy również podejmować prób przewiezienia go na komisariat czy do jednostki straży pożarnej.
Trzeba zapamiętać miejsce, oddalić się, ostrzec znajdujące się w pobliżu osoby i zadzwonić pod numer 112. Operatorowi należy możliwie dokładnie opisać lokalizację oraz wygląd przedmiotu. Jeżeli można to zrobić bez zbliżania się do znaleziska, pomocne może być wskazanie charakterystycznego punktu terenowego lub współrzędnych z telefonu.
Każdy znaleziony pocisk powinien być traktowany jak sprawny i gotowy do eksplozji — niezależnie od tego, czy przeleżał w ziemi rok, kilkadziesiąt lat czy całą ludzką epokę.
Historia nie zawsze znajduje się w muzealnej gablocie
Niewybuchy odnalezione w lasach Nadleśnictwa Opoczno są swoistymi kapsułami czasu, ale nie takimi, które wolno otwierać. Nie przypominają spokojnych eksponatów stojących za szkłem. Są raczej ostatnimi, zagubionymi żołnierzami dawnej wojny — pozbawionymi mundurów, nazwisk i sztandarów, lecz nadal zdolnymi zabijać.
Dla mieszkańców regionu komunikat powinien być czymś więcej niż jednorazowym ostrzeżeniem. Ziemia opoczyńska i tomaszowska była areną ciężkich walk, nalotów, działań partyzanckich i wojskowych przemarszów. Takie miejsca przez wiele kolejnych dekad mogą ujawniać amunicję i elementy uzbrojenia.
Dlatego podczas leśnych spacerów, wypraw rowerowych czy grzybobrania warto patrzeć pod nogi nie tylko z powodu korzeni i śliskich liści. Czasami spod mchu wygląda bowiem historia. I nie zawsze jest to historia, której można bezpiecznie dotknąć.



Napisz komentarz
Komentarze