Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 lipca 2026 10:31
Reklama
Reklama

Z cyklu: "Okrakiem" - Wiesiek Fiszbach – ksywa „Stefan“ (Od Berlina do Brzustowa)

Malował od zawsze. Jego pierwsze prace znikały po deszczu, gdyż rysował patykiem u babci w ogródku. Jako kilkuletni chłopiec trafił w ręce profesora Kazimierowskiego. Od tamtego czasu nie rozstawał się ze sztalugą. Uczestniczył w wielu wystawach, a liczne nagrody i wyróżnienia przyznawano mu nie tylko w kraju. Gdy zaczął uczęszczać do I LO w Tomaszowie Mazowieckim okazało się, że talenty chodzą parami. Pod okiem profesora Edmunda Wojewódzkiego i trenera Henryka Białasa drużyna siatkówki, w której grał, odnosiła wielokrotne sukcesy, w tym kilkakrotnie mistrzostwo Polski. Będąc uczniem LO uczęszczał zarówno na treningi, jak i na zajęcia plastyczne, które prowadziła Pani Maria Bunzel. Brał udział w licznych plenerach i wystawach, w ten sposób łącząc sport z malarstwem. Na pytanie: - Czy jesteś sportowcem, czy artystą malarzem? - odpowiada: - „I sport i malarstwo są sztuką – tak uważali już starożytni Grecy organizując olimpiady.”

 

Człowiek wielu talentów. Urodzony w 1950 roku w Tomaszowie Mazowieckim (woj. łódzkie), absolwent miejscowego I Liceum Ogólnokształcącego (1968) i olsztyńskiej AWF (1974), gdzie otrzymał tytuł magistra wf. Od najmłodszych lat (szkoła podstawowa) grał w siatkówkę w znakomitym towarzystwie, razem z wielokrotnym reprezentantem Polski, mistrzem świata oraz mistrzem olimpijskim, Wiesławem Gawłowskim. Kiedy razem wprowadzili Lechię Tomaszów do I ligi, ich drogi rozeszły się: jeden Wiesiek (Gawłowski) trafił do AZS AWF Warszawa, drugi (Fiszbach) do AZS-u Olsztyn.

 

„W tym samym czasie co tomaszowska Lechia, awansował do I ligi siatkówki AZS Olsztyn. Grałem tam w siatkówkę zaledwie przez jeden rok” - wspomina Wiesiek. „Chciałem dłużej, ale nie mogłem, z powodu urazu kręgosłupa. Jednak w olsztyńskim AZS-ie rozpoczął się drugi etap mojego sportowego życia. Zainteresowanie judo zaowocowało zdobyciem trzeciego miejsca na mistrzostwach Polski w Warszawie w roku 1974. Po studiach zacząłem pracować na ówczesnej Akademii Rolniczo-Technicznej jako nauczyciel akademicki. Tam założyłem pierwszą w Olsztynie sekcję judo dla modzieży akademickiej i kilka sekcji dziecięcych tej dziedziny sportu. Tak więc byłem prekursorem judo na Warmii i Mazurach. W ciągu dwóch lat zdobyliśmy akademickie mistrzostwo Polski, czego konsekwencją było powołanie mnie na trenera reprezentacji Polski na Uniwersjadę w Rio de Janeiro.”

 

„Z uczelnią rozstałem się ze względów, powiedzmy – politycznych”, wspomina z uśmiechem Wiesiek Fiszbach. „Szkoda, gdyż byłem już bardzo znany i lubiany przez młodzież. Zdarzyło się tak, że otrzymałem od uczelni mieszkanie i wtedy zaczął się dramat, a właściwie to komedia, związana z namawianiem mnie, abym w „dowód wdzięczności” wstąpił w szeregi PZPR. Zdecydowanie odmawiałem, toteż w konsekwencji stopniowo zaczęto odsuwać mnie od pracy z młodzieżą. Trwało to około dwóch lat. W 1971 roku urodził się mój syn, ale nie był to przyjemny okres w moim życiu. W tym samym mniej więcej czasie rozwiodłem się z pierwszą żoną. Chciałem być bliżej dziecka, więc zdecydowałem się na poważny krok, który odmienił moje życie. Kupiłem 100 hektarów ziemi po Niemcu – Hinzmanie, we wsi Radykajny. Przez następne pięć lat bawiłem się w hodowlę byków i trzody chlewnej. Po drodze miałem z tym nowym doświadczeniem liczne przygody. Pewnego razu zerwało mi się stado byków liczące 200 sztuk. Jak na westernie przebiegło przez gminę i potrzeba było tygodnia czasu, by je z powrotem zagonić do zagrody. W pewnym okresie życia poczułem jednak, że rolnictwo nie jest moim właściwym powołaniem. Ziemia jakby dała mi kopa”, uśmiecha się Wiesiek do wspomnień.

 

 

 

„Wokół mnie zaczęły się rodzić dziwnie smutne krajobrazy. Pewnego razu na moje stado świń liczące 800 sztuk padła zaraza. Zostały zarażone krwawą biegunką, roznoszoną przez dzikie zwierzęta. Cały las ruszał się od rozkładającej się padliny. Wiosną tamtego niedobrego roku, moja ówczesna narzeczona, która niespodziewanie powróciła z USA, znalazła mnie półprzytomnego na farmie, jak twierdzili lekarze, od śmierci dzieliła mnie jedna godzina. Cudem odratowano mnie w pobliskim szpitalu. Po tych smutnych wydarzeniach postanowiłem wyjechać z Polski. Droga ucieczki miała wieść przez Berlin do Paryża, lecz przypadkiem zakończyła się już w Berlinie. W roku 1980-tym Berlin Zachodni był wolnym i prześlicznym miastem, pełnym uciekającej przed wojskiem młodzieży z całego świata. Ja odwrotnie, byłem wtedy desperado, i jakby na przekór wszystkim, nawet samemu sobie, miałem zamiar wstąpić we Francji do Legii Cudzoziemskiej. Przypadek sprawił, że w Berlinie zostałem okradziony z gotówki przez taksówkarza i nie dojechałem do Paryża, gdzie oczekiwał na mnie kolega, tak samo jak ja kandydat do Legii. Do tej „stolicy świata” dotarłem dopiero po wielu latach, z moimi dziećmi, aby im pokazać Disneyland”, żartuje Wiesiek.

 

„W Berlinie wiodłem iście cygańskie życie. Miałem zawsze przy sobie wielką torbę lekarską, a w niej najniezbędniejsze wtedy do życia przedmioty: szczoteczkę do zębów, dwie pary skarpetek, dwie pary slipów, parę butów i jedne spodnie. Adresów nie pamiętam, kiedy doliczyłem się ich sześćdziesięciu, pomyliła mi się rachuba. Mieszkałem „po kobitkach”. W końcu osiadłem na miejscu z zaprzyjaźnioną Niemką, z którą wytrzymałem aż półtora roku. Otrzymałem od Amerykanów zgodę na pobyt stały, pod warunkiem, że ożenię się z tą moją Niemką, co nie było podejrzane, gdyż byliśmy w jednym wieku i wyglądaliśmy na zakochanych. Jedną z podstawowych jej wad był jednakże fakt, że nocą wzdychała do mnie po niemiecku, a ja byłem odporny na jej westchnienia wyrażane w tym języku. Idąc za stwierdzeniem zawartym w teście piosenki Andrzeja Rosiewicza uznałem, że „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”. A te zaczęły na przełomie lat 85-86 zjeżdżać do Berlina gromadnie.

 

I ja spotkałem swoją. Po rozstaniu z moją Heidi odebrano mi prawo do stałego pobytu. Jednak po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego byliśmy przez Niemców tolerowani. Po to, by mieć status stałego mieszkańca Berlina otworzyłem firmę budowlaną, która rozrosła się i zaczęła przybierać na znaczeniu w mieście. Prowadziłem ją przez osiemnaście lat. Zarobiłem dużo pieniędzy. W czasie, gdy władze niemieckie przenosiły się z Bonn do Berlina, był to okres mojego szczytowania finansowego. Przez siedem lat pracowałem z jednym architektem, wystarczająco długo, by mógł mnie sobie wychować i oswoić. Przy ostatnim kontrakcie opiewającym na milion euro, okradł mnie na 280 000 i splajtował. Spłaciłem 250 000, resztę rząd łaskawie mi umorzył”, kiwa głową Wiesiek Fiszbach.

 

„Po kolejnym rozwodzie spotkałem piękną kobietę pochodzącą z Warmii i Mazur. Moja była żona utrudniała mi kontakty z dziećmi, co przypłaciłem depresją i ucieczką w alkohol. Sypiałem wtedy na budowie i tam spotykaliśmy się  z moją wybranką po nocach, by leczyć się wzajemnie, nie fizycznie, lecz poprzez pocieszenia słowne. Byliśmy oboje zbyt pokaleczeni przez życie. Po czterech latach otrzymałem pozwolenie sądu na widywanie się z moimi dziećmi.

 

 

 

„Zacząłem z powrotem malować. W tamtych pierwszych momentach moich berlińskich doświadczeń nie mogłem nawet przypuszczać, nikt nie mógł, że padnie komuna. Nawet doradca prezydenta Cartera, profesor Zbigniew Brzeziński, na dwa lata przed faktem tego nie podejrzewał. Owszem, kiedyś po meczu siedząc w znanej berlińskiej knajpce „U Morowana” marzyliśmy z kolegami o wypiciu kufla piwa w kraju (98 kilometrów do Szczecina). W roku 1987 po raz pierwszy udało mi się przekroczyć granicę. Zjechaliśmy w lesie na pobocze i się popłakaliśmy”.

 

Oglądając prace „Stefana” czuje się w nich nastrój niespokojnej i alternatywnej dzielnicy Berlina – Kreuzberg, w której mieszka. Ta dzielnica to świat artystów, studentów, ludzi kreatywnych. Życie tętni tam 24 godziny na dobę. Majowe starcia z policją należą do tradycji. „Stefana” można odwiedzić w Brzustowie i w Berlinie. W Berlinie jego galeria nosi nazwę „Na Kole”. „Na Kole” stoi otworem dla każdego, kto ma ochotę nacieszyć oko, duszę i ciało.

 

W Berlinie nie brakuje Polaków, którzy tam znaleźli lub ciągle znajdują swoje miejsce. Co roku w czerwcu władze Berlina organizują 48-godzinny festiwal Neukolln. Neukolln to najbardziej międzynarodowa dzielnica tego miasta. Tegoroczny 14. festiwal odbywał się pod hasłem „Ostatnia stacja do raju”. Tym rajem dla wielu był i jest właśnie Berlin. Coroczna impreza ukazuje potencjał siły tkwiącej w zintegrowanej wielokulturowej społeczności dzielnicy i miasta. Wiesław Fiszbach na festiwalowe dni zaprasza takich przyjaciół z Polski, którzy potrafią czymś zabłysnąć. W tym roku przyjechali studenci Akademii Sztuk Pięknych z Gdańska, którzy w galerii NaKole przy Hobrecht Strasse 47 pokazywali swoje prace. Był wśród nich pochodzący z Tomaszowa Jakub Stojałowski, który do Berlina przywiózł fotogramy.

 

W Polsce, w Brzustowie niedaleko Inowłodza i o „rzut beretem” od Tomaszowa, Wiesiek zbudował dom, który roboczo nazwał przed kilku laty „Na Niskiej”. Bo Wiesiek to tak jak Włodek Votka i ja, jest „Chłopakiem z Niskiej”. Dom ten jest w okresie letnim Mekką dla przyjaciół artysty. Prawie każdego roku Wiesiek urządza tam „Zakończenie sezonu” – spotkanie, które jest okazją do zaprezentowania jego nowych prac, ale także do spotkania w bardzo szerokim gronie. Niżej podpisany sprzedawał tam i czytał fragmenty swoich książek i śpiewał przy ognisku nie jeden raz. A kiedy Wiesiek, ksywa „Stefan” wyjeżdża na zimę do Berlina, oddaje klucze Włodkowi Votce, który zatrzymuje się w Brzustowie dla odpoczynku na trasie swoich artystycznych wojaży po Polsce. Ja zaś odwiedzam wtedy Włodka. Często czynimy razem spustoszenie w grzybostanie lasku należącego do  włości naszego przyjaciela.

 

Od wielu lat Wiesiek jest członkiem Stowarzyszenia Amatorów Plastyków w Tomaszowie Mazowieckim, a od roku – członkiem Polskiego Związku Artystów Plastyków, co się nieczęsto zdarza osobom niemającym wykształcenia plastycznego. Nasz „ambasador kultury” działa też w Stowarzyszeniu Artystów Integracji Europejskiej z siedzibą w Szczecinie.

 

 

 

Z Wieśkiem Fiszbachem i z Włodkiem Votką spotykaliśmy się wiele razy z okazji przeróżnych imprez. Pierwszy raz było to w roku 2007, kiedy Wiesiek zaprosił nas do Berlina na spotkanie z tamtejszą Polonią. Odbyły się dwie super imprezy, jedna w Domu Polskim, druga w Polskiej Misji Katolickiej. Na pierwszej z nich bohaterami byliśmy wyłącznie my – „Trzej przyjaciele z Niskiej”. Ja mówiłem o książkach, Włodek grał i śpiewał, a Wiesiek wystawiał obrazy. Na drugiej śpiewał Tadeusz Woźniak i recytowała Anna Dymna, a my swoją małą chwilę mieliśmy podczas wernisażu prac Wieśka i innych artystów pochodzenia polskiego w katakumbach kościoła Misji.

 

Należy do tradycji, że nie zapominamy o sobie. W listopadzie ubiegłego roku znowu „Trzej Przyjaciele z ulicy Niskiej” spotkali się na wernisażu Wieśka, tym razem w Literackiej, sali Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim. I jak zawsze byliśmy ciepło przyjęci przez mieszkańców naszego miasta.

 

Ostatnie jak dotąd nasze spotkanie miało miejsce w grudniu 2012 roku, tuż przed moją niedawną wyprawą do Kanady. Wiesiek ma tę zaletę, że zawsze gromadzi wokół siebie grono przyjaciół. Ludzie lgną do niego, gdyż spowija go aura bezpretensjonalności, ciepła i życzliwości. Po prostu przyciąga do siebie ludzi. Tamtego ranka na zapleczu Księgarni Basi Goździk przy Placu Kościuszki 22 całkiem niespodziewanie zgromadzeni dosyć licznie bywalcy mogli być świadkami odbycia się tak zwanego zebrania grupy roboczej, albo też – inicjującej utworzenie nowej – na razie nie wiadomo czego – fundacji, organizacji, grupy właśnie – w każdym razie „ciała”, które w niedalekiej przyszłości zajmie się historią Tomaszowa Mazowieckiego w kontekście przedwojennych, wojennych i powojennych losów jego mniejszości – Żydów i Niemców. Inicjatorem tego pomysłu był i jest Wiesiek Fiszbach, ksywa „Stefan”.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie

Dziś jest wtorek, 21 lipca, dwieście drugi dzień 2026 roku. Do końca roku pozostały 163 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.38, a zajdzie o godz. 20.45. Imieniny obchodzą Andrzej, Benedykt, Daniel, Ignacy, Jan, Julia i Wiktor. Data dodania artykułu: 21.07.2026 09:18
Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie

CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego

Prezydent Karol Nawrocki pozostaje w lipcu liderem rankingu zaufania do polityków, ufa mu 55 proc. badanych - wynika z sondażu CBOS. Najwięcej - po 6 pkt proc. - stracili w tym miesiącu premier Donald Tusk i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Premierowi ufa 32 proc., prezydentowi stolicy - 34 proc. Data dodania artykułu: 20.07.2026 14:06
CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego

Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu

Dziś jest poniedziałek, 201. dzień roku. Do jego końca pozostały 164 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.37, a zajdzie o godz. 20.46. Imieniny obchodzą: Czesław, Czesława, Hieronim, Małgorzata, Leon, Leona, Ludwika i Remigiusz. Data dodania artykułu: 20.07.2026 08:13
Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu

Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca

Dziś jest niedziela, 19 lipca – dwusetny dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 165 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.35, a zajdzie o godz. 20.47. Imieniny obchodzą dziś Wincenty, Marcin, Teodor i Ambroży. Data dodania artykułu: 19.07.2026 14:15
Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca

17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

Piątek, 17 lipca, jest 198. dniem 2026 roku. Do jego końca pozostaje 167 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą dziś: Aneta, Konstancja, Marcelina, Jadwiga, Andrzej, Bogdan, Feliks oraz Leon. Data dodania artykułu: 17.07.2026 11:22
17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

Polecane

"Zabijcie ich wszystkich!"

"Zabijcie ich wszystkich!"

Wczoraj moją uwagę zwróciły dwa wpisy na FB dokonane przez tę samą osobę. Autor często komentuje lokalne wydarzenia, najczęściej takie związane z tomaszowskim szpitalem, bo sam jest jego pracownikiem. W pierwszym wpisie komentuje próby zastraszania go i obelgi pod adresem jego rodziny, w drugim pisze, że postanowił zaprzestać publikowania jakichkolwiek komentarzy. Co się takiego stało? Otóż dwa dni wcześniej „ośmielił się” pochwalić wypowiedź na temat sprzedaży szpitala, jaką miał w czasie sesji Rady Powiatu Tomaszowskiego Piotr Kagankiewicz. No i okazało się, że pochwała rzeczowej i profesjonalnej opinii wywołała furię radnych (jak się domyślam, Koalicji Obywatelskiej). Data dodania artykułu: Dzisiaj, 08:13 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 2
Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi

Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi

Mariusz Węgrzynowski przez lata był przedstawiany jako nauczyciel i katecheta, osoba wierząca manifestująca przy każdej okazji swoje związki z Kościołem. Pielgrzymki służbowym autem do Częstochowy, comiesięczne zawierzenia i okrzyki na sesjach: ja Pana w kościele nie widuję. Jak by to bywanie na mszach świadczyć miało o jakości samorządowca. Dziś wiadomo, że były Starosta nie posiada ważnej misji kanonicznej, a więc kościelnego skierowania niezbędnego do nauczania religii. Czy do jej utraty przyczynił się śp. ksiądz Grad? Tak twierdzą inni katecheci z sanktuarium Św. Antoniego. Data dodania artykułu: Wczoraj, 07:30 Liczba komentarzy: 4 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Bezpłatna grupa wsparcia dla pacjentów onkologicznych i ich rodzin "Zabijcie ich wszystkich!" Lechia Tomaszów zaprezentuje drużynę przed nowym sezonem. Spotkanie z kibicami w Parku Solidarność Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Dzień Samotnych 2026. 27 lipca przypomina o problemie, który widać także lokalnie Bezpłatne konsultacje o bonach rozwojowych w Tomaszowie Mazowieckim Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi Remis na otwarcie. Widzew i Motor dali kibicom mecz pełen zwrotów akcji Tomaszów sprzed stu lat. Miasto, które budowało szkoły, mosty i własną przyszłość Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu Lechia zdała próbę generalną. Zielono-czerwoni pokonali Spartakusa Daleszyce „Ja nie zapomnę o tobie”. Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: xxx Treść komentarza: Więcej specjalistów spod ręki byłego starosty. Zresztą wójt też z jego stajni :) A jaki jest kuń każdy widzi ;) Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Nie wstawiam Ci minusa na czerwonym, bo jesteś dla mnie powietrzem. Nie stać Ciebie na nic więcej? Takiego bąka może puścić każdy głupek. Źródło komentarza: Wielki rozłam w PiS i małe wojny w Tomaszowie. Jedni budują mosty, inni potrzebują wrogów Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Ostatnie zdanie tego materiału powyżej brzmi: "Mieszkańcy Będkowa nie potrzebują kolejnej politycznej opowieści. Potrzebują lekarza." Jednak dobrze, że taka opowieść polityczna w odniesieniu tylko do jednej gminy została przedstawiona. Podobna, ale bardzo dużą i szeroka opowieść polityczna w dalszym ciągu jest przekazywana w ogólnopolskich, niezależnych mediach o Szpitalu Południowym w Warszawie i o tego typu zdarzeniach w innych częściach Polski. Takie opowieści, to jest świetna lekcja dla tzw. elektoratu wyborczego. Jest tylko jeden problem: czy ten elektorat wyborczy wyciągnie z tej lekcji jakiekolwiek wnioski. Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Masz rację. I w obrębie tylko tej rady powiatu nie trzeba długo szukać. Pierwszy z brzegu: święto...liwy Szczepan Goska, przyjaciel równie świeto...liwego , byłego katechety. Źródło komentarza: Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi Autor komentarza: Obserwator Treść komentarza: Świetny tekst demaskujący obłudników. Może przyjrzeć się jeszcze innym wielce pobożnym... Źródło komentarza: Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi Autor komentarza: Lojola Treść komentarza: Nie wojój z kościołem bo cię spalą na stosie Źródło komentarza: Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama