Rewanż za Bydgoszcz i potwierdzenie wyższości
Dla Lechii był to drugi mecz w tygodniu – w środę tomaszowianie przegrali w Bydgoszczy z BKS-em 1:3. W Będzinie pokazali jednak charakter i udowodnili, że wyjazdowe potknięcie było tylko wypadkiem przy pracy. Co więcej, był to już drugi triumf Lechii nad MKS-em w rundzie zasadniczej – jesienią podopieczni Kamila Czapnika zwyciężyli 3:1.
Gospodarze przystępowali do meczu osłabieni. W składzie zabrakło jednego z najbardziej doświadczonych zawodników – Artura Ratajczaka. Środkowy, zajmujący trzecie miejsce w rankingu najlepiej blokujących PLS 1. Ligi (53 punkty blokiem), zmaga się z kontuzją palca stopy i według zapowiedzi czeka go około czterotygodniowa przerwa.
Set za setem – prawdziwy rollercoaster
Pierwsza partia była pokazem nerwów ze stali. Obie drużyny szły punkt za punkt, a końcówka trzymała kibiców w napięciu do ostatniej piłki. Decydujące akcje należały do gości – skuteczne ataki Marcela Hendzelewskiego i Jakuba Abramowicza dały Lechii zwycięstwo 30:28.
Drugi set to już zupełnie inna historia. Będzinianie błyskawicznie wyciągnęli wnioski i zdominowali rywali, wygrywając pewnie 25:15. Impuls poniósł ich także w trzeciej odsłonie. Choć końcówka była niezwykle wyrównana, chłodną głowę w ataku zachowali Mariusz Połyński i Tomasz Polczyk. MKS wygrał 29:27 i objął prowadzenie 2:1 w meczu.
Lechia odpowiedziała w najlepszy możliwy sposób. W czwartym secie narzuciła swoje tempo, poprawiła skuteczność w ataku i od początku budowała przewagę. Bardzo dobrze prezentował się Hendzelewski, a ostatni punkt na wagę tie-breaka zdobył Dawid Suski. Wynik 25:15 jasno pokazał, że tomaszowianie nie zamierzają składać broni.
Tie-break dla ludzi o mocnych nerwach
Decydująca partia była kwintesencją siatkówki na zapleczu PlusLigi – zacięta, dynamiczna i pełna zwrotów akcji. Do zmiany stron minimalnie lepsi byli gospodarze (8:7), po skutecznym ataku Polczyka. Po przerwie trwała walka o każdy punkt. Ostatecznie więcej zimnej krwi zachowali zawodnicy Lechii. Ostatni punkt meczu zdobył Adrian Kopij, ustalając wynik tie-breaka na 15:13.
Co dalej?
Dla MKS-u Będzin do końca rundy zasadniczej pozostało siedem spotkań, z czego aż sześć na własnym parkiecie – to ogromna szansa na poprawę dorobku punktowego przed fazą play-off. Lechia natomiast potwierdziła, że potrafi wygrywać trudne mecze na wyjeździe i wciąż liczy się w walce o jak najwyższe miejsce w tabeli.
Sobotnie starcie pokazało jedno – w decydującej fazie sezonu nie będzie miejsca na chwilę dekoncentracji. A jeśli kolejne mecze będą dostarczały takich emocji jak ten w Będzinie, kibice mogą zacierać ręce.




























































Napisz komentarz
Komentarze