Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 14 sierpnia 2026 21:58
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wianki na Wolbórce, polityczna szpilka i rzeka, która naprawdę woła o pomoc

Letni wieczór. Woda pod mostem odbija balustrady, beton, zieleń i resztki światła, które powoli schodzi z miasta. Na powierzchni rzeki unoszą się wianki — trochę kwiatów, trochę gałązek, ślad dawnego obrzędu, który przez wieki łączył wodę, ogień, młodość i nadzieję. Scena mogłaby być kadrem z lokalnego filmu o pamięci miejsca. Mogłaby być spokojną rozmową o tradycji, rzece i odpowiedzialności. Ale w Tomaszowie Mazowieckim nawet kilka kwiatów na wodzie potrafi stać się początkiem kolejnej politycznej awantury.

Radny Piotr Kucharski opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie pozostałości po uroczystości puszczania wianków na Wolbórce. Do fotografii dołączył komentarz: „Zachęcam nasze tomaszowskie ‘panny’ do posprzątania po sobie…”.

Wpis szybko wywołał lawinę reakcji. Część mieszkańców uznała, że radny zwrócił uwagę na porządek po wydarzeniu. Wielu innych odebrało jego słowa jako niepotrzebną zaczepkę wobec uczestników i organizatorów lokalnej inicjatywy. W komentarzach pojawiły się głosy, że wianki były wykonane z naturalnych, biodegradowalnych materiałów, że część z nich była odławiana już podczas wydarzenia, a pozostałe miały zostać uprzątnięte później. Ale przede wszystkim mieszkańcy zaczęli pytać o coś znacznie ważniejszego: czy naprawdę największym problemem Wolbórki są kwiaty i gałązki po jednej uroczystości?

Bo Wolbórka ma dziś problemy dużo poważniejsze. Zarastanie, zamulanie, ograniczony przepływ, pytania o wpływ elektrowni wodnej, brak skutecznej reakcji instytucji odpowiedzialnych za gospodarkę wodną oraz sygnały o zanieczyszczeniach spływających z terenów położonych w dolinie rzeki — to nie są sprawy do jednego złośliwego wpisu. To jest temat na poważną publiczną rozmowę.

Od słowiańskiego obrzędu do facebookowej awantury

Puszczanie wianków nie jest wymysłem festynowej dekoracji. To zwyczaj wyrastający z dawnych obrzędów słowiańskich związanych z Nocą Kupały, letnim przesileniem, wodą, ogniem, płodnością, miłością i przejściem z jednego etapu życia w drugi. W kulturze ludowej wianek był czymś więcej niż ozdobą. Był znakiem młodości, wróżby, nadziei, czasem niewypowiedzianego pytania rzuconego wodzie.

Rzeka w takim obrzędzie nie była kanałem technicznym. Była sceną. Lustrem. Granicą między tym, co codzienne, a tym, co symboliczne. W dawnych pieśniach sobótkowych, w opowieściach etnografów, w polskiej wyobraźni ludowej powraca obraz ognia, wody, śpiewu, kwiatów i wspólnoty. Wianek płynący rzeką nie miał zaśmiecać świata. Miał nieść znak, pytanie, czasem marzenie.

Oczywiście, współczesna tradycja nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności za środowisko. To nie są czasy, w których można beztrosko wrzucać do rzeki wszystko, co nazwie się obrzędem. Organizatorzy wydarzeń nad wodą powinni dbać o to, by używane materiały były naturalne, nietoksyczne i możliwe do uprzątnięcia. Powinni też przewidywać, gdzie wianki zatrzymają się na przeszkodach i jak zostaną odłowione. Tylko że w tej sprawie wielu mieszkańców zwróciło uwagę, że właśnie o naturalnych materiałach była mowa, a same pozostałości nie są tym samym, co plastikowe butelki, śmieci budowlane czy ścieki spływające do rzeki.

I tu zaczyna się sedno sprawy.

Mieszkańcy odpowiedzieli radnemu. I nie była to odpowiedź grzecznościowa

Pod wpisem radnego pojawiło się wiele komentarzy. Niektóre ostre, inne ironiczne, jeszcze inne rzeczowe. Wspólny mianownik był jednak wyraźny: wielu komentujących uznało, że sprawa została rozdęta, a forma wpisu bardziej przypomina polityczną szpilkę niż troskę o Wolbórkę.

Jeden z komentujących pytał, czy naprawdę trzeba robić problem z roślin i elementów biodegradowalnych. Inni zwracali uwagę, że tradycja puszczania wianków polega właśnie na tym, że trafiają one na wodę, a nie na tym, że po trzech minutach zostają pokazowo wyjęte i wyrzucone do kosza. Padły też komentarze, że wianki były wykonywane z naturalnych materiałów i nie stanowią zagrożenia dla środowiska.

W dyskusji pojawił się także głos informujący, że wianki były odławiane w trakcie trwania wydarzenia, a pozostałe miały zostać uprzątnięte następnego dnia. To istotne, bo zmienia proporcje całej sprawy. Jeśli rzeczywiście organizatorzy prowadzili odławianie, a problem dotyczył kilku pozostałości zatrzymanych przy konstrukcji pod mostem, to trudno mówić o ekologicznej katastrofie.

Nie zabrakło jednak i głosów rozsądnie przypominających, że po wydarzeniach publicznych należy sprzątać. To oczywiste. Porządek po imprezie, nawet tradycyjnej i symbolicznej, nie jest fanaberią. Jest standardem. Tyle że standard można egzekwować spokojnie, rzeczowo i skutecznie. Można zapytać organizatorów, można zgłosić problem służbom, można zaproponować system odławiania wianków przy kolejnych edycjach. Można też zrobić to, co zrobił radny — wrzucić zdjęcie z komentarzem, który wielu mieszkańców odebrało jako drwinę.

I dlatego wpis nie trafił w próżnię. Trafił w dobrze znany lokalny kontekst.

Piotr Kucharski ma w przestrzeni publicznej opinię polityka używającego ostrego języka, chętnie punktującego inicjatywy, z którymi mu nie po drodze, i często wchodzącego w spory z osobami myślącymi inaczej. To oczywiście ocena części mieszkańców i obserwatorów jego aktywności, nie diagnoza intencji. Ale reakcje pod wpisem pokazują, że wielu tomaszowian nie odczytało tej publikacji jako neutralnej troski o rzekę. Odczytało ją jako kolejną zaczepkę.

Radny miał prawo zapytać o porządek po wydarzeniu. Problem w tym, że zrobił to w sposób, który bardziej przypominał polityczną szpilkę niż troskę o rzekę. A Wolbórka naprawdę potrzebuje troski — tylko nie tej facebookowej, mierzonej liczbą reakcji pod postem.

Czy naprawdę problemem są wianki?

W tej historii najbardziej uderza dysproporcja. Kilka wianków z naturalnych roślin stało się pretekstem do publicznego połajania uczestników wydarzenia, podczas gdy od lat znacznie większe problemy Wolbórki pozostają nierozwiązane albo rozmywają się między instytucjami.

Mieszkańcy w komentarzach zaczęli pisać o tym, co widzą na co dzień: o wodzie, która nie płynie tak, jak powinna; o zarastaniu koryta; o zastoiskach; o problemie spiętrzenia; o braku realnych działań utrzymaniowych. Kto zna tę rzekę nie z folderu promocyjnego, ale ze spaceru, z mostu, z brzegu, z zapachu po deszczu i widoku zamulonych odcinków, ten wie, że Wolbórka nie jest dziś rzeką w dobrej kondycji.

I dlatego sprowadzenie sprawy do wianków jest wygodne, ale fałszywe. Bo kwiaty w wodzie widać na zdjęciu. Łatwo je pokazać, opatrzyć komentarzem, wzbudzić emocje. Dużo trudniej rozmawia się o decyzjach administracyjnych, odpowiedzialności instytucji, zaniedbaniach utrzymaniowych, spływach zanieczyszczeń i mechanizmach, które przez lata doprowadzały rzekę do obecnego stanu.

A właśnie o tym trzeba mówić.

Elektrownia, spiętrzenie i rzeka, która przestaje oddychać

Jednym z tematów powracających w rozmowach o Wolbórce jest funkcjonowanie elektrowni wodnej. To sprawa wymagająca rzetelnej, technicznej i hydrologicznej oceny, ale nie można jej zamiatać pod dywan. Według krytyków obecnej sytuacji oraz części mieszkańców spiętrzenie wody i ograniczony przepływ mogą wpływać na odkładanie osadów, zamulanie koryta i zarastanie rzeki.

Nie przesądzamy w tym miejscu jednoznacznej odpowiedzialności technicznej. Od tego są dokumenty, kontrole, pomiary i opinie specjalistów. Ale trudno udawać, że temat nie istnieje. Jeżeli mieszkańcy od lat widzą, że rzeka zmienia charakter, że woda miejscami stoi, że roślinność przejmuje koryto, a osady narastają, to obowiązkiem instytucji publicznych jest sprawdzić, jakie są przyczyny tego stanu.

Ważny jest również kontekst decyzji administracyjnych. Zgoda na funkcjonowanie elektrowni została wydana w czasie poprzednich władz miasta. To nie znaczy automatycznie, że każda konsekwencja obecnego stanu Wolbórki wynika właśnie z tej decyzji. Ale oznacza, że samorząd powinien mieć odwagę wrócić do dokumentów, pozwoleń, warunków eksploatacji i realnego wpływu urządzeń wodnych na rzekę.

Rzeka nie jest dekoracją do kampanii wyborczej. Jest żywym organizmem hydrologicznym. Jeśli zatrzymuje się jej oddech, wcześniej czy później zaczyna chorować cały układ: woda, brzegi, roślinność, zwierzęta, a w końcu także mieszkańcy.

Wody Polskie i pytania bez odpowiedzi

Drugim zasadniczym problemem jest odpowiedzialność instytucjonalna. W Polsce gospodarka wodna została scentralizowana, a ważną rolę w zarządzaniu wodami pełnią Wody Polskie. Dlatego pytanie o Wolbórkę nie może kończyć się na poziomie lokalnej przepychanki pod postem radnego.

Według informacji wymagających potwierdzenia w Urzędzie Miasta, tomaszowski samorząd miał wielokrotnie monitować Wody Polskie w sprawie zarastania Wolbórki i potrzeby podjęcia działań utrzymaniowych. Jeżeli tak było, trzeba zapytać wprost: co z tych monitów wyniknęło?

Ile razy miasto informowało Wody Polskie o problemie zarastania Wolbórki? Jakie odpowiedzi otrzymano? Czy przeprowadzono kontrole terenowe? Czy wskazano terminy prac utrzymaniowych? Czy ktokolwiek przedstawił mieszkańcom harmonogram działań? Czy rzeka w granicach miasta jest objęta rzeczywistym nadzorem, czy tylko krąży między pismami, znakami spraw i odpowiedziami, z których niewiele wynika w terenie?

To są pytania ważniejsze niż to, czy kilka wianków zatrzymało się przy moście. Bo jeżeli państwowa instytucja odpowiada za wodę, a samorząd sygnalizuje problem, mieszkańcy mają prawo oczekiwać nie urzędniczej mgły, lecz konkretu. Rzeka nie może być niczyja akurat wtedy, gdy trzeba wziąć za nią odpowiedzialność.

Nieczystości w dolinie rzeki. To temat znacznie poważniejszy niż kilka kwiatów

Najpoważniejszy wątek dotyczy jednak zanieczyszczeń. Według lokalnych sygnałów i obserwacji na pola położone w dolinie Wolbórki mają być wylewane nieczystości, a część z nich może spływać bezpośrednio lub pośrednio do rzeki. Jeśli te informacje się potwierdzą, nie mówimy już o estetyce, obyczaju ani o tym, czy ktoś po wydarzeniu odłowił wszystkie wianki. Mówimy o sprawie środowiskowej i sanitarnej.

Spływ substancji organicznych, ścieków, odchodów lub innych zanieczyszczeń może przyczyniać się do zamulania, eutrofizacji, zarastania koryta i pogorszenia jakości wody. To proces cichy, mało widowiskowy, ale niszczący. Nie wygląda tak efektownie jak zdjęcie wianków pod mostem. Nie daje się łatwo zamknąć w ironicznym poście. Ale to właśnie takie zjawiska potrafią zabić rzekę dużo skuteczniej niż kilka kwiatów.

Jeżeli na tereny w dolinie rzeki trafiają nieczystości, które następnie wraz z wodami opadowymi spływają do Wolbórki, nie jest to problem estetyczny, lecz środowiskowy i sanitarny. W takim układzie kilka wianków z naturalnych roślin staje się wygodnym rekwizytem w politycznym teatrzyku, podczas gdy prawdziwy spektakl degradacji odbywa się po cichu — w rowach, na polach i w zamulonym korycie rzeki.

Sprawą powinny zainteresować się właściwe służby: Wody Polskie, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, samorząd, a w razie podejrzenia naruszenia prawa również sanepid i organy ścigania. Potrzebne są kontrole terenowe, ustalenie źródeł zanieczyszczeń, badania jakości wody oraz sprawdzenie, czy na terenach przyległych do rzeki nie dochodzi do nielegalnego pozbywania się substancji, które nigdy nie powinny trafiać do środowiska.

Bo jeżeli będziemy widzieć tylko wianki, a nie zobaczymy ścieków, mułu i bezczynności, to za chwilę nie będzie już czego bronić.

Co mówi prawo? Krótko i bez prawniczego dymu

Ochrona wód nie jest kwestią gustu. Nie zależy od tego, czy ktoś lubi tradycję, czy jej nie lubi; czy należy do tej czy innej politycznej drużyny. Wynika z przepisów.

Prawo wodne zakazuje m.in. wprowadzania do wód odpadów oraz ciekłych odchodów zwierzęcych. Reguluje także zasady korzystania z wód i ochrony ich jakości. To oznacza, że potencjalne zanieczyszczanie rzeki nie może być traktowane jak lokalna plotka albo sąsiedzki spór.

Prawo ochrony środowiska wskazuje, że ochrona środowiska wymaga działań prowadzonych w sposób systemowy, również poprzez programy i działania samorządów. Z kolei ustawa o odpadach może mieć znaczenie tam, gdzie dochodzi do nielegalnego pozbywania się substancji lub materiałów mogących szkodzić środowisku.

W skrajnych przypadkach w grę mogą wchodzić także przepisy Kodeksu karnego, dotyczące zanieczyszczania wody, powietrza lub powierzchni ziemi w takich rozmiarach, że może to zagrażać zdrowiu ludzi albo powodować istotne obniżenie jakości środowiska.

To nie znaczy, że każdy sygnał automatycznie oznacza przestępstwo. Ale oznacza, że sprawa wymaga sprawdzenia, a nie wzruszenia ramionami.

Porządek po wydarzeniach jest ważny. Ale nie zastąpi polityki ochrony rzeki

W tym miejscu trzeba powiedzieć jasno: organizatorzy wydarzeń nad rzeką powinni sprzątać po uroczystościach. Powinni robić to szybko, skutecznie i tak, by nie zostawiać miejsca na wątpliwości. Nawet naturalne wianki nie powinny tygodniami zalegać przy konstrukcjach wodnych. Współczesna tradycja musi iść razem z odpowiedzialnością.

Ale ta zasada nie usprawiedliwia robienia z kilku roślin tematu zastępczego. Jeśli ktoś naprawdę troszczy się o Wolbórkę, powinien pytać nie tylko o wianki, ale też o przepływ, osady, urządzenia wodne, decyzje administracyjne, monity do Wód Polskich, badania jakości wody i zanieczyszczenia spływające z doliny rzeki.

Tymczasem lokalna polityka zbyt często zachowuje się jak kamera ustawiona na najłatwiejszy kadr. Wianek widać. Ściek trzeba udowodnić. Kwiaty można sfotografować. Zamulanie trzeba badać. Uczestników wydarzenia można publicznie zawstydzić jednym zdaniem. Od instytucji trzeba wymagać dokumentów, odpowiedzi i działań.

I właśnie dlatego sprawa wpisu radnego Piotra Kucharskiego jest większa niż sam wpis. Pokazuje, jak łatwo w lokalnej debacie zgubić proporcje. Jak szybko symboliczna tradycja może stać się narzędziem politycznej zaczepki. I jak trudno przebić się z rozmową o realnych problemach, które nie mieszczą się w jednym złośliwym komentarzu.

Komentarz redakcyjny

Wolbórka nie potrzebuje kolejnej wojny pod postem. Potrzebuje oczyszczenia, kontroli, decyzji administracyjnych, odpowiedzialności i ludzi, którzy potrafią odróżnić kwiat rzucony na wodę w ramach tradycji od realnego zanieczyszczenia rzeki.

Radny miał prawo zapytać o porządek. Mieszkańcy mieli prawo odpowiedzieć, że forma pytania była niefortunna, a skala problemu została ustawiona na głowie. Bo jeżeli lokalna polityka dalej będzie widziała tylko wianki, a nie ścieki, muł i bezczynność instytucji, to za chwilę z tej rzeki zostanie już tylko temat do kolejnej kłótni.

A Wolbórka zasługuje na coś więcej niż rolę tła w facebookowym teatrze.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ajdejano 23.06.2026 12:59
Tego totalnego bełkotu (dla innych - wielkich mundrości) , napisanego powyżej nie chciało mi się doczytać do końca. W kolegium humanum za taki tekst można byłoby tytuł magistra otrzymać. W czasach słowiańskich nie byłoby takiej dyskusji, bo wtedy: nie było debilowatych radnych, nie było zafajdanej ekologii i zafajdanych Wód Polskich, nie było przestępczego wprowadzania na dziko ścieków komunalnych i ścieków przemysłowych, nie było wprowadzania do gleby i do wód gruntowych milionów ton nawozów sztucznych i innych chemikaliów. I z tych, wyżej wymienionych powodów, w rzekach i w zbiornikach wodnych nie ma tej ekologicznie czystej wody, a znajduje się totalny syf. I znajdzie się taki debilowaty radny, który gra w tę samą trąbkę, co równie debilowaci ekolodzy. Niech pojedzie w taki świętojański wieczór (wieczór Kupały) gdzieś na wieś do mieszkańców takiej wsi. Tam takiego debila szubko nauczą rozumu przy pomocy wideł, a jeszcze w dodatku wrzucą debila do wody i każą debilowi zjeść te antyekologiczne wianki.

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Zwrot w sprawie „Shreka”. Prokuratura wycofała akt oskarżenia przeciwko radnemu PSL

Internetowy żart, który urósł do rangi sprawy o majestat Rzeczypospolitej, może zakończyć się bez procesu. Prokuratura Rejonowa w Radomsku wycofała akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi Ślusarczykowi – radnemu powiatu radomszczańskiego i działaczowi PSL. Chodzi o opublikowany na Facebooku mem z Martą Nawrocką i krótkim pytaniem: „A Shrek gdzie?”. Teraz ruch należy do Karola i Marty Nawrockich. Data dodania artykułu: 13.08.2026 12:59
Zwrot w sprawie „Shreka”. Prokuratura wycofała akt oskarżenia przeciwko radnemu PSL

12 sierpnia: Wicher wraca na Bałtyk, a Słońce zgaśnie nad Tomaszowem. Dzień pełen historii i symboli

Są takie dni, kiedy kalendarz przypomina dobrze zmontowany film: jedno cięcie prowadzi spod armat siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej do Puław roku 1920, kolejne z placu w Tbilisi wprost do gdyńskiej stoczni, a finał rozgrywa się już nie na ziemi, lecz na niebie. 12 sierpnia 2026 roku jest właśnie takim dniem. Data dodania artykułu: 12.08.2026 06:32
12 sierpnia: Wicher wraca na Bałtyk, a Słońce zgaśnie nad Tomaszowem. Dzień pełen historii i symboli

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: 11.08.2026 05:24
Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości jak kadry z kilku różnych filmów rozgrywających się jednocześnie. Donald Trump zaostrza retorykę wobec Iranu, Rosja zwiększa produkcję rakiet, w Moskwie ludzie wychodzą przed Sąd Najwyższy w obronie opozycji, a w Kolumbii ratownicy przeszukują ruiny po potężnym trzęsieniu ziemi. W Polsce mowa przede wszystkim o kolejnych miliardach z KPO, finansach partii politycznych i postępowaniu dotyczącym pomocy dla powodzian. Oto najważniejsze informacje poniedziałku. Data dodania artykułu: 10.08.2026 22:10
Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Plac Piłsudskiego po raz kolejny stał się sceną dramatu, w którym pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej spotkała się z najbardziej gorącym językiem bieżącej polityki. Jarosław Kaczyński uznał słabe notowania gabinetu Donalda Tuska za zapowiedź zmiany władzy. Mówił o tworzeniu nowych instytucji, zatrzymaniach i surowych karach. Najdalej poszedł jednak w sprawie Smoleńska, przekonując o rosyjskiej zbrodni i możliwym udziale polskich współpracowników. To pozostaje tezą prezesa PiS, a nie ustaleniem prawomocnego wyroku ani zakończonego śledztwa. Data dodania artykułu: 10.08.2026 13:07
Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

W pierwszym półroczu 2026 roku liczba ujawnionych kradzieży sklepowych spadła niemal o jedną piątą. Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra wiadomość. Statystyka ma jednak konstrukcję dobrego kryminału: najważniejszy szczegół pojawia się dopiero w drugim akcie. Ubywa przede wszystkim drobnych wykroczeń, podczas gdy liczba poważniejszych czynów maleje znacznie wolniej. Problem nie tyle znika, ile zmienia swoją twarz. Data dodania artykułu: 10.08.2026 09:22
Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Historia 10 sierpnia nie mówi jednym głosem. Raz trzaska ogniem nad Wawelem, innym razem szepcze z kart Jerzego Pilcha i Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Potrafi zabrzmieć fletem Iana Andersona, soulowym głosem Roberty Flack, ale też hukiem niemieckich pocisków nad powstańczą Warszawą. Data dodania artykułu: 10.08.2026 08:45
10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

Polecane

Święto Wojska Polskiego w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej Leśny zakątek przy Przedszkolu nr 19. Zdegradowany plac zmieni się w mały las Sierpniowy weekend w Tomaszowie i okolicy. Koncerty, folklor, rajd i rodzinne atrakcje Walne na pięć dni, piloty i nowe reguły gry. W „Przodowniku” znów wrze Słońce i coraz większy upał. W sobotę termometry mogą pokazać ponad 30 stopni Nocna Jazda Moto Show Arena już 22 i 23 sierpnia w Tomaszowie Mazowieckim Poznaj 5 powodów, dla których warto rozwiązywać krzyżówki Tomaszowskie TBS wystawia lokale przy pl. Kościuszki. Największy ma ponad 140 metrów Lechia wraca na Nowowiejską. Z ŁKS Łomża zagra o pierwsze punkty Od poniedziałku paliwo ma mocno potanieć. CPN wraca na dwa tygodnie. Ile zostanie w kieszeni kierowcy? Smaki lata zamknięte w słoikach – przewodnik po domowych przetworach Weekend nie wystarcza — dlaczego regeneracja wymaga czegoś więcej
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama