TTyle że w realnej przestrzeni miejskiej „Panny” wciąż nie ma. I to zaczyna już zwyczajnie boleć — bo ile razy można patrzeć na herb miasta, słyszeć o nim przy okazji świąt, uroczystości, rocznic, a potem wracać na Plac Kościuszki i widzieć… pustkę. Z czasem człowiek przestaje się nawet spierać o gust: czy pomnik jest „ładny”, gdzie powinien stanąć, czy to dobry pomysł. Zostaje jedno proste pytanie: dlaczego to wciąż nie stoi? A odpowiedź, niestety, jest prozaiczna: pieniądze, dotacje i ciągle przeciągane etapy.
Kto był inicjatorem?
Zaczęło się od lokalnej inicjatywy — pomysł postawienia pomnika nawiązującego wprost do herbu Tomaszowa mocno wybrzmiał w przestrzeni publicznej dzięki radnemu Konradowi Borowskiemu. To on miał naciskać, składać interpelacje i „pchać” temat do przodu. I to w sumie ważne, bo takie sprawy rzadko dzieją się same. Zwykle muszą mieć człowieka, który się uprze i nie odpuszcza, kiedy temat zaczyna się rozmywać.
Kto jest autorem projektu?
Autorem projektu jest prof. Zbigniew Dudek — tomaszowianin związany z łódzką ASP. I tu robi się trochę smutno, bo w materiałach prasowych przewija się obraz, który działa na wyobraźnię: gipsowy model w skali 1:1, gotowy, dopracowany, stojący w pracowni. Taki „pomnik-widmo”, który istnieje — ale tylko tam, gdzie nikt przypadkiem na niego nie wpadnie w drodze po bułki. Bo brakowało pieniędzy na najważniejszy krok: odlewanie w brązie.
Ile to kosztuje?
Tu zaczynają się kwoty, które brzmią jak zaklęcia dla księgowych. Miejskie Centrum Kultury — bo to ono miało pilotować przedsięwzięcie — wskazywało całkowity koszt 336 650 zł, przy staraniach o dotację 284 650 zł. Później temat przechodził przez budżety i plany, już bardziej „ratami” niż jednym ruchem:
- na 2025 rok w budżecie pojawiło się 250 tys. zł na zadanie „Powstanie pomnika… ‘Panna na Niedźwiedziu’”,
- a na 2026 rok zaplanowano jeszcze 100 tys. zł na „ostatni etap”.
To wygląda tak, jakby Tomaszów próbował złożyć swój pomnik jak meble z paczek — trochę tu, trochę tam, w nadziei, że w którymś momencie wszystkie elementy w końcu spotkają się w jednym miejscu.
Dlaczego realizacja się opóźnia?
Najprościej: bo długo liczono na pieniądze z zewnątrz — i one nie przyszły.
Z tego, co opisywały lokalne media, MCK próbowało zdobyć wsparcie z Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Projekt miał dobre oceny, ale dotacji ostatecznie nie było. I efekt był taki, że model stał gotowy, a „Panna” nadal nie jechała do odlewni. Taki klasyczny scenariusz: wszystko jest przygotowane, wszyscy mówią „świetny pomysł”, a potem przychodzi codzienność i mówi „no… to jeszcze poczekajmy”.
Dopiero później miasto zaczęło coraz wyraźniej mówić: robimy to z własnych środków, wybieramy odlewnię, idziemy w brąz i domykamy temat.
Etapy realizacji — czyli jak to naprawdę wygląda w papierach
Da się to ułożyć w prostą historię:
2023 — przygotowanie: projekt i forma/model w gipsie.
2025 — etap „konkretny”: dokumentacja, wybór odlewni, odlew w brązie (plus zabezpieczenie środków w budżecie).
2026 — finał: przygotowanie terenu, fundament, kamień, geodezja, transport, dźwig i montaż.
Brzmi sensownie. Tylko, jak wiadomo, w Tomaszowie „brzmi sensownie” nie zawsze znaczy „stoi na miejscu”.
Co dalej? I dlaczego to już nie powinno „wisieć w pracowni”
Największym problemem nie jest dziś sam pomysł. On już przeszedł swoją drogę: od inicjatywy, przez projekt, po budżety. Problemem jest tempo i przejrzystość. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy to naprawdę będzie gotowe w 2026 roku, czy znowu zobaczą ten sam numer: „ostatni etap”, który w praktyce staje się pierwszym etapem… kolejnego roku.
I tu pojawia się iskierka nadziei, bo nieoficjalnie w magistracie mówi się, że pomnik może pojawić się już na najbliższe Dni Tomaszowa. Oby. Bo „Panna na niedźwiedziu” to nie jest fanaberia — to symbol miasta. A symbole, jeśli mają coś znaczyć, powinny być widoczne, a nie odkładane na potem.






























































Napisz komentarz
Komentarze