Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 12 czerwca 2026 23:21
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Andrzej z Chicago (70)

Ten felieton nie będzie o amerykańskim obywatelu, mieszkańcu miasta „gangsterów” ani też o rock’n’rollowym muzyku z chicagowskiej wytwórni płyt gramofonowych polskiego Żyda (Leonard Czyż), „Chess Records” a o moim najwspanialszym, najdroższym przyjacielu, z którym od przedszkola, poprzez szkołę podstawową, wspólne, rock’n’rollowe szaleństwa i muzyczne wyprawy do warszawskiej restauracji „Kamienne Schodki” (do pierwszej w stolicy grającej szafy o czym opowiedziałem w 23 felietonie „Oszołomstwo czy Miłość”) aż do jego śmierci, właśnie w Chicago, byliśmy sobie bardzo bliscy. Wspólnie z małżonką wybraliśmy go chrzestnym naszego syna Daniela. To chłopak z dzielnicy Starzyce – Andrzej Tokarski.

 

Właściwie Andrzej na imię miał Henryk (urodził się 19 stycznia) ale od dziecka rodzina (rodzice, bracia, siostry), znajomi i koledzy nazywali go Andrzejem. Mieszkaliśmy od siebie na tak zwany rzut beretem, ja w domu u zbiegu ulic Warszawska/Zawadzka, on przy Głównej 4/6 (pierwsza, biała kamienica po prawej). W moim ulicznym narożniku (stało po lewej i prawej stronie ulicy osiem domów, dziś znajduje się tylko wulkanizacja, DH DEKORATOR oraz jeden dom, rodziny Reszków) mieszkała spora liczba chłopaków, pokoleniowych rówieśników. Również ulica Główna (po lewej stronie stały - dziś nie istnieją, na ich miejscu Hurtownia Rowerów, wcześniej Firma JOKA - trzy domy oraz po prawej, stoją do dziś, dwie białe kamienice, które przedzielał długi drewniak) obfitowała  w chłopców wiekowo zbliżonych z naszych podwórek.

 

Miało to ogromne znaczenie dla chłopięcej rywalizacji w sportach uprawianych na naszych podwórkach czy szkolnych boiskach. Nie było jeszcze telewizji, radio w co piątym/szóstym domu, można powiedzieć w powijakach, komputery to daleka przyszłość więc nie było złodzieja wolnego czasu. Podwórkowe i szkolne zabawy, za nim przeniknął do Tomaszowa rock’n’roll, były jedyną rozrywką i podstawą rozwoju fizycznej sprawności naszego pokolenia.  

 

Boisko na polu fabrycznym (dziś stoi tu hurtownia rowerów) vis a vis dzisiejszej Straży Pożarnej czy nad stawem starzyckim, za domem, w którym mieszkał Edek Strzępek przed przeprowadzką na Niską (okolica Domu Handlowego DEKORATOR), były oblegane przez cały dzień, aż do zmroku, przez kopiących piłkę chłopaków. Tworzyliśmy dwie silne jedenastki, które często między sobą i innymi drużynami ze Starzyc, drużynami z innych dzielnic miasta, rozgrywały wspaniałe pojedynki. Andrzej błyszczał wśród rówieśników, nie tylko kopiąc piłkę, ale w innych dyscyplinach sportowych (pływanie, jazda na łyżwach, nartach czy bieganie). Był bardzo szybki, w Lechii biegał sprinty (100 m, 200 m) osiągając przyzwoite czasy. Nie bez kozery po maturze wybrał Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, którą ukończył z bardzo dobrym wynikiem o specjalnościach -  tenis ziemny i narciarstwo.

 

We wszystkich, wspólnych wyprawach czy nad staw starzycki, na deptak w centrum miasta, do kina (Mazowsze, Włókniarz, Chemik), na mecze piłkarskie (Lechii czy Pilicy), uczestnictwo w świetlicy przyzakładowej przy ZPW Nowotki (gra w ping-ponga i inne świetlicowe rozrywki), jak dorośliśmy  na dancingach czy prywatkach, zawsze uczestniczyliśmy wspólnie. Z grupy starzyckich kolegów, tylko my dwaj tworzyliśmy nierozerwalną parę aż do jego wyjazdu (1981r) do Stanów Zjednoczonych.

 

Nie chciałbym w tym felietonie opowiadać o jego sportowych wyczynach a skoncentrować się raczej, na wspólnych zainteresowaniach, magicznym i egzotycznym, muzycznym stylem jakim dla nas był Rock’n’Roll. Andrzej był najmłodszym w rodzinie, miał o wiele starszych braci (Jerzy, Czesław) i siostry (Barbara, Teresa) - roczniki przedwojenne. Wszyscy mieszkali w Tomaszowie (dziś już nie żyją Barbara i Czesław) jedynie Czesław po ukończeniu studiów zamieszkał w Gdańsku pracując w stoczni jako technolog budowy okrętów. Miało to dla Andrzeja kolosalne znaczenie (był wówczas uczniem i absolwentem II LO), gdzie czas wolny od nauki  (ferie wiosenne, zimowe czy wakacje) niejednokrotnie spędzał w Trójmieście, w gdańskim mieszkaniu brata Czesława.

 

Pan Czesław, jak na tamte czasy, był nowoczesnym człowiekiem, słuchał jazzu i wchodzącego na muzyczny rynek, rock’n’rolla. Świetnie znał język angielski. Z racji zamieszkania łatwiej, niż w innej części kraju, było w Trójmieście – mówiło się okno na świat - nabyć zakazany owoc jakim była rock’n’rollowa płyta, choćby od marynarzy. Posiadał kilka egzemplarzy nowości rynkowych, jazzowe i rock’n’rollowe krążki, tak krajowe jak i zagraniczne. Uwielbiał polskie zespoły Zygmunta Wicharego, Jana Walaska czy cudowne piosenki Carmen Moreno, Ludmiły Jakóbczak, Zbigniewa Kurtycza czy Janusza Gniatkowskiego, o  którym mówiło się - polski Elvis Presley. Poznał osobiście wschodzącą, polską gwiazdę, Marka Tarnowskiego (piosenkarz jazzowy, rock’n’rollowy) z Gdyni. Pierwszy wykonawca tych styli muzycznych, śpiewał w pierwszym, rock’n’rollowym zespole Rhytm and Blues). W swoim domowym archiwum posiadał również single prekursorów rock’n’rolla, jakimi byli - Bila Haley, Elvis Presley czy The Platters.

 

 

Andrzej po powrocie, z każdej wizyty od brata Czesława, wzbogacony był osłuchaniem nowości płytowych (pomijam słuchanie Radio Luxembourg) jakimi dysponował w danym czasie brat. Każde spotkanie z Andrzejem (jeszcze nie poznałem Wojtka Szymona) było dla mnie bardzo ważne, choć wykonane werbalnie, to z uwagą słuchałem jego opowieści o rock’n’rollu. Niektóre utwory, choć nie miał odpowiedniego głosu, odtwarzał mi śpiewając zapamiętany rytm i fonetyczny tekst do utworu Only You Plattersów czy Billa Haleya, cytuję - any mak any mak, getse, getse, nałum blery, blery, goł ewrybady razil dazil, ewrybady raził dazil – tak brzmiał fonetycznie łamany tekst w ustach Andrzeja. Były to słowa do piosenki Billa Haleya, Razzil Dazzil, który to utwór poznałem nieco później. Śpiewał go w kotłowni starzyckiej jedenastolatki (drugi felieton – Kotłownia w jedenastolatce - SHR&R) Gienek Kowalski, by oryginał Haleya poznać na chacie u Wojtka Szymona.  

 

 

Tak naprawdę nasze życie, chłopaków ze Starzyc, zmieniło się kiedy osobiście poznałem Wojtka Szymańskiego (latem 1960r). Trzecie, może czwarte wejście na chatę do Szymona odbyłem już wspólnie (tak wprowadziłem go na rock’n’rollowe salony) z Andrzejem. Od tego momentu, pozytywnie trafieni rock’n’rollem jeszcze bardziej zacisnęliśmy naszą przyjaźń. Razem uczestniczyliśmy w słynnych na całe miasto, muzycznych pojedynkach (Elvis kontra Cliff Richard, Fats Domino kontra Bill Haley czy Jerry Lee kontra Chuck Berry), jakie odbywały się w posesji przy Placu Kościuszki 17. Pierwsze, historyczne fajfy w  Literackiej odbywały się z jego udziałem, wspólnie uczestniczyliśmy przy układaniu kolejności utworów (tak zwane stopniowanie dramaturgii strony) na taśmę magnetofonową z przeznaczeniem na kolejny fajf.

 

Kiedy Wojtek zamieszkał w Warszawie odwiedzaliśmy go (wspólnie organizując pieniądze na wyjazd poprzez zbieranie i sprzedaż złomu, butelek) w stolicy. Razem z Wojtkiem Szymonem chodziliśmy na fajfy do Stodoły czy do wspomnianej wcześniej (z uwzględnieniem noclegów na warszawskim Dworcu Głównym) restauracji Kamienne Schodki na Starówce. Za każdym, naszym pobytem na Starym Mieście, do znudzenia raczyliśmy się muzycznymi nowościami, dobiegającymi z wynalazku jakim dla nas, tomaszowian, była grająca szafa.

 

W okresie - kwiecień 1965/kwiecień 1967 - odbywałem służbę wojskową w Słupsku. Na pół roku przed wyjściem do cywila, był wrzesień a może październik 1966 roku, przed południem w jedną z niedziel, wokół apelowego placu, moja kompania odbywała biegi na dystansie pięciu kilometrów w pełnym, wojskowym rynsztunku. Biegłem i ja. Jakież było moje zdziwienie jak za drugim czy trzecim okrążeniem, przy biurze przepustek, zauważyłem w cywilnym ubraniu znajomą mi sylwetkę, to był Andrzej Tokarski, - Skąd on by się tu wziął? - pomyślałem. Dla upewnienia się czy to jest on, krzyknąłem – Andrzej!!! – po czym natychmiast sylwetka zareagowała okrzykiem – Cześć Tolek!!!. Po zakończonym biegu (uzyskałem dzięki Andrzeja dopingowi świetny, drugi czas) otrzymałem za dobry wynik, przepustkę do poniedziałku, do 6.00 rano.

 

Kiedy byłem w armii, w tym czasie Andrzej (nie dostał się za pierwszym podejściem na AWF) ukończył dwuletnie Studium Nauczycielskie o specjalności Wychowawca Internatowy dla Szkół Rolniczych w Brwinowie k/Warszawy. Pracę, z tak zwanego nakazu, otrzymał jako wychowawca w internacie Technikum Rolniczego w Słupsku. Dobrze wiedział, że służę w tym mieście, więc kiedy wziął pierwszą pensję wybrał się do mojej Jednostki Wojskowej by mnie odwiedzić. Przyznam, że pierwsze nasze spotkanie uczciliśmy jak należy, jak przystało gdy dwóch, młodych i zdrowych przyjaciół spotyka się po ponad półtorarocznym nie widzeniu. Tym bardziej mogłem sobie pozwolić na pewną frywolność, gdyż miałem przepustkę do rana.

 

W połowie lat 60-tych do naszego kraju – NARESZCIE!!! – na rock’n’rollowe koncerty, zaczęły przyjeżdżać zespoły z Zachodniej Europy, przeważnie angielskie, szkockie czy skandynawskie. Nie były to muzyczne grupy (The London Beats, The Atomic czy The Phantoms) z najwyższej półki  jak The Beatles, Manfred Man, The Animals czy The Rolling Stones (choć ci ostatni właśnie wystąpili w warszawskiej - kwiecień 1967 roku - Sali Kongresowej). Zespoły średniej klasy nie docierały w głąb kraju, raczej  koncertowały w miastach na polskim Wybrzeżu, również bywały w Słupsku. Właśnie Andrzejowi łatwiej niż mnie w wojsku, było obserwować życie w cywilu i ewentualnie zakupić bilety na interesujące wydarzenia w mieście. Tak było w przypadku rock’n’rollowych koncertów, na wcześniej w nawiasie wymienione zespoły.

 

Po ukończonych studiach prowadził jako trener, szkółki gry w tenisa dla dzieci i młodzieży na korcie przy klubie RKS Lechia. Zimą podobne szkolenia z młodzieżą uprawiał w narciarstwie.  Pracował również jako nauczyciel WF-u w Liceum Medycznym oraz w Zespole Szkół Włókienniczych. W międzyczasie zatrudniony był w Dziale Socjalnym ZPW Nowotki gdzie organizował dla dzieci pracowników zakładu, kolonie i obozy sportowe. Osobiście udało  mi się w dwóch zimowiskach, jako wychowawca, z nim uczestniczyć. Pierwsze w miejscowości Sól w Beskidzie Żywieckim a drugie w samym Zakopanem. Były to pięknie spędzone chwile w polskich górach, połączone z uprawianiem sportów zimowych (narciarstwo zjazdowe i biegowe).

 

 

Dzięki niemu mogłem nauczyć się podstaw narciarskich zjazdów, slalomów, które sprawiały mi przyjemność z wykonania dobrych technicznie, bezpiecznych zjazdów. Ale nigdy nie zapomnieliśmy o rock’n’rollu. Podczas organizowanych potańcówkach dla kolonijnej czy obozowej młodzieży, nie mogła zabraknąć utworów Elvisa Presleya, Fatsa Domino, Jerry’ego Lee Lewisa, Billa Haleya, Brendy Lee czy Wandy Jackson.

 

 

Andrzej 5 lipca 1981 roku (przed stanem wojennym) pozostawiając żonę Grażynę i Aldonę, ośmioletnią córeczkę, wyjechał do Stanów, do Chicago. Nie zakładał pozostania za oceanem na stałe, ale sytuacja polityczna i gospodarcza jaka wytworzyła się w naszym kraju, zmusiła go do ściągnięcia rodziny do USA. Paradoksalnie w tym okresie było stosunkowo łatwiej uzyskać zgodę władz PRL-u na wyjazd niż w innych okresach socjalistycznego państwa. Również uzyskanie wizy w ambasadzie Stanów Zjednoczonych było łatwiejsze niż zwykle.

 

Andrzejowi zawdzięczam, nie tylko ja również inni przyjaciele z miasta, odnalezienie Wojtka Szymańskiego w Stanach. Po blisko 10-letnim braku kontaktu i wiedzy o nim, odkryty został na nowo. Szymon zamieszkał w Nowym Jorku. Zaczęli się wzajemnie odwiedzać i rozpoczęła się moja korespondencja ze Stanami. Andrzej, jak przystało na zapalonego tenisistę, do Nowego Jorku przyjeżdżał (zamieszkując w tym czasie u Wojtka) na korty Flushing Meadows, na których to odbywał się tenisowy turniej ATP z cyklu wielkiego szlema. Po każdym pobycie Andrzeja w Nowym Jorku czy Wojtka w Chicago byłem bogatszy w wiedzę o nich samych. Obaj amerykanie zaczęli mnie wzbogacać w nagrania płytowe (początkowo w analogi, nie było jeszcze „wynalazku” pod tytułem CD). To co było nie do zdobycia (rock’n’rollowa płyta) w naszych czasach, stało się teraz dla mnie faktem. Szkoda, że odbywa się to, gdy nieco ostygłem, jako zapalony, czynny rock’n’rollowiec.

 

Po 15 latach nieobecności Andrzej przyleciał do Polski, do Tomaszowa, z całą rodziną latem 1996 roku tj z żoną Grażyną i córkami, Aldoną i urodzoną już w Stanach, Olgą. Dwa tygodnie pobytu obfitowały w wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia … Jego drugi przylot do kraju miał miejsce w lutym 1997 roku. Było to, jak się okazało w niedługim czasie ostatnie, nasze spotkanie. W szczerej rozmowie sam na sam, okazało się, że Andrzej bardzo tęskni za Polską, za Tomaszowem, szczerze się wypowiedział - Antek, gdyby nie urodzona w Stanach Olga, zapewne wróciłbym na stare pielesze. Ameryka to jest inny świat, jestem za stary by duchowe uczucia, skostnienia zmienić. Na tym spotkaniu powstała koncepcja bym przyleciał do USA, - Zaraz po przylocie do Stanów, dzwonię do Wojtka by wysłał ci zaproszenie wsparte „mocnym” kontem bankowym a to jest ważne przy uzyskaniu wizy. Myślę, że na jesieni 1997 możemy spotkać się w Nowym Jorku czy Chicago.

 

Tak też się stało, w połowie roku otrzymuję zaproszenie. Z Jankiem Koziorowskim, który miał paszport szwedzki i bywał często u Szymona, mieliśmy do wykonania front robót. Dzięki pracy można byłoby łatwo przeżyć mieszkając u Wojtka i przywieź do domu trochę zielonych. Kiedy bez przeszkód wbito mi w paszport wizę, kiedy ustaliliśmy datę wylotu (5 listopad 1997r), kiedy wykupiłem bilety na ten dzień, Janek zaczął dość ciężko chorować. Zwapnienie stawów barkowych objawiające się dużymi bólami. Pobierał bolesne zastrzyki, które nie rozwiązywały problemu. Wreszcie zdecydował, - Antek leć sam do Stanów, ja mogę w każdej chwili dołączyć. W tym stanie nie jestem nic robić, a znam tą robotę, wcześniej robiłem to w domu u Wojtka Szymona. Niesamowite bóle w barkach uniemożliwiłyby mi pracę.

 

Przygotowany byłem na samotną podróż, pożegnałem się z rodziną na małym, domowym przyjęciu (niedziela 2 listopada) gdy w poniedziałek (3) na dwa dni przed odlotem dzwoni do mnie, najpierw Andrzej,- Antek wstrzymaj się z przylotem do Stanów. W styczniu czy lutym (1998r) będę w Polsce. Przylecimy do Stanów razem, na początku ja ciebie zatrudnię (Andrzej miał swoją firmę) i zamieszkasz u mnie, potem jak będziesz miał trochę gotówki możesz sobie polecieć do Nowego Jorku. Następnie zadzwonił Wojtek, - Antek, jestem po rozmowie z Andrzejem Tokarskim, ponoć odłożyłeś przylot do lutego przyszłego roku. Chcę wiedzieć, żeby na próżno nie jechać po ciebie na lotnisko Kennedyego, a jest spory kawałek od mojego domu. Oczywiście, że potwierdziłem uzgodniony termin z Andrzejem.

 

Przyszedł luty, marzec 1998 roku, informacji od Andrzeja nie było, - Przyleci czy nie przyleci? W kwietniu spotykam pana Jurka, najstarszego brata Andrzeja, który przekazuje mi tragiczną informację, - Panie Antku Andrzej ma raka, miał poważną operację, nie przyleci teraz do Polski. Nie wiem czy kiedykolwiek przyjedzie do kraju. Informacja ta jak piorun z jasnego nieba spadła na mnie. Mój wyjazd do Stanów stanął pod znakiem zapytania, tym bardziej, że zdrowie Janka Koziorowskiego jeszcze się pogorszyło.

 

W maju 1999 roku przychodzi ze Stanów najbardziej smutna informacja. Dzwoni do mnie Jacek Ślusarski (o ironio, też zmarł na tę samą chorobę), szwagier Andrzeja, - Wczoraj, 15 maja, po ciężkiej chorobie zmarł w Chicago Andrzej Tokarski. Ostatnia nasza rozmowa miała miejsce 19 stycznia (w dniu urodzin i imienin) z domu pp Marciniaków. Dorota Marciniak koleżanka z klasy (II LO) zaprosiła mnie do domu by razem, około 1.00 w nocy (różnica czasu) zadzwonić z najlepszymi życzeniami do Chicago. Andrzej był w dobrej formie psychicznej, przynajmniej tak wynikało z rozmowy, wierzył w medycynę amerykańską, że chorobę pokona tak jak wielu ludziom to się udało. Niestety choroba okazała się silniejsza od Andrzeja.

 

Kiedy ten felieton piszę, w murach II LO odbywa się uroczyste spotkanie absolwentów, nauczycieli na okoliczność 60-lecia istnienia tej szkoły. Również byłaby to moja szkoła gdyby nie mój szalony incydent jeszcze z jedenastolatki. Wiem, że miało być wiele osób z jego klasy. Czy byli najbliżsi przyjaciele; Marciniakowie? Zbyszek Kobędza? Czy przyleciał ze Stanów, Tadek Wójciak? Wiem, że na pewno nie będzie bliskiego Andrzejowi, Olka Kaścińskiego, zmarł latem 2011 roku. Myślę, że wśród przybyłych na ten piękny, szkolny jubileusz powrócą wspomnienia z tamtych, beztroskich lat, że przywołani będą WSZYSCY ci co odeszli od nas na zawsze, że wśród nich znajdzie się również mój przyjaciel, Andrzej Tokarski. Pokój jego duszy.

 

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Tolo 27.11.2013 10:55
Moderator nie wszystko puszczasz wybierasz to co wygodne a puszczanie takich art. nie na ogólnych stronach to są prywatne sprawy. Nie wszyscy mają takie odczucia jak pan ANTONI.
Antek Malewski 27.11.2013 06:58
Do Tadeusza Wójciaka. - Dziękuję za wpis. Tak, pamiętam Pana wpis o Andrzeju, był to pierwszy, pozytywny komentarz w dotychczasowych, zamieszczonych wówczas felietonach. O napisaniu felietonu o Andrzeju ciągle myślałem ale zawsze tam coś ... wypadło. W środowisku tomaszowskim tej jesieni ciągle była mowa o przypadającej rocznicy I LO (110) czy II LO (60) i to było moją inspirację, że - Antek teraz albo nigdy ... Też mam świadomość, że Pan zapewne od czasu do czasu zagląda na ten portal, to też miało swój powód ale nie tak dawno była rocznica (5 listopad) mojego, niedoszłego wyjazdu do Stanów, na spotkanie z Andrzejem i Szymonem. Tak jakoś przyszło to do mojej głowy. To wszystko razem dało taką kakafonię myśli i ..., że wspomniałem mojego przyjaciela. Pozdrawiam Panie Tadeuszu i jeszcze raz dziękuję za wpis.
Tadeusz Wójciak 26.11.2013 17:35
Dziękuję, Panie Antoni, za kolejny portret Andrzeja. Był człowiekiem tamtych bardzo już odległych czasów, jakże odmiennej kultury dziś całkowicie nieobecnej i niepojętej, ważną postacią na tomaszowskim deptaku, a także w kawiarniach, domach przyjaciół oraz w jego miejscach pracy . Pan poszerza naszą wiedze o fragmentach jego życia mało mi znanych, choć trzymałem z nim kontakt również w Warszawie. Przed rokiem,. pod jednym z Pana felietonów, dopisałem swoje wspomnienie o Andrzeju, przytaczając kilka anegdot z czasów II LO, świadczących o jego błyskotliwym humorze, podejściu do problemów, jakie niesie życie w sposób lekki czy nawet pobłażliwy, a w końcu - o jego niekłamanej fascynacji rock-and-rollem, którą umiał przekazać nam (kujonom!), stawiającym pierwsze niepewne kroki w dżajfie czy twiście. Choć nasza 11C była jedyną w szkole klasą łacińską, Andrzej na długo przed resztą z nas wdzierał się w język angielski, który - któż mógł to wtedy przewidzieć? - stał się dla niektórych z nas drugim językiem używanym w anglojęzycznym kraju, na co dzień i w pracy. Tej jesieni byłem znów w Polsce, ale nikt mnie na jubileusz II LO nie zapraszał. Dowiedziałem się o przygotowaniach na dzień przed wyjazdem, 7 listopada. Mniejsza z tym; Andrzej jest i zawsze będzie w mojej pamieci, w czołówce grupy tych przystojniaków w ciemnych garniturach, białych koszulach i pod cienkimi krawatami w tym samym ciemnym kolorze, widocznych na zdjęciu 1, wykonanym zimą 1964 roku w kawiarni Krasnal w Spale, gdzie świętowalismy naszą Studniówkę. Dziękuję raz jeszcze za tak owocną pracę dla utrwalenia ważnych epizodów z tomaszowskiej historii. Serdecznie pozdrawiam. ~ Tadeusz Wójciak, Tonawanda k. Buffalo.
Antek Malewski 26.11.2013 13:03
Opisuję fotografie; 1. FOTO - 1. W szkole (II LO) po zakończonej maturze stoją od lewej: Edek Kiciński (nie żyje), profesor - wychowawca klasy pan Dobrosław Pytel, Andrzej Ołóbek i ANDRZEJ TOKARSKI. Dziewcząt nie rozpoznałem. 2. FOTO - 2. Ostatnie nasze SPOTKANIE, ostatnie nasze FOTO, w mieszkaniu na Niebrowie u pp. Ślusarskich.

Opinie

Igor Matuszewski Igor Matuszewski

Nie piszę tego tekstu przeciwko komukolwiek. Nie przeciwko kibicom, którzy przestali przychodzić. Nie przeciwko działaczom, którzy próbują spinać budżety cienkie jak jesienna murawa po ciężkim meczu. Nie przeciwko piłkarzom, którzy wychodzą na boisko często bez wielkich świateł, kamer i fanfar. Piszę go raczej z niepokoju — tego samego, który pojawia się, gdy w miejscu dawniej pełnym gwaru zaczyna słychać echo.Tomaszowska piłka nożna ma za sobą historię dłuższą niż niejedna miejska instytucja. Ma swoje nazwiska, swoje derby, swoje trybuny, swoje rodzinne opowieści. Ma Lechię, ma Pilicę, ma pamięć boisk, na których spotykało się miasto — czasem po to, by kibicować, czasem by się spierać, ale przede wszystkim po to, by być razem.Dlatego dzisiejsze puste miejsca na trybunach bolą bardziej niż słabszy wynik w tabeli. Bo wynik można poprawić w następnym meczu. Utraconą więź odbudowuje się znacznie trudniej.Ten felieton jest więc pytaniem zadanym Tomaszowowi: czy lokalny klub ma być tylko kosztem, herbem, wspomnieniem i punktem w budżecie? Czy może nadal może być czymś, co łączy ludzi — tak zwyczajnie, po tomaszowsku, bez wielkich słów, za to z obecnością tam, gdzie naprawdę jest potrzebna: przy boisku.

Jeszcze nie tak dawno lokalny mecz piłkarski był czymś więcej niż dziewięćdziesięcioma minutami biegania za piłką. Był pretekstem, żeby wyjść z domu, spotkać znajomych, pokłócić się o skład, ponarzekać na sędziego, pochwalić bramkarza i przez chwilę poczuć, że miasto oddycha jednym rytmem. Dziś na trybunach coraz częściej słychać nie gwar kilku tysięcy gardeł, ale echo pustych krzesełek. W Tomaszowie Mazowieckim — mieście z mocną, robotniczą i sportową pamięcią — frekwencja na poziomie maksymalnie około 300 osób nie jest tylko statystyką. Jest pytaniem. I to pytaniem niewygodnym.
Igor Matuszewski Igor Matuszewski

W tej sprawie najważniejsze nie jest dziś pytanie, czy mandat radnej Pauliny Sochy powinien zostać wygaszony. To byłby wniosek przedwczesny, wymagający pełnej analizy dokumentów, zakresu obowiązków, ewentualnych pełnomocnictw i nagrań z sesji. Najważniejsze jest coś innego: czy w powiecie tomaszowskim potrafimy jeszcze wyraźnie oddzielać funkcję kontrolną radnego od lojalności wobec instytucji, w której ten radny pracuje.Bo nawet jeśli prawo ostatecznie nie dopatrzy się naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje problem standardu. Radny nie jest zwykłym komentatorem życia publicznego. Radny ma kontrolować, pytać, sprawdzać, domagać się dokumentów i patrzeć władzy oraz spółkom zależnym od samorządu na ręce. Jeżeli jednocześnie pełni funkcję kierowniczą w jednej z takich spółek, powstaje cień wątpliwości. A w sprawach publicznych cień bywa czasem wystarczająco ciemny, by mieszkańcy zaczęli tracić zaufanie.

Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.

Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa

Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy? Data dodania artykułu: 12.06.2026 10:46
Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa

Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury

Kraków znów staje przed politycznym rozdrożem. Miasto, które przez lata kojarzyło się z długim panowaniem Jacka Majchrowskiego, a później z trudnym zwycięstwem Aleksandra Miszalskiego, musi wybrać nowego prezydenta po skutecznym referendum odwoławczym. Politolog prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ocenia, że na razie wśród kandydatów brakuje postaci, która wyszłaby poza partyjne szyldy i wzbudziła zaufanie mieszkańców jako samorządowy profesjonalista. Data dodania artykułu: 12.06.2026 10:04
Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury

12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic

Są takie daty, które nie układają się w spokojny szereg rocznic, lecz przypominają rozrzucone kadry z wielkiego, niespokojnego filmu. 12 czerwca prowadzi nas od tragicznej ciszy Brzeżan, gdzie niemiecki okupant mordował Żydów podczas likwidacji getta, przez polityczne salony i konspiracyjne misje Józefa Retingera, po dzisiejsze niebo nad Polską, na którym symbolicznie pojawiają się myśliwce F-35 „Husarz”. Data dodania artykułu: 12.06.2026 09:11
12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Za nowymi przepisami głosowało 419 posłów, 19 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu. Jeżeli wejdzie w życie, internetowe transmitowanie przemocy, poniżania, znęcania się nad zwierzętami czy pozorowania przestępstw dla zysku może oznaczać odpowiedzialność karną. Data dodania artykułu: 11.06.2026 20:40
Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?

11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”

Historia potrafi mówić szeptem i krzykiem. Dziś, 11 czerwca, przypomina o odwadze pod Hodowem, patriotycznej manifestacji w Warszawie, zbrodniach okupanta, wielkiej polityce, muzyce, która nie starzeje się nigdy, i świecie, który znów patrzy na piłkarski stadion jak na współczesną arenę narodów. Data dodania artykułu: 11.06.2026 02:05
11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”

10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie

Dziś jest środa, 10 czerwca, sto sześćdziesiąty pierwszy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.15, zajdzie o godz. 20.54. Imieniny obchodzą m.in. Bogumił, Bogumiła, Cecylia, Diana, Edgar, Henryk, Jan, Maksym, Małgorzata i Tymoteusz. Data dodania artykułu: 10.06.2026 07:28
10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie

9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda

Wtorek, 9 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o 4.16, zajdzie o 20.53. Imieniny obchodzą dziś Anna, Felicjan, Józef, Maksymilian, Ryszard i Sylwester. W kalendarzu – jak w dobrze skomponowanej płycie winylowej – obok wielkiej historii państwa pojawia się kabaretowy błysk, muzyczna legenda, polityka, pamięć o ofiarach i zwykłe pytanie o to, jak państwo ma działać dla obywatela. Data dodania artykułu: 09.06.2026 08:13
9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda

Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu

We wtorek, 9 czerwca 2026 roku, Rada Ministrów ma zająć się pakietem decyzji ważnych dla domowych budżetów i codziennego funkcjonowania mieszkańców. W porządku obrad znalazły się m.in. propozycje dotyczące płacy minimalnej w 2027 roku, minimalnej stawki godzinowej, waloryzacji emerytur i rent oraz zmian w publicznym transporcie zbiorowym. Ta ostatnia sprawa może być szczególnie istotna dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie autobus bywa nie luksusem, lecz ostatnią nicią łączącą z pracą, szkołą, lekarzem i urzędem. Data dodania artykułu: 08.06.2026 23:18
Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu
Dni Antoniańskie 2026 – wspólne świętowanie Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego

Dni Antoniańskie 2026 – wspólne świętowanie Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego

Święto wspólnoty, tradycji i jubileuszuDni Antoniańskie 2026 to wyjątkowe, trzydniowe wydarzenie organizowane z okazji Jubileuszu 200-lecia parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim. W programie znalazły się inicjatywy sportowe, edukacyjne, kulturalne i religijne, które połączą mieszkańców oraz gości we wspólnym świętowaniu historii i tożsamości lokalnej wspólnoty.Program wydarzeniaObchody rozpoczną się 11 czerwca Dniem Wspólnoty i Aktywności. Tego dnia zaplanowano finały Antoniańskiego Turnieju Piłki Nożnej, VIII Rekreacyjny Bieg Antoniański, rozstrzygnięcie konkursów dotyczących Sanktuarium św. Antoniego oraz spotkanie autorskie z ks. Mieczysławem Różańskim poświęcone dziejom parafii.12 czerwca odbędzie się muzyczne spotkanie mieszkańców. Po mszy świętej w Sanktuarium św. Antoniego zaplanowano uroczyste odsłonięcie pomnika „Panna na Niedźwiedziu”, a wieczór zakończy koncert TM Orchestra i Olgi Szomańskiej na Placu Tadeusza Kościuszki.13 czerwca, podczas Dnia Rodziny, na Placu Tadeusza Kościuszki odbędzie się Jarmark Antoniański z rękodziełem, produktami regionalnymi i atrakcjami dla dzieci. W programie przewidziano również konkursy, gry, zabawy, występy młodzieży, składanie kwiatów pod pomnikiem św. Antoniego, uroczystą mszę świętą oraz Apel Jasnogórski.Dla kogo?Wydarzenie skierowane jest do rodzin, mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, pielgrzymów oraz wszystkich osób zainteresowanych lokalną historią, kulturą i wspólnym przeżywaniem jubileuszu. To doskonała okazja, by wziąć udział w obchodach o wyjątkowym znaczeniu dla miasta. Data rozpoczęcia wydarzenia: 11.06.2026
Helios RePlay: Pianista

Helios RePlay: Pianista

Wyjątkowy seans filmowyHelios zaprasza na pokaz filmu Pianista w ramach cyklu Helios RePlay. To okazja, by ponownie zobaczyć cenione dzieło Romana Polańskiego na dużym ekranie.Co warto wiedzieć?Na plakacie podano datę seansu: 14 czerwca. Wydarzenie odbywa się w kinie sieci Helios. Szczegóły dotyczące dokładnej godziny i konkretnego adresu nie zostały wskazane na grafice.W 1939 roku Szpilman jest cenionym pianistą i kompozytorem, który mieszka wraz z rodziną w Warszawie. Kiedy do stolicy wkraczają naziści, życie żydowskiego muzyka zamienia się w koszmar: traci kolejne prawa, trafia do getta, obserwuje dwa powstania i próbuje przetrwać w zniszczonym mieście. Pomaga mu przypadek, łut szczęścia oraz miłość do muzyki.W ramach Helios RePlay zabierzemy Was w podróż do świata kina, które na stałe zapisało się w historii. Zaprezentujemy filmy, które zdobyły status kultowych – tytuły, do których chętnie wracamy, ponieważ wciąż potrafią poruszać, bawić i inspirować. Projekt uwzględni ponadczasowe klasyki, jak również produkcje ważne dla młodszych pokoleń kinomanów. Chcemy przypominać te wyjątkowe tytuły tam, gdzie wybrzmiewają najlepiej – na wielkim ekranie, z najwyższej jakości dźwiękiem. Helios RePlay to okazja, by ponownie spotkać się z filmami, które stały się częścią naszej kultury i które najlepiej ogląda się właśnie tutaj – w kinie Helios. Data rozpoczęcia wydarzenia: 14.06.2026

Polecane

Tomaszowskie Centrum Zdrowia z dofinansowaniem na szkolenia pracowników ZSP 3 wygrał Antoniański Turniej Piłki Nożnej szkół ponadpodstawowych Bieg Antoniański po raz ósmy. Ponad 300 uczestników na starcie w Tomaszowie Spotkanie z ks. prof. Mieczysławem Różańskim w Tomaszowie Mazowieckim Archeologiczny piknik w Tumie. Średniowieczne grodzisko znów ożyje Rozstrzygnięto konkurs na 200-lecie parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim Od cięcia żywopłotu po mycie rynien. Dlaczego drabina przegubowa to najlepszy przyjaciel ogrodnika? Pogoda na 12 i 13 czerwca. Czerwiec pokazuje chłodniejsze oblicze 12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic Zakończenie Roku Tanecznego w Tomaszowie. MCK zaprasza na dwa pokazy BAILA Dance Studio TM „Popołudnie z Teatrem” w Tomaszowie. Dwa spektakle i bezpłatny wstęp w MCK Tkacz Nowe otwarcia i zmiany w Galerii Tomaszów. Tatuum, Worldbox i odświeżone KFC już dla klientów
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Tomasz Treść komentarza: Zgadzam się, właściwy obieg dokumentów i bezpieczeństwo danych powinny iść w parze. W dobie cyfryzacji każda firma przetwarza ogromne ilości informacji, dlatego zgodność z RODO jest równie ważna jak sprawne zarządzanie dokumentacją. To samo dotyczy serwisów finansowych, takich jak Kantor. live, gdzie bezpieczeństwo danych użytkowników ma kluczowe znaczenie. Źródło komentarza: Jak zadbać o bezpieczeństwo dokumentów finansowych i podatkowych w przedsiębiorstwie? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Brawo dla firmy KNAPTRANS. Po pierwsze - dobrze się reklamuje, po drugie - robi dobrą robotę w zakresie tych "gównianych" tematów, po trzecie - pomaga temu portalowi. Tak trzymać - chłopaki (i dziewczyny - też). Źródło komentarza: Nowoczesna obsługa szamb – jak technologia zmienia branżę asenizacyjną Autor komentarza: Antolin Treść komentarza: Już za poprzedniego starosty był chęci do zrobienie kilku dróg niestety wtedy pan Pawlak wolał politykować kosztem mieszkańców gminy! Źródło komentarza: Powiat i gmina Ujazd o inwestycjach. W planach ciąg pieszo-rowerowy do Skrzynek Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Szpital to niestety JEST arena polityczna. Od dawien dawna do teraz. Nie wierzę w uczciwe konkursy i nominacje. Zawsze wygrywa kolesiostwo i chęć łatwego zysku. Nadal są osoby które są w szpitalu po to żeby się " nachapać", mają nieracjonelnie wysokie pensje, wręcz nieprzyzwoicie wysokie - na które absolutnie nie zasługują. Doją szpital. Doją nas. Tyle w temacie. Źródło komentarza: „Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ Autor komentarza: 😂🤣😂🤣😂🤣 Treść komentarza: co to jest "susz z THC"? 😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣 Źródło komentarza: 42-latek zatrzymany z marihuaną. Narkotyki w samochodzie, zarzut i groźba więzienia Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Porodówka w Brzezinach teraz Tuszyn a być może Tomaszów następny,ale pani minister wychodzin przed kamery i mówi że jeździ po Polsce i się wszyscy cieszą że jest lepiej!rząd popsl rządem nieudaczników! Źródło komentarza: Pulmonologia w Tuszynie: personel alarmuje o przyszłość oddziału
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama