Dziś jest poniedziałek, 22 czerwca, sto siedemdziesiąty trzeci dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.01. Imieniny obchodzą m.in. Jan, Paulina i Tomasz.
Od Nowego Targu do Gdańska. Miasta, księgi i ambicje
680 lat temu, w 1346 roku, Nowy Targ otrzymał prawa miejskie od króla Kazimierza Wielkiego. Ten sam władca, którego szkolne podręczniki zamknęły w formule o Polsce „drewnianej” i „murowanej”, zostawił po sobie coś znacznie trwalszego niż kamień: sieć praw, miast, zamków, sądów i instytucji. Lokacje miejskie nie były wyłącznie aktem administracyjnym. Były obietnicą porządku, handlu, targu, samorządu i miejskiej energii.
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu to przypomnienie brzmi znajomo. Nasze miasta również rosły dzięki skrzyżowaniu dróg, rzek, pracy, przemysłu i ambicji. Nowy Targ wyrósł w cieniu Tatr, Tomaszów nad Pilicą i Wolbórką — ale mechanizm był podobny: tam, gdzie spotykali się ludzie, towary i interesy, rodziła się miejskość.
420 lat temu, w 1596 roku, uroczyście otwarto Bibliotekę Rady Miasta Gdańska, znaną jako Bibliotheca Senatus Gedanensis. Dziś jej tradycję kontynuuje Biblioteka Gdańska PAN. Gdańsk, miasto portu, kupców, druków i wielkiej polityki, rozumiał rzecz oczywistą: kto gromadzi książki, ten gromadzi pamięć. A kto ma pamięć, ten nie jest tylko przechodniem we własnej historii.
Virtuti Militari. Order, który nie potrzebuje patosu, bo sam jest patosem
234 lata temu, 22 czerwca 1792 roku, król Stanisław August ustanowił Order Virtuti Militari, dla upamiętnienia zwycięstwa wojsk polskich nad Rosjanami pod Zieleńcami. Pierwsze odznaczenia otrzymało 44 żołnierzy wyróżniających się w bitwie.
To jedno z najważniejszych polskich odznaczeń wojskowych — znak męstwa na polu walki, ale też symbol państwa, które nawet w godzinie politycznej katastrofy próbowało zachować godność. Rok 1792 był przecież czasem dramatycznym: wojna w obronie Konstytucji 3 maja, rosyjska interwencja, konfederacja targowicka, pękanie nadziei. Virtuti Militari narodził się więc nie w spokojnym gabinecie, lecz w huku epoki, która przypominała finał antycznej tragedii.
W polskiej kulturze order ten bywa czymś więcej niż wojskowym znakiem. To skrót opowieści o tych, którzy w chwili próby nie pytali, czy historia będzie dla nich łaskawa. Podobnie jak w „Popiołach”, „Kolumbach” czy „Kamieniach na szaniec” — męstwo nie zawsze prowadzi do zwycięstwa, ale bez niego wspólnota traci kręgosłup.
Mazzini i sen o wolnej Europie
221 lat temu, w 1805 roku, w Genui urodził się Giuseppe Mazzini — prawnik, rewolucjonista, jeden z ojców włoskiego ruchu niepodległościowego. Założył organizację Młode Włochy, a potem Młodą Europę. Marzył o kontynencie narodów wolnych, republikańskich, odpowiedzialnych za własny los.
Mazzini był człowiekiem idei, które nie mieściły się w granicach jednego państwa. W XIX wieku podobne emocje płynęły przez całą Europę: w Warszawie, Krakowie, Paryżu, Genui, Budapeszcie. Polacy doskonale rozumieli ten język. Po upadku powstań, po emigracyjnych tułaczkach i politycznych rozczarowaniach hasło wolności narodów brzmiało jak wspólny refren epoki.
Hubal. Ostatni żołnierz września
129 lat temu, w 1897 roku, w Jaśle urodził się Henryk Dobrzański „Hubal” — żołnierz Legionów Polskich, kawalerzysta, olimpijczyk, major Wojska Polskiego. We wrześniu 1939 roku był zastępcą dowódcy rezerwowego 110. Pułku Ułanów. Po klęsce kampanii wrześniowej nie złożył broni. Na Kielecczyźnie utworzył Oddział Wydzielony Wojska Polskiego i prowadził walkę z Niemcami. Zginął w kwietniu 1940 roku pod Anielinem.
Hubal pozostaje jedną z najbardziej filmowych postaci polskiej historii. Jest w nim coś z westernowego samotnego jeźdźca, coś z romantycznego powstańca, ale też twarda żołnierska kalkulacja. Nie chciał być symbolem — a właśnie symbolem się stał. Bohaterem, wokół którego do dziś toczy się rozmowa o sensie oporu, cenie odwagi i odpowiedzialności dowódcy za ludzi oraz cywilów.
Dla regionu łódzkiego i świętokrzyskiego pamięć o Hubalu nie jest odległą legendą. To historia dróg, lasów, wsi i miejscowości, przez które przeszła wojna. Tomaszów Mazowiecki także zna ten ciężar: wrzesień 1939 roku, okupacja, konspiracja, niemieckie represje — to nie są abstrakcyjne hasła, ale fragment rodzinnych opowieści.
Tadeusz Konwicki. Pisarz małych apokalips
100 lat temu, w 1926 roku, w Nowej Wilejce urodził się Tadeusz Konwicki — pisarz, reżyser i scenarzysta, autor m.in. „Rojstów”, „Sennika współczesnego”, „Wniebowstąpienia”, „Kompleksu polskiego”, „Małej Apokalipsy”, „Kroniki wypadków miłosnych” i „Bohini”. W kinie stworzył m.in. „Ostatni dzień lata”, „Salto”, „Jak daleko stąd, jak blisko”, „Dolinę Issy” i „Lawę”.
Konwicki był kronikarzem pamięci, ale nie tej pomnikowej, gładkiej i ceremonialnej. U niego pamięć miała zapach prowincji, wojny, utraconych Kresów, warszawskich ulic i moralnego kaca po historii. „Mała Apokalipsa” pozostaje jednym z najmocniejszych literackich portretów Polski dusznej, groteskowej, zmęczonej, a jednak wciąż zdolnej do ironii. Konwicki pisał tak, jakby w jednym pokoju siedzieli Miłosz, Gombrowicz, Bareja i ktoś, kto właśnie wrócił z długiego spaceru po Wilnie, którego już nie ma.
Barbarossa. Gdy sojusznicy totalitaryzmów rzucili się sobie do gardeł
85 lat temu, 22 czerwca 1941 roku, rozpoczęła się operacja „Barbarossa” — atak III Rzeszy Niemieckiej na Związek Sowiecki. Była to jedna z największych operacji militarnych w dziejach świata i moment, który zmienił bieg II wojny światowej.
Warto pamiętać, że zanim Hitler uderzył na Stalina, oba totalitarne państwa wspólnie rozebrały Europę Środkowo-Wschodnią. Pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku otworzył drogę do agresji na Polskę, deportacji, okupacji i zbrodni. Barbarossa nie była więc starciem dobra ze złem, lecz wojną dwóch zbrodniczych systemów, które wcześniej cynicznie współpracowały.
Dla Polski miało to konsekwencje dramatyczne. Na ziemiach zajętych wcześniej przez Sowietów pojawiła się okupacja niemiecka, a za frontem szły Einsatzgruppen, masowe egzekucje i Zagłada. Historia 22 czerwca przypomina, że geopolityka bywa zapisywana nie tylko traktatami, lecz także grobami.
Józef Oleksy i cień afery Olina
80 lat temu, w 1946 roku, w Nowym Sączu urodził się Józef Oleksy, jeden z najważniejszych polityków polskiej lewicy po 1989 roku. Był marszałkiem Sejmu oraz premierem w latach 1995–1996. Ze stanowiska szefa rządu ustąpił w związku z oskarżeniami o działalność szpiegowską na rzecz Rosji, znanymi jako afera Olina. Zarzuty te nie zostały potwierdzone.
To jedna z tych historii III RP, w których polityka mieszała się z tajnymi służbami, medialnym spektaklem i nieufnością charakterystyczną dla państwa wychodzącego z komunizmu. Oleksy pozostał postacią niejednoznaczną: politykiem sprawnym, inteligentnym, ale naznaczonym cieniem sprawy, która przez lata wracała w publicznych debatach jak refren z niedokończonej piosenki.
Checkpoint Charlie. Zamknięta brama zimnej wojny
36 lat temu, w 1990 roku, zamknięto Checkpoint Charlie w Berlinie — jedno z najsłynniejszych przejść granicznych między Berlinem Zachodnim a Wschodnim. Przez dekady było symbolem podzielonego świata: kapitalizmu i komunizmu, Zachodu i Wschodu, wolności i kontroli.
Kiedy zniknął mur berliński, historia nagle przyspieszyła. Europa wyglądała jak miasto po zdjęciu ciężkiej kurtyny. Dla Polaków był to czas szczególny — transformacja, pierwsze wolne wybory samorządowe, odbudowa lokalności, powrót odpowiedzialności do gmin, miast i powiatów. Także w Tomaszowie Mazowieckim lata 90. oznaczały koniec jednego świata i trudne narodziny następnego.
Andrzej Kondratiuk. Kino osobne, trochę z kosmosu, trochę z podwórka
10 lat temu, w 2016 roku, w Warszawie zmarł Andrzej Kondratiuk — reżyser, scenarzysta i aktor, autor filmów „Hydrozagadka”, „Wniebowzięci”, „Big Bang”, „Wrzeciono czasu” i „Słoneczny zegar”.
Kondratiuk robił kino osobne. Nie wielkie manifesty, nie szkolne akademie, lecz filmy jak rozmowy prowadzone przy kuchennym stole, nagle skręcające w absurd, metafizykę i pogodną melancholię. „Hydrozagadka” do dziś pozostaje perłą polskiej komedii surrealistycznej — czymś pomiędzy komiksem, Bareją i snem o superbohaterze z czasów, gdy w kranie brakowało wody, ale wyobraźni nie brakowało nigdy.
Kalendarium muzyczne. Od Kristoffersona do Coldplay
22 czerwca 1936 roku urodził się Kris Kristofferson — wokalista, kompozytor i aktor, członek The Highwaymen. Pisał piosenki, które brzmiały jak listy znalezione w kieszeni starej kurtki: „Me and Bobby McGee”, „Help Me Make It Through The Night”. Zagrał m.in. w filmach „Pat Garrett i Billy The Kid”, „Narodziny gwiazdy” i „Konwój”. Zmarł 28 września 2024 roku.
W 1948 roku urodził się Todd Rundgren, gitarzysta, wokalista, producent, cudowne dziecko amerykańskiego popu. Jego „I Saw The Light” i „Hello It’s Me” należą do katalogu melodii, które udają lekkość, choć są zapisane z zegarmistrzowską precyzją.
W 1953 roku urodziła się Cyndi Lauper, jedna z ikon popu lat 80. Jej album „She’s So Unusual” i single „Girls Just Want To Have Fun” oraz „Time After Time” stały się częścią kolorowego języka MTV. Lauper miała w sobie coś z komiksowej bohaterki, punkowej siostry Alicji z Krainy Czarów i dziewczyny, która weszła na salon w trampkach, mówiąc: teraz ja.
W 1960 roku w gdańskim Jazz Klubie z inicjatywy Franciszka Walickiego powstał zespół Czerwono-Czarni. To ważna data w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Walicki, nazywany ojcem chrzestnym polskiego rock and rolla, dobrze wiedział, że młodości nie da się zamknąć w regulaminie. Czerwono-Czarni byli jednym z tych zespołów, które otwierały drzwi dla nowego brzmienia w Polsce.
W 1961 roku urodził się Jimmy Somerville, wokalista Bronski Beat i The Communards. Jego falset w „Smalltown Boy” był czymś więcej niż popowym znakiem rozpoznawczym — był głosem wykluczenia, ucieczki, odwagi i tożsamości.
W 1963 roku 13-letni Stevie Wonder pojawił się na listach przebojów jako Little Stevie Wonder z piosenką „Fingertips”. W nagraniu na perkusji zagrał młody Marvin Gaye. To jeden z tych momentów, gdy historia muzyki wygląda jak początek filmu: dziecko, scena, rytm i talent, którego nie da się zatrzymać.
W 1969 roku zmarła Judy Garland, aktorka i wokalistka, pamiętana szczególnie z „Czarnoksiężnika z Oz” i piosenki „Over The Rainbow”. Jej biografia była dramatem ukrytym za światłem reflektorów — przypomnieniem, że Hollywood potrafiło produkować sny i niszczyć ludzi jednocześnie.
W 1987 roku zmarł Fred Astaire, tancerz, aktor i wokalista, człowiek, który sprawiał, że grawitacja wyglądała jak sugestia, nie prawo fizyki. Tego samego dnia ukazał się album „Clutching at Straws” grupy Marillion — jedna z ważnych płyt schyłku ery Fish’a w zespole.
W 2008 roku Coldplay zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy singlem „Viva La Vida”. Utwór, z tytułem zapożyczonym od Fridy Kahlo, brzmiał jak popowa procesja przez ruiny dawnego imperium. Z kolei w 2013 roku „Blurred Lines” Robina Thicke’a stało się światowym hitem, ale też przykładem tego, jak przebój może po latach bardziej kojarzyć się z kontrowersją niż z samą melodią.
Dziś w kraju i na świecie
W kraju uwaga skupia się dziś m.in. na sprawach infrastrukturalnych i sądowych. W Ministerstwie Infrastruktury zaplanowano konferencję dotyczącą podpisania umowy na prace fundamentowe pod terminal Portu Polska, czyli inwestycję powiązaną z Centralnym Portem Komunikacyjnym. Według zapowiedzi budowa lotniska między Warszawą i Łodzią ma wejść w etap realizacyjny w 2026 roku, a oddanie portu do użytku planowane jest na 2032 rok.
W Szczecinie przed Sądem Okręgowym ma rozpocząć się proces posła PiS Dariusza Mateckiego i siedmiu innych oskarżonych w sprawie związanej z Funduszem Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca im m.in. udział w mechanizmach wyłudzania środków publicznych i prania pieniędzy. Poseł Matecki odrzuca zarzuty, nazywając je politycznymi.
Za granicą wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz udaje się z wizytą do Hiszpanii, gdzie ma spotkać się z minister obrony Margaritą Robles. W programie znalazły się rozmowy dotyczące współpracy wojskowej oraz spotkania w siedzibie Airbusa.
Ukraina z kolei przygotowuje się do gdańskiej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski ma otrzymać raport dotyczący przygotowań i na tej podstawie zdecydować o swoim udziale. Gdańsk na kilka dni stanie się więc miejscem rozmów o wojnie, odbudowie i przyszłości kraju, który od ponad czterech lat żyje w cieniu rosyjskiej agresji.




Napisz komentarz
Komentarze