Przed Spółdzielnią Mieszkaniową Przodownik odgrywały się dzisiaj prawdziwie dantejskie sceny. W agresywny sposób uniemożliwiono wejście do budynku nowemu prezesowi, Jakubowi Pietkiewiczowi. Zgodnie z zapowiedzią, chciał objąć dzisiaj powierzoną mu funkcję. - Umówiłem się z poprzednikami, że przyjadę o 14, by mogli przekazać mi biuro - wyjaśnia. - Zamiast pracowników powitał mnie dosyć agresywny tłum.
Wizyta u fryzjera bywa czasem czymś więcej niż tylko korektą fryzury. Bywa lokalnym seminarium z życia miasta. Między brzękiem maszynki, szelestem peleryny i zapachem kosmetyków padają pytania, których nie zadają już tylko dziennikarze, radni czy członkowie spółdzielni. Zadają je ludzie. Normalni mieszkańcy. Ci, którzy chcą wiedzieć, co naprawdę dzieje się wokół Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik”.
W Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” znów zawyły syreny alarmowe. Tym razem nie z powodu awarii, nie z powodu realnego komunikatu o zagrożeniu, lecz z powodu list podpisów. Władze spółdzielni opublikowały grafikę ostrzegającą mieszkańców przed osobami, które — jak napisano — „pod pretekstem organizacji imprezy dla dzieci” zbierają imiona, nazwiska i podpisy. Problem w tym, że środowisko tomaszowskiego Fan Clubu Widzewa odebrało ten komunikat jako uderzenie w akcję zbierania głosów pod projektem organizacji „Pikniku z Widzewskim Charakterem”. Imprezy rodzinnej, dziecięcej, lokalnej. I właśnie dlatego sprawa, zamiast ucichnąć, wybuchła jak scena z politycznego thrillera kręconego między blokami Niebrowa.
Na ulicy Sterlinga 3 przy bloku nr 8 administrowanym przez Spółdzielnię Mieszkaniową ,,Przodownik" znajduje się studzienka kanalizacyjna, której zadaniem powinno być odprowadzanie nadmiaru wody deszczowej z jezdni. Powinno ale nie jest, ponieważ woda nie ma w zwyczaju płynąć do góry.