Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 3 sierpnia 2026 22:59
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama
Kardynał niczego nie wiedział. Kościół przez lata również „nie wiedział”.

Tylko skrzywdzone dziecko pamiętało wszystko

Kardynał Stanisław Dziwisz stanął przed Sądem Okręgowym w Krakowie i przez blisko godzinę wyjaśniał, że nie znał sprawy, nie interesował się sytuacją w archidiecezji, nie pamięta ludzi ze zdjęć i dopiero niedawno dowiedział się o „niegodnych zachowaniach” księdza Jana W. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oto po raz kolejny oglądamy ten sam ponury spektakl: wysoko postawieni kościelni hierarchowie nie widzieli, nie słyszeli i nie wiedzieli. Wiedziała jedynie ofiara. I przez dziesięciolecia musiała żyć z tą wiedzą sama.

Przed krakowskim sądem toczy się proces, w którym Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej oraz parafii w Międzybrodziu Bialskim. Mężczyzna wskazuje, że w latach 1984–1989, jako dziecko i ministrant, był wielokrotnie wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza, ks. Jana W.

Proces nie dotyczy już wyłącznie pytania, czy krzywda miała miejsce. W poprzednim postępowaniu Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej nie miał wątpliwości, że Janusz Szymik został wielokrotnie wykorzystany seksualnie. Przyznał mu 400 tys. zł zadośćuczynienia od Diecezji Bielsko-Żywieckiej za brak właściwej reakcji na jego zawiadomienia. Sąd wskazał jednocześnie, że odpowiedzialność za czyny duchownego z okresu, gdy parafia należała do Archidiecezji Krakowskiej, powinna być badana właśnie w odniesieniu do tej archidiecezji.

Dzisiejsze pytanie brzmi zatem inaczej: kto odpowiada za to, że człowiek występujący w sutannie, wyposażony w kościelny autorytet i władzę nad dzieckiem, mógł przez lata dopuszczać się przestępczych zachowań?

„Miałem inne sprawy”

Kardynał Stanisław Dziwisz zeznał, że przez 27 lat był osobistym sekretarzem Jana Pawła II i nie interesował się tym, co działo się w Archidiecezji Krakowskiej, ponieważ miał inne obowiązki. Przyznał, że ks. Jana W. kojarzył, lecz nie utrzymywał z nim osobistych ani towarzyskich kontaktów. Twierdził również, że o sprawie Janusza Szymika dowiedział się z prasy, a o zarzutach dotyczących duchownego usłyszał dopiero w 2022 roku.

Formalnie takie zeznania mogą być prawdziwe. Można przecież rzeczywiście nie wiedzieć, nie pamiętać albo nie mieć bezpośredniego dostępu do informacji.

Problem polega na tym, że w sprawach kościelnych nadużyć seksualnych „nie wiedziałem” przestało być niewinnym zdaniem. Stało się częścią całego systemu obronnego. Konstrukcją, w której każdy znał tylko fragment, nikt nie widział całości, dokumenty krążyły w zamkniętym obiegu, sprawców przenoszono, a skrzywdzeni ludzie odbijali się od kolejnych drzwi.

Jeden biskup nie wiedział, co robił proboszcz. Drugi nie wiedział, dlaczego księdza przeniesiono. Sekretarz nie wiedział, co wiedział metropolita. Metropolita nie pytał, co wiedział sekretarz. Kuria nie wiedziała, co wie bezpieka. A kiedy po kilkudziesięciu latach pojawia się sąd, wszyscy pamiętają przede wszystkim to, czego nie pamiętają.

To nie jest już tylko kwestia osobistej pamięci kardynała. To pytanie o kulturę instytucji, w której brak wiedzy przez dziesięciolecia działał na korzyść sprawców, nigdy zaś na korzyść ofiar.

Ofiara chciała spotkania. Kardynał nie chciał adwokata

Szczególnie wymowny jest fragment zeznań dotyczący próby spotkania Janusza Szymika z kardynałem Dziwiszem. Hierarcha miał zgodzić się na rozmowę „jako duszpasterz”, lecz wycofał zgodę, gdy dowiedział się, że pokrzywdzony chce przyjść z adwokatem.

To zdarzenie jest niemal symbolicznym obrazem stosunku Kościoła do ofiar.

Rozmowa religijna – tak. Rozmowa w obecności prawnika – nie.

Ofiara może przyjść jako penitent, człowiek szukający duchowego pocieszenia, może opowiedzieć o bólu i traumie. Kiedy jednak pojawia się pełnomocnik, dokumenty, odpowiedzialność prawna i pytanie o pieniądze, kończy się duszpasterska otwartość.

A przecież człowiek skrzywdzony przez osobę duchowną ma pełne prawo nie ufać kościelnym gabinetom. Ma prawo przyjść z adwokatem. Ma prawo oczekiwać, że rozmowa nie rozpłynie się w zapewnieniach o modlitwie, współczuciu i pojednaniu.

Adwokat nie jest przeszkodą w rozmowie. Jest gwarancją, że słabsza strona nie pozostanie ponownie sama wobec potężnej instytucji.

Plaża sprzed pół wieku i pamięć wybiórcza

Pełnomocnicy Janusza Szymika pokazali kardynałowi archiwalne fotografie przedstawiające księży wypoczywających na plaży. Dziwisz odpowiedział, że nie był tam z ks. Janem W., choć duchowny mógł znajdować się w grupie kleryków. Dodał, że pytanie o rozpoznawanie ludzi po 50 latach jest zaskakujące.

Trudno nie przyznać, że po pół wieku pamięć bywa zawodna. Samo zdjęcie z grupowego wyjazdu nie jest również dowodem wiedzy o przestępstwach.

Jednocześnie fotografia burzy wygodny obraz całkowicie obcych sobie ludzi. Pokazuje środowisko, które znało się, spotykało, wspólnie pracowało i odpoczywało. Nie przesądza o odpowiedzialności, ale przypomina, że Kościół nie był zbiorem samotnych wysp. Był zwartą strukturą, w której kariery duchownych, przeniesienia, nominacje i relacje osobiste miały ogromne znaczenie.

Dlatego sąd ma prawo pytać. Nawet po 50 latach. Zwłaszcza że ofiara od 50 lat nie może zapomnieć tego, co ją spotkało.

Nagle pojawia się bezpieka

Pełnomocnicy pozwanych podnieśli również kwestię współpracy ks. Jana W. ze Służbą Bezpieczeństwa. Złożyli wniosek o przypozwanie Skarbu Państwa, argumentując, że komunistyczne służby mogły posiadać wiedzę o skłonnościach i czynach księdza, lecz zamiast go ścigać, wykorzystały te informacje do szantażu i werbunku.

Jeśli aparat bezpieczeństwa rzeczywiście wiedział o przestępstwach seksualnych wobec dziecka i wykorzystywał tę wiedzę operacyjnie, byłoby to zachowanie odrażające i wymagające pełnego wyjaśnienia.

Nie może ono jednak stać się wygodnym wehikułem do przerzucenia odpowiedzialności.

Nawet gdyby bezpieka chroniła duchownego ze względu na jego agenturalną przydatność, nie odpowiada to na podstawowe pytanie: co robiły władze kościelne? Kto mianował księdza proboszczem? Kto sprawował nad nim nadzór? Kto przyjmował informacje o jego zachowaniu? Kto miał obowiązek chronić dzieci znajdujące się pod opieką parafii?

Służba Bezpieczeństwa nie mianowała proboszczów i nie prowadziła parafii. Nie odbierała też Kościołowi odpowiedzialności za własnych duchownych.

Próba sprowadzenia sporu do opowieści o komunistycznej prowokacji byłaby więc kolejnym aktem znanej sztuki: Kościół zawsze okazuje się ofiarą, nawet wtedy, gdy przed sądem stoi człowiek skrzywdzony przez księdza.

Sutanna nie może być tarczą od odpowiedzialności

Podstawą odpowiedzialności instytucji kościelnych mogą być między innymi przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące odpowiedzialności zwierzchnika za szkodę wyrządzoną przez podwładnego przy wykonywaniu powierzonych mu czynności. Zgodnie z art. 430 Kodeksu cywilnego ten, kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie podlegającej jego kierownictwu, może odpowiadać za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego dopuszczano możliwość uznania podmiotów kościelnych za odpowiedzialne za działania duchownego, choć dokładny zakres tej odpowiedzialności i związek czynu z powierzonymi obowiązkami pozostają przedmiotem sporów prawniczych.

To właśnie dlatego krakowski proces jest tak ważny. Nie chodzi wyłącznie o 20 mln zł, choć kwota przykuwa uwagę. Chodzi o zasadę: czy instytucja może korzystać z autorytetu księdza, posyłać go do dzieci, powierzać mu parafię i władzę duszpasterską, a później twierdzić, że jego czyny były wyłącznie prywatną sprawą sprawcy?

Gdy ksiądz zbiera pieniądze, naucza, organizuje życie parafii i reprezentuje Kościół, instytucja nie ma wątpliwości, że działa on w jej imieniu. Kiedy ten sam ksiądz krzywdzi dziecko, nagle staje się samotnym człowiekiem, za którego nikt nie odpowiada.

Taka logika jest nie tylko moralnie odrażająca. Jest również coraz częściej kwestionowana przez sądy.

Dwadzieścia milionów to nie cena dzieciństwa

Zapewne pojawią się głosy, że 20 mln zł to kwota przesadzona. Że próbuje się „zarobić na Kościele”. Że zadośćuczynienie powinno mieć rozsądne granice.

Warto więc jasno powiedzieć: zadośćuczynienie nie jest nagrodą ani wygraną na loterii. Nie przywraca dzieciństwa. Nie usuwa traumy. Nie cofa lat milczenia, bezradności, wstydu i życia z pamięcią o przemocy.

Sąd oceni rozmiar krzywdy, jej skutki oraz adekwatną wysokość świadczenia. Może zasądzić całą żądaną sumę, jej część albo oddalić roszczenie wobec konkretnego pozwanego. Tego dziś nie wiemy.

Wiemy natomiast, że przez dziesięciolecia cenę płaciła przede wszystkim ofiara. Instytucje mogły milczeć, przekładać dokumenty, zmieniać ordynariuszy i czekać, aż sprawa zniknie wraz z pamięcią świadków. Janusz Szymik nie miał takiego komfortu.

Największym skandalem nie jest to, że kardynał nie pamięta

Największym skandalem nie jest nawet to, że kardynał Dziwisz odpowiadał przed sądem: „nie wiem”, „nie pamiętam”, „nie interesowałem się”.

Największym skandalem jest to, że przez dziesięciolecia brak wiedzy był w Kościele traktowany jak usprawiedliwienie, a nie jak dowód katastrofalnego braku nadzoru.

Jeżeli hierarchowie naprawdę niczego nie wiedzieli, oznacza to, że system ochrony dzieci praktycznie nie istniał.

Jeżeli wiedzieli i milczeli, odpowiedzialność jest jeszcze cięższa.

W obu przypadkach rachunek moralny pozostaje ten sam.

Kościół przez lata żądał od wiernych rachunku sumienia. Dziś sam musi go zdać przed świeckim sądem – nie w konfesjonale, nie za zamkniętymi drzwiami kurii i nie podczas „rozmowy religijnej” bez obecności adwokata.

Tym razem nie wystarczy powiedzieć: nie wiedziałem.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Stary duopol pękł. PiS ma 16,9 proc., ale jego wyborcy nie idą do KO

Najnowszy sondaż IBRiS nie pokazuje zwykłego przesunięcia kilku punktów procentowych. Pokazuje rozpad politycznego świata, który znaliśmy przez ostatnie dwie dekady. Prawo i Sprawiedliwość spada do 16,9 proc., Konfederacja depcze mu po piętach, Mateusz Morawiecki buduje własną partię, a Koalicja Obywatelska — choć wygrywa — nie przejmuje niemal niczego z pisowskiego odwrotu. Jak u Yeatsa: centrum przestaje trzymać. Data dodania artykułu: 03.08.2026 20:47
Stary duopol pękł. PiS ma 16,9 proc., ale jego wyborcy nie idą do KO

Tylko skrzywdzone dziecko pamiętało wszystko

Kardynał Stanisław Dziwisz stanął przed Sądem Okręgowym w Krakowie i przez blisko godzinę wyjaśniał, że nie znał sprawy, nie interesował się sytuacją w archidiecezji, nie pamięta ludzi ze zdjęć i dopiero niedawno dowiedział się o „niegodnych zachowaniach” księdza Jana W. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oto po raz kolejny oglądamy ten sam ponury spektakl: wysoko postawieni kościelni hierarchowie nie widzieli, nie słyszeli i nie wiedzieli. Wiedziała jedynie ofiara. I przez dziesięciolecia musiała żyć z tą wiedzą sama. Data dodania artykułu: 03.08.2026 12:12
Tylko skrzywdzone dziecko pamiętało wszystko

3 sierpnia w historii. Od „Boże, coś Polskę” po „Inkę”, Conrada i Powstanie Warszawskie

Dziś jest poniedziałek, 3 sierpnia, dwieście piętnasty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 150 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.57, a zajdzie o godz. 20.25. Imieniny obchodzą dziś Augustyn, Lidia, Miłosław, Nikodem, Piotr i Szczepan. W kalendarzu historii spotykają się tego dnia wielka polityka, literatura, narodowa pamięć oraz dramatyczne losy ludzi, którym przyszło żyć w czasach pogardy. Data dodania artykułu: 03.08.2026 08:06
3 sierpnia w historii. Od „Boże, coś Polskę” po „Inkę”, Conrada i Powstanie Warszawskie

Odpust Porcjunkuli 2 sierpnia. Czym jest i dlaczego ma szczególne znaczenie dla wiernych?

W niedzielę 2 sierpnia katolicy mogą uzyskać odpust zupełny Porcjunkuli, nazywany także „Przebaczeniem z Asyżu”. Nie jest to jednak automatyczne anulowanie grzechów ani religijny przywilej działający bez osobistego zaangażowania. W katolickim rozumieniu odpust ma być zwieńczeniem spowiedzi, pojednania z Bogiem i świadomego zerwania z grzechem. Data dodania artykułu: 02.08.2026 09:27
Odpust Porcjunkuli 2 sierpnia. Czym jest i dlaczego ma szczególne znaczenie dla wiernych?

2 sierpnia. Dzień pamięci, wielkich klęsk, poetów i świata, który musi nauczyć się rozpoznawać sztuczną inteligencję

Historia rzadko układa się w prostą linię. Częściej przypomina płytę puszczoną na przypadkowym odtwarzaniu: po bitewnym huku pojawia się wiersz, po marszu dyktatora — dziecięca rymowanka, a po wspomnieniu komór gazowych — informacja o nowych technologiach i cyfrowych obrazach, których prawdziwości nie można już ufać. Niedziela, 2 sierpnia, prowadzi nas od bitwy pod Sokalem, przez śmierć Henryka Walezego i Adama Asnyka, po Powstanie Warszawskie, zagładę Romów i Sinti, finał siatkarskiej Ligi Narodów oraz europejskie przepisy mające okiełznać sztuczną inteligencję. Data dodania artykułu: 02.08.2026 09:09
2 sierpnia. Dzień pamięci, wielkich klęsk, poetów i świata, który musi nauczyć się rozpoznawać sztuczną inteligencję

1 sierpnia – godzina „W”, wielka historia i dzień, w którym wystartowała MTV

Dziś, w sobotę 1 sierpnia, przypada 213. dzień roku. Wschód słońca nastąpił o godz. 4.54, a zachód przewidywany jest o godz. 20.29. Imieniny obchodzą Aleksander, Justyna, Konrad i Piotr. To jednak przede wszystkim dzień naznaczony pamięcią o Powstaniu Warszawskim – jednym z najbardziej tragicznych i heroicznych wydarzeń w polskiej historii. Data dodania artykułu: 01.08.2026 09:39
1 sierpnia – godzina „W”, wielka historia i dzień, w którym wystartowała MTV

31 lipca w historii. Złoto Konopackiej i Kusocińskiego, światło Łukasiewicza oraz trudna pamięć Akcji „Wisła”

Ostatni dzień lipca prowadzi nas przez historię pełną gwałtownych zwrotów. Od rokoszu Lubomirskiego i kapitulacji królewskich planów reform, przez pierwsze lampy naftowe Ignacego Łukasiewicza, aż po olimpijskie triumfy Haliny Konopackiej i Janusza Kusocińskiego. W kalendarzu zapisały się również wydarzenia bolesne: przymusowe wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej oraz nierozliczona przez dziesięciolecia zbrodnia na 17-letniej Iwonie Cygan. Muzycznie 31 lipca brzmi natomiast głosem Grzegorza Turnaua, syntezatorami C.C. Catch i filmową energią „Eye of the Tiger”. Data dodania artykułu: 31.07.2026 11:49
31 lipca w historii. Złoto Konopackiej i Kusocińskiego, światło Łukasiewicza oraz trudna pamięć Akcji „Wisła”

Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze. Data dodania artykułu: 29.07.2026 12:42
Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Polecane

Affidea NU-MED w Tomaszowie szuka kierownika apteki szpitalnej Około 1100 osób na pikniku militarnym w Skansenie Rzeki Pilicy Stary duopol pękł. PiS ma 16,9 proc., ale jego wyborcy nie idą do KO Nowe ceny ciepła w Tomaszowie Mazowieckim od 1 sierpnia 2026 roku Park im. Jana Rodego w Tomaszowie Mazowieckim. Zielona historia wpisana do rejestru zabytków W Kierzu chleb połączył pokolenia. Tradycja ożyła w Etnocentrum Opoczyński folklor na wybiegu. Projektantka z regionu w finale ogólnopolskiego konkursu Tylko skrzywdzone dziecko pamiętało wszystko Radny pyta, kto wymyślił zasady, które uchwaliła Rada Miejska, a więc i on sam PKP ogłosiła przetarg na przebudowę dworca w Tomaszowie Mazowieckim Ubrania zalegają na chodnikach. Kto pilnuje pojemników na używaną odzież? Na ul. Szkolnej parkowanie może być niezgodne z przepisami
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: m Treść komentarza: Kiedy miasto doprowadzi do wymiany popiersia Jana Rodego. To co obecnie w żaden sposób nie przypomina Jana Rodego totalna maszkara. Prawidłowe popiersie Rodego znajduje się na nagrobku na cmentarzu. Prawidłowe popiersie powinno być wykonane przed obchodami w 2030 r. - nadanie praw miejskich. Źródło komentarza: Park im. Jana Rodego w Tomaszowie Mazowieckim. Zielona historia wpisana do rejestru zabytków Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Ten samorządowy ciemniak odwalił taki sam numer, jak ryży donek i jego debilowaty rząd w sytuacji tej rakiety, która wybuchła na Lubelszczyźnie. Ten ryży niemiec donek i jego inny antypolak Kosiniak Kamysz opublikowali poradnik bezpieczeństwa dla Polaków, a następnie, po wybuchu rakiety, zupełnie olali ten ich poradnik. Konkluzja: i jedni i drudzy - totalni debile. Niestety... Źródło komentarza: Radny pyta, kto wymyślił zasady, które uchwaliła Rada Miejska, a więc i on sam Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Krystyna, dziecko drogie. Pytam Ciebie: czy Ty wiesz, na jakim świecie Ty żyjesz? No, chyba nie bardzo. Z ch..oinki się urwałaś i głąba walisz ?! Źródło komentarza: Ostry spór o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Konrad Borowski odpowiada Kazimierzowi Mordace: „Mija się pan z prawdą” Autor komentarza: F Treść komentarza: Dobre to jest, tylko szkoda. że to jest poezja napisana prozą. Źródło komentarza: Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Mistrzu: to, co napisałeś, też świadczy o Tobie, czyli że też nie jesteś geniuszem, ale tylko i wyłącznie "gejuszem" (pilnowałem, aby w tej ksywce się nie pomylić, bo mógłbyś się na mnie obrazić). Nigdzie nie pisałem o WSZYSTKICH: radnych, wyborcach i o CAŁYM samorządzie. Masz wyraźne kłopoty - Mistrzu z uważnym czytaniem i z poprawnym myśleniem. Pozdrowienia od starego czekisty - geju szu. Źródło komentarza: Polowanie na mandaty trwa. PiS chce sparaliżować tomaszowski samorząd? Autor komentarza: gejusz Treść komentarza: Skoro wszyscy są głupi: radni, wyborcy i samorząd, to pozostaje pogratulować autorowi jedynego ocalałego geniuszu w powiecie. Źródło komentarza: Polowanie na mandaty trwa. PiS chce sparaliżować tomaszowski samorząd?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama