To nie jest kolejna lekka „kartka z kalendarza”, którą można skwitować jednym zdaniem w mediach społecznościowych. Za tą datą stoją ludzkie tragedie, przemoc i historia pokazująca, dokąd może prowadzić nienawiść, gdy przestaje być prywatnym uprzedzeniem, a staje się programem działania.
Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści obchodzony jest każdego roku 22 lipca. Jego celem jest upamiętnienie ofiar przemocy motywowanej uprzedzeniami, okazanie solidarności osobom pokrzywdzonym oraz przypomnienie, że rasizm, ksenofobia, antysemityzm i inne formy nienawiści nie są abstrakcyjnym problemem z telewizyjnych debat. Mogą pojawić się na ulicy, w szkole, miejscu pracy, lokalnej społeczności, a coraz częściej także w internecie.
Data naznaczona tragedią
Wybór 22 lipca ma głębokie znaczenie historyczne. Tego dnia w 1942 roku niemieckie władze okupacyjne rozpoczęły wielką akcję deportacyjną z getta warszawskiego. Tysiące Żydów wywożono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Był to jeden z najbardziej tragicznych etapów realizacji Holocaustu na ziemiach polskich.
Ta sama data przywołuje również wydarzenia z Norwegii z 2011 roku. W wyniku zamachu bombowego w Oslo oraz strzelaniny na wyspie Utøya zginęło 77 osób. Sprawca kierował się skrajnie prawicową ideologią i nienawiścią wobec przeciwników politycznych oraz społeczeństwa wielokulturowego.
Te wydarzenia dzielą dziesięciolecia, państwa i skala zbrodni. Łączy je jednak ten sam mechanizm: najpierw pojawia się język wykluczenia, później odczłowieczanie całych grup, a na końcu przemoc. Historia wielokrotnie pokazała, że słowa potrafią być jak iskra rzucona na wysuszone pole.
Czym jest przestępstwo z nienawiści?
Nie każde obraźliwe zachowanie jest automatycznie przestępstwem z nienawiści. Pojęcie to odnosi się do czynu zabronionego, którego wybór ofiary lub celu wynika z uprzedzenia sprawcy wobec określonej grupy społecznej.
Ofiarą może zostać człowiek zaatakowany ze względu na rzeczywiste albo przypisywane mu pochodzenie narodowe lub etniczne, rasę, kolor skóry, religię, bezwyznaniowość czy inne cechy, z którymi sprawca wiąże swoją wrogość. Charakterystyczne jest to, że napastnik często nie atakuje konkretnej osoby za to, co zrobiła, ale za to, kim – w jego przekonaniu – jest.
Przestępstwo z nienawiści uderza więc podwójnie. Bezpośrednio krzywdzi ofiarę, ale równocześnie wysyła groźny komunikat do całej społeczności: „Nie jesteście tutaj bezpieczni”.
Co mówi polskie prawo?
Polski Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za szereg zachowań motywowanych nienawiścią.
Artykuł 119 Kodeksu karnego penalizuje stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec osoby albo grupy osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej lub wyznaniowej, a także z powodu bezwyznaniowości.
Z kolei art. 256 Kodeksu karnego dotyczy między innymi publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych. Przepis obejmuje również propagowanie ustroju totalitarnego oraz rozpowszechnianie przedmiotów i treści służących promowaniu takich ideologii.
Artykuł 257 Kodeksu karnego przewiduje karę za publiczne znieważenie grupy ludności albo konkretnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej, a także za naruszenie nietykalności cielesnej z takich powodów.
Ochronę przed przemocą i dyskryminacją uzupełniają również inne przepisy, dotyczące między innymi gróźb karalnych, uporczywego nękania, zniesławienia, naruszenia nietykalności cielesnej, pobicia czy zniszczenia mienia.
Granica między dopuszczalną, nawet ostrą wypowiedzią a czynem zabronionym zależy od treści, kontekstu, intencji sprawcy i okoliczności zdarzenia. Wolność słowa nie oznacza jednak prawa do grożenia, nawoływania do przemocy ani publicznego szczucia na ludzi z powodu ich pochodzenia czy wyznania.
Internet nie jest przestrzenią poza prawem
Współczesna nienawiść często nie maszeruje już ulicą w mundurze. Siedzi przed ekranem komputera, publikuje komentarze z anonimowego konta, tworzy obraźliwe memy, wysyła groźby i rozpowszechnia nieprawdziwe informacje o całych grupach społecznych.
Anonimowość w sieci bywa jednak złudna. Komentarz, wiadomość, film lub grafika mogą stanowić dowód w postępowaniu. Administratorzy portali, operatorzy usług i organy ścigania dysponują narzędziami pozwalającymi ustalić autora publikacji.
Dlatego osoby doświadczające gróźb lub nienawistnych ataków powinny zabezpieczać materiał dowodowy: wykonywać zrzuty ekranu, zapisywać adresy stron, daty publikacji, nazwy kont i treść wiadomości. W przypadku bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy 112.
Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa można złożyć na policji albo w prokuraturze. Warto dokładnie opisać nie tylko sam czyn, lecz także okoliczności wskazujące, że motywem sprawcy była niechęć do określonej narodowości, grupy etnicznej, religii czy innej cechy ofiary.
Najgroźniejsze jest przyzwyczajenie
Problem nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś zostaje pobity. Zaczyna się wcześniej – gdy obrażanie ludzi staje się elementem codziennej rozmowy, gdy publiczne szczucie jest traktowane jako „wyrazisty styl”, a odczłowieczający język przynosi popularność w mediach społecznościowych.
W małej społeczności skutki mogą być szczególnie dotkliwe. Ofiara i sprawca często mieszkają obok siebie, spotykają się w sklepie, szkole, urzędzie albo zakładzie pracy. Pokrzywdzony może obawiać się reakcji sąsiadów, utraty zatrudnienia lub dalszego napiętnowania. Dlatego tak ważna jest postawa świadków.
Milczenie nie zawsze jest neutralnością. Czasem staje się wygodnym alibi dla agresora.
Reakcja nie musi oznaczać wdawania się w niebezpieczną konfrontację. Może polegać na wezwaniu pomocy, udokumentowaniu zdarzenia, zgłoszeniu treści administratorowi serwisu, złożeniu zeznań lub zwyczajnym okazaniu wsparcia osobie, która została zaatakowana.
Ofiara nie powinna zostawać sama
Przestępstwo motywowane nienawiścią może pozostawić skutki znacznie poważniejsze niż widoczne obrażenia. Pokrzywdzeni często odczuwają lęk, wstyd, bezradność i utratę poczucia bezpieczeństwa. Zaczynają unikać miejsc publicznych, ukrywać swoją tożsamość albo rezygnować z aktywności społecznej.
Dlatego potrzebna jest nie tylko reakcja karna, ale również pomoc psychologiczna, prawna i społeczna. Najgorszym rozwiązaniem jest przerzucanie odpowiedzialności na ofiarę pytaniami: „Po co tam poszedłeś?”, „Dlaczego tak wyglądałaś?”, „Czy musiałeś o tym mówić publicznie?”.
Odpowiedzialność za przemoc ponosi sprawca. Nie człowiek, który stał się jej celem.
Nienawiść nie pojawia się znikąd
Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści powinien być również chwilą namysłu nad językiem debaty publicznej. Słowa polityków, dziennikarzy, liderów opinii i użytkowników mediów społecznościowych mają znaczenie. Nie każda brutalna wypowiedź prowadzi do przemocy, ale każda może przesunąć granicę tego, co społecznie akceptowalne.
Albert Camus pisał w „Dżumie”, że bakcyl zarazy nigdy nie umiera ani nie znika. Może przez dziesiątki lat drzemać w meblach i bieliźnie, cierpliwie czekać w pokojach, piwnicach i walizkach.
Podobnie jest z nienawiścią. Nie znika raz na zawsze. Powraca, gdy społeczeństwo przestaje reagować, gdy uprzedzenie zostaje przebrane za żart, a przemoc za „odważne mówienie prawdy”.
22 lipca przypomina, że solidarność z ofiarami nie może ograniczać się do symbolicznego wpisu. Musi oznaczać realną reakcję, egzekwowanie prawa oraz sprzeciw wobec przemocy – niezależnie od tego, kogo dotyka i z której strony politycznego sporu przychodzi.
Bo nienawiść nie jest poglądem. A godność człowieka nie podlega głosowaniu.



Napisz komentarz
Komentarze