W polskiej kulturze wesele długo było czymś więcej niż prywatną uroczystością. To był rytuał przejścia, scena jak z Reymontowskich „Chłopów”: muzyka, stoły, rodzina, sąsiedzi, tańce do rana i przekonanie, że w taki dzień „nie wypada” liczyć każdego grosza. Tyle że współczesny gość weselny coraz częściej liczy. I to bardzo dokładnie.
Według badania przeprowadzonego w marcu 2026 roku przez Danae dla Providenta, udział w weselu planuje w tym roku nieco ponad 12 proc. badanych Polaków, a ponad 71 proc. deklaruje, że na wesele się nie wybiera. Najczęściej udział zapowiadają osoby w wieku 25–34 lata, czyli pokolenie, które samo często jest w środku sezonu ślubów przyjaciół, kuzynów i znajomych z pracy. Badanie wykonano metodą CAWI na próbie 1001 dorosłych Polaków.
Najważniejsze pytanie brzmi jednak: ile włożyć do koperty? Najwięcej wskazań zebrał przedział 501–1000 zł — taką kwotę deklaruje 32,5 proc. przyszłych gości weselnych. Kolejne 26,3 proc. planuje wydać od 1001 do 3000 zł, a 7,5 proc. mówi o kwotach przekraczających 3000 zł. To już nie jest symboliczny prezent, lecz realny wydatek, który w wielu domach konkuruje z rachunkami, wakacjami, ratą kredytu albo wyprawką dla dziecka.
Mężczyźni ostrożniej, kobiety częściej hojniej
Badanie pokazuje także ciekawą różnicę między kobietami i mężczyznami. Mężczyźni częściej deklarują prezent w przedziale 501–1000 zł, kobiety natomiast częściej wskazują kwoty od 1001 do 3000 zł. Można oczywiście złośliwie powiedzieć, że portfele mają płeć, ale prawda jest bardziej prozaiczna: weselny prezent to nie tylko ekonomia, ale też presja obyczaju, rodzinnych oczekiwań i lęku przed tym, że „damy za mało”.
A przecież sama koperta nie kończy rachunku. Goście muszą doliczyć strój, fryzjera, makijaż, dojazd, często nocleg. Według badania najwięcej osób planuje przeznaczyć na własne przygotowania do 300 zł, ale niemal co trzeci badany wskazuje już przedział 301–500 zł. Przy dalszym wyjeździe, dwóch osobach i noclegu taki budżet potrafi pęknąć szybciej niż szampan po toaście.
Tomaszów Mazowiecki i okolice: lokalny wymiar weselnej ekonomii
W Tomaszowie Mazowieckim i regionie ten temat nie jest abstrakcją. Wystarczy spojrzeć na lokalny rynek sal weselnych. Serwis GdzieWesele.pl pokazuje oferty z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic, a średni koszt tzw. „talerzyka” w mieście szacuje obecnie na około 350–550 zł, zależnie od standardu i lokalizacji.
To ważne, bo w polskiej weselnej matematyce wciąż żyje zasada: „daj przynajmniej tyle, żeby zwrócił się talerzyk”. Tylko że ta zasada, kiedyś powtarzana półżartem przez ciotki i wujków, dziś zaczyna działać jak niepisany cennik. Para idąca na wesele może więc uznać, że 1000 zł to nie ekstrawagancja, lecz ledwie społecznie bezpieczny poziom. Rodzina z dziećmi? Tu rachunek staje się jeszcze bardziej bezlitosny.
Co trzeci Polak kiedyś odmówił. To już społeczny sygnał alarmowy
Najmocniejszy punkt badania nie dotyczy jednak samej wysokości prezentu. Dotyczy pustego miejsca przy stole. Ponad jedna trzecia badanych przyznała, że zdarzyło jej się zrezygnować z udziału w weselu z powodu kosztów — prezentu, transportu, noclegu czy przygotowań. Provident zwraca uwagę, że udział w weselu staje się decyzją nie tylko towarzyską, ale również finansową.
To zmienia sens zaproszenia. Dawniej odmowa udziału w weselu bywała odbierana niemal jak rodzinny afront. Dziś coraz częściej jest po prostu uczciwą odpowiedzią na pytanie: czy mnie na to stać? I może warto, by także młode pary zaczęły tę odpowiedź rozumieć bez żalu.
Pensje rosną, ale wesele nadal boli portfel
Ktoś powie: zarobki przecież rosną. To prawda — według danych omawianych przez Krajową Izbę Gospodarczą, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2026 roku wzrosło do 9652,19 zł brutto, czyli o 6,6 proc. rok do roku. Ale średnia płaca, jak wiadomo, bywa jak statystyczny bigos: jeden je mięso, drugi kapustę, a razem wychodzi syto.
Dla wielu rodzin wydatek rzędu 1000–2000 zł na jedno wesele nadal oznacza przesunięcie innych planów. Zwłaszcza gdy sezon przynosi nie jedno, lecz dwa lub trzy zaproszenia. Wtedy maj, czerwiec i sierpień zaczynają wyglądać nie jak romantyczny kalendarz, lecz jak seria finansowych prób wytrzymałości.
A co z podatkiem od prezentów ślubnych?
Warto też pamiętać o mniej romantycznej stronie kopert, czyli podatku od darowizn. Zgodnie z informacjami podatki.gov.pl, kwoty wolne od podatku zależą od grupy podatkowej: 36 120 zł dla I grupy, 27 090 zł dla II grupy i 5733 zł dla III grupy podatkowej. Do III grupy należą m.in. osoby niespokrewnione, czyli np. znajomi.
W praktyce typowy prezent weselny od jednej osoby lub pary znajomych zwykle nie przekroczy tych limitów. Ale przy większych darowiznach od jednej osoby, zwłaszcza przekazywanych przelewem albo w formie wartościowego prezentu, temat może przestać być tylko ciekawostką. Ministerstwo Finansów przypominało też, że od 7 stycznia 2026 r. obowiązują zmiany w przepisach dotyczących podatku od spadków i darowizn, m.in. w zakresie przywracania terminu zgłoszenia nabycia majątku od najbliższej rodziny.
Wesele 2026: mniej „zastaw się, a postaw się”?
Może największa zmiana dzieje się nie w portfelach, lecz w głowach. Coraz więcej osób przestaje udawać, że pieniądze nie mają znaczenia. Mają. I to ogromne. Wesele pozostaje jednym z najbardziej emocjonalnych wydarzeń w rodzinie, ale równocześnie coraz mocniej wpisuje się w realia gospodarcze.
Może więc nadchodzi koniec epoki „zastaw się, a postaw się”. Może młode pary częściej będą organizować mniejsze przyjęcia, obiady weselne albo uroczystości bez presji koperty „na poziomie”. A goście? Może będą coraz śmielej mówić, że obecność, życzliwość i szczere życzenia nie zawsze muszą mieć nominał wpisany w banknotach.
Bo w końcu wesele — jeśli ma być naprawdę świętem — nie powinno zaczynać się od lęku przed bankomatem.
































































Komentarze