Są takie miejsca w mieście, które codziennie mijamy bez większej refleksji. Przejście dla pieszych, wysepka, asfalt, znaki, światła samochodów, znajomy szum ulicy. Dopiero tragedia sprawia, że zwykły punkt na mapie zaczyna ciążyć jak kamień. Ulica Mostowa w Tomaszowie Mazowieckim stała się takim miejscem 22 sierpnia 2024 roku. Tego wieczoru dwie kobiety nie wróciły już do domu.
Dzisiaj ta sprawa ma swój prawomocny finał. Jak wynika z informacji przekazanych naszej redakcji przez czytelników, sąd odwoławczy utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim. Oznacza to, że Jakub Sz. ma odbyć karę 16 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. W mocy pozostał również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz zasądzone świadczenia na rzecz pokrzywdzonych.
To nie jest zakończenie, które przynosi ulgę rodzinom ofiar. Wyrok, nawet prawomocny, nie cofa czasu. Nie przywraca głosu kobietom, które tamtego sierpniowego wieczoru prowadziły rowery przez przejście. Ale jest odpowiedzią państwa na czyn, który prokuratorzy i sąd ocenili jako skrajnie niebezpieczny, zawiniony i tragiczny w skutkach.
Wieczór, który przeciął Tomaszów na pół
Do tragedii doszło 22 sierpnia 2024 roku, tuż po godzinie 19.00, na ulicy Mostowej w Tomaszowie Mazowieckim. To ważna arteria, jeden z wjazdów do miasta od strony trasy S8, miejsce znane kierowcom, pieszym, rowerzystom i mieszkańcom tej części Tomaszowa. Nie odludzie. Nie boczna droga. Zwykła miejska przestrzeń, w której codziennie przecinają się ludzkie trasy: do pracy, z działki, do sklepu, do domu.
Dwie kobiety, siostry w wieku 67 i 69 lat, przechodziły przez oznakowane przejście dla pieszych z wysepką. Prowadziły rowery. Według medialnych relacji wracały prawdopodobnie z działki. W publikacjach prasowych pojawiały się ich imiona — Bożena i Danuta — choć należy zaznaczyć, że te dane pochodziły z przekazów medialnych, a nie z oficjalnego komunikatu sądu czy prokuratury.
W tym samym czasie od strony trasy S8 w kierunku centrum miasta jechał samochód osobowy Cupra Formentor. Za kierownicą siedział Jakub Sz., 28-letni w chwili zdarzenia mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego. Auto potrąciło kobiety na przejściu, a następnie zderzyło się z jadącą z przeciwka Toyotą.
Obie siostry zginęły na miejscu. Ranni zostali również pasażerowie Cupry oraz osoba podróżująca Toyotą.
W języku policyjnych komunikatów brzmi to sucho: zdarzenie drogowe, osoby poszkodowane, czynności pod nadzorem prokuratora. W języku miasta wyglądało to inaczej: syreny, radiowozy, zablokowana ulica, ludzie stojący w ciszy, telefony do bliskich, pytania powtarzane półgłosem. Kto? Jak? Dlaczego?
Pijany, pod wpływem narkotyku, z ogromną prędkością
Z ustaleń śledczych wynikało, że kierowca Cupry był w stanie nietrzeźwości i pod wpływem środka odurzającego. Bezpośrednio po wypadku oddalił się z miejsca zdarzenia. Nie udzielił pomocy potrąconym kobietom.
Według późniejszych ustaleń przywoływanych w lokalnych publikacjach, badania retrospektywne miały wskazywać, że w chwili wypadku kierowca mógł mieć około 1,4–1,5 promila alkoholu. Ekspertyzy wykazały też obecność substancji psychotropowej 4-CMC. Według biegłych samochód miał poruszać się z prędkością około 112–120 km/h w obszarze zabudowanym.
Jeśli te wartości zestawić z miejscem zdarzenia — przejściem dla pieszych, miejską ulicą, wieczorną porą, obecnością pieszych i rowerzystów — widać, dlaczego prokuratura mówiła o sprawie w kategoriach znacznie cięższych niż zwykły „wypadek”.
Był alkohol. Był narkotyk. Była prędkość. Była ucieczka. Było nieudzielenie pomocy. I były dwie kobiety, które znalazły się na przejściu dla pieszych — czyli w miejscu, gdzie prawo i elementarna przyzwoitość nakazują kierowcy szczególną ostrożność.
Proces i kwalifikacja prawna
Sprawę prowadziła Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Mazowieckim. Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim 5 czerwca 2025 roku. Proces ruszył 1 września 2025 roku.
Jakub Sz. został oskarżony o spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości i pod wpływem środka odurzającego, a także zachowania zaostrzające odpowiedzialność karną po zdarzeniu.
W sprawie wskazywano przepisy art. 177 § 1 i 2 kodeksu karnego, dotyczące spowodowania wypadku komunikacyjnego, którego następstwem jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na zdrowiu. Przywoływano także art. 178 § 1 i 1a pkt 2 kk, przewidujący zaostrzenie odpowiedzialności m.in. wtedy, gdy sprawca znajduje się w stanie nietrzeźwości, pod wpływem środka odurzającego, zbiegł z miejsca zdarzenia albo nie udzielił pomocy. Osobnym zarzutem było prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, czyli czyn z art. 178a § 1 kk.
29 stycznia 2026 roku Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim uznał Jakuba Sz. za winnego i wymierzył mu karę łączną 16 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Sąd orzekł również dożywotni zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi oraz nawiązki na rzecz pokrzywdzonych. Wyrok był wówczas nieprawomocny.
Prokuratura domagała się kary surowszej — 20 lat więzienia. Prokurator Waldemar Szymański, zastępca prokuratora rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim, po ogłoszeniu wyroku mówił, że określenie „wypadek” sugeruje przypadkowość, a ta sprawa — w jego ocenie — nie miała z przypadkiem nic wspólnego. W przestrzeni medialnej pojawiło się określenie „zbrodnia na drodze”. Mocne, ale w tym kontekście zrozumiałe jako publicystyczna i prokuratorska ocena ciężaru czynu, a nie zmiana kwalifikacji prawnej na zabójstwo.
Wyrok jest prawomocny
Jak informują nas czytelnicy, 19 czerwca 2026 roku sąd wyższej instancji utrzymał w mocy karę orzeczoną przez Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim. Tym samym wcześniejszy, nieprawomocny wyrok stał się prawomocny.
Oznacza to, że sprawca tragedii na Mostowej ma odbyć karę 16 lat i 6 miesięcy więzienia. Nadal obowiązuje go dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. W mocy pozostają również rozstrzygnięcia finansowe na rzecz pokrzywdzonych.
Na moment przygotowywania tekstu nie odnaleźliśmy jeszcze publicznego, urzędowego komunikatu sądu lub prokuratury opublikowanego po dzisiejszym rozstrzygnięciu. Dlatego informację o prawomocności wyroku oznaczamy jako aktualne ustalenia redakcyjne i sygnały od czytelników.
Rodziny po dwóch stronach sali
W tej sprawie są dwie perspektywy, których nie wolno mieszać, ale nie można też udawać, że nie istnieją.
Po jednej stronie są rodziny kobiet, które zginęły. Strata sióstr, matek, babć, ciotek, sąsiadek, znajomych. Kobiet, które — jak wynika z relacji medialnych — wracały z działki, prowadząc rowery. Ich śmierć była nagła, brutalna i publiczna. Wydarzyła się nie w odległym miejscu, ale na ulicy, którą wielu tomaszowian zna z codziennych przejazdów.
Po drugiej stronie jest rodzina sprawcy. Żona, dzieci, bliscy, którzy nie odpowiadają za jego decyzje, ale będą żyć w cieniu tej sprawy. To także dramat, choć innego rodzaju. Nie może on jednak przesłonić podstawowego faktu: dwie kobiety nie żyją, a sąd prawomocnie uznał odpowiedzialność kierowcy.
Mostowa jako ostrzeżenie
Sprawa z ulicy Mostowej nie jest tylko kroniką sądową. Jest opowieścią o tym, co dzieje się, gdy za kierownicą siada człowiek po alkoholu, po narkotykach, z nogą ciężką od prędkości i głową lekką od braku odpowiedzialności.
W polskich miastach przejście dla pieszych zbyt często bywa traktowane jak sugestia, nie jak granica. Pieszy ma pierwszeństwo, ale w zderzeniu z maską samochodu nie chroni go ani paragraf, ani farba na asfalcie. Prawo działa po tragedii. Życie trzeba chronić przed nią.
Ulica Mostowa jest tu symbolem. Wjazd do miasta, ruch od strony S8, kierowcy przyspieszeni trasą, mieszkańcy idący swoim rytmem, rowerzyści, piesi, światła samochodów. To przestrzeń, w której margines błędu powinien być minimalny. Tymczasem, według ustaleń śledczych i biegłych, w tej sprawie nałożyło się wszystko, co najgorsze: nietrzeźwość, narkotyk, nadmierna prędkość, brak reakcji po potrąceniu.
Tomaszów zna już zbyt wiele historii, w których alkohol za kierownicą nie kończył się tylko policyjną notatką. Niedawno opinię publiczną poruszyła także sprawa pijanego radnego powiatowego Leona K., wobec którego sąd pierwszej instancji warunkowo umorzył postępowanie. Prokuratura zaskarżyła tamto rozstrzygnięcie i ma mieć ciąg dalszy przed sądem II instancji. To oczywiście inna sprawa, bez ofiar śmiertelnych, ale społeczny kontrast jest uderzający: z jednej strony tragiczny finał jazdy po alkoholu na Mostowej, z drugiej pytanie o to, jak państwo i sądy powinny reagować na osoby publiczne zatrzymywane po alkoholu za kierownicą.
Nie chodzi o prostą zemstę ani o krzyk tłumu pod sądem. Chodzi o komunikat, jaki wysyłamy jako wspólnota. Czy prowadzenie po alkoholu jest „błędem”, który można elegancko zamieść pod dywanem? Czy jest realnym zagrożeniem, które w jednej chwili może zabrać komuś matkę, siostrę, żonę, sąsiadkę?
Mostowa odpowiada na to pytanie bez litości.
Prawo po tragedii i życie przed tragedią
Kodeks karny zna odpowiedzi na takie czyny. Przewiduje odpowiedzialność za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Zaostrza ją, gdy kierowca jest pijany, pod wpływem narkotyków, ucieka z miejsca zdarzenia lub nie udziela pomocy. Pozwala orzec długoletnie więzienie i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.
Ale nawet najwyższy wyrok jest zawsze spóźniony wobec śmierci. Sąd może nazwać winę, wymierzyć karę, zamknąć postępowanie. Nie może jednak cofnąć ostatnich sekund przed uderzeniem. Nie może sprawić, że dwie kobiety bezpiecznie przejdą przez pasy i pojadą dalej.
Dlatego ta sprawa powinna wracać nie tylko przy okazji wyroku. Powinna wracać w rozmowach o organizacji ruchu, o kontroli prędkości, o przejściach dla pieszych, o policyjnych patrolach, o społecznej zgodzie na „jedno piwo” przed jazdą, o pobłażliwości wobec tych, którzy prowadzenie samochodu mylą z prywatnym pokazem siły.
Bo tragedia na Mostowej nie zaczęła się w chwili uderzenia. Zaczęła się wcześniej — wtedy, gdy ktoś po alkoholu i narkotyku wsiadł za kierownicę.




Napisz komentarz
Komentarze