Na samym początku medialnej burzy, która przetoczyła się przez Facebooka, w porozumieniu z najbliższymi podjąłem świadomie decyzję, że nie będę uczestniczył w jałowych sporach ani słownych przepychankach. Dynamika wydarzeń okazała się jednak tak duża, że uznałem dziś za konieczne przedstawić mieszkańcom rzetelne wyjaśnienia.
Osoby, które mnie znają, doskonale wiedzą, że konflikty, afery czy personalne wojny nigdy nie były i nie są moim celem ani sposobem funkcjonowania w życiu publicznym. Od ponad trzech dekad działam w samorządzie tomaszowskim. Owszem, na przestrzeni tych lat pojawiały się różnice zdań i nieporozumienia, jednak przez zdecydowaną większość tego czasu byłem i pozostaję związany z tomaszowską Platformą Obywatelską.
Idea odwołania Mariusza Węgrzynowskiego pojawiła się już około 4-5 lat temu, w momencie gdy wyraźne stały się destrukcyjne działania, porażki w pozyskiwaniu środków czy patologie kadrowe w naszym powiecie. Mimo starań władz powiatu Platformy Obywatelskiej, nie doszło do skutecznej zmiany na stanowisku starosty, a zachowania niektórych radnych pamiętacie Państwo z lektury lokalnych mediów. Nikt nie przypuszczał wtedy, jak głęboko zakorzenione były i wtedy i są dzisiaj relacje i mechanizmy, które ciągle blokowały i nadal utrudniają zmiany.
Realna próba zmiany starosty nastąpiła po wyborach samorządowych. Nieudana. Wciąż jednak wielu obserwatorów lokalnej sceny politycznej zadawało sobie pytanie, co tak naprawdę dzieje się w powiecie. Osoby śledzące wydarzenia samorządowe wiedzą, że później podejmowano jeszcze kilka prób odwołania – mniej lub bardziej skutecznych co pół roku. Ostatecznie, 28 listopada 2025 roku, czternastu radnych zagłosowało wspólnie za odwołaniem starosty z PIS i to znanego jako poplecznika Antoniego Macierewicza. Należy podziękować tutaj Marszałek Województwa Joannie Skrzydlewskiej i Ministrowi Klimczakowi za osobiste wsparcie tych działań.
Nie jest tajemnicą, że rozmowy poprzedzające tę decyzję były intensywne. Już wówczas Platforma Obywatelska chciała wystawić własną kandydatkę. Chciałbym zwrócić uwagę, że osoba wskazana przez PO w Tomaszowie Mazowieckim nie posiada nawet skromnego doświadczenia w samorządzie i szerokiej wizji funkcjonowania samorządu. Przez całe swoje życie zawodowe zajmowała się działalnością niezwiązaną z administracją, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w wypowiedziach na komisjach i sesjach, jak i w dotychczasowej pracy zawodowej. Kluczowym problemem był brak zgody innych wokół tej kandydatury.
Po rozmowach z innymi, doświadczonymi radnymi doszedłem do wniosku, że Starostwo potrzebuje osoby z realnym doświadczeniem samorządowym — kogoś, kto potrafi skutecznie zabiegać o środki na rozwój powiatu, miasta, szpitala i szkół. Kogoś akceptowanego wśród radnych i liderów innych opcji tworzących większość do zmiany władz powiatu. Władze Platformy Obywatelskiej na szczeblu wojewódzkim również nie były skłonne poprzeć koleżanki. Dlatego warto było by PO ustąpiła i postawiła na osoby akceptowalne w koalicji, która chciała zmian w powiecie. W mojej ocenie to było po prostu konieczne.
Po kolejnych rozmowach wszystkich ugrupowań działających w naszym powiecie stało się dla mnie jasne, że kandydatka Platformy nie dysponuje wystarczającymi kompetencjami do pełnienia tej funkcji i nie ma sposobu przekonać innych radnych do tej opcji. W porozumieniu z innymi radnymi powiatowymi zaproponowałem kandydaturę Dariusza Kowalczyka z PSL, a własną na wicestarostę. Chodzi o kompromis i budowę większości. Czasami trzeba ustąpić by zbudować większość. Od tego momentu rozpoczął się — nie waham się określić — polityczny chaos.
Byli Państwo świadkami publikacji pojawiających się na profilu jednego z radnych Platformy Obywatelskiej, wymierzonych bezpośrednio we mnie. Te nieprawdziwe i krzywdzące deklaracje bardzo dotknęły moich najbliższych. Jestem nie tylko samorządowcem, ale także partnerem, ojcem, dziadkiem i bratem — moja rodzina widzi i odczuwa skutki tej sytuacji.
Czasami pewne opcje osobowe nie są możliwe do przeprowadzenia, a inne są. Najwyższą wartością powinna być poprawa jakości działania samorządu powiatu. W szczególności zarządzania naszym szpitalem. Do tego trzeba i doświadczenia i przede wszystkim zdolności uzyskania poparcia partnerów w samorządzie.
Gdy nowym starostą został Dariusz Kowalczyk z PSL, mieliśmy nadzieję, że głosowanie udowodniło, że ta kandydatura ma większość. Został wybrany.
Niestety trzej radni KO nie poparli tej opcji twierdząc, że Starostą może być tylko koleżanka - debiutantka - w radzie, która jest sama mówi przybraną mamą dla lokalnego Posła PO. Rzekomych obrad jakichś organów KO komentował nie będę bo nie miały quorum i kompetencji, a więc i znaczenia wg statutu KO. Żadnej tym samym mocy, a zresztą decydują ostatecznie sami radni.
Radny Dariusz Kowalczyk ma potężne doświadczenie, był już jedną 2014-2018 kadencję wicestarostą w koalicji radnych Witko/PSL/KO. Sprawy powiatu znalazły się w odpowiedzialnych rękach przy może minimalnej, ale jednak większości. Układ władz powinien ułożyć się w sposób spójny kompromisowy. Nie da się czasem inaczej.
Niestety, tak się nie stało. Głosowanie trzech radnych PO za ponownym powołaniem Starosty Węgrzynowskiego, a przeciw powołaniu koalicjanta z PSL doprowadziło do kaskady złych emocji i dalszych złych wydarzeń. Tu puściły wielu nerwy. A wystarczyło się wstrzymać...
Nowy starosta nie posiada jeszcze pełni kompetencji z uwagi na brak wyłonionego zarządu, ma prawo wykonywać bieżące czynności administracyjne jako samodzielny organ. Tymczasem dotychczasowy starosta powinien znajdować się już na etapie wygaszania swojej działalności — tak jednak nie jest.
W środę towarzyszyłem Panu Dariuszowi Kowalczykowi. Wielokrotnie zwracał się on do pana Węgrzynowskiego z prośbą o opuszczenie gabinetu, przedstawiał obowiązujące wykładnie prawne. Pan Węgrzynowski odmówił, zabarykadował się w gabinecie i wezwał przedstawicieli władzy Prawa i Sprawiedliwości. Przebieg całej sytuacji mogli Państwo obserwować w mediach społecznościowych. Przez obstrukcję części osób mamy do czynienia ze spektaklem nerwów i złych emocji.
W związku z zaistniałymi wydarzeniami pozwalam sobie stwierdzić, że „szef” PO pozostaje w stałym kontakcie z byłym starostą związanym z PiS, wspierając jego dalsze urzędowanie oraz działania destrukcyjne wobec naszego powiatu. Zmiana była nieunikniona i konieczna. Trzeba trochę kompromisu i wiele mądrości z wielu stron by zbudować coś znacznie lepszego. Dla nas wszystkich.
W całej tej sprawie pojawiają się również osoby, które — w trosce o dobro wspólne — nie powinny zabierać głosu, ponieważ ich wypowiedzi przynoszą więcej szkody niż pożytku.
Sławomir Żegota






























































Napisz komentarz
Komentarze