Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 9 sierpnia 2026 18:08
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Tomasz Kot opowiada o pracy na planie "Akademii Pana Kleksa"

Wcielanie się w postaci, które wszyscy dobrze znają, to dla każdego aktora ogromne wyzwanie. Tomasz Kot takich zadań się nie boi. Pokazał to już kilka razy. Zagrał wokalistę zespołu Dżem Ryśka Riedla, w „Skazanym na bluesa” oraz profesora Zbigniewa Religę w filmie „Bogowie”. Teraz porwał się na kolejną kultową postać – Ambrożego Kleksa. Nam Tomasz Kot mówi, jak komentowano jego wybór do tej roli, jak mu się pracowało z dziecięcymi aktorami i jaką „specjalizację” zdobył na planie tej produkcji jego syn.

Z jakimi reakcjami się spotkałeś, kiedy ogłoszono, że to ty będziesz Kleksem?

Tomasz Kot: Byłem wtedy nad morzem i co chwilę ktoś mnie zaczepiał. „O, zobaczcie dzieci, a ten pan to będzie grał Kleksa”. A kiedy dzieci gdzieś odbiegły, to wtedy ich mamy – mniej więcej w moim wieku – mówiły: „Tylko nie spieprzcie tego, to jest film mojego dzieciństwa, nie?”. Ja na to odpowiadałem: „Tak, ja wiem, mojego też, nie?”, więc starałem się najlepiej jak potrafiłem. Kilka razy mi się tak zdarzyło. I wtedy ten dreszczyk, ta presja się pojawiały. Przypomniałem sobie, jak one smakują. Pamiętam, jak ogłoszono obsadę „Bogów”. Komentarze były wtedy głównie takie, że obsadzenie mnie w roli profesora Religi to jest wielki błąd. Wtedy presja była gigantyczna, bo bardzo chciałem coś udowodnić innym. Teraz to jest zupełnie inny rodzaj ciśnienia. Choć oczywiście cały czas odbijam się na przykład od zdania: „Piotr Fronczewski jest tylko jeden”. No ale ja się przecież z tym zgadzam. Kto mówi, że jest ich dwóch?

Ale chyba przyjmując tę propozycję, spodziewałeś się tego, że twoje rola będzie porównywana z kultową już przecież kreacją Piotra Fronczewskiego?

T. K.: Ale ja nie ścigam się z panem Piotrem, którego bardzo szanuję. Podobnie reaguję na pytania o to, że w naszym filmie do akademii przyjmowane są wszystkie dzieci, nie tylko chłopcy, których imię zaczyna się na literę A. Wypracowałem sobie na to jedną odpowiedź: "Tak, są zmiany. Byli chłopcy, a teraz są dziewczyny. I wie pan, jak się dziewczyny cieszą?”. Zresztą uważam, że dzięki temu, że są dzieci z całego świata, to pojawił się przepiękny pomysł na to, jak one mają się ze sobą porozumieć i mówić tym samym językiem. To jest wszystko fantastyczne na ekranie, ale niesamowite było też na samym planie w takim wymiarze ludzkim. Miałem wrażenie, że jestem de facto w międzynarodowym gronie. A wszystkie dzieciaki świetnie mówiły po polsku i dzieliły się różnymi ciekawostkami z kultur swoich rodziców. To było niezwykle wzbogacające spotkanie.

Kto widział zdjęcia z planu bądź zwiastun, ten wie, że sporo pracy miały osoby z charakteryzacji. Jak długo trwało każdorazowe przeobrażanie cię w Kleksa?

K. T.: Zazwyczaj pomiędzy półtorej a dwie godziny. Zakładanie charakteryzacji było dość kłopotliwe, w zasadzie co chwilę miałem do czynienia z jakąś poprawką. Nie mam z tym problemu, bo taka jest specyfika tego zawodu. Kleks nosi na sobie kilka warstw ubrań, więc gdy kręciliśmy w czasie największych upałów w lipcu na zamku, w którym nie mogło być ani jednego klimatyzatora ani nie wolno było otwierać okien, bo to zabytek, rozpuszczałem się. Pamiętam taki dzień zdjęciowy, kiedy zmieniano mi koszulę kilkanaście razy i to w momencie, kiedy mankiety były już mokre. Czułem się, jakbyśmy grali w saunie. Czasami to było kłopotliwe, ale nie mogę narzekać, bo to, co przeżył Sebastian Stankiewicz, żeby przeistoczyć się w ptaka Mateusza, jest absolutnym pobiciem rekordu nakładania charakteryzacji. Zakładanie tych wszystkich rzeczy, przyklejanie gigantycznych szponów trwało tak długo, że on musiał się stawiać na planie cztery godziny przed wszystkimi i zaczynać pracę jako pierwszy. Jest mi więc aż głupio mówić, że czasami było mi ciężko. To „Stankiego” wszyscy podziwialiśmy.

Piotr Fronczewski mówi w wywiadach, że byłeś dobrym duchem planu „Akademii Pana Kleksa”. Ponoć cały czas wszystkich rozśmieszałeś i pracowałeś na rozluźnienie atmosfery.

T. K.: Ja naprawdę bardzo kocham film i plan zdjęciowy. Pamiętam, jak byłem w szkole teatralnej, to marzyłem o jakiejkolwiek przygodzie filmowej. Chciałem zobaczyć jak cała ta praca wygląda. I trzy razy się nie udało, bo raz profesor mnie nie zwolnił z zajęć, a za drugim i trzecim razem odwołali zdjęcia. Potem miałem być kelnerem w filmie „Pragnienie miłości” i też mi to odwołali, bo zdjęcia spadły. Myślałem sobie wówczas, że film widocznie nie jest mi pisany, że zostanę w teatrze i tyle. Mieszkałem wtedy w Krakowie, a bilety do Warszawy były drogie i nie opłacało mi się jeździć na castingi, bo zazwyczaj obsady i tak już były wybrane. Pamiętam takie zdarzenie, jak przyjechałem do swojej ówczesnej dziewczyny do stolicy. Poszedłem do niej i przy jakimś domku stał filmowy bus. Widziałem, że za płotem coś kręcą, słyszałem różne odgłosy. Pamiętam, jak bardzo chciałem być na tym planie chociażby statystą, żeby zobaczyć, jak oni to robią, jak to wygląda. Przez całą szkołę aktorską mi się to nie zdarzyło poza takimi studenckimi przygodami. Cały czas mam w głowie, jak stoję i patrzę na ten bus. I teraz za każdym razem, jak mi jest na planie czasami ciężko, jak już nie mam siły, to wracam myślami do tego chłopaka, który stoi przed tym busem i myślę sobie: „Boże, jestem na planie! To jest zajebiste!”.

To właśnie dlatego, że praca w filmie była twoim młodzieńczym marzeniem, starasz się być teraz „dobrym duchem” na planie, tworzyć dobrą atmosferę pracy innym?

T. K.: Gorąco wierzę w to, że energia i atmosfera, która jest wokół aktorów, ma decydujący wpływ na ostateczny kształt filmu. Jeżeli wszyscy się kłócą, a potem udają zadowolonych, to tę sztuczność czuć. Bardzo zależy mi na tym, żeby na planach filmów, w których biorę udział, tak nie było.

Na planie „Akademii Pana Kleksa” towarzyszył ci twój syn.

T. K.: To jest bardzo ciekawa sytuacja. Główne zdjęcia zaczynaliśmy w sierpniu, kiedy nie było jeszcze szkoły. Leon chciał zobaczyć plan. Kiedy jechałem na set sześciodniowy, pomyślałem, że go zabiorę. Kiedy jestem na planie, to już raczej z niego nie schodzę. Cały czas jestem w pracy. W dużym skrócie to jest tak, że kilka godzin stoję w miejscu, gdzie mierzą na mnie światło, a mam straszną ochotę na kawę. I oczywiście mogę teraz iść po tę kawę, poczekać, aż się woda ugotuje i tak dalej. Tylko wtedy na planie zamiera wszystko, no bo ja poszedłem sobie zrobić kawę. Warto więc, żeby ktoś po prostu tę kawę zrobił, żeby praca trwała dalej. Mówię o tym, żeby nie było cienia wątpliwości, że my, aktorzy, jesteśmy jakimiś arystokratami, którzy nie mogą sobie sami kawy zrobić. Chodzi o sprawność planu.

I syn ci tę kawę robił?

T. K.: Leon bardzo szybko zrozumiał, jak plan funkcjonuje i się w tym odnalazł. Patrzył na to, co się dzieje i mówił: „Dobra, to ja zajmę się tymi młodymi. Zapytam ich czy chcą herbatę, kakałko”. Został wolontariuszem „pełną parą”. Pełnił funkcję osoby, która ułatwia pracę planu. No i zakochał się w tej atmosferze, w tej sytuacji. Stał się częścią ekipy. To było niesamowite. Pamiętam, że pod koniec, jak ja już nie miałem zdjęć, to on mówił: „Tata, idziemy na plan”. No i szliśmy. Nawet jak miałem wolne, to i tak znowu byliśmy na planie.

Czy pracowało ci się inaczej, kiedy syn był obok?

T. K.: Na samą pracę to raczej nie miało wpływu, na atmosferę, oczywiście tak. Czuję od tego młodego człowieka wsparcie i nieustanną inspirację. Ja jestem głównie człowiekiem planu, a nie bankietu. Grałem dużo w teatrze, gdzie przedstawienie posuwa cię do przodu, daje ci wiedzę o tobie. Jest adrenalina, bo ludzie kupili bilet. A dla mnie same próby to było coś fascynującego. Zawsze bardziej chyba należałem do prób niż do premiery. I z kinem mam tak samo – bardziej należę do planu niż do premiery. Cieszyłem się, że mogłem Leonowi pokazać, jak wygląda ten mój świat, że zdobył dużo wiedzy poprzez obserwacje. On jest rówieśnikiem młodej obsady „Akademii Pana Kleksa”, więc pozaprzyjaźniali się ze sobą. To był bardzo ważny film zarówno dla mnie, jak i dla mojego syna. (PAP Life)

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Sobota, 8 sierpnia 2026 roku, to 220. dzień roku. Imieniny obchodzą dziś Dominik, Esmeralda, Jan, Joanna i Sylwiusz. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 5.14, a zachodzi około 20.19. Data dodania artykułu: 08.08.2026 08:43
8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Groźby z Białego Domu, dwa ważne głosowania w polskim Senacie, kolejna odsłona wojny energetycznej i dramat cywilów w Ukrainie. Czwartek, 6 sierpnia 2026 roku, przyniósł wydarzenia, które pozornie dzielą tysiące kilometrów. W rzeczywistości łączy je jedno słowo: bezpieczeństwo. Militarne, energetyczne, polityczne i ekonomiczne. Data dodania artykułu: 06.08.2026 23:36
Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polecane

Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?

Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?

Od czerwca tomaszowskim Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt kieruje Monika Węgrzyniak-Sęk. Nie jest osobą, która temat ochrony zwierząt poznała dopiero po objęciu stanowiska. Wcześniej kierowała zespołem do spraw zwierząt, odpowiadała za program kastracji i sterylizacji, w swoim CV ma również nadzór nad schroniskiem. Od lat angażowała się w ratowanie przebywających w nim psów. Dziś nie tylko stara się uporządkować stare Schronsiko, ale też przygotowuje placówkę do przeprowadzki, porządkuje procedury. Równocześnie staje się celem brutalnych ataków w internecie. Można tylko przypuszczać, że za tym idą również dziesiątki skarg - a co za tym idzie kontroli Data dodania artykułu: Dzisiaj, 12:12 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 2
Największym problemem nie musi być samo 58 procent Pięć interwencji jednego dnia na Zalewie Sulejowskim. Ratownicy apelują o ostrożność Lechia wraca przed własną publiczność. Znamy terminy trzech kolejnych spotkań Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja? Osiem medali z Astany. Polscy uczniowie w światowej czołówce sztucznej inteligencji Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy Dwa mecze, dwa razy 1:2. Lechia znów płaci za błędy i wciąż czeka na pierwsze punkty Spokojna niedziela, a potem skok temperatury. W Tomaszowie nawet 33 stopnie 9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen Świątek w ćwierćfinale, Zmarzlik rządzi w Rydze, Kuś mistrzynią świata. Sportowa sobota pełna polskich sukcesów NU-MED w Tomaszowie rusza z serią podcastów o technologii, zdrowiu i bezpieczeństwie 9 sierpnia przypada Dzień Miłośników Książek. To dobra okazja, by wrócić do czytania
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep MEydczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ekspert specjalista Treść komentarza: Ci panowie co to ich się tutaj górnolotnie nazywa "DJ-ami" to najwyżej "CJ-e". Różnica w literkach drobna, ale w znaczeniu - kolosalna. Ani jeden ani drugi "grajek" nie jest "DJ"-em, nigdy nim nie był i prawdopodobnie nie będzie bo oni nie mają ZIELONEGO pojęcia jak się beaty klei :D NIE MAJĄ ZIE-LO-NE-GO pojęcia. I spoko. Nie muszą, dziś ze sprzęu dla "sidżejów" imprezę zagra nawet tresowana ameba albo inna nibynóżka. Dlatego uprzejmie proszę o zmianę tekstu - nie "DJ", a "CJ" Źródło komentarza: Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy Autor komentarza: lokator Treść komentarza: Dlaczego rozliczenia mediów ( woda, ogrzewanie )nie są w kopertach? Dostarczane są przez pracowników spółdzielni . Tak nie powinno być!! Moja sąsiadka nie musi wiedzieć ile pobieram wody i jak się ogrzewam. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Ujazd Treść komentarza: To ta altana będzie pewnie pozłacana Ludzie nie dajcie się dymac Źródło komentarza: Ujazd wybrał wykonawcę altany. Inwestycja na działce rekreacyjno-sportowej ruszy po podpisaniu umowy Autor komentarza: ...) Treść komentarza: dziękuję za wyjaśnienie teraz już będę wiedział ale nie będę stosował tego nazewnictwa Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W ogóle nie chce mi się w całości czytać tego tekstu powyżej. Ten tekst pokazuje tę totalną siermięgę, a może nawet i to totalne oszustwo, dotyczące tego MBA, które to MBA traktuje się, jak wybawienie dla różnych, lokalnych, mniej lub więcej debilnych, tzw. działaczy i formujących lokalne społeczności. To MBA, to jest dokładnie to samo, co kiedyś działało przy KC PZPR: tam była taka niby naukowa szkoła partyjnych działaczy PZPR. Podsumowanie: komuna, na czele z towarzyszem czarzastym ma się u nas dalej bardzo dobrze... Źródło komentarza: Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Dziecko drogie: Janka i Grzesia znam dobrze i równie dobrze znałem innych, poprzednich prezesów ( Jasiu Piątek, śp. Koszuta), a byłem również w radzie nadzorczej. Z tych informacji wynika, że chyba byłem członkiem spółdzielni - co?! Więc nie pier... mi tutaj dziewucho jakichś, tanich farmazonów. Jeśli akurat nie masz dobrych, łóżkowych układów z partnerem, to już nie moja wina. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama