Pierwszym planistycznym dokumentem o randze krajowej, który podjął temat minimalizowania skutków suszy, jest przyjęty we wrześniu 2021 r. Plan przeciwdziałania skutkom suszy (PPSS). W planie na lata 2021-2027 jako pożądane działania wymieniono renaturyzację rzek i ekosystemów wodnych, terenów podmokłych i zalesień. Miasta powinny być planowane w sposób zrównoważony, z uwzględnieniem tzw. błękitno-zielonej infrastruktury, czyli roślinności i systemów wodnych. W wytycznych podkreślono, że ograniczana powinna być wodochłonność gospodarki.
Załącznik do planu przeciwdziałania skutkom suszy zawiera listę planowanych przez samorządy inwestycji, z których większość to budowa zbiorników retencyjnych. Część ekspertów krytykuje to rozwiązanie jako mało skuteczne w zapobieganiu suszy, w tym rolniczej, a także ze względu na wysokie koszty budowy i utrzymania zbiornika. W Planie przeciwdziałania skutkom suszy zwrócono uwagę, że zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej należy w pierwszej kolejności rozważać metody naturalnej retencji, a budowanie sztucznych zbiorników należy traktować jako ostateczny wybór, po analizie wszystkich możliwych wariantów.
Ministerstwo Infrastruktury przekazało PAP, że do końca ubiegłego roku zrealizowano łącznie 36 inwestycji w ramach PPSS. Resort zaznaczył, że w programie inwestycji w gospodarce wodnej Wód Polskich znajduje się blisko 400 przedsięwzięć, które mają przeciwdziałać suszy i zwiększać retencję, o łącznej wartości ponad 12 mld zł. MI poinformowało, że 120 z nich jest obecnie realizowanych lub przygotowywanych.
Resort podkreślił, że popiera tzw. dużą retencję, czyli budowę wielofunkcyjnych zbiorników i stopni wodnych, a także małą retencję, która ma wspierać utrzymanie bioróżnorodności. – Kluczowe znaczenie ma dobór rozwiązań odpowiednich dla konkretnego obszaru i charakteru zlewni – zaznaczyło Ministerstwo Infrastruktury.
Według dr inż. Marty Wiśniewskiej z Fundacji Greenmind i Polskiej Zielonej Sieci okazją do zmiany dominującego w Polsce podejścia, czyli budowy sztucznych zbiorników i stopni wodnych w przeciwdziałaniu suszy, jest unijne rozporządzenie tzw. Nature Restoration Law (NRL), nad którego wdrożeniem pracuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska w postaci Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych (KPOZP). NRL obowiązuje na terenie całej Unii Europejskiej. Celem jest odtworzenie oraz ochrona zniszczonych ekosystemów, m.in. torfowisk, rzek, lasów, łąk. Polska powinna przygotować dokument i przedłożyć go Komisji Europejskiej do 1 września.
Wiśniewska zaznaczyła, że odzyskiwanie terenów zalewowych i renaturyzacja rzek działa przeciw suszy, bo spowalnia odpływ wód, pomaga utrzymać wody gruntowe na wyższym poziomie. - Wody opadowe dłużej pozostają w obiegu, co bezpośrednio chroni przed suszą - zaznaczyła.
Według ekspertki Polska straciła co najmniej trzy czwarte pierwotnych rozlewisk Odry i Wisły. Zwróciła uwagę, że wciąż naturalna retencja jest bardziej skuteczna niż zbiornikowa, a tylko obszar rozlewisk Warty może przyjąć 150 mln m3 wody, a Międzyodrze 140 mln m3 wody, a rezerwy powodziowe największych zbiorników Solina i Czorsztyn to odpowiednio: 50 mln m3 i 65 mln m3 wody.
Ekohydrolog dr Sebastian Szklarek powiedział PAP, że są pozytywne przypadki działań pożądanych w sytuacji suszy, czyli retencji krajobrazowej, ale jest to kropla w morzu potrzeb.
Eksperci podkreślają, że na przeszkodzie w przywracaniu naturalnych ekosystemów stoją niejasne przepisy. Wyzwaniem są m.in. utworzone lata temu rowy melioracyjne, które osuszają lasy i pola. Według Fundacji Wolne Rzeki w Polsce jest około 400 tys. kilometrów, a na terenie Lasów Państwowych szacunkowo około 80-100 tys. kilometrów rowów. Eksperci zwracają uwagę, że część z tych instalacji nie widnieje w żadnej ewidencji, co uniemożliwia uzyskanie zgody na zasypanie rowu.
Wskazują też na problem rozproszonej zabudowy bez dostatecznej kontroli, czy powstaje ona w miejscach zalewowych. NIK w raporcie z 2023 r. zaznaczył, że samorządy nieskutecznie ograniczały zabudowę takich terenów. W dokumentach planistycznych nie uwzględniały decyzji Wód Polskich, wydawały decyzje o warunkach zabudowy bez analizy kosztów, które samorząd będzie musiał ponieść, by chronić mieszkańców przed podtopieniami, powodziami i potencjalnymi stratami.
- Głównym problemem jest to, że myślimy błędnie, że jesteśmy w stanie ujarzmić naturę w 100 proc. Tymczasem musimy nauczyć się żyć z jej rytmami – zaznaczył Szklarek. Podkreślił, że rolnictwo nieprzypadkowo rozwijało się w pobliżu rzek. – Zalanie pola w dłuższej perspektywie jest korzystne, bo użyźnia i nawadnia glebę. We Francji rolnicy wyrażają zgody na renaturyzację rzeki i jeśli woda wyleje, to nie otrzymują odszkodowań, bo na tym korzystają. W Polsce brakuje takiego szerszego spojrzenia. Jeśli rzeka, której gospodarzem są Wody Polskie wyleje, to wypłacane jest odszkodowanie - powiedział.
Katarzyna Nocuń (PAP)



































































Napisz komentarz
Komentarze