Bartosz Grodecki zapowiada pismo do Marcina Kierwińskiego. MSWiA odpiera zarzuty i podkreśla, że funkcjonariusze reagowali na zgłoszenia alarmowe
Sprawa policyjnych interwencji dotyczących osób związanych z Telewizją Republika przenosi się na poziom instytucjonalny i polityczny. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki zapowiedział, że zwróci się do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego o szczegółowe informacje na temat działań podległych mu służb. W tle są doniesienia stacji o „nękaniu dziennikarzy” poprzez fałszywe alarmy i wezwania służb.
Resort spraw wewnętrznych odpowiada, że teza o działaniach wymierzonych w media jest nieprawdziwa. Według MSWiA i policji funkcjonariusze interweniowali w związku ze zgłoszeniami dotyczącymi możliwego zagrożenia życia, zdrowia albo informacji o potencjalnych ładunkach wybuchowych.
Sprawa, jak to często bywa w polskiej polityce, szybko przestała być wyłącznie pytaniem o procedury policyjne. Stała się kolejnym polem ostrego sporu o wolność słowa, granice działań służb i odpowiedzialność państwa za bezpieczeństwo obywateli.
BBN chce wyjaśnień od MSWiA
Bartosz Grodecki, szef BBN, napisał na platformie X, że w poniedziałek wystąpi do ministra Marcina Kierwińskiego o przedstawienie szczegółowych informacji dotyczących działań służb w sprawie określanej przez niego jako „nękanie dziennikarzy Telewizji Republika”.
Grodecki podkreślił, że nie ma zgody na ograniczanie wolności słowa ani paraliżowanie pracy niezależnych mediów w Polsce. Jego zapowiedź jest reakcją na informacje przekazywane przez Telewizję Republika, według której pracownicy stacji mieli w ostatnich dniach stać się celem serii fałszywych zgłoszeń.
Stacja podała, że służby miały być informowane między innymi o rzekomych osobach znajdujących się w mieszkaniach pracowników telewizji, które mogą targnąć się na życie, albo o ładunkach przeznaczonych do detonacji.
Kierwiński odpowiada: nie wszystko jest polityką
Do wpisu szefa BBN odniósł się Marcin Kierwiński. Minister spraw wewnętrznych i administracji zadeklarował, że odpowie na pismo, jeśli takie zostanie skierowane do resortu. Jednocześnie uznał tezę postawioną przez Grodeckiego za nieprawdziwą.
Szef MSWiA podkreślił, że policja podejmowała działania w związku z możliwym zagrożeniem życia. Zaznaczył również, że warto czytać komunikaty policji, bo — jak stwierdził — nie wszystko jest polityką.
To zasadnicza linia obrony resortu: interwencje miały nie dotyczyć działalności medialnej TV Republika, lecz konkretnych zgłoszeń alarmowych, które służby musiały potraktować poważnie.
MSWiA: było 12 potwierdzonych interwencji, nie 30 czy 50
Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka przekazała, że jeżeli do resortu trafi pisemny wniosek o informacje, zostanie on rozpatrzony zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Odnosząc się do samej sprawy, podała, że według danych resortu odnotowano 12 interwencji policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi podłożenia ładunków wybuchowych albo zagrożenia zdrowia i życia. Jak zaznaczyła, chodzi o interwencje z okresu od 10 do 15 maja.
Gałecka zdementowała jednocześnie informacje pojawiające się nieoficjalnie w mediach społecznościowych, według których takich zgłoszeń miało być 30 albo 50. Według rzeczniczki resortu potwierdzonych interwencji było 12.
Rzeczniczka MSWiA oceniła też, że sugerowanie masowych wejść do pracowników Telewizji Republika jest nieprawdziwe, krzywdzące i szkodliwe dla policji. Zaapelowała, by nie atakować funkcjonariuszy wykonujących czynności w związku z alarmowymi zgłoszeniami.
Policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę
W sobotę policja poinformowała o zatrzymaniu 53-letniego mężczyzny, który może mieć związek ze wzniecaniem fałszywych alarmów w ostatnich dniach.
To istotny wątek całej sprawy. Jeżeli zgłoszenia rzeczywiście były fałszywe, pytanie o ich autorów i motywację staje się równie ważne jak pytanie o sposób działania służb. Fałszywe alarmy angażują policję, straż pożarną i inne służby, powodują chaos, mogą naruszać prywatność osób, których dotyczą, a jednocześnie odciągają funkcjonariuszy od realnych zagrożeń.
W tym sensie sprawa ma dwa poziomy. Pierwszy dotyczy tego, czy policja działała adekwatnie do zgłoszeń. Drugi — kto i dlaczego te zgłoszenia składał.
Interwencja u Tomasza Sakiewicza
Największe emocje wzbudziła informacja przekazana przez Telewizję Republikę w piątek. Stacja podała, że policja weszła do domu redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza.
Sam Sakiewicz relacjonował na antenie, że funkcjonariusze mieli siłą wejść do jego domu i skuć jego asystentkę, twierdząc, że zagrożone jest tam jakieś dziecko.
Do tych doniesień odniosła się policja. Według komunikatu funkcjonariusze zostali powiadomieni, że w mieszkaniu pod wskazanym adresem znajduje się osoba, której zachowanie może zagrażać jej życiu. Na miejscu zastali kobietę, która — jak podano — nie chciała się przedstawić ani współpracować. Policjanci mieli zastosować wobec niej kajdanki na czas wyjaśnienia sytuacji, kierując się bezpieczeństwem zarówno tej osoby, jak i własnym.
To właśnie ten punkt sprawy wywołał najmocniejszy rezonans medialny i polityczny. Dla jednej strony jest to przykład działań budzących pytania o proporcjonalność. Dla drugiej — standardowa reakcja służb na zgłoszenie dotyczące możliwego zagrożenia życia.
PiS chce posiedzenia komisji sejmowej
Sprawa trafi również do parlamentu. Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, zapowiedział złożenie wniosku o nadzwyczajne posiedzenie sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Według Błaszczaka komisja powinna zająć się działaniami służb, które polityk określa jako wymierzone w Telewizję Republika.
Tym samym temat policyjnych interwencji wchodzi do sejmowego kalendarza politycznego. Można się spodziewać, że opozycja będzie domagać się wyjaśnień, a resort będzie bronił stanowiska, że funkcjonariusze reagowali na konkretne zgłoszenia, nie zaś na działalność medialną stacji.
Kierwiński: interwencje dotyczyły konkretnych gróźb
Minister Marcin Kierwiński był pytany o sprawę już w piątek. Podkreślał wtedy, że policja i inne służby reagują na zgłoszenia, a ich działania były — według niego — zasadne i profesjonalne.
Szef MSWiA wskazywał, że interwencje nie dotyczyły działalności Telewizji Republika, lecz konkretnych gróźb zgłaszanych służbom. To ważne rozróżnienie, bo od niego zależy ocena całej sprawy.
Jeżeli funkcjonariusze otrzymują zgłoszenie o możliwym zagrożeniu życia albo o ładunku wybuchowym, nie mogą go zignorować. Jeśli jednak alarmy są fałszywe i powtarzają się wobec osób związanych z jedną redakcją, pojawia się pytanie o mechanizm ich wywoływania i ewentualny cel sprawców.
Wolność słowa czy obowiązek reakcji służb?
Cała sprawa rozgrywa się na styku dwóch wartości: wolności mediów i bezpieczeństwa publicznego.
Z jednej strony, dziennikarze i redakcje nie mogą być narażeni na nękanie, zastraszanie ani działania, które utrudniają im pracę. Jeżeli fałszywe alarmy były celowo kierowane przeciwko pracownikom konkretnej stacji, powinno to zostać stanowczo wyjaśnione.
Z drugiej strony, państwo nie może lekceważyć zgłoszeń dotyczących możliwego samobójstwa, zagrożenia życia czy ładunków wybuchowych. W takich sytuacjach policja ma obowiązek działać szybko, nawet jeśli później okaże się, że alarm był fałszywy.
Dlatego kluczowe będą odpowiedzi na kilka pytań: kto składał zgłoszenia, ile ich faktycznie było, czy dotyczyły wyłącznie osób związanych z TV Republika, jakie procedury zastosowała policja i czy działania funkcjonariuszy były proporcjonalne do treści zgłoszeń.
Sprawa wymaga wyjaśnienia bez politycznego dymu
W tej historii łatwo o wielkie słowa. Nękanie dziennikarzy, atak na wolność słowa, fałszywe alarmy, zagrożenie życia, interwencje policji — każde z tych pojęć niesie ciężar, który w politycznej debacie natychmiast staje się amunicją.
Ale zanim zapadną ostateczne oceny, potrzebne są fakty. Liczba zgłoszeń. Treść alarmów. Adresaci interwencji. Podstawa prawna działań funkcjonariuszy. Informacja o zatrzymanym 53-latku. Ocena, czy był to pojedynczy sprawca, czy szerszy proceder.
Dopiero wtedy będzie można odpowiedzialnie powiedzieć, czy mieliśmy do czynienia przede wszystkim z próbą nękania ludzi związanych z Telewizją Republika, czy z serią fałszywych alarmów, na które służby musiały reagować zgodnie z procedurami.
Na razie jedno jest pewne: sprawa wymaga wyjaśnienia. I to takiego, które nie przykryje faktów politycznym hałasem.



































































Napisz komentarz
Komentarze