Bo umówmy się: poczta głosowa to jedyne miejsce, gdzie człowiek może być jednocześnie nieobecny i wyjątkowo obecny. Niby nie odbiera, ale zostawia po sobie komunikat, który potrafi zrujnować psychikę rozmówcy bardziej niż brak zasięgu w windzie.
Klasyka gatunku: „Cześć, tu ja. Nie ma mnie”
Najczęściej zaczyna się niewinnie. „Cześć, tu Ania. Nie mogę teraz rozmawiać…” – i tu normalni ludzie kończą. Ale nie, nie w Dniu Głupkowatych Powitań. Tu zaczyna się dopiero prawdziwa opera.
Bo są tacy, którzy w tym momencie dodają:
- „…bo akurat udaję, że jestem w tunelu.”
- „…bo przechodzę test na cierpliwość. Ty właśnie też.”
- „…bo właśnie jestem w kontakcie z kosmosem. Jeśli dzwonisz z Ziemi – zostaw wiadomość.”
I nagle dzwonisz w sprawie faktury, a czujesz się jakbyś zadzwonił do radia, w którym prowadzący ma cztery kawy w organizmie i planuje rewolucję.
Kategorie powitań, które powinny mieć własną komisję
Naukowcy (ci od rzeczy bardzo ważnych) mogliby spokojnie podzielić pocztowe powitania na kilka typów. Oto najbardziej popularne:
1) Powitanie „na dramat”
„Jeśli to pilne, rozłącz się i zadzwoń jeszcze raz… a potem jeszcze raz… i jeszcze raz… aż poczuję, że los mnie wzywa.”
To brzmi jak procedura ratunkowa, ale w praktyce jest to test, czy ktoś naprawdę cię lubi.
2) Powitanie „na DJ-a”
„Zostaw wiadomość po sygnale. SYGNAŁ! piiiiiip”
Czasem dochodzi beatbox, czasem „siema, siemaaaa”, czasem wjeżdża dżingiel jak z porannej audycji.
3) Powitanie „na filozofa”
„Jeśli słyszysz ten komunikat, to znaczy, że mnie nie ma. Ale czy kiedykolwiek naprawdę byłem?”
I nagle zamiast powiedzieć „oddzwoń”, człowiek zaczyna rozważać sens życia oraz zakup kadzideł.
4) Powitanie „na człowieka sukcesu”
„Właśnie nie mogę odebrać, bo robię rzeczy ważne.”
Człowiek słucha i myśli: „Okej, może pisze ustawę, buduje most, ratuje planetę”. Po czym oddzwania i słyszy: „Co? A, bo wiesz, gotowałem makaron”.
5) Powitanie „na teściową”
„Jeśli dzwoni mama, to jestem w łazience.”
To powitanie ma w sobie prawdę, strach i historię rodzinną w jednym zdaniu.
Powitanie kontra rzeczywistość
Najpiękniejsze w poczcie głosowej jest to, że powitanie zawsze brzmi jak kontrola nad życiem, a prawda bywa prozaiczna. Ktoś nagrywa:
„Jestem poza zasięgiem, oddzwonię najszybciej jak mogę.”
A w rzeczywistości: telefon leży obok, właściciel patrzy na ekran, widzi nazwę kontaktu i myśli: „Nie teraz. Dziś mam dzień… regeneracji społecznej”.
I w tym nie ma nic złego. To naturalna obrona organizmu przed rozmowami typu „tylko szybkie pytanko” (które trwa 43 minuty i kończy się: „a tak w ogóle, to jak u ciebie?”).
Jak uczcić Dzień Głupkowatych Powitań?
Prosto. Trzeba:
- Wejść w ustawienia poczty głosowej.
- Nagrać coś, czego jutro będziesz się trochę wstydzić.
- Zostawić to na minimum 24 godziny, żeby świat miał szansę ucierpieć.
Propozycje gotowe do użycia:
- „Nie mogę odebrać, bo trenuję milczenie. Zostaw wiadomość i milcz ze mną.”
- „Jeśli to ważne, powiedz to szeptem. Mój telefon jest bardzo wrażliwy.”
- „Witaj w mojej poczcie głosowej. Tu odkłada się sprawy, które i tak wrócą. piiiip”
- „Halo? …żartuję. Zostaw wiadomość.”
Morał? Poczta głosowa to pamiętnik naszych nastrojów
W ten jeden dzień śmiejemy się z tych komunikatów, ale prawda jest taka, że głupkowate powitania są jak małe okienko do duszy. Ktoś nagrywa „zostaw wiadomość po sygnale” – bo chce mieć spokój. Ktoś nagrywa kabaret – bo chce, żebyś się uśmiechnął, nawet jeśli nie odbiera. A ktoś zostawia suche „nie ma mnie” – bo nie ma siły udawać, że jest.
I to jest piękne. Bo w świecie, w którym wszyscy muszą być dostępni, poczta głosowa mówi wprost: „nie jestem. i to też jest okej.”

































































Napisz komentarz
Komentarze