Zawał serca bywa jak uderzenie pioruna w środku zwykłego dnia. Jeszcze rano praca, zakupy, telefon, pośpiech, papieros „tylko jeden”, kanapka zjedzona w biegu. A potem ból w klatce piersiowej, duszność, zimny pot, strach i walka z czasem. W kardiologii mówi się o „złotej godzinie” — krótkim oknie, w którym szybka pomoc może uratować życie i ograniczyć uszkodzenie serca. Ale eksperci przypominają: samo przeżycie zawału nie oznacza końca choroby.
Prof. Janina Stępińska, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii, w rozmowie z PAP podkreśla, że każdy pacjent po zawale serca automatycznie staje się chorym najwyższego ryzyka kolejnego incydentu. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno także lokalnie — w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w każdej rodzinie, w której ktoś „jakoś się czuje”, ale od lat nie mierzy ciśnienia, nie bada cholesterolu i nie zagląda do lekarza, dopóki organizm nie zacznie krzyczeć.
Serce uratowane w szpitalu to dopiero początek
Według danych przywoływanych przez ekspertkę, w Polsce każdego roku rejestruje się około 70 tysięcy przypadków zawału serca. Choroby kardiologiczne pozostają jedną z głównych przyczyn zgonów, wyprzedzając nawet nowotwory. Zawał serca to martwica fragmentu mięśnia sercowego, najczęściej spowodowana zamknięciem tętnicy wieńcowej. Krew przestaje dostarczać tlen, a część serca zostaje odcięta od życia.
Najczęstszą przyczyną jest miażdżyca. Pęknięcie blaszki miażdżycowej uruchamia proces krzepnięcia, powstaje zakrzep, a ten może całkowicie zablokować przepływ krwi. Dalej zaczyna się dramat liczony nie w dniach, ale w minutach.
Prof. Stępińska tłumaczy, że stan serca po zawale zależy m.in. od tego, jak szybko pacjent otrzyma pomoc. Im krótszy czas od początku bólu do przywrócenia przepływu krwi przez zamkniętą tętnicę, tym większa szansa na ograniczenie trwałych następstw. Dlatego przy objawach zawału nie wolno „przeczekać”, „położyć się na chwilę” ani jechać samemu do szpitala. Trzeba wzywać pomoc medyczną.
Największy przeciwnik? Stare nawyki
Nowoczesna kardiologia potrafi dziś działać szybko i skutecznie. W wielu przypadkach lekarze udrażniają zamkniętą tętnicę, przywracają przepływ krwi i ratują mięsień sercowy przed dużym uszkodzeniem. Paradoksalnie właśnie tacy pacjenci bywają później najtrudniejsi do przekonania, że przeżyli coś bardzo poważnego.
Prof. Stępińska zwraca uwagę, że osoby, które szybko trafiły do szpitala i uniknęły widocznego uszczerbku na zdrowiu, często bagatelizują zdarzenie. Myślą: „nic się nie stało”. Wracają do pracy, papierosów, pośpiechu, złej diety, siedzącego trybu życia. Jak bohater filmu, który przeżył eksplozję i otrzepuje kurz z marynarki, ale nie zauważa, że za jego plecami nadal płonie cały budynek.
Tyle że po zawale organizm nie daje czystej kartki. Daje ostrzeżenie.
Cholesterol, ciśnienie, cukrzyca. Liczby, które decydują o życiu
Do najważniejszych czynników ryzyka zawału należą: podwyższony poziom cholesterolu LDL, nadciśnienie tętnicze, palenie tytoniu, nieprawidłowa dieta, brak aktywności fizycznej, nadwaga oraz obciążenia genetyczne. Na geny wpływu nie mamy. Na papierosy, ruch, leczenie nadciśnienia i badania kontrolne — już tak.
Po zawale szczególne znaczenie ma kontrola złego cholesterolu LDL. Prof. Stępińska wskazuje, że u pacjenta po zawale powinien on być bardzo niski — poniżej 50 mg/dl. Równie ważna jest kontrola ciśnienia tętniczego. Ekspertka przypomina, że obecnie górna granica to 130/80 mmHg. U osób z cukrzycą kluczowa jest również bardzo dobra kontrola poziomu glukozy.
To nie są suche liczby z ulotki. To współczesny alfabet przeżycia po zawale. Trochę jak zapis nutowy — jeśli zignorujemy tempo, pauzy i tonację, cała melodia zaczyna się sypać.
KOS-Zawał, czyli pacjent nie powinien zostać sam
W Polsce od 2017 roku działa program KOS-Zawał, czyli kompleksowa opieka specjalistyczna nad pacjentem po zawale serca. Program obejmuje leczenie ostrej fazy zawału, rehabilitację kardiologiczną, opiekę ambulatoryjną, monitorowanie stanu pacjenta oraz indywidualny plan leczenia.
Prof. Stępińska podkreśla, że bezpieczna rehabilitacja może rozpoczynać się już w szpitalu. To ważne, bo wielu pacjentów po zawale boi się ruchu. Inni przeciwnie — zbyt szybko chcą wrócić do dawnych obciążeń. Tymczasem rehabilitacja kardiologiczna nie jest dodatkiem luksusowym, lecz jednym z filarów powrotu do życia.
Program KOS-Zawał jest finansowany ze środków publicznych. W założeniu ma prowadzić pacjenta przez pierwszy, najważniejszy rok po incydencie. To czas, w którym trzeba ustawić leczenie, kontrolować czynniki ryzyka, rozpocząć rehabilitację i nauczyć się żyć inaczej.
Rzucić palenie, zmienić dietę, ruszyć się. Proste? Tylko na papierze
Ekspertka nie pozostawia złudzeń: dopełnieniem leczenia musi być bezwzględne rzucenie palenia, przejście na dietę śródziemnomorską, redukcja nadwagi i regularna aktywność fizyczna. To brzmi jak zestaw zaleceń dobrze znanych z plakatów w przychodniach. Problem w tym, że najtrudniej zmienia się to, co przez lata było częścią codzienności.
Papieros po pracy. Tłusty obiad „bo przecież człowiek musi coś zjeść”. Brak spaceru, bo zimno, gorąco, pada, boli, nie ma czasu. Stres, którego nie da się po prostu wyłączyć guzikiem.
Prof. Stępińska przyznaje, że unikanie stresu jest jednym z najtrudniejszych zaleceń. Często wynika on z sytuacji osobistych, rodzinnych, zawodowych, finansowych. Nie na wszystko mamy wpływ. Możemy jednak ograniczać to, co dokłada organizmowi kolejnych ciosów: permanentny pośpiech, brak snu, konflikty, nadmiar obowiązków, używki. Czasem konieczne jest również wsparcie psychologa.
Lokalna lekcja dla mieszkańców
Ten temat nie dotyczy abstrakcyjnych statystyk. Dotyczy ludzi, których mijamy na ulicach Tomaszowa Mazowieckiego, w kolejkach do lekarza, w sklepach, na przystankach, na działkach, nad Pilicą i Wolbórką. Dotyczy ojców, matek, dziadków, pracowników, przedsiębiorców, kierowców, nauczycieli, urzędników. Zawał rzadko pyta o kalendarz.
Dlatego warto powtarzać kilka prostych zasad. Ból w klatce piersiowej, duszność, promieniowanie bólu do ręki, żuchwy, pleców, zimny pot, osłabienie, nudności — to objawy, których nie wolno lekceważyć. W przypadku podejrzenia zawału należy wzywać pomoc, a nie czekać, aż „samo przejdzie”.
Po zawale natomiast trzeba potraktować leczenie jak długą umowę z własnym życiem. Tabletki, kontrole, rehabilitacja, dieta, ruch, rzucenie palenia — to nie są dodatki do terapii. To terapia.
Druga szansa wymaga dyscypliny
Zawał serca nie zawsze kończy się tragedią. Dzięki medycynie, szybkiemu leczeniu i dobrej organizacji systemu wielu pacjentów wraca do domu, rodziny i pracy. Ale właśnie wtedy zaczyna się najważniejszy egzamin. Nie przed lekarzem. Przed samym sobą.
Bo po zawale nie wystarczy powiedzieć: „miałem szczęście”. Trzeba jeszcze zrobić wszystko, by tego szczęścia nie wystawiać na kolejną próbę.




Napisz komentarz
Komentarze